– Ludzie mają poczucie wielkiej niesprawiedliwości – mówi Radosław Kochler, przedsiębiorca z Lewina Brzeskiego, któremu wezbrane wody Nysy Kłodzkiej zalały hurtownię materiałów budowlanych.
– Straty oszacowałem na około 1,7 mln zł. Zwróciłem się do Wód Polskich o odszkodowanie. Podobnie zrobili inni powodzianie, których znam. I każdemu z nas odmówiono. Wody Polskie nie poczuwają się do odpowiedzialności za katastrofę sprzed pół roku. Twierdzą, że to była siła wyższa, w swoich działaniach uchybień nie widzą – opisuje.
Pozew zbiorowy za powódź do kosza. „Za drogo”
Odmowy wypłaty pieniędzy powodzianie zaczęli otrzymywać pod koniec lutego. Spodziewając się takiej sytuacji, już pod koniec października rozpoczęli zbiórkę podpisów pod pozwem zbiorowym przeciwko Wodom Polskim. Już wtedy byli przekonani o tym, że zaniedbania pracowników tej jednostki skutkowały zalaniem gminy Nysa i Lewin Brzeski. Radosław Kochler był wśród inicjatorów tej zbiórki.
Pozew zbiorowy za powódź podpisało około trzech tysięcy osób. Ale niedawno okazało się, że ostateczne koszty obsługi prawnej przez kancelarie mające ich reprezentować byłyby dla pozywających bardzo wysokie.
– Ludzie starają się wrócić do normalności, liczą każdą złotówkę. Większości nie stać, by wyłożyć po kilka tysięcy złotych na sprawę, która najpewniej będzie się ciągnąć latami. Stąd rezygnacja z tego pozwu – argumentuje Radosław Kochler.
Nie ma pozwu, są zawiadomienia do prokuratury
Co nie oznacza, że powodzianie odpuszczają Wodom Polskim. Jak mówi Dariusz Szczepański, geodeta z Nysy, jedna z kancelarii przygotowuje wzorzec zawiadomienia, z którego będą mogli skorzystać poszkodowani przez wielką wodę. Każdy będzie zgłaszał własne.
Radosław Kochler już to uczynił. – Zwróciłem uwagę na niewystarczającą rezerwę w zbiorniku w Nysie w sytuacji, gdy z prognoz wynikało, że będą intensywne opady deszczu. A z Czech popłyną do nas masy wody. A potem były chaotyczne zrzuty wody ze zbiornika w Nysie, które przypieczętowały los naszej gminy – argumentuje.
Dariusz Szczepański przygotował raport wskazujący na zaniedbania Wód Polskich. Zauważa, że zawiadomienia z gminy Lewin Brzeski mają większe szanse na pozytywny skutek dla powodzian, niż w przypadku gminy Nysa.
– Tam źródło zalania jest ewidentne. To wody Nysy Kłodzkiej, które spłynęły z kaskady zbiorników retencyjnych – mówi. – W przypadku Nysy sytuacja nie jest tak jednoznaczna.
Wszystko dlatego, że teren miasta zalały też wody Białej Głuchołaskiej. A na niej nie ma zbiorników, na których można byłoby zatrzymać część wody i wypłaszczyć falę powodziową.
Przypomnijmy, że śledczy już od kilku miesięcy prowadzą szereg postępowań związanych z powodzią na terenie województwa opolskiego. Dotyczą one nie tylko tego, czy ktoś odpowiada za zniszczenia dokonane przez wielką wodę, ale również przebiegu ewakuacji szpitala w Nysie oraz śmierci dwóch osób. Do tego dochodziły zakończone już śledztwa w sprawie przypadków szabrownictwa.
Czytaj także: Operacja Gomoła. Śledztwo trwa, uczestnik prowokacji ze stołkiem w ARiMR
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania