35 lat traktatu polsko-niemieckiego pokazuje, jak bardzo zmieniła się pozycja Polski. Zarówno w relacjach z Niemcami, jak i na gospodarczej mapie Europy.
O polskim sukcesie – widocznym tym wyraźniej na tle Europy zmagającej się coraz częściej z niskim wzrostem gospodarczym i brakiem innowacji – napisał tuż przed rocznicą podpisania traktatu „Der Spiegel”. Zdaniem prestiżowego niemieckiego tygodnika, Polska dzięki wieloletniemu wzrostowi gospodarczemu przekraczającemu konsekwentnie trzy procent PKB stworzyła „nową równowagę między konkurencyjnością, spójnością społeczną i odpornością”.
Autor tekstu w „Spieglu” diagnozuje stanowczo: „W przeciwieństwie do swoich kolegów z Berlina czy Paryża rządzący w europejskich krajach rozwijających się potrafili w porę wprowadzić reformy, zastąpić stare słabości nowymi atutami i wydostać się z kryzysów”.
„Der Spiegel” zwraca uwagę, że polskie firmy coraz częściej wchodzą do Niemiec. Z kolei „w tętniących życiem centrach biznesowych Warszawy, Poznania, czy Gdańska mnóstwo wysoko wyspecjalizowanych firm cyfrowych dostarcza oprogramowanie i usługi IT dla klientów z całego świata”.
Klimat przedsiębiorczości i elastyczności
Niemiecki tygodnik podkreśla przy tym panujący w Polsce klimat przedsiębiorczości, elastyczności i gotowości do podejmowania ryzyka. Przeciwstawia niemieckich absolwentów gotowych po studiach odważnie założyć firmę (taką gotowość deklaruje co czwarty niemiecki absolwent) ich polskim kolegom zdecydowanym na taki krok. Bo też jest ich prawie dwuipółkrotnie więcej. Radzi europejskim politykom chcącym nadrobić zaległości by patrzyli jako na wzór nie tyle na Waszyngton czy Pekin, ale raczej na Warszawę. Stawiając w jednym szeregu z nią również Sztokholm i Madryt.
Wszystkie te pozytywne obserwacje i opinie nie powinny, oczywiście zasłaniać twardej wymowy liczb. Polska słusznie szczyciła się niedawno uczestnictwem w szczycie państw z Grupy G-20, czyli tych z najmocniejszą gospodarką na świecie. Ale to Niemcy pozostają najsilniejszą gospodarką Europy. W roku 2025 polskie PKB przekroczyło bilion dolarów. Niemieckie wyniosło 4,47 biliona euro. Kiedy porównamy te wskaźniki przeliczone na głowę mieszkańca różnica nadal jest znacząca, ale już nie tak bardzo. Polskie PKB per capita wyniosło w ubiegłym roku ponad 28 tysięcy dolarów. Niemieckie nieco ponad 60 tysięcy, czyli trochę ponad 2 razy więcej.
Dlaczego zatem poziom społecznego optymizmu i dynamika społeczeństwa są większe nad Wisłą niż nad Renem? Polska od lat notuje coroczny wzrost PKB na poziomie 3 procent i więcej. Polacy mają więc stałe poczucie rozwoju. Niemcy w 2025 zanotowali wzrost – po raz pierwszy od 2022 – ale zaledwie o 0,2 proc. Mają więc od lat poczucie stagnacji.
Jak bardzo Polska posunęła się do przodu, widać szczególnie, kiedy obecne wskaźniki porównamy z rokiem podpisywania traktatu – 1991. Przed 35 laty PKB na głowę mieszkańca w Niemczech wynosiło 23.443 dolary. Dla porównania w Polsce 2100. Prawie 11 razy mniej.
Od niemieckiej stagnacji do wizji wspólnej Europy
Dzisiaj, choć niemieckie PKB nadal nad polskim góruje, nastroje społeczne w Niemczech są gorsze niż w Polsce. Poparcie dla kanclerza Friedricha Merza nie przekracza 13 procent. Niemcy zarzucają swojemu rządowi, że nie jest skłony przeprowadzać koniecznych reform. Kanclerz ten sam brak woli reformowania państwa zarzuca znaczącej części społeczeństwa. To ostatnie otwarcie krytykuje m.in. rozdęty i demobilizujący system pomocy społecznej. Mówiono o tym niedawno podczas debaty zorganizowanej przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej z udziałem laureatów Złotych Mostów Dialogu Christopha Bergnera i Tomasza Siemoniaka.
Wielu pracujących Niemców drażni, kiedy widzą, że ich formalnie bezrobotny sąsiad, zarabiając trochę na czarno, ma po dodaniu tych pieniędzy do zasiłku kilkaset euro na koncie więcej od nich. Innym powodem krytycznych ocen rządzącej Republiką Federalną koalicji – o tym też mówiono na wspomnianej debacie – są napięcia między CDU/CSU a SPD. Partie te próbują – co niełatwo pogodzić – równocześnie współrządzić i konkurować. Przy czym spierają się o kluczowe kwestie: rynek pracy, podatki, system emerytalny czy stosunek do emigrantów. To skutecznie utrudnia, a czasem paraliżuje proces podejmowania decyzji.
Kiedy z perspektywy obecnych wewnętrznych sporów politycznych – mających miejsce tak w Polsce, jak i w Niemczech – spojrzymy na wydarzenia z połowy 1991 roku trudno nie zauważyć, że traktat był dokumentem bardzo odważnym, wyprzedzającym epokę. Gwarantem polskiej granicy zachodniej przestawał być – jak w PRL-u – Związek Radziecki, który niejako w zamian tym mocniej eksponował niemieckie zbrodnie i krzywdy, im bardziej starał się ukryć i zatrzeć własne. Przemiany po Okrągłym Stole, a także traktat kładły temu kres.
Gdy granice przestały dzielić
Nie zawsze pamiętamy, że kiedy premierzy Kohl i Bielecki – a wraz z nimi ministrowie spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski i Hans-Dietrich Genscher – zobowiązywali się, iż „Polska i Niemcy będą dążyć do stworzenia Europy w której przestrzegane są prawa człowieka i podstawowe wartości, a granice utracą dzielący charakter”, dopiero zaczynał się proces wyprowadzania z Polski rosyjskich żołnierzy. Na jego zakończenie przyjdzie czekać jeszcze ponad dwa lata – do września 1993 roku.
Ten odważny i dalekowzroczny gest nie wyrósł z pustki. Był kontynuacją wielu inicjatyw i działań pojednawczych podejmowanych po obu stronach granicy. By wymienić tylko przykładowo niemiecką Akcję Znaki Pokuty z roku 1958, list biskupów polskich do niemieckich braci z 1965, inicjatywę „Maximilian-Kolbe Werk” (1973), Mszę Pojednania celebrowanej przez bpa Alfonsa Nossola ze znakiem pokoju wymienionym wymienionym przez Helmuta Kohla i Tadeusza Mazowieckiego (1989).
O ile parafowany siedem miesięcy wcześniej traktat graniczny gwarantował Polsce definitywne i ostateczne uznanie granicy na Odrze i Nysie, to traktat o dobrym sąsiedztwie czynił z Niemiec adwokata i pośrednika Polski w jej staraniach o członkostwo w NATO i w Unii Europejskiej. Trudno zaprzeczyć, że Republika Federalna wykonała to zobowiązanie bardzo lojalnie i skutecznie.
Poznanie i dysproporcja
Traktat przyczynił się zdecydowanie do ocieplenia polsko-niemieckich relacji. Zarówno w wymiarze instytucjonalnym (powstały m.in. Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, Polsko-Niemiecka Wymiana Młodzieży, Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie czy polskie Centrum Badań Historycznych w Berlinie i wiele innych), jak i ludzkim. Miliony Polaków i Niemców zyskały sposobność, żeby się poznać i choć trochę zrozumieć. Wszelkie wymiany, partnerstwa, współprace młodzieżowe, sportowe, samorządowe itd. miały się stosunkowo szybko przełożyć na wzrost sympatii. Kto pamięta, jak Polacy przyjęli choćby wybór Josepha Ratzingera na papieża w roku 2005 albo jak Niemcy witali polskich kibiców przyjeżdżających rok później na piłkarskie mistrzostwa świata do ich kraju, wie, o czym mowa. Nie zmienia to faktu, że po 35 latach wciąż mamy do czynienia z dysproporcją we wzajemnym zainteresowaniu i poznawaniu się obu społeczeństw. Wielu Niemców wciąż pozostaje niezainteresowanych Polską, a biało-czerwone barwy kojarzą im się raczej z kolorami Bayernu Monachium niż z naszą flagą.
Najważniejsza pozostaje jednak dynamicznie w ciągu lat po traktacie rosnąca wymiana gospodarcza. Polska i Niemcy pozostają dla siebie bardzo ważnymi partnerami, a wzajemna wymiana handlowa osiągnęła rekordowy poziom 180 mld euro. Kontakty ekonomiczne okazują się odporne na polityczne spory i wahania.
Z regionalnego punktu widzenia bardzo ważne w tekście traktatu są artykuły 20. i 21. One właśnie gwarantują swobodę działania mniejszości niemieckiej. Dają jej członkom prawo m.in. do swobodnego posługiwania się językiem ojczystym i jego nauczania, zakładania instytucji, używania imion i nazwisk w ojczystym języku i utrzymywania niezakłóconych stosunków z krajem pochodzenia.
Nie wszystkie problemy znalazły rozwiązanie
Często podkreśla się, że autorzy traktatu świadomie nie podejmowali spraw, które uważali za przedwczesne. Nie ma w nim np. regulacji dotyczących własności pozostawionej przez osoby wysiedlone. Nie znajdziemy w nim także zapisu o dwujęzycznych tablicach. Znajdą się dopiero w ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych.
W momencie uchwalenia i dziś spory budzi sytuacja Polaków w Niemczech, którzy nie mają statusu mniejszości narodowej. Zwolennicy tego rozwiązania przypominają, że gdyby w Niemczech zastosować przepisy bardzo dla mniejszości życzliwej wspomnianej polskiej ustawy z 2005 roku, Polacy nad Renem nadal nie byliby mniejszością. Zdecydowana większość z nich nie spełnia warunku nieprzerwanego zamieszkania przodków od co najmniej 100 lat. Ale nie brak głosów – także wśród niemcoznawców – że przyznanie Polakom w Niemczech praw mniejszości, skoro je mieli przed drugą wojną światową, byłoby ważnym gestem symbolicznym.
Wypełnić traktat życiem
Okazją do spotkania przedstawicieli obu rządów oraz reprezentacji Polaków z Niemiec i Niemców z Polski były podjęte 20 lat po uchwaleniu traktatu rozmowy polsko-niemieckiego okrągłego stołu. Ich efektem w naszym regionie jest m. in. powstanie Centrum Dokumentacyjno-Wystawienniczego Niemców w Polsce i Centrum Badań Mniejszości Niemieckiej.
W czasie rządów PiS-u kontakty te ustały. A liczbę godzin lekcji niemieckiego jako języka mniejszości zmniejszono z trzech do jednej. A to środowisko mniejszości narodowych w Polsce (nie tylko Niemcy) uznało za dyskryminację.
Po stronie niemieckiej liczono bardzo, że po utracie władzy przez PiS stosunki polityczne między Polską a Niemcami mocno się poprawią. O premierze Tusku myślano w kategoriach dekady przed rządami PiS-u. A tu się coś zmieniło. Z jednej strony polski rząd i społeczeństwo patrzą z innego poziomu. Wzrost gospodarczy w Polsce powoduje większe poczucie pewności Polaków. Sprawujący władzę mają także świadomość, że w Polsce jest ciągle dość liczna grupa wyborców niechętna Niemcom. I wcale niemało polityków, a czasem po prostu prorosyjskich agentów wpływu, obarczających za wszelkie trudności w Polsce Berlin wraz z Brukselą.
Takie nastroje powrotowi do rozmów polsko-niemieckiego Okrągłego Stołu ani demonstrowaniu przyjaźni dla Berlina nie sprzyjają.
Po stronie polskiej też nie wszystkie niemieckie działania są oceniane entuzjastycznie. Choćby przywrócenie kontroli na granicach. Wciąż czeka na realizację pomnik upamiętniający polskie ofiary wojny i okupacji w Berlinie. Choć jest tam już odsłonięte w ubiegłym roku tymczasowe Miejsce Pamięci dla Polski 1939-1945. Nadal nie ma decyzji w sprawie humanitarnego gestu wobec 50 tysięcy żyjących polskich ofiar okupacji i pracy przymusowej. To tylko niektóre przykłady kontrowersji. I problem nie w tym, by negocjować nowy traktat czy inną podobną umowę (choć i takie pomysły się pojawiają). Szłoby raczej o to, by wypełnić nowym życiem dokument już istniejący.
Nowy rozdział polsko-niemieckiego sąsiedztwa
Jest szansa, że przyczyni się do tego 35-lecie traktatu. Planowane są dyskusje i koncerty (także w Opolu). Zapowiedziano podpisanie porozumienia obronnego między Niemcami a Polską w czasie Forum Polsko-Niemieckiego w Berlinie 17 czerwca „Sąsiedztwo w czasach zmian. 35 lat współpracy polsko-niemieckiej”. W centrum uwagi znajdą się tam kwestie bezpieczeństwa i obronności, współpracy gospodarczej, przyszłości Europy i kultury pamięci.
Znaczenie symboliczne ma także zwrot przez stronę niemiecką cennych – a skradzionych w czasie wojny – eksponatów. Znajdą się wśród nich złoty sygnet króla Zygmunta Starego, oryginalny zapis pieśni „Gaude Mater Polonia” oraz notatki Stefana Żeromskiego. Takie jednorazowe, okolicznościowe gesty są bardzo ważne. Dobre sąsiedztwo i przyjazną współpracę trzeba pielęgnować na co dzień.
Czytaj też: Śląscy Samorządowcy o remoncie pomnika na Górze Świętej Anny
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




