To stało się już tajemnicą poliszynela, ale dotąd brakowało odważnych, by o tym głośno powiedzieć. Pani Sabina jest bowiem bardzo wpływową osobą i to nie tylko w swoim powiecie.
Wicestarosta Sabina Gorzkulla ma w sieci starannie wykreowany wizerunek kobiety bezinteresownej, po uszy zaangażowanej w pomaganie lokalnej społeczności. Jednak z rozmów z szeregiem osób, które miały okazję współpracować z nią dłużej, bądź być jej podwładnymi, wyłania się jej drugie oblicze. Osoby bezwzględnie wykorzystującej do prywatnych celów wysoką pozycję w samorządzie i dobroć ludzi, z którymi buduje relacje.
W marcu ujawniliśmy, że jako osoba nadzorująca w starostwie obszar inwestycji, przez lata faworyzowała firmę Hol-Bud z Łubnian, należącą do jej szwagra Bernarda Holika. Podmiot ten tylko w latach 2017-2020 na zlecenie krapkowickiego starostwa zrealizował w nim oraz w podległych mu jednostkach prace budowlano-remontowe warte kilka milionów złotych.
W dużej mierze były to zlecenia bez przetargu, dzięki dzieleniu prac na etapy, aby ich wartość nie przekraczała kwoty wymuszającej otwarty konkurs ofert. Ustaliliśmy, że kierownicy jednostek nie mieli wiele do powiedzenia w kwestii wyboru wykonawcy. Pani wicestarosta nie widziała natomiast nic zdrożnego w tym, że starostwo, w którym zajmuje bardzo wysoką pozycję, daje zlecenia firmie jej szwagra. Argumentowała, że przecież firma prace wykonała…
Po tej publikacji odezwało się do nas wielu czytelników, którzy wskazywali na inne przykłady łączenia funkcji publicznej z interesem prywatnym. Szczególnie wielu świadków zgłosiło temat pożyczania przez Sabinę Gorzkullę pieniędzy. Pod najróżniejszymi pozorami. Od innych samorządowców, polityków, biznesmenów, a także – co budzi szczególne wątpliwości – od swoich podwładnych w urzędzie. Problem byłby mniejszy, gdyby Sabina Gorzkulla skrupulatnie pieniądze oddawała. Tymczasem w wielu przypadkach wierzyciele nie mogą się doprosić zwrotu, co jest szczególnym dyskomfortem w przypadku podwładnych, którzy dopominając się o pieniądze, muszą się liczyć z problemami. Nie tylko finansowymi.
Pożyczka za pożyczką
Damian [imię zmienione, dane do wiadomości redakcji], pracował w krapkowickim starostwie kilka lat.
– Gdy się przyjmowałem, to słyszałem, że Sabina Gorzkulla potrafi być wymagająca – opowiada. – Nie miałem z tym problemu, ponieważ lubię wyzwania. Ale szybko okazało się, że u niej „wymagająca” oznacza wydzwanianie bądź wysyłanie wiadomości o najróżniejszych, czasami naprawdę nocnych porach. I obsypywanie człowieka przykrymi uwagami, gdy nie zareaguje od razu. Z jej perspektywy każdy ma być na jej najmniejsze skinienie. Pora dnia i nocy nie gra roli. Takie traktowanie przypłaciłem nerwicą. Do dziś mam traumę, choć odszedłem ze starostwa już dobrych parę lat temu.
Tym, co przeważyło na tej decyzji, była jednak pożyczka, jakiej udzielił Sabinie Gorzkulli, swojej urzędowej szefowej.
– To była naprawdę spora kwota, kilkadziesiąt tysięcy złotych – podkreśla Damian.
Jak wspomina, pani starosta tłumaczyła mu, że pilnie potrzebuje tych pieniędzy na jakieś leczenie. Nie mówiła szczegółowo, a on nie wypytywał, bo uznał, że nie wypada.
– Wiedziałem już natomiast, że jeśli odmówię, to mogę mieć problemy w pracy – tłumaczy. – Dałem jej tę kasę. Obiecała, że szybko zwróci. Mijały dni, potem tygodnie, miesiące. Za każdym razem, gdy upominałem się o zwrot pożyczki, wymawiała się nawałem obowiązków i że jak tylko będzie mogła, to pieniądze odda. Zaczęliśmy się o to kłócić z żoną, co pogorszyło relacje w mojej rodzinie. Pani starosta po naprawdę długich bojach pieniądze oddała. Ale kosztowało mnie to tyle nerwów, że do tej pory do siebie dochodzę, a budynek starostwa w Krapkowicach staram się omijać szerokim łukiem.
Wicestarosta Sabina Gorzkulla bierze od jednego, by oddać drugiemu?
Henryk [dane do wiadomości redakcji] pracował z Sabiną Gorzkullą dwa razy.
– Najpierw w urzędzie gminy w Gogolinie, a potem w starostwie w Krapkowicach – wylicza. – W tym pierwszym miała pseudonim „Królowa Anglii”. Bo rzadko kiedy przychodziła do pracy dwa razy w tych samych ciuchach. Ludzie zastanawiali się, skąd ona ma na te wszystkie kreacje kasę. A wtedy już na potęgę się zadłużała.
Od Henryka potrafiła pożyczyć kilka razy. Były to kwoty do 10 tys. zł.
– Kasę finalnie oddawała, ale za każdym razem trzeba było się za tym nachodzić – opowiada. – Swego czasu w Gogolinie było też głośno o tym, jak pani starosta pożyczyła pieniądze od jednej kobiety, by po chwili przejść na drugą stronę ulicy do innej kobiety i oddać jej „bardziej pilny” dług. Jakoś tak się stało, że obie panie się o sobie dowiedziały. Powiedzieć, że nie były zadowolone, to nic nie powiedzieć…
Gdy burmistrzem Gogolina został Joachim Wojtala, Sabina Gorzkulla straciła pracę w gminie, a nową znalazła w urzędzie marszałkowskim.
– Ale szybko dokleiła się do obozu Macieja Sonika, gdy ten był na ostatniej prostej walki o starostwo w Krapkowicach – opowiada pan Henryk. – Tam spotkaliśmy się ponownie. I znów pożyczyła ode mnie pieniądze, których potem długo nie oddawała. Nie byłem jedyny. Niektórzy byli tym naprawdę sfrustrowani. Mój znajomy już projektował plakat na witrynie sklepowej w centrum Krapkowic, żeby umieścić na niej napis „Sabina! Oddaj pieniądze!”. Bez jej nazwiska, ale ludzie i tak by wiedzieli, o kogo chodzi. Na ostatniej prostej się wystraszył i odpuścił.
Henryk potwierdza to, co powiedział nam Damian – że pani wicestarosta potrafi wydzwaniać do ludzi o najdziwniejszych porach z dowolnymi pretensjami. Lub na przykład z prośbą o lajkowanie jej postów na Facebooku.
Wicestarosta Sabina Gorzkulla i sondowanie
– Początkowe wrażenia nigdy nie były złe. Przeciwnie, pani starosta potrafi być wyjątkowo serdeczna i wręcz opiekuńcza – opowiada mieszkanka powiatu krapkowickiego, która współpracowała z Sabiną Gorzkullą z racji prowadzonej przez siebie działalności. – Jak przytrafi się coś złego, to bardzo szybko kontaktuje się, by pytać, czy nie potrzeba pomocy. Tłumacząc się troską o poszkodowanego i rodzinę, wypytuje o zarobki, o sytuację materialną. Długo myślałam, że po to, by ustalić, jaka skala wsparcia będzie potrzebna. Ale dziś myślę, że w istocie tak sonduje możliwości finansowe danej rodziny. I po jakimś czasie pojawia się prośba o pożyczkę.
Nasza rozmówczyni przyznaje, że pożyczyła Sabinie Gorzkulli pieniądze dwa razy, za każdym tysiąc złotych.
– Tłumaczyła, że pilnie potrzebuje pieniędzy – wspomina. – Za pierwszym razem po jakimś czasie oddała. Za drugim już nie. Próbowała też pożyczać od mojego dziecka tuż po ślubie. Pewnie założyła, że ma gotówkę z prezentów…
Zdaniem naszych rozmówców, wicestarościna często pożyczała od świeżo przyjętych, zwykle młodych pracowników.
– Zaczyna się na przykład od tego, że zleca przygotowanie pisma bądź załatwienie jakiegoś tematu – opowiada nasza informatorka. – Gdy przychodzi do weryfikacji, wytyka liczne błędy. Pracownik zabiera się za poprawki. Ale potem znów słyszy, że zrobił źle. Następnie pada stwierdzenie, że dana osoba najwyraźniej nie nadaje się do pracy w starostwie.
Pracownik wychodzi z gabinetu z obawą o przyszłość, a kiedy krótko potem wicestarosta pyta, czy może pożyczyć pieniądze, to taka osoba się nawet nie zastanawia.
– I taki niepewny swojej przyszłości człowiek pożycza, bo niby co ma zrobić? – słyszymy.
Czeki z kasy
Pracownik krapkowickiego samorządu z wieloletnim stażem: – O tym, że Sabina Gorzkulla kazała wypłacać sobie część pensji wicestarosty nie na konto, lecz z kasy starostwa, wiedziało w urzędzie sporo pracowników. Brała czeki, które potem były realizowane w bankach. Czasem chodziła po te pieniądze do banku osobiście, czasami zlecała to swoim podwładnym. Robiła to, żeby komornik nie zajął jej całej wypłaty. Sam mechanizm wyglądał tak, że zlecenie wypisania czeku na przykład na około 4 tys. zł szło na jakieś dziesięć minut przed zamknięciem kas starostwa, a dzień przed puszczeniem pracownikom wypłat. Jeśli ta sytuacja miała miejsce wcześniej niż zazwyczaj, to pracownicy starostwa wiedzieli, że oni też wypłaty za dany miesiąc będą mieli szybciej. Bo pani staroście brakowało już „do pierwszego”.
Nasz rozmówca wskazuje, że był czas, gdy Sabinę Gorzkullę obejmowały trzy postępowania egzekucyjne. Potem pod swoje skrzydła wzięła je jedna kancelaria – Jarosława Kanasa, posiadająca biuro w Krapkowicach.
Zwróciliśmy się do kancelarii z pytaniem, czy nadal prowadzi egzekucję zobowiązań wicestarosty krapkowickiej. Jej pracownik odpowiedział, że takich informacji udziela tylko podmiotom do tego uprawnionym jak policja czy prokuratura.
Samorządowcy i filantropi zrobieni w konia
Nasz informator podkreśla, że nie dał się „zrobić w pożyczkę dla Sabiny”. Tak, jak stało się to w przypadku innego znanego samorządowca z powiatu krapkowickiego (podobnie jak inni nasi rozmówcy, nazwisko ujawni tylko w przypadku procesu sądowego). Kiedy docieramy do niego, przyznaje, że pożyczył pani staroście parę lat temu blisko dwa tysiące złotych.
– Nie pamiętam już na co – dodaje. – Do tej pory tych pieniędzy nie oddała. Machnąłem na to ręką. Głupio mi było się ciągle upominać i słuchać kolejnych wymówek.
Znacznie wyższą kwotę, kilkadziesiąt tysięcy złotych, Sabina Gorzkulla była winna bardzo znanemu opolskiemu przedsiębiorcy i filantropowi. Gdy nie oddawała pieniędzy, przedsiębiorca nie krygował się głośno o tym mówić.
– Wyklinał ją m.in. w obecności znanych opolskich dziennikarzy. Opowiadał mi o tym kilka razy i w dużym wzburzeniu – opowiada redaktor z Opola.
– Gdy przedsiębiorca po długiej chorobie zmarł, Sabina Gorzkulla pożegnała go na Facebooku wylewnie, jak przyjaciela i mistrza. Było to szeroko komentowane w gronie osób, które wiedziały o niespłaconym długu i zrujnowanym zaufaniu – mówi.
Nowy płot z zaskoczenia
Prawie wszyscy nasi rozmówcy poprosili o anonimowość oraz zmianę ich danych w taki sposób, aby w starostwie krapkowickim było trudno ich zidentyfikować.
– Ci ludzie mają naprawdę duże wpływy – argumentują. – Szczególnie ostatnio, gdy starostwo poszło pod skrzydła rządzącej prawicy. Mają też do perfekcji opanowaną autopromocję i zręcznie potrafią odwracać uwagę od swoich grzechów.
Przekonał się o tym Dariusz Dobiecki. To emerytowany policjant kryminalny, obecnie żołnierz Wojsk Obrony Terytorialnych. Jako jedyny nasz informator Dobiecki zdobył się na odwagę i nie kryje personaliów.
– Choć wiem, że przez to ja i żona możemy mieć grube nieprzyjemności. Nie byłby to zresztą pierwszy raz, bo wiele już z Sabiną Gorzkullą przeszliśmy. Ale uznałem, że skoro znaleźli się odważni dziennikarze i odkrywają kulisy powiatu, to grzechem byłoby milczeć. Mamy tutaj w Krapkowicach już dość zmowy milczenia – stwierdza.
Żona pana Dariusza, Dorota Dobiecka, w 2016 roku wygrała konkurs na stanowisko dyrektora podległego starostwu Domu Pomocy Społecznej „Anna” w Krapkowicach.
– Praca tam nie była łatwa, DPS wymagał sporo inwestycji – opowiada Dobiecki. – Żona nie mogła się o nic doprosić. Chciała na przykład kupić nowe łóżka dla podopiecznych, ale za każdym razem słyszała, że nie ma na to pieniędzy. Ostatecznie powiat przywiózł tam jakieś używane łóżka. Pewnie ze szpitala.
Tym większe było więc zaskoczenie jego żony, gdy wracając z urlopu zastała przy DPS ekipę budowlaną, która wymieniała całkiem jeszcze dobry płot. Po co? Dlaczego? Tego nie wiedziała.
– Ona jako dyrektorka tych prac nie zlecała – podkreśla pan Dariusz. – Ale dostała fakturę do podpisania i zatwierdzenia roboty.
Wykonawcą ogrodzenia była osławiona firma Hol-Bud z Łubnian, należąca do szwagra wicestarosty Gorzkulli.
Odmawiasz pożyczki? Masz kłopoty
Żona pana Dariusza postawiła się Sabinie Gorzkulli i nie chciała podpisać faktury za wymianę płotu.
– Od tego momentu relacje między paniami radykalnie się pogorszyły – mówi Dobiecki. – Do tego doszła propozycja pożyczki pieniędzy. Żona wróciła raz do domu i powiedziała, że Sabina Gorzkulla poprosiła ją o pożyczenie trzech tysięcy złotych. Powiedziałem, że nie ma opcji. Nie można pożyczać takich pieniędzy zwierzchnikowi. A szczególnie, kiedy na mieście już się mówiło, że Gorzkulla chętnie pożycza, ale z wielkimi oporami oddaje.
Po odmowie udzielenia prywatnej pożyczki, DPS kierowany przez żonę pana Dariusza zaczęły nawiedzać liczne kontrole.
– Żona nieraz musiała długo zostawać po godzinach w pracy, by przygotować całą papierologię – wspomina. – Potem starostwo dokooptowało jej zastępczynię, której wcześniej w placówce nie było. Po to, by patrzyła żonie na ręce – przekonuje Dobiecki.
Do tego pojawił się wymóg, aby każde wyjście z budynku, niezależnie w jakiej sprawie, Dorota Dobiecka zgłaszała w sekretariacie.
– To stało się po tym, jak raz pani wicestarosta przyjechała do DPS, a żony nie było w gabinecie – opowiada. – Porobiła zdjęcia i wyszła, po czym wezwała ją do siebie. Każde wyjście z biura miała raportować w starostwie. Pani wicestaroście nie spodobało się też, jak swego czasu żona publicznie podziękowała burmistrzowi Krapkowic Andrzejowi Kasiurze za wsparcie DPS. Żona zaliczała też sławetne „prośby”, by lajkować wpisy szefowej na Facebooku. Także późno w nocy…
Pan Dariusz podkreśla, że przed sprawą pożyczki i płotu jego żona otrzymywała dyplomy gratulacyjne od starosty Macieja Sonika za dobrze wykonywaną pracę.
Awantura o auto…
Dariusz Dobiecki: – 27 stycznia 2020 roku zobaczyłem przy restauracji Zamkowy Młyn białą dacię. To charakterystyczny samochód. Należy do starostwa, ale na co dzień wozi nim się pani wicestarosta. Było już po godz. 22.00. To, że korzysta z tego auta jak ze swojego za pieniądze podatników mierziła mnie od dłuższego czasu.
Zatrzymał się i zrobił zdjęcia samochodu. Następnie, jak twierdzi, wszedł do restauracji i przywitał się z Sabiną Gorzkullą.
– Potem wyszedłem i zadzwoniłem pod numer alarmowy policji – relacjonuje. – Zwróciłem się o sprawdzenie, czy pani wicestarosta może korzystać ze służbowego pojazdu do takich celów, jak późnowieczorne stołowanie się po knajpach. Poprosiłem też o sprawdzenie jej stanu trzeźwości. Zapewniono mnie, że patrol wkrótce przyjedzie na miejsce. Ale gdy jakiś czas później wracałem, przy knajpie nadal stała dacia. Nie było widać radiowozu. A potem pani Gorzkulla wyszła z lokalu. Pojechałem więc za nią w okolice osiedla, na którym mieszka. Po drodze nie zatrzymał jej żaden patrol.
Dzień później żona Dariusza Dobieckiego została wezwana przez wicestarostę do jej biura bez podania powodu.
– Na miejscu byli policjanci, a pani Gorzkulla oświadczyła, że ją zaatakowałem i że zgłosi to do sądu – mówi Dobiecki. – Przy okazji nakłaniano żonę do rezygnacji ze stanowiska.
…i wizyta policji
Kolejnego dnia do drzwi mieszkania państwa Dobieckich zapukała para policjantów.
– Przyszli na rozmowę ostrzegawczą – wyjaśnia pan Dariusz. – Spięci, z rękoma gotowymi błyskawicznie powędrować na broń lub paralizator. Tak, jak miałbym się na nich rzucać. Co śmieszne o tyle, że jeden z tych gliniarzy to nasz dzielnicowy. Gość, którego znam od lat. Usłyszałem, że mam zaprzestać śledzenia pani wicestarosty. I że mam się trzymać od niej z dala. Bo będą kłopoty. Ubawiło mnie to, bo robiłem w policji 25 lat, mając styczność z prawdziwymi szumowinami. A teraz potraktowali mnie jak jakiegoś zbója. Ale odpuściłem ze względu na żonę. Już i tak mocno ją gnoili, że zaczęła się podłamywać. Musiała skorzystać z leczenia psychiatrycznego. Trwało to prawie cały 2020 rok.
Potem jego żona zwolniła się z DPS.
– Jest już z dala od tego wszystkiego, pracuje gdzie indziej – dodaje. – Ale ja mam wiele do stracenia. Pracuję w jednostce wojskowej. A przecież wszyscy wiedzą, że teraz politycznym patronem starostwa jest wiceminister obrony narodowej Marcin Ociepa. Szepną mu do ucha, by mnie uwalili, to mnie uwalą. Ale też nie mogę dłużej siedzieć cicho. Może w ten sposób dodam innym odwagi…
Starosta twierdzi, że nie wiedział o pożyczkach
Starosta Maciej Sonik współpracuje blisko z Sabiną Gorzkullą od wielu lat. Wydaje się niemożliwe, by nie docierały do niego sygnały, że pożycza ona pieniądze od podwładnych.
Ale na pytanie, czy wie o takiej praktyce, odpisał nam: „Nie wiem”.
Na pytanie, czy dopuszczalne jest, aby zwierzchnik pożyczał od podwładnych pieniądze i czy nie ma ryzyka, że może to mieć wpływ na relację służbową, Maciej Sonik odpisał: „Nie odpowiadam na pytania o opinie w sprawie hipotetycznych sytuacji”.
Zapytaliśmy też o to, czy dopuszczalna jest praktyka, w której pani wicestarosta część swojej pensji wypłacała sobie czekiem z kasy, aby komornik nie mógł jej zająć większej części wypłaty.
„Pracownik sam dysponuje wypłaconym mu wynagrodzeniem lub jego częścią niepodlegającą zajęciu” – odpisał Maciej Sonik.
Kiedyś reakcja była błyskawiczna
Starosta odniósł się też do zasygnalizowanego nam problemu, iż Sabina Gorzkulla potrafi kontaktować się z pracownikami w nocnych porach i ich strofować.
„Charakter naszej pracy samorządowej wymaga często reagowania w sytuacjach, które nie zdarzają się tylko od poniedziałku do piątku w godz. 7.30-15.30, bo tego oczekują od nas mieszkańcy” – napisał.
W tym samym pytaniu dociekaliśmy, czy Maciej Sonik ma świadomość, że są osoby, które wskutek relacji służbowych z panią Sabiną Gorzkullą podjęły leczenie psychiatryczne. Do tej kwestii starosta krapkowicki się nie odniósł.
Zaprzeczył natomiast twierdzeniu jednego z naszych informatorów, iż zdarzało mu się ostrzegać osoby, z którymi kontaktowała się Sabina Gorzkulla, aby nie pożyczały jej pieniędzy. Zaznaczył, że starostwo nie monitorowało i nie monitoruje billingów rozmów, ani w żaden inny sposób nie inwigiluje żadnego ze swoich pracowników.
W tym miejscu warto przypomnieć, że w sierpniu 2011 roku starosta Maciej Sonik w trybie natychmiastowym odwołał dyrektora Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krapkowicach. Stało się to po sygnałach pracowników, którzy zaalarmowali starostę, iż dyrektor krapkowickiego sanepidu ich mobbuje. Elementem mobbingu było zmuszanie ich do pożyczania mu dużych kwot pieniędzy…
Pożyczki były. Ale bez konkretów
Jak na osobę, która od lat świetnie zarabia, w dodatku często pożycza pieniądze, nawet od podwładnych, Sabina Gorzkulla jest osobą ubogą. Bez własnego lokum i samochodu, ze znikomymi oszczędnościami. Jej oficjalne pobory jednak rosną. W 2021 roku zarobiła ponad 185 tys. zł., a w 2022 roku prawie 282 tys. zł.
Przygotowując publikację zwróciliśmy się do Sabiny Gorzkulli o odniesienie do kwestii związanych z zadłużaniem i relacjami z pracownikami. Zapytaliśmy m.in. od jak dawna zadłuża się u innych osób, na jakie kwoty, czy brała pożyczkę u jednej osoby, by uregulować zobowiązania u drugiej, jakie ma zobowiązania u wierzycieli oraz ilu ich jest. Zapytaliśmy również, czy uważa zadłużanie się u podwładnych za dopuszczalną praktykę oraz czy faktycznie zdarzało się, że część wypłaty pobierała w gotówce na czek z kasy starostwa, aby pieniędzy nie zajął komornik.
W odpowiedziach stwierdziła, że pytania te „napawają ją odrazą”. Uważa, że bazują na plotkach i pomówieniach. Odbiera je jako „nękanie” i uważa za wchodzenie w sferę prywatną.
Sabina Gorzkulla nie odniosła się konkretnie do kwestii związanych z zadłużaniem się. „Odpowiadając ogólnie na pytania pragnę oświadczyć, że zdarzało mi się pożyczać pieniądze od kogoś i pożyczać komuś” – napisała.
W odniesieniu do kredytów Sabina Gorzkulla wskazuje, że przez wiele lat spłacała kredyt na remont domu męża, z którym zdążyła się rozstać. „Egzekucja komornicza była wynikiem niemożności bieżącego regulowania tego zobowiązania” – stwierdziła.
Wicestarosta Sabina Gorzkulla straszy nas sądem
Sabina Gorzkulla odniosła się także do pytań związanych ze spotkaniem z Dariuszem Dobieckim w Zamkowym Młynie sprzed blisko 3,5 roku. Przy czym nie nazywa tego spotkaniem, a „traumatycznym incydentem”. Zaznacza, że zgłosiła sytuację na policję w Krapkowicach, gdyż bała się o swoje bezpieczeństwo. Równolegle przekonuje, że sytuacja ta nie miała wpływu na relacje zawodowe z ówczesną dyrektorką DPS.
Dariusz Dobiecki stanowczo zaprzecza, aby groził Sabinie Gorzkulli. – Powiedziałem tylko dobry wieczór, pani starosto. I to wszystko – mówi.
Pod koniec czerwca otrzymaliśmy też pismo od mec. Jacka Konowalczuka, który w imieniu Sabiny Gorzkulli wzywa do „natychmiastowego zaniechania naruszeń”. W nim czytamy, że pani wicestarosta czuje się nękana pytaniami i że naruszają one jej sferę prywatną. Mecenas ostrzega nas przed odpowiedzialnością cywilną i karną.
Stanowczo nie zgadzamy się z taką interpretacją faktów. Uważamy, że jest to element nacisku na niezależne media. Artykuł publikujemy ze względu na istotny interes społeczny, gdyż w naszej opinii zachodzi uzasadnione podejrzenie, że wicestarosta krapkowicka wykorzystuje urzędowe stanowisko do załatwiania prywatnych spraw. Świadczą o tym zarówno masowe zlecenia dla firmy budowlanej szwagra, jak i pożyczenie pieniędzy od podwładnych w starostwie, co ma wpływ na służbowe relacje. Z tekstu odsialiśmy wszystkie te zgłoszenia informatorów, które uznaliśmy faktycznie za dotykające sfery prywatnej i potencjalnie mogące naruszać sferę intymności Sabiny Gorzkulli.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.