Piotr Guzik, Krzysztof Zyzik: Wicestarosta powiatu krapkowickiego Sabina Gorzkulla do „wczoraj” była twarzą opolskiej kampanii Rafała Trzaskowskiego. Z ogromną intensywnością „trzaskała” w mediach społecznościowych, publikowała selfie z kandydatem na prezydenta, a na wiecach stała w pierwszym szeregu obok wojewody Moniki Jurek. Nie dziwiło pana, że jest dopuszczana tak blisko, mimo ujawnionego przez naszą redakcję mechanizmu wyprowadzania milionów złotych ze starostwa do firmy szwagra, mimo śledztwa prokuratury w tej sprawie i mimo ostentacyjnej promocji Marcina Ociepy przed wyborami 15 października?
Marek Śmiech: W naszym powiecie sporo osób patrzy na to z niedowierzaniem. Jak można tak skakać z kwiatka na kwiatek i jak to świadczy o wiarygodności polityki w ogóle? A mamy tu w Krapkowicach naprawdę bardzo egzotyczną koalicję. Powstałą tylko po to, aby towarzystwo starosty Macieja Sonika i wicestarosty Sabiny Gorzkulli mogło utrzymać władzę. Do większości w radzie, wynoszącej tu dziewięć mandatów, po wyborach samorządowych brakowało im jednej szabli. Tą okazał się Marko Markowski, jedyny radny PiS i lider tamtejszych struktur partii Jarosława Kaczyńskiego. W zamian za poparcie układu Sonik-Gorzkulla, utworzono dla niego stanowisko etatowego członka zarządu powiatu. Sama pensja kosztuje nas około 20 tysięcy złotych miesięcznie. W skali kadencji to będzie suma około miliona złotych. Taka jest cena dziewiątego stołka tego układu na obecną kadencję…
W poprzedniej kadencji władze powiatu sympatyzowały z prawicą.
– Sympatyzowały to mało powiedziane. Marcin Ociepa, ówczesny wiceminister obrony narodowej, był tu hołubiony, przyjmowany z największymi honorami i intensywnie promowany. Jednak gdy tylko PiS straciło władzę, władze powiatu krapkowickiego zaczęły się łasić do przedstawicieli obecnej koalicji.

Tak z dnia na dzień?
– Dosłownie z dnia na dzień. Maciej Sonik, który po kilkunastu latach członkostwa w Platformie kilka lat temu opuścił partię na rzecz nawiązania relacji z Marcinem Ociepą, tuż po wyborach 15 października zaczął odkurzać kontakty z dawnymi kolegami, a od pewnego czasu zacieśnia też więzi z PSL. Wicestarosta Sabina Gorzkulla, jak sami zauważyliście, wręcz nadgorliwie zaczęła „trzaskać” na rzecz kandydata Platformy Obywatelskiej na prezydenta RP. I jak widać zupełnie nie gryzie jej się to z faktem, że stołek, na którym zasiada, zależy od siedzącego ramię w ramię radnego, który Platformę Obywatelską, premiera i kandydata na prezydenta KO intensywnie hejtuje, pisząc m.in. o tym, że Polska pod rządami Tuska jest reżimem doprowadzającym do śmierci ludzi i krajem trzeciego świata. To są już szczyty hipokryzji.
W kuluarowych rozmowach lokalni politycy opolskiej Platformy mówią nam, że to wręcz nadpobudliwe zaangażowanie Sabiny Gorzkulli w kampanię Trzaskowskiego uwierało ich, ale tolerowali to przez wzgląd na rzekome układy pani wicestarosty „wyżej”. Dopiero przed ostatnią konwencją Rafała Trzaskowskiego w Opolu Gorzkulla została odcięta od kandydata KO. Na portalu LinkedIn zamieściła potem dramatyczny wpis, że uderzyli w nią nie wrogowie, lecz „swoi”.
– Dobrze znamy te publiczne dramy pani wicestarosty, ona uwielbia użalać się nad sobą na Facebooku czy innych portalach, jak to źli ludzie, samorządowcy albo dziennikarze, robią jej pod górkę, a u niej przecież serce na dłoni. I rzeczywiście, Gorzkulla ma też twarz społecznie zaangażowanej i empatycznej osoby, która potrafi człowieka wręcz zbombardować miłością. Ale nie chcielibyście panowie poznać jej drugiej twarzy… Ona ją skrzętnie ukrywa, a na wszelkie merytoryczne zarzuty pod jej adresem reaguje niezwykle emocjonalnymi postami o swoich chorobach albo o rzekomej nienawiści, jakiej doświadcza od złych ludzi. Te jej publiczne dramy są już na tyle przewidywalne, że lokalnie nie robią większego wrażenia.
Na wiecu, jaki Rafał Trzaskowski miał w Opolu, Sabina Gorzkulla była nieobecna.
– Co mogę powiedzieć, lepiej późno niż wcale. Szkoda, że wcześniejsze sygnały lokalnych struktur Platformy nie zostały odebrane poważnie przez kierownictwo PO, że akceptacja Gorzkulli jako jednej z twarzy kampanii Trzaskowskiego to klasyczna bomba z opóźnionym zapłonem.

Jakieś przypuszczenia co do efektu śledztwa prokuratury?
– To, co wiemy ponad wszelką wątpliwość: wicestarosta Gorzkulla osobiście nadzorowała transfery ze starostwa kilku milionów złotych do niewielkiej firmy budowlanej swojego szwagra, która wykonywała usługi dla starostwa i jednostek podległych. Najczęściej odbywało się to bez przetargu, ponieważ gdzie to było możliwe, dzielono inwestycje na mniejsze kawałki o wartości poniżej 130 tys. złotych. Przy takich kwotach nie trzeba było robić otwartego przetargu.
Nawet, gdyby miało się okazać, że było to działanie na granicy prawa, w co osobiście nie wierzę, to przecież mamy co najmniej do czynienia z postawą skrajnie nieetyczną, z typowym nepotyzmem. Wiemy, że przesłuchano już w tej sprawie około pięćdziesięciu osób. Rozumiem, że temat jest skomplikowany i wymaga drobiazgowego zbadania.
Wiele osób czeka na dalsze ruchy śledczych. W tej sytuacji zadziwia mnie jednak, że do czasu wyjaśnienia sprawy pani wicestarosta nie została odsunięta od zarządzania finansami powiatu. Tym bardziej, że, moim zdaniem, nie potrafi ona zarządzać swoimi prywatnymi finansami. Obrazują to oświadczenia majątkowe, gdzie wykazuje ogromne zadłużenie. Pisaliście również o tym, jak latami pożyczała pieniądze nawet od podwładnych i długo nie oddawała…
Można też na postawę Macieja Sonika i Sabiny Gorzkulli popatrzeć z drugiej strony: wprawdzie liderzy powiatu są jak chorągiewki, ale za to skutecznie ściągają pieniądze z Warszawy. To cynicznie, ale w realiach polityki transakcyjnej skuteczne.
– Tak, znam powiedzenie „pokorne cielę dwie matki ssie”. Ale z powodu takiego lawirowania wyborcy ulegają znieczulicy. Widzą, że można nie mieć przekonań i stabilnego systemu wartości, albo zmieniać je jak rękawiczki. Że można zrobić wszystko, byle utrzymać się u władzy. Dlatego twierdzę, że ustawianie takiej osoby, jak Sabina Gorzkulla na pierwszą linię kampanii Trzaskowskiego jest absolutnie niedorzeczne. Bo kandydat Platformy wiele mówi o wartościach i o tym, jakim zagrożeniem są kandydaci związani z prawicą, a tu ludzie widzą, że zarząd powiatu trwa już tylko dzięki dealowi z człowiekiem PiS. I mimo umizgów do nowej koalicji, dalej po cichu trzyma z ludźmi Marcina Ociepy. Świadczy o tym choćby obecność Katarzyny Kozeli-Ziubroniewicz w radzie nadzorczej Krapkowickiego Centrum Zdrowia.

Wytknął pan ostatnio publicznie, że powiat krapkowicki zaciągnął 13 mln zł pożyczki. W czym problem, skoro szereg samorządów się zadłuża?
– Trudno się nie niepokoić, jeśli mamy do czynienia z zaciągnięciem trzeciego nowego zobowiązania na przestrzeni około 10 miesięcy trwania obecnej kadencji samorządu. Do obecnych 13 mln zł trzeba doliczyć 17 mln zł pożyczonych w minionym roku. W sumie daje to około 30 mln zł. A pamiętajmy, że do tego trzeba jeszcze dodać co najmniej połowę tej kwoty na tak zwane koszty obsługi długu, czyli spłatę odsetek. Strach pomyśleć, co nas czeka w kolejnych miesiącach.
Raz jeszcze: praktycznie wszystkie samorządy się zadłużają. Dług samego Opola, które ma skądinąd świetne ratingi finansowe, przekracza pół miliarda złotych.
– Jest zasadnicza różnica pomiędzy tym, w jakiej skali i na co się pożycza pieniądze. Opole zadłuża się, ponieważ od dobrych kilku lat mocno inwestuje w infrastrukturę komunikacyjną czy rekreacyjną. To pieniądze, które trafiają na wkłady własne do różnych projektów, które za jedną włożoną w nie złotówkę przynoszą kilka złotych dofinansowania. Dzięki temu miasto się dynamicznie rozwija. Tymczasem powiat krapkowicki pożycza pieniądze na pensje dla pracowników oraz jednostek podległych starostwu. Taki problem pojawił się już pod koniec minionego roku. A na horyzoncie widnieje kolejna pożyczka, na 8 mln zł, zaciągane są pożyczki na spłatę wcześniej zaciągniętych.
Dochody bieżące nie pokrywają wydatków bieżących – czyli kolejny rok z rzędu wydaje się więcej niż wpływa. To wygląda tak, jakby powiat krapkowicki wpadł w pętlę zadłużenia. Co jest kuriozalne, gdyż ziemia krapkowicka ma ogromny potencjał. U nas działa naprawdę szereg świetnych firm, zapewniających dobre wpływy z podatków. A mimo tego jest tu gigantyczny problem z finansami. Trzeba to jasno powiedzieć: nasze starostwo powiatowe to prawdziwe bizancjum.
Dowody prosimy.
– Na terenie naszego powiatu mieszka około 60 tysięcy osób, a krapkowickie starostwo zatrudnia blisko 150 osób. Sąsiedni powiat strzelecki zamieszkuje więcej, bo około 70 tysięcy ludzi, a tamtejsze starostwo zatrudnia około 100 osób. Drugi przykład: liczba pracowników opolskiego starostwa jest zbliżona do krapkowickiego. Tyle, że na terenie powiatu opolskiego mieszka dwa razy więcej ludzi!
Na tym nie koniec. Nasze starostwo jest jedynym w wojewódzkie opolskim, w którym istnieje etat dyrektora gabinetu. Stanowisko to piastuje bliski współpracownik Macieja Sonika, który do lutego minionego roku szefował tutejszej Platformie Obywatelskiej. I ten dyrektor ma jeszcze podległych sobie pracowników. Na dodatek mamy w starostwie wyjątkowo liczny dział promocji. W teorii ma promować powiat. W praktyce pracownicy jeżdżą za starostą Maciejem Sonikiem i wicestarostą Sabiną Gorzkullą. Robią im zdjęcia i wideo, które potem umieszczają w mediach społecznościowych. My wszyscy za to płacimy. I na to też się zadłużamy.

Pieniądze z pożyczek idą głównie na utrzymanie urzędu?
– Nie tylko. Także na organizację imprez, na które zjeżdżają największe gwiazdy, a których przygotowanie kosztuje krocie. Przykładem dwudniowe święto 25-lecia powiatu z udziałem Maryli Rodowicz, na które powiat krapkowicki wydał około miliona złotych. Nie mówię, aby nie robić imprez wcale. Coś trzeba ludziom zaoferować. Ale przy tej skali zadłużenia trzeba się też oglądać na koszty. Można takie rzeczy robić skromniej przy pozyskanych środkach zewnętrznych.
Nikt rozsądny nie wydaje przecież więcej, niż sam ma, bo wie, że to droga donikąd. Tymczasem władze powiatu wyraźnie działają w myśl zasady „zastaw się, a postaw się”. Sonik i Gorzkulla wypłacają sobie ogromne ekwiwalenty za niewykorzystany urlop, tylko w ubiegłym roku było to prawie 70 tysięcy złotych, korzystają też z licznych delegacji w tym do USA, opłacając z pieniędzy starostwa luksusowe, 4 i 5-gwiazdkowe, luksusowe hotele. By ich układ mógł trwać w najlepsze, od lat opłacają też lokalne wydawnictwo.
Żeby była jasność: każde znane nam wydawnictwo zawiera umowy promocyjne także z samorządami. W naszych mediach również zamieszczamy ogłoszenia i materiały promocyjne gmin i powiatów, dotyczy to także samorządów powiatu krapkowickiego.
– Oczywiście, wydawnictwa prasowe, czy stacje radiowe – wszyscy współpracujecie z samorządami, ale powinno się to odbywać w sposób transparentny. Tymczasem jeden z radnych gminy Walce, żmudnie wyciągając dane ze starostwa w trybie dostępu do informacji publicznej uzyskał coś, o czym mówiło się od dawna. Starostwo nie tylko opłacało lokalny tygodnik z Krapkowic z pieniędzy promocyjnych urzędu, ale jeszcze zobligowało jednostki podległe starostwu do zamawiania pozytywnych materiałów na swój temat. A już szokiem była dla mnie informacja, że do płacenia prywatnemu wydawnictwu, które robiło propagandę Gorzkulli i Sonikowi, zobligowana była nawet wiecznie niedofinansowana szkoła specjalna! Naprawdę, gdyby Rafał Trzaskowski czy Donald Tusk wiedzieli, co się u nas wyprawia, złapaliby się za głowy.
Pan ma swoje trudne przejścia z wydawnictwem sponsorowanym przez starostwo krapkowickie…
– I trudne, i zabawne, i kuriozalne zarazem.
To znaczy?
– Gdy zostałem wójtem gminy Walce, podjąłem decyzję, by nie kontynuować opłacania niektórych umów promocyjnych. Natychmiast we wspomnianym tygodniku lokalnym z Krapkowic zaczęły się pojawiać negatywne teksty o naszym samorządzie i wydarzeniach w gminie, a ja jako wójt straciłem nazwisko w wielu tekstach.
Jak to stracił pan nazwisko?
– Tak to, że gdy jeszcze płaciliśmy krapkowickiemu tygodnikowi (bo trwała umowa zawarta wcześniej), byłem cytowany w artykułach normalnie, czyli: „Marek Śmiech, wójt gminy Walce”. A gdy nie przedłużyłem umowy na „promocję”, pisali już tylko: „wójt gminy Walce”. Bez imienia i nazwiska… Inne metody działania redakcji wspieranej przez Gorzkullę i Sonika, to wycinanie szefów nielubianych samorządów ze zdjęć. Odbywa to się tak, że redakcja bierze sobie za darmo zdjęcia z Facebooka gminy, ale gdy są na nich burmistrzowie, którzy akurat nie płacą, to się ich ze zdjęcia wycina. Ot, taka kara…
W dodatku gminy, które mają współpracę z innymi wydawnictwami, są nieustannie bombardowane zapytaniami w trybie informacji publicznej, ile i komu płacą. Czyli jest wytwarzana nieustanna presja, by w końcu złamać samorządowca, by dla świętego spokoju im płacił? To jest czysta patologia.
Co robią radni w sprawie problemów finansowych starostwa?
– Joachim Wojtala, obecny radny powiatu krapkowickiego i wieloletni burmistrz Gogolina, w listopadzie minionego roku wnioskował do władz powiatu, aby pochyliły się nad planem naprawczym, zamiast zaciągać kolejne zobowiązania. Na ostatniej sesji pytając o podjęte kroki, usłyszał, że mówi o tym nie w tym punkcie sesji, a najlepiej zrobi, jeśli poruszy tę kwestię pisemnie. Został potraktowany na odczepnego.
A co z komisją rewizyjną?
– Jest dysfunkcyjna. I to z kilku powodów. Po pierwsze, komisja liczy dwie osoby. To przewodnicząca Katarzyna Gniot oraz wiceprzewodnicząca… Katarzyna Sonik, prywatnie żona pana starosty, w dodatku zatrudniona w podlegającym starostwu Krapkowickim Centrum Zdrowia. Łatwo sobie wyobrazić, jak skuteczna w prześwietlaniu władz powiatu będzie komisja rewizyjna w takim składzie.
Zresztą, niedawno mieliśmy już przykład tego, jak dysfunkcyjny w tej kwestii jest nasz samorząd. Na ostatniej, lutowej sesji najpierw usłyszeliśmy, że w minionym roku było jedno posiedzenie komisji rewizyjnej. Potem okazało się, że jednak były dwa. Najwyraźniej same członkinie komisji nie pamiętają, kiedy spotykają się na pogaduszki przy kawie, a kiedy zajmują się sprawami powiatu.
To może i brzmi śmiesznie, ale w istocie pokazuje spory problem. Chodzi o wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Bo to drugie posiedzenie dotyczyło planu pracy komisji rewizyjnej na ten rok. Przewodnicząca komisji próbowała wprowadzić nas w tej kwestii w błąd. Dlatego zwróciłem się do służb o prześwietlenie tych czynów.
I nikt do tej pory nie zwrócił na to uwagi?
– Nadzór wojewody zrobił to w lipcu minionego roku. W piśmie wskazano, że nie na miejscu jest, aby w komisji rewizyjnej zasiadała żona starosty. Przewodnicząca rady powiatu, pani Helga Bieniusa, deklarowała, że rada się nad tym problemem pochyli. Nie pochyliła się do tej pory.
Za to w mediach społecznościowych Sabina Gorzkulla podkreśla bliskie relacje z wojewodą Moniką Jurek, której urzędnicy wytknęli starostwu nieprawidłowości. Regularnie oznacza ją w mediach społecznościowych, pisze po imieniu. Obie panie występowały obok siebie podczas Dnia Kobiet, promując inicjatywę na rzecz Rafała Trzaskowskiego.
– Nie wiem, czy pani wojewoda miała jakikolwiek wpływ na obecność Sabiny Gorzkulli na tej konferencji oraz na jej zaangażowanie w kampanię. Wiem natomiast, że afiszowanie się wicestarosty krapkowickiej w ramach tej akcji nie podoba się wielu paniom z naszego powiatu i nie tylko z naszego. Niektóre z nich postanowiły się wycofać z projektu, by nie legitymizować Gorzkulli.

Czy z pana stosunku do zarządu powiatu krapkowickiego nie przemawia po części pewna gorycz, że pana komitet był rok temu bliski przejęcia władzy, ale się nie udało?
– Nie miałem i nie mam osobistych ambicji do kierowania powiatem, bo – po raz pierwszy mówię o tym publicznie – nie odzyskałem jeszcze pełni sił po udarze. Z tego też powodu nie przyjąłem w ostatnim czasie propozycji zajęcia innych eksponowanych stanowisk. Skupiam się teraz głównie na tym, by wrócić do pełni sił. Natomiast partnerstwo stworzyliśmy od podstaw, jako komitet będący realną alternatywą dla tego, co przez lata działo się w powiecie krapkowickim. Skoro mieliśmy odwagę krytykować, to uznaliśmy, że trzeba zrobić coś więcej.
Zrobiliśmy świetny wynik w wyborach, wprowadzając m.in. czterech przedstawicieli do rady powiatu. Wspólnie ze Śląskimi Samorządowcami mamy tu ośmiu twardo kroczących po ziemi radnych i można by powiedzieć, że brakowało jednego człowieka do większości. Nie popierałem rządu Zjednoczonej Prawicy, więc jak miałaby wyglądać współpraca z ich przedstawicielem Marco Markowskim? Używam lustra, w które dalej mogę patrzyć bez wyrzutów sumienia.
Często słyszymy slogan, że jeśli coś się nam w wolnej Polsce świetnie udało, to jest to samorząd. A z tego, co pan opowiada, niekoniecznie udało się wszędzie. W powiecie krapkowickim zawodzą nie tylko ludzie, ale i mechanizmy kontrolne.
– Mamy na Śląsku Opolskim wiele dobrze zarządzanych gmin i powiatów, ale ciągle musimy nad tym poziomem samorządu pracować, nie możemy popadać w samozadowolenie. I musimy walczyć z hipokryzją. Pamiętam, gdy jeszcze przed wyborami samorządowymi poseł Tomasz Siemoniak z PO, obecny minister spraw wewnętrznych i administracji, wskazał na waszych łamach na powiat krapkowicki jako przykład czystego klientelizmu politycznego i fatalny symbol „systemu kartonikowego” Marcina Ociepy. Liczyłem, że po zmianie władzy w kraju to się zmieni, że ta hipokryzja będzie przynajmniej ograniczona. Patrząc na nasz powiat i relacje starostów z nową władzą centralną widzę, że to będzie długa i wyboista droga. Ale nadziei nie tracę i wraz z innymi będziemy godnie sprawować mandaty, którymi obdarowali nas wyborcy.
Czytaj też: Wicestarosta Sabina Gorzkulla w pętli zadłużenia. Odmawiasz pożyczki? Masz kłopoty
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania



