Temat referendum w Nysie pojawił się jesienią minionego roku. Osoby, które stoją za inicjatywą uważają, że lokalne władze zawiodły mieszkańców podczas powodzi z połowy września. Wskazują na chaos komunikacyjny i twierdzą, że ludzie zostali zostawieni sami sobie. Zaznaczają, że powódź w istocie przelała czarę goryczy, mają bowiem wątpliwości wobec innych obszarów działalności burmistrza Kordiana Kolbiarza oraz radnych koalicji rządzącej w Nysie od wiosny 2024 roku.
10 lutego inicjatorzy referendum dostarczyli do opolskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego ponad 5 tysięcy podpisów poparcia pod wnioskiem o organizację referendum w Nysie. Potrzebowali, aby 4277 z nich było ważnych. Okazało się, że tego progu nie udało się przekroczyć. Inicjatorzy mieli możliwość dostarczenia kolejnych podpisów. Uczynili to w piątek 28 lutego.
– Urzędnicy KBW zweryfikowali je od ręki. I wiemy już, że zebraliśmy listę podpisów potrzebnych do tego, aby w Nysie mogło odbyć się referendum – mówi Patryk Cichy, jeden z inicjatorów głosowania.
Referendum w Nysie ma być przed wyborami prezydenta RP
Kwestią otwartą pozostaje jeszcze termin głosowania. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że odbędzie się ono jeszcze przed wyborami prezydenta RP, zaplanowanymi na 18 maja. Najpewniej pod koniec kwietnia, po Wielkanocy, albo na początku maja, po długim weekendzie.
– Gdy tylko będziemy mieli wyznaczoną datę, to rozpoczniemy akcję informacyjną na temat referendum w Nysie. Będziemy zabiegać o frekwencję zarówno w mieście, jak i w sołectwach gminy – zapowiada Patryk Cichy.
Kordian Kolbiarz, burmistrz Nysy, niedawno przekazał „O!Polskiej”, że jego zdaniem „cała akcja zbierania podpisów poparcia pod wnioskiem o referendum oparta była na kłamstwach, manipulacjach i insynuacjach”.
– Ufam i wierzę, że nasi mieszkańcy nie wezmą w tym udziału i nie pójdą na referendum – stwierdził.
„Inicjatorzy referendum w sposób nieetyczny i niegodny wykorzystują powódź i ludzką krzywdę do osiągnięcia własnych celów i niespełnionych ambicji” – napisał Kordian Kolbiarz na Facebooku w dniu, gdy okazało się, że w Nysie może się odbyć referendum.
– Władze Nysy zabiegają o to, by w dniu referendum mieszkańcy zostali w domach. Uważam, że to nieetyczne. Przecież do urn będą mogli też pójść ci, którzy te władze popierają – odpowiada Patryk Cichy.
Dodajmy, że w dniu referendum w Nysie mieszkańcy będą w istocie oddawać dwa głosy. Jeden będzie dotyczył odwołania burmistrza, a drugi Rady Miejskiej.
W Głubczycach niezadowolenie nie tylko z powodu wiatraków
Okazuje się, że w Głubczycach może odbyć takie referendum, jak w Nysie. I byłoby to tam drugie referendum w tym roku. Kilka tygodni temu ludzie głosowali w sprawie stawiania wiatraków na terenie gminy. Większość głosujących byłą przeciw, jednak samo referendum okazało się nieważne ze względu na niewystarczającą frekwencję. Ta nieznacznie przekroczyła 25 proc., a próg w tym przypadku wynosił 30 proc.
Tym razem tematem referendum w Głubczycach ma być odwołanie burmistrza Adama Krupy oraz całej Rady Miejskiej. Jak przyznaje Danuta Dobroczyńska-Wierzgacz, pełnomocniczka komitetu referendalnego, inicjatywa ma związek z farmami wiatrowymi.
– Mieszkańcy byli ignorowani miesiącami. A jak już władze gminy zdecydowały o przeprowadzeniu referendum w sprawie wiatraków, to nie zadbały o wystarczające poinformowanie ludzi o planach, lokalizacjach powstawania farm i ich negatywnych stronach, co skutkowało potem słabą frekwencją – argumentuje.
Danuta Dobroczyńska-Wierzgacz zaznacza, że temat wiatraków w istocie przelał tylko czarę goryczy.
– Są też inne powody. Przykładem może być nasza Rada Miejska, która ma 12 komisji problemowych i trzech wiceprzewodniczących. Taka liczba komisji w prawie półmilionowym Gdańsku jest zasadna, ale w Głubczycach? W gminie, w której mieszka niecałych 20 tysięcy mieszkańców? – pyta.
Pełnomocniczka komitetu referendalnego zaznacza, że tak małe gminy, jak Głubczyce, nie mogą sobie na to pozwolić. Ponieważ oznacza to ogromne wydatki z budżetu samorządu.
– Kolejnym problemem jest podział sołectw na lepsze i gorsze. Wystarczy udać się na przejażdżkę po sołectwach i gołym okiem widać różnice. Poprzez ignorowanie mieszkańców gmina ponosi koszty przegranych spraw sądowych – mówi.
W Głubczycach potrzebują zebrać około 2 tysięcy podpisów pod inicjatywą referendum. Mają na to niecałych 60 dni. Danuta Dobroczyńska-Wierzgacz zaznacza, że zbiórka będzie prowadzona od podstaw, bez wykorzystania podpisów, które mieszkańcy składali przy okazji innych spraw, na przykład protestów przeciwko wiatrakom.
Obywatele kontra władza. W Nysie będzie referendum, w Głubczycach je szykują
Adam Krupa, burmistrz Głubczyc, odmówił nam rozmowy na temat inicjatywy referendum.
– Mam dzisiaj dużo obowiązków i spotkań. Muszę sobie dobrze ten temat przemyśleć, bo to nie jest prosta sprawa – powiedział i poprosił o telefon w poniedziałek.
Gdy 26 lutego na sesję rady miejskiej w Głubczycach przyszli inicjatorzy referendum, burmistrz na gorąco komentował Radiu Opole, że ruch ten może mieć podłoże polityczne.
– Wiem, że wielu ludziom, naszym domorosłym politykom przeszkadzało to, że ja cztery razy w pierwszej turze wygrałem wybory. Nie mając innej możliwości starają się to zrobić przez referendum – komentował.
Danuta Dobroczyńska-Wierzgacz odpowiada, że powoływanie się na polityczne pobudki to „mało wyszukany sposób na zdyskredytowanie inicjatywy obywateli, która jest oddolna i ma swoje bardzo ważne powody”.
– Nie żyjemy w próżni społecznej, w naszym otoczeniu są różne partie i ruchy polityczne. Mieszkańcy mogą, a nawet powinni mieć opinię na temat działalności samorządu. Żaden z członków sześcioosobowego komitetu referendalnego nie jest członkiem partii politycznej – zaznacza.
Czy mieszkańców gminy Głubczyce zainspirowało to, co w temacie referendum w Nysie robią tamtejsi mieszkańcy? Patryk Cichy przyznaje, że miał kontakt z ludźmi z Głubczyc.
– Nie tylko, zwracali się do nas również ludzie z Wrocławia i Wrześni. Wychodzi na to, że coraz więcej mieszkańców chce brać sprawy w swoje ręce widząc poczynania lokalnych władz – stwierdza.
Czytaj także: Top Farms Głubczyce szykuje zwolnienia. Dramat nawet tysiąca osób
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania


