niedziela, 18 października, 2026
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Najważniejsze

Rower donikąd, czyli jak handlarze złudzeń żerują na seniorach

To nie jest klasyczny „przekręt na wnuczka”, ale równie bezduszna perfidia. Na nieuczciwych pokazach sprzedażowych niezorientowanym seniorom, często z oznakami demencji, wciska się bezwartościowe gadżety za ogromne pieniądze. Tak było z 83-letnim panem Zygmuntem z Kędzierzyna-Koźla, który porusza się wyłącznie o balkoniku. Wciśnięto mu elektryczny rower, rzekomo mający pomóc mu „odzyskać sprawność”. A przecież od lat już nie jeździł na żadnym rowerze.

Jolanta Jasińska-Mrukot Jolanta Jasińska-Mrukot
2026-06-22
w Najważniejsze, Opole, Region, Tylko u nas
nieuczciwe pokazy sprzedażowe

Pan Kazimierz wstydzi się od czasu, gdy zorientował się, że podczas nieuczciwego pokazu sprzedażowego został wprowadzony w błąd.

REKLAMA

 

Dziś pan Zygmunt zamknął się w sobie, unika rozmów nawet z najbliższymi. Wstydzi się. Od czasu, gdy zorientował się, że został haniebnie wprowadzony w błąd i stracił już osiem tysięcy złotych. A zobowiązał się do zapłaty aż szesnastu tysięcy złotych. Jak mówi jego synowa, to nie jest odosobniony przypadek – w podobny sposób przez nieuczciwe pokazy sprzedażowe starsza kobieta z okolicy straciła 29 tysięcy złotych.

– Nie będę mówiła, że to „niewłaściwa praktyka handlowa”. To było zwyczajne oszustwo na bezbronnym, starszym człowieku – podkreśla Joanna, synowa pana Zygmunta. – Teść chodzi o balkoniku, ma różne problemy zdrowotne, po śmierci teściowej często się gubi. Oni to widzieli. A mimo to wcisnęli mu rower elektryczny i jakieś badziewia.

Sprzedawcy przekonywali pana Zygmunta, że rodzina będzie zachwycona, bo oferowany sprzęt to „super okazja”.

– Rower elektryczny, mata masująca, airfryer, garnki… To wszystko wycenili na szesnaście tysięcy – mówi Joanna. – Okłamali go, że to promocja życia. Tymczasem rower tej klasy kosztuje około tysiąca złotych, airfryer sto kilkadziesiąt, mata masująca do dwustu, garnki podobnie. Jaka to okazja?

Uprzejmie zagrali

– Teść długo utrzymywał, że nikt go nie oszukał, bo to tacy eleganccy młodzi ludzie. Pokazywali mu nawet, jak „drogo” te rzeczy wyglądają w internecie – opowiada synowa.

Nieuczciwy pokaz sprzedażowy odbył się w jednym z hoteli w Kędzierzynie-Koźlu. Pan Zygmunt nikomu o nim nie wspomniał. Dotarł tam o chodziku.

– Umieli zagrać na emocjach. Każdego zapraszano do osobnego stolika, żeby poczuł się wyjątkowo – mówi Joanna. – To prawda, że jesteśmy zapracowani, ale odwiedzamy teścia tak często, jak możemy.

Wcześniej zaproszenia nie skończyły się na jednym telefonie.

– Dzwonili, żeby „przypomnieć o spotkaniu”. Głos był wyjątkowo miły – dodaje synowa.

Pan Zygmunt nie miał przy sobie pieniędzy. To nie stanowiło dla nich problemu.

– Wsadzili teścia do auta i zawieźli do banku, żeby wypłacił gotówkę. To, co odkładał „na czarną godzinę” – opowiada oburzona Joanna.

Odłożył akurat osiem tysięcy – połowę kwoty, do której zapłaty już go zobowiązano. Początkowo pani Joanna była zła, że nikt w banku nie zwrócił uwagi na to, że starszy mężczyzna wypłaca wszystkie oszczędności.

– Ale teść nie jest ubezwłasnowolniony, sam dysponuje kontem – przyznaje. – Do tej pory wypłacał drobne sumy, więc pracownicy nie mieli podstaw, by reagować.

Potem „uprzejmi panowie” pomogli mu wypełnić umowę na kolejne osiem tysięcy, z terminem spłaty w ciągu miesiąca.

– Byli tak mili, że przywieźli go ze sprzętem do domu i wszystko wnieśli – opowiada pani Joanna. – Teść był tym ujęty. Myślał, że poszli mu na rękę, rozkładając płatność na dwie raty. Długo nie chciał uwierzyć, że to zwykli naciągacze.

Strata, bo umowa podpisana?

– Jak mogli tak zbałamucić starego, bezbronnego człowieka – denerwuje się pani Joanna. – Od razu napisałam oświadczenie o odstąpieniu od umowy. Ale w dokumentach jest wzmianka o dwóch załącznikach, których w ogóle nie dołączono. Teść najprawdopodobniej ich nie widział.

W umowie widnieje kwota już przekazana w gotówce, więc rodzina obawia się, że tych pieniędzy nie odzyska.

Zgodnie z KRS firma działa od grudnia ubiegłego roku.

– Sprawdziliśmy, że takie firmy funkcjonują pół roku, potem się zamykają i otwierają pod inną nazwą – mówią bliscy pana Zygmunta.

– Oświadczenie wysłałam na adres z umowy – dodaje jego synowa. – Próbowałam dzwonić, ale nikt nie odbiera. Po konsultacji z rzecznikiem praw konsumenta będziemy kolejno odsyłać sprzęt.

Pani Joanna zastanawia się, co dzieje się z tymi seniorami, za którymi nikt się nie wstawi. Tym bardziej że starszych osób przybywa, a wraz z tym rośnie liczba podobnych sytuacji.

Od 1 stycznia 2023 r. w Polsce obowiązuje całkowity zakaz zawierania umów na usługi finansowe (np. kredyty czy pożyczki) podczas pokazów handlowych i wycieczek. Mimo to nie przeszkodziło to sprzedawcom zawieźć pana Zygmunta do banku.

Nieuczciwe pokazy sprzedażowe: można się ich ustrzec

– W naszym powiecie udało się całkowicie wyeliminować pokazy sprzedażowe z miejsc publicznych – mówi Katarzyna Niewolińska, powiatowy rzecznik praw konsumenta w Kluczborku. – Wcześniej organizowano je w szkołach czy lokalnych punktach gastronomicznych. Świadomość właścicieli tych obiektów wzrosła, zwłaszcza po moich zawiadomieniach dotyczących celu i charakteru takich praktyk.

Gdy drzwi obiektów publicznych się zamknęły, sprzedawcy przenieśli nieuczciwe pokazy sprzedażowe do prywatnych mieszkań. Tam nadal oferują seniorom garnki, urządzenia kuchenne czy roboty wielofunkcyjne po cenie wielokrotnie wyższej od ich rzeczywistej wartości.

– Tak już jest, że nieuczciwe działania wyprzedzają metody ich zwalczania – przyznaje rzeczniczka.

Jak podkreśla Katarzyna Niewolińska, gdy konsument padnie ofiarą manipulacji, konieczne jest działanie na kilku płaszczyznach.

– Prowadzimy sprawy zarówno cywilnie, jak i karnie, w zależności od okoliczności – wyjaśnia. – Jeśli wezwanie do polubownego rozwiązania sporu nie przynosi efektu, a wobec danego podmiotu były już wcześniejsze interwencje, konsument jest pouczany o możliwości skierowania sprawy na drogę karną. Oczywiście, pod warunkiem, że nie minął jeszcze termin na odstąpienie od umowy: 14 lub 30 dni, zależnie od miejsca zakupu.

Pierwszy krok: pisemne odstąpienie od umowy

– Zwykle kończy się to jedynie oświadczeniem konsumenta, bez natychmiastowego zwrotu pieniędzy – mówi Katarzyna Niewolińska. – Aby je odzyskać, wzywamy przedsiębiorcę do zapłaty. Jeśli to nie skutkuje, należy złożyć pozew. Pomagam konsumentom w jego przygotowaniu. Najczęściej uzyskują oni nakaz zapłaty, który przedsiębiorcy rzadko zaskarżają, bo to dla nich dodatkowe koszty. Po uprawomocnieniu nakazu poszkodowany kierowany jest do komornika prowadzącego egzekucję. Równolegle sugeruję złożenie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oszustwa.

Jak się okazuje, już samo wezwanie na przesłuchanie potrafi zadziałać.

– W wielu przypadkach przedsiębiorcy zwracali pieniądze po przesłuchaniu – mówi Niewolińska. – Najczęściej dotyczyło to osób starszych, które zostały wprowadzone w błąd. Jeśli jednak zwrot nie następuje, organy ścigania kontynuują postępowanie, sprawdzając m.in., czy działania przedsiębiorcy wypełniają znamiona oszustwa.

– Zdarzało się, że konsumenci informowali mnie po roku, iż udało im się odzyskać pieniądze dzięki zainicjowanym procedurom – dodaje rzeczniczka.

Dopóki poszkodowany i przedsiębiorca próbują dojść do porozumienia, nie ma mowy o przestępstwie.

– Ale jeśli zapadł już wyrok, sprawa trafia do komornika, a przedsiębiorca ukrywa majątek i uchyla się od zapłaty, wtedy wysoce prawdopodobne jest, że jego działania zostaną zakwalifikowane jako oszustwo – podkreśla Katarzyna Niewolińska. – I z takimi sytuacjami również się spotykamy.

Nieuczciwe pokazy sprzedażowe: „Na cwancyk jest cwancyk”

Adam zaczął zarabiać już na studiach, pracując w firmie sprzedażowej. Na pierwszy pokaz musiał pożyczyć porządny garnitur i buty – taki był wymóg.

– Na pokazy zapraszano głównie starsze osoby, a wtedy to naprawdę był biznes – wspomina dziś 38-letni Adam, który na studia do Opola przyjechał z Dolnego Śląska. – Z taniego źródła przychodziły syntetyczne kapy czy kołdry, a sprzedawaliśmy je jako lekkie kołdry z australijskiej wełny. Szybko zorientowałem się, że można sprzedać piasek na pustyni, trzeba tylko umieć rozmawiać. Wystarczyło uruchomić emocje: że towar pomaga na zdrowie, że tylko u nas można go kupić. No i chęć zysku, którą ma każdy. Kiedy ktoś słyszał, że zamiast wydawać grube tysiące na prezent ślubny dla wnuczki, może kupić kołdrę za 2,5 tysiąca, która „posłuży do grobowej deski”, emocje robiły swoje. Czasem wystarczyła odpowiednia prezentacja…

Handlował też garnkami, rowerami stacjonarnymi, sprzętem rzekomo rehabilitacyjnym, filtrami do wody i wieloma innymi towarami.

– Ale było coraz trudniej, bo nie każdy właściciel chciał wynająć lokal na taki pokaz – opowiada Adam. – A ceny wynajmu rosły z roku na rok. I jakoś coraz mniej było chętnych do kupowania. Trafialiśmy więc czasem do remiz OSP, a czasem do prywatnych domów, gdzie zapraszano sąsiadów.

– Na cwancyk zawsze znajdzie się cwancyk – dodaje. – Kiedy sprzedaż spadała, wymyślono wyjazdy do miejsc świętych, ze śpiewem pieśni kościelnych. A w autokarach prowadzono sprzedaż. Nie ja na to wpadłem i nie ja na tym zarobiłem. Raczej straciła moja babcia, mama i teściowa. A wydały tam takie pieniądze, za które mogłyby pojechać do Fatimy, a nie 300 km od domu. Przywiozły też pieśni Maryjne nagrane na przestarzały sprzęt, którego nie miały gdzie odtworzyć.

Kiedy przestały się sprzedawać filtry do wody, Adam miał zająć się urządzeniami do ozonowania.

– Miałem, ale już w to nie wszedłem – zaznacza. – Zająłem się odzyskaniem pieniędzy, które babcia, mama i teściowa puściły w drodze do Lichenia. I odzyskałem. Ale miałem dość firm sprzedażowych, które co chwilę się zwijały. Założyłem z bratem firmę budowlaną.

Nieuczciwe pokazy sprzedażowe – nie trzeba się wstydzić

Strzelce Opolskie to kolejny powiat, w którym firmy prowadzące niejasną sprzedaż przestają odnosić sukcesy.

– W powiatach strzeleckim i krapkowickim liczba nadużyć związanych z pokazami handlowymi znacząco spadła – podkreśla Małgorzata Płaszczyk-Waligórska, powiatowy rzecznik konsumentów. – To efekt konsekwentnej edukacji, zwłaszcza wśród seniorów. Postawiliśmy na informowanie mieszkańców i to przyniosło rezultaty. Nawet jeśli ktoś wybiera się dziś na takie pokazy z ciekawości, nie dokonuje już pochopnych zakupów.

– Zdarza się, że jedna czy dwie osoby w ciągu roku kupią tam towar, a potem mają problem – mówi Płaszczyk-Waligórska. – W takich sytuacjach interwencje rzecznika zwykle przynoszą efekt, choć czasem konieczne jest dochodzenie praw w sądzie.

Rzeczniczka ze Strzelec i Krapkowic prowadzi obecnie postępowanie, które ma trafić na wokandę.

– W tej sprawie konsument odstąpił od umowy i odesłał towar, za który zapłacił 13 tysięcy złotych – wyjaśnia. – Przedmioty okazały się bardzo niskiej jakości. Firma stwierdziła jednak, że zostały uszkodzone, choć nie przedstawiła żadnych zdjęć ani dowodów. Co więcej, przesyłka trafiła pod adres przeznaczony dla rzeczy nieodebranych, z niejasnych powodów.

Czy w takiej sytuacji można odzyskać pieniądze?

– Z nieuczciwą firmą wygrywa się w sądzie – zaznacza rzeczniczka. – Problem pojawia się wtedy, gdy po wyroku przedsiębiorca znika lub zmienia nazwę. To częsta praktyka. Mimo to warto walczyć i nie wstydzić się tego, że ktoś nas oszukał, sprzedając towar niskiej wartości za duże pieniądze. Trzeba dochodzić swoich praw. Niestety, nieuczciwe firmy wciąż powstają, co utrudnia orientację przeciętnemu konsumentowi.

W innych powiatach Opolszczyzny nieuczciwe praktyki nadal jednak występują, a takich przypadków, jak 83-letni pan Zygmunt, jest więcej.

Ps. Po tym, jak rodzina pana Zygmunta w jego imieniu odstąpiła od umowy, odezwała się do nich firma, której przedstawiciele wcisnęli staruszkowi gadżety za 16 tys, zł. Być może dojdą z przedsiębiorcą do porozumienia. Ale nawet jeśli tak się stanie, nie można powiedzieć, że całej tej sytuacji w ogóle nie było. I już nie będzie podobnych.

Czytaj też: Fałszywy ksiądz w Opolu i okolicy. Prosi o pieniądze

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

 

Tags: biznesKędzierzyn-KoźleKluczborkKrapkowiceopolski seniorprawoStrzelce Opolskie
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Nożownik w szkole w Opolu

    Nożownik w szkole w Opolu. 59-latek podał się za przedstawiciela handlowego

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Na głównym deptaku to nie mieszkańcy, tylko menele czują się jak u siebie…

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • W centrum Opola ma być komunikacyjna rewolucja. Są chętni do realizacji

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Śmierć za zdjęcia. Oskarżeni przerzucają się odpowiedzialnością

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • 15-latka dotkliwie pogryziona przez psa. Ma rany głowy i szyi

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025