wtorek, 13 stycznia, 2026
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Tylko u nas

Top Farms Głubczyce szykuje zwolnienia. Dramat nawet tysiąca osób

– Jak nam nie pomogą politycy, to państwo zarżnie dochodową firmę, która zatrudnia 250 osób, a do nich trzeba doliczyć jeszcze podwykonawców – skarżą się pracownicy Top Farms Głubczyce, którzy nierzadko od trzech pokoleń pracują w tym miejscu. Ale los spółki i jej załogi jest przesądzony. Nikt się nimi nie przejmuje.

Jolanta Jasińska-Mrukot Jolanta Jasińska-Mrukot
2025-02-28
w Biznes, Najważniejsze, Region, Tylko u nas
Top Farms Głubczyce zwolnienia

Pracownicy Top Farms Głubczyce od 2023 roku walczą o ocalenie swojego pracodawcy. - Fot. Mateusz Kitka

REKLAMA
REKLAMA

Zaczynali pracę jeszcze w PGR, a potem w firmie z udziałem kapitału zagranicznego. Ale to była inna epoka dla rolnictwa pozbawionego perspektyw, zanim w 2004 roku Polska weszła do Unii Europejskiej. Wcześniej też żaden rolnik indywidualny nie domagał się ziemi.

– Ta firma to kura, która znosi złote jaja. Więc dużo tu zazdrości rolników, którą podchwycili zaraz politycy – mówi nam głubczycki samorządowiec.

Top Farms Głubczyce szykuje zwolnienia. Firma była znana z innowacji

Od trzydziestu lat Top Farms wprowadzał ciągłe innowacje. Już w 2006 roku Polskę obiegła informacja, że ich krowy mleczne słuchają Beethovena i Vivaldiego. Ale to był złoty wiek dla kapitału zagranicznego i innowacyjnych firm w Polsce.

– Co się dziwić, chodzi o to, żeby bydło mleczne relaksowało się, lepiej trawiło i w efekcie dawało o kilkanaście procent więcej mleka – tłumaczy Janusz Gużda, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Rolnych Top Farms Głubczyce, który przed laty, podobnie, jak jego rodzice, był pracownikiem Kombinatu PGR Głubczyce.

W Top Farms mają 3300 sztuk bydła, z czego 1700 to krowy mleczne.

– I codziennie od nas wyjeżdża 50 tys. litrów mleka w Polskę. A rocznie 19 mln ton. Z naszego mleka robią m.in. ser President, Galbani, ricotta. To wyroby na wysokim poziomie – wylicza Janusz Gużda.

Wysokiej klasy fachowcy mają o co walczyć

– Gdyby nasza spółka sobie nie radziła, niech ją likwidują. Mimo to nasza spółka to od trzydziestu lat ciągły rozwój – podkreśla Gużda. – Ludzi na szkolenia wysyłała do państw starej Unii Europejskiej. To wysokiej klasy fachowcy. Teraz pójdą na bruk. W naszym powiecie zawsze było wysokie bezrobocie, w styczniu wynosiło 11 proc. Najwięcej na Opolszczyźnie…

Pracownicy spółki to w większości wysoko wykwalifikowani specjaliści od hodowli. Nie ma możliwości, żeby znaleźli podobną pracę w powiecie głubczyckim. I równie dobrze płatną.

Bo sami nie ukrywają, że co roku ich pensje są rewaloryzowane, i to ponad wysokość inflacji.

– A jak jest dobry rok, to wypłacają nam roczne nagrody – dodaje szef związkowców. – Mamy coroczną ocenę pracowników, ci najlepsi dostają podwyżkę. I zwykle dostaje ją dwie trzecie załogi. Do tego mamy pakiet medyczny, najwyżej do dwóch tygodni czeka się na wizytę u lekarza specjalisty. I teraz politycy chcą to wszystko nam odebrać. Pozbawiając spółkę ziemi, żeby ogłosić na nią nowy przetarg. To nielogiczne, więc będą akcje protestacyjne. Jako związek zawodowy korespondujemy z ministrem rolnictwa i prezydentem.

Jeśli nastąpią zwolnienia w Top Farms i pracownicy pójdą na bruk, to wraz z ich rodzinami źródło utrzymania straci około tysiąca osób. W takiej gminie jak Głubczyce to będzie dramat. I nie ma co liczyć, że zwolnieni znajdą zatrudnienie u rolników, którzy przejmą ziemię po spółce.

– Oni nie potrzebują fachowców do pracy, a co najwyżej parobków w sezonie – nie kryją goryczy pracownicy spółki.

Top Farms Głubczyce szykuje zwolnienia. Politycy najwięcej zepsuli

Źródłem obecnych problemów są „trzydziestki”, czyli przepis wprowadzony w 2011 roku przez ministra rolnictwa z PSL. Zobowiązywał spółki dzierżawiące ziemię z zasobów państwowych do oddania 30 proc. gruntu na potrzeby rolników indywidualnych. Ewidentnie chodziło o to, żeby przed wyborami przypodobać się wyborcom na wsi.

– Jak rzep psiego ogona, politycy uczepili się wtedy tych „trzydziestek” Marka Sawickiego – denerwuje się przewodniczący Gużda. – Wskazali, które chcą grunty. Ale gdybyśmy je oddali, to musielibyśmy zlikwidować naszą hodowlę już w 2012 roku. I całą spółkę jednocześnie.

Top Farms proponował wtedy agencji rolnej, że odda inną ziemię. Taką, która nie jest kluczowa dla hodowli. Ale agencja się nie zgodziła. W końcu spółka, kiedy przeorganizowała produkcję, oddała te „trzydziestki”, 2500 hektarów. Tyle, że po ustawowym terminie.

W 2015 roku PSL przestał współrządzić, ale zwycięski PiS ustawę o „trzydziestkach” zostawił. Politycznie okazała się przydatna i dla nowej władzy.

– Przed wyborami parlamentarnymi 15 października 2023 roku przyjeżdżał poseł Janusz Kowalski. Obiecywał rolnikom, że po rozparcelowaniu Top Farms dostaną ziemię – wspominają mieszkańcy Głubczyc. – Były demonstracje, krzyki, że „Polska ziemia tylko dla Polaków”. Wtedy nawet ściągnęli do Głubczyc górników!

Natomiast w okolicznych wsiach ludzie zapamiętali, że w sklepach były zapisy „na zeszyt”, kto ile chciał ziemi. Wielu dało się zmanipulować i zgłaszali swoje „potrzeby”, choć to było absurdalne.

Wojna z bandytami na polach

Top Farms już od dawna miał wrogów, którzy chcieli zniszczyć spółkę.

– Ale do 2012 roku nasze gospodarstwo nie było ogrodzone, bramy nie były zamykane. Ludzie mieli poczucie bezpieczeństwa – wspomina Janusz Gużda.

Drzwi pozostawały otwarte także w mieszkaniach pracowników, co zawsze dziwiło ludzi z zewnątrz. Pukało się do drzwi, rozlegało się „wejść”. Tak było u wszystkich na osiedlu pracowników rolnych.

– Każdy z nas zostawiał otwarte auto, nikt się nie bał, że coś zginie albo komuś coś się stanie – zaznacza Gużda. – Ale po tych akcjach dywersyjno – gospodarczych wszystko się zmieniło…

Wtedy na polach spółki płonęły kombajny, podpalano olbrzymie stogi słomy. Bandyci podchodzili nocą pod obory, niszczyli 150-metrowe „rękawy” z kiszonką.

– W magazynie w Gołuszowicach napadli stróża, związali go i chcieli szlifierkami kątowymi rozpruć zbiornik z rzepakiem – opowiada Gużda. – Całe szczęście, że ktoś nadszedł i ich spłoszył.

A kiedy pracownicy spółki wyjeżdżali jesienią na pola kukurydzy, okazywało się, że w ziemię są powbijane brony albo stalowe pręty, które wkręcały się w maszyny.

– A naprawa takiego sprzętu to około 50 tys. złotych – zauważa szef związkowców w Top Farms. – Potem te maszyny miały czujniki do wykrywania metalu. To bandyci się wycwanili i ten metal owijali folią, a to już było nie do wykrycia…

Prokuratura prowadziła śledztwo, ale umorzyła je z powodu niewykrycia sprawców. W tej sytuacji pracownicy spółki ratowali się sami, wprowadzając nocne warty. Wszędzie pojawił się też monitoring i zabezpieczenia.

Będą zwolnienia w Top Farms Głubczyce. Ludzie czepiają się każdej nadziei

– Nasza spółka w ciągu ostatnich trzech lat skurczyła się z 11 tysięcy do 5,7 tys. ha (w tym 1 tys. ha dzierżawionych m.in. od Kościoła i rolników indywidualnych) – mówi Krzysztof Tkacz, członek zarządu Top Farms.

– To, że tracimy grunty, nie jest wynikiem przesłanek ekonomicznych. Ktoś kilkanaście lat temu przeforsował ustawę, a dzisiaj mamy już zupełnie inną sytuację gospodarczą, inną strukturę rolną. Wszystko się zmieniło, a ustawa nadal obowiązuje. Chociaż wszyscy mówią, że jest głupia, nikt nie chce się z niej wycofać, bez względu na to, czy mówimy o poprzednim rządzie PiS, czy obecnym, w którym jest też PSL. Tym bardziej, że to PSL ma największy związek z tą ustawą – stwierdza.

Krzysztof Tkacz zaznacza, że zniszczono porządnie działające gospodarstwa, bo Top Farms jest jedną z wielu polskich spółek, które padły ofiarą „trzydziestek”. Kto ponosi winę za tą obecną sytuację?

– Politycy. Ustawa ma zniszczyć jednych, przekazując grunty innym. Z nadzieją, że ci inni będą lepsi od poprzedników – stwierdza członek zarządu Top Farms. – Ale to się tak nie dzieje…

Pracownicy wciąż mają nadzieję, że minister rolnictwa powoła obiecywane Ośrodki Produkcji Rolniczej (OPR) – określane też jako „nowe PGR” – na prowadzenie których będą organizowane przetargi.

– To byłoby przedłużeniem naszej hodowli i miejsc pracy – mówi z nadzieją Janusz Gużda. – Tylko trzeba wygrać przetarg na OPR, a tu nie ma pewności, że wygramy. W Wielkopolsce dzierżawca, taki, jak my, przegrał przetarg. Wtedy bydło poszło na sprzedaż, a ludzie na bruk. Więc u nas ludzie żyją „na walizkach”.

To już koniec

Ryszard Grüner, dyrektor oddziału Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Opolu nie pozostawia spółce i jej pracownikom złudzeń.

– Top Farms nie może zachować tej ziemi w dzierżawie, ale może startować w przetargu na OPR.  – Jeżeli złoży konkurencyjną ofertę, to będzie mógł mieć OPR hodowlany. Ministerstwo Rolnictwa popiera produkcję zwierzęcą, bo 30 proc. wieprzowiny importujemy – wyjaśnia Grüner.

KOWR konkursu jeszcze nie ogłosił, a już wpłynęło na prowadzenie OPR na terenie po Top Farms kilkanaście ofert.

– I na pewno wpłyną następne – mówi dyrektor Grüner.

Jak dodaje, problem Top Farms polega na tym, że „trzydziestek” nie oddał w terminie.

Ustawa zakładała, że jeśli spółki oddadzą te 30 proc. gruntu w ustawowym czasie, to będą miały możliwość przedłużenia dzierżawy albo kupna pozostałej ziemi.

– Nie zrobili tego w terminie, jak wymagała ustawa, więc umowa im wygasła. Stąd to zamieszanie – stwierdza dyrektor KOWR.

Czytaj też: Wielkie opolskie targi rolnicze zmieniają lokalizację. „Powrót do korzeni”

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Tags: GłubczyceJanusz KowalskiKOWR OpolePSLRolnictwo OpolskieTop Farms Głubczyce
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Nie żyje Joanna Górecka

    Nie żyje Joanna Górecka. Odeszła ceniona nauczycielka i instruktorka

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Koniec darmowego parkowania przy urzędzie w Opolu. Włączyli drogę do strefy

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Dwa kluby fitness, jeden lokal. W sieci burza, klienci zdezorientowani

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Sześć tygodni gehenny 20-latka. Wszystko przez policyjny narkotest

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • 40 palet lewej chemii. Kupował tanie produkty, sprzedawał jako markowe

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025