– Argumentów za przeprowadzeniem referendum w Grodkowie jest kilka. Ale podstawowy to taki, że utraciliśmy zaufanie do władz. Zarówno do burmistrza Miłosza Kroka, jak i do radnych go wspierających, z przewodniczącym rady na czele. Wszystko przez konflikt interesów – mówił pod koniec sierpnia „O!Polskiej” Norbert Bohdziul, pełnomocnik komitetu referendalnego.
Referendum w Grodkowie. W tle nowe turbiny wiatrowe
Ów konflikt interesów polega na tym, że na terenie gminy powstać mają kolejne turbiny wiatrowe. Osiem z nich ma stanąć na terenach, które należą do Dariusza Gajewskiego, przewodniczącego rady.
– Miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego uchwalono w okolicznościach budzących wątpliwości. W tej sprawie brakuje transparentności. Domagamy się jej od jakiegoś czasu, ale bezskutecznie – zauważał Norbert Bohdziul.
Dariusz Gajewski odpowiadał wówczas, że plany przewidujące powstanie turbin na jego terenach były uchwalone 19 lat temu.
– Ja nie byłem wtedy radnym. Dopiero rok później rozpoczęła się moja przygoda z samorządem. I nie zabiegałem też o ulokowanie tych turbin. To jest prawo nabyte. Ja tam też nie jestem inwestorem, tylko użyczam terenu – mówił „O!Polskiej”.
Inicjatorzy referendum zarzucają brak wizji
Norbert Bohdziul dodawał, że mieszkańcy gminy Grodków nie chcą nowych turbin wiatrowych na jej terenie.
– Już teraz mamy 52 wiatraki. To krajowa czołówka. A mają być kolejne. Burmistrz twierdzi, że da to samorządowi dodatkowe wpływy. Tyle, że opieranie rozwoju gminy jedynie na tym to dowód na brak wizji zrównoważonego rozwoju – przekonywał pełnomocnik komitetu referendalnego.
– Referendum w Grodkowie jest potrzebne, bo obecna władza nie ma pomysłu na gminę. Stagnacja trwa od lat. Nie ma wizji tworzenia tu nowych miejsc pracy i na poprawę sytuacji z ochroną zdrowia. Na dodatek sołectwa są wykluczone. Pieniądze są pompowane w miasto, a wsie toną w błocie. Kwestia transportu publicznego też pozostawia wiele do życzenia. Wykluczenie komunikacyjne jest ogromne – wyliczał Norbert Bohdziul.
Zapewniał, że inicjatorzy referendum próbowali wcześniej dialogu z władzami. – Ale te nie mają ku temu woli. Radni opozycji przedstawili uchwałę intencyjną w tej sprawie. Większość, jaką w radzie ma burmistrz Krok, tę uchwałę utrąciła – opowiadał.
Referendum w Grodkowie – ile głosów potrzeba?
Inicjatorzy referendum musieli zebrać około 1400 podpisów poparcia w tej sprawie. Zebrali blisko dwa razy tyle – około 2700.
– Wszystko to w mało korzystnym czasie, bo w końcówce roku szkolnego i w wakacje – zauważał Norbert Bohdziul.
Opolska delegatura Krajowego Biura Wyborczego zweryfikowała podpisy, a komisarz wyborcza wyznaczyła termin głosowania. Referendum w Grodkowie odbędzie się 5 października.
Przypomnijmy, że zarówno w przypadku inicjatywy odwołania burmistrza, jak i rady miejskiej, do urn musi pójść co najmniej 3/5 osób, które wybierały te organy w wyborach samorządowych z 2024 roku. W przypadku Grodkowa oznacza to konieczność zagłosowania przez około 4 tysiące osób. I ponad połowa z nich musi zagłosować za odwołaniem burmistrza oraz radnych.
Kolejne takie głosowanie w woj. opolskim
Dariusz Gajewski w rozmowie z naszym reporterem liczył się z tym, że mieszkańcy mogą zdecydować o pozbawieniu go mandatu radnego.
– Jeśli tak się stanie, to przez pewien czas w gminie porządzi komisarz, a potem będą nowe wybory. Jednak jak już mówiłem, jestem w samorządzie od 18 lat. Ludzie darzyli mnie zaufaniem i darzą do tej pory. Są też osoby krytyczne. Ale wedle mojej wiedzy są w mniejszości – mówił ponad miesiąc temu.
Miłosz Krok z kolei jest burmistrzem od wiosny 2024 roku. Próbowaliśmy uzyskać od niego komentarz w sprawie referendum. Pan burmistrz do tej pory się jednak z nami nie skontaktował.
Referendum w Grodkowie będzie trzecim głosowaniem w woj. opolskim w tym roku, w którym nad przyszłością burmistrza i rady miejskiej zdecydują mieszkańcy. Wcześniej referenda odbyły się w Nysie i w Głubczycach. W obu przypadkach lokalnych władz nie udało się odwołać, właśnie z powodu niskiej frekwencji.
Ale nie oznacza to, że inicjatywa taka jest z góry skazana na porażkę. Dowodzi tego referendum w Zabrzu, w którym mieszkańcy odwołali prezydent Agnieszkę Rupniewską, wybraną wiosną 2024 roku.
Czytaj także: Radny PiS kontra radny KO. W tle pieniądze, pałac i wino. Mandat na włosku?
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania



