Ta refleksja o tym, co zrobiła propaganda PiS, naszła mnie przy przeglądaniu wyników różnych badań, dotyczących sprawy dotacji z Krajowego Planu Odbudowy dla przedsiębiorców z branży gastronomicznej i turystycznej. Tej, gdzie główną rolę odegrały marginalne w rzeczywistości sauny, jachty i ekspresy do kawy.
I tak na pytanie, kto jest bardziej winien, rząd Mateusza Morawieckiego czy Donalda Tuska, przeważają odpowiedzi, że ten drugi. Choć, abstrahując zupełnie od tego, czy w ogóle mamy jakąś wielką aferę, to obecna ekipa realizowała tylko to, co wymyśliła – nawet niegłupio, moim zdaniem – poprzednia.
Propaganda PiS to majstersztyk
Jakby konsekwencją powyższego jest opinia zdecydowanej większości Polaków, że stanowiskiem powinna za to zapłacić minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Jej resort nadzoruje wydawanie pieniędzy z KPO, a ona sama jest jedną z najbardziej kompetentnych w obecnym rządzie.
Nic nie świadczy, by – kolokwialnie mówiąc – dała plamę w związku z tymi dotacjami. Ale nawet spora część wyborców Koalicji 15 X chce jej dymisji. I tu mamy swoisty paradoks: choć z jednej strony uważają oni, że winna jest poprzednia ekipa, to chcą, by głowę położyła minister ich rządu.
To prawdziwy majstersztyk, jakiego zamieszania w głowach dokonała propaganda PiS. I niestety, to wszystko jest do pojęcia, wbrew mojej pierwszej refleksji. Dla Nowogrodzkiej pracuje cała ekipa ludzi, która codziennie analizuje informacje napływające z kraju pod kątem tego, czy coś da się wykorzystać do „dowalenia” Tuskowi i rządzącej koalicji.
Centrala PiS zleca stale badania nastrojów i emocji społecznych, więc wie, co ludzi może ruszyć. Potem wystarczą fachowcy od socjotechniki i mediów, którzy przygotują odpowiednią narrację i sposób jej podania. Jak uznają, że trzeba, podleją ją sosem manipulacji i kłamstwa.
Bezradność koalicji i złudna wiara w „samoobronę prawdy”
Tyle propaganda PiS i Konfederacji – a co na to politycy rządzącej koalicji? Są bezradni jak dzieci we mgle. Kiedy ich oglądam i słucham, to widzę, że – poza nielicznymi wyjątkami – niczego nie rozumieją. Niepewne oczy, kostyczne w formie banały. Brak zwięzłego, trafiającego do ludzi przekazu, brak ripost, które szybko obiegną internet. No i nie widać werwy, tej woli walki.
Wystarczy spojrzeć na profile polityków koalicyjnych oraz PiS i Konfederacji w mediach społecznościowych. Np. u Patryka Jakiego i Janusza Kowalskiego nie ma dnia, by czegoś z rzeczywistości społecznej czy politycznej nie komentowali, nie dowalili – słusznie czy nie – obecnej władzy. A „rządowi” żyją w innym świecie. Spokój, z rzadka post, głównie z żoną na wakacjach, albo przy pracy na działce.
Ale chyba najbardziej irytujące jest to, kiedy w obliczu kolejnego ataku medialnego PiS usiłują przekonywać, że ludzie przecież widzą fałsz i prawda sama się obroni. Nie, dziś mamy taką rzeczywistość, że sama się nie obroni. Trzeba jej pomóc. I nie chodzi o to, by politycy koalicji zaczęli kłamać i manipulować.
Po prostu rząd nie potrafi znaleźć odpowiedzi na strategię czarnych i brutalnych ataków opozycji. Ciągle jest defensywny, ciągle w tyle, nawet o 15 lat, jeśli chodzi o media społecznościowe.
I to jest najbardziej niepojęte, bo partie koalicyjne mają pieniądze, zaplecze intelektualne oraz chętnych do pomocy speców od propagandy, socjotechniki i socjalmediów. Ale tak, jak z ich oferty i badań nie chciał skorzystać sztab Rafała Trzaskowskiego, tak nie chce obecny rząd, czyli i Donald Tusk. No cóż, to nie pierwszy raz, kiedy działacze wiedzą lepiej. Choć dobrze nigdy się to nie kończyło.
Czytaj także: Uwaga na słowa niszczące. Dlaczego pogarda niszczy wspólnotę
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania