Wyobraźmy sobie, że w mateczniku PiS, gdzieś na Podkarpaciu, w wyborach uzupełniających do Senatu wygrywa z dużą przewagą głosów kandydat Koalicji Obywatelskiej. No, na Nowogrodzkiej byłby szok.
Taki szok przeżyli Republikanie po klęsce wyborczej ich kandydata w Teksasie w wyborach do stanowego senatu. Dla polityków, popierających dotąd Trumpa bez zastrzeżeń – a przynajmniej oficjalnie – był to kubeł zimnej wody. Bo to nie przypadek, ale znak. Kolejny. W ostatnich trzech miesiącach Demokraci wygrali kilka ważnych lokalnych pojedynków, a prezydent Donald Trump może liczyć na poparcie na poziomie 41-44 proc. Opisując krótko: nie tak miało być.
Prezydent Donald Trump zawiódł swoich wyborców
Ponad rok temu Donald Trump wygrał dzięki wyborcom politycznego środka, którzy dość mieli drożyzny, wyniosłych elit, karykaturalnej niekiedy politycznej poprawności oraz zalewu nielegalnych imigrantów i wiążącej się z tym przestępczości. Tyle, że choć wzrost gospodarczy jest wysoki, ponad 4 procent, to zarobki pozostały w miejscu, a bezrobocie i koszty życia rosną. Polepszyło się tylko najbogatszym.
Natomiast mordowanie – bo tak to trzeba nazwać – Bogu ducha winnych ludzi przez zamaskowanych agentów ICE, masowe obławy w miastach i wsadzanie do więzień małych dzieci imigrantów może się podobać tylko psychopatom.
Wyborcy Trumpa byli wściekli na otaczającą ich rzeczywistość i nijakość rządów Demokratów. Ale to nie znaczy, że wszyscy stracili elementarne poczucie przyzwoitości, empatię i przywiązanie do praw obywatelskich. Zdecydowana większość Amerykanów nie chce też żadnej Grenlandii. Uważa ponadto, że trzeba pomagać Ukrainie, a Władimir Putin to zbrodniarz, z którym nie wolno się bratać.
Sam prezydent Donald Trump, choć socjopata i narcyz, ma doskonałe wyczucie nastrojów. Widzi, co się dzieje, dlatego odpalił ponownie odrażającą aferę Epsteina, żeby odwrócić uwagę od swoich problemów. Tyle, że ludzie będą żyć tym skandalem kilka tygodni, a potem wrócą do Trumpa, który się nie zmieni, tak, jak nie zmieni się natura wilka.
Republikanie już myślą o następcy
Establishment republikański oraz wielki biznes powoli godzą się z myślą, że nie uda się zapobiec porażce w listopadowych, tzw. połówkowych wyborach do Kongresu i Senatu. Najpewniej Demokraci nie wygrają ich na tyle, by usunąć Trumpa z Białego Domu, ale wystarczająco, żeby sparaliżować jego rządy.
Tego jeszcze nie widać, ale prezydent Donald Trump już po roku rządów stał się „kulawą kaczką”, jak określa się prezydentów USA w ostatnim roku ich ostatniej kadencji. Dużo mówią, ale niewiele mogą i są tylko obciążeniem dla własnego obozu. Wszyscy się od nich odcinają i gorączkowo szukają kogoś, kto pomoże im zachować władzę po następnych wyborach. W tym przypadku kogoś, kto nie będzie jak Trump.
Powinni to sobie też uświadomić Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki. Bezrefleksyjne, uparte obstawianie złego konia w Waszyngtonie może się zakończyć bolesnym upadkiem z jego grzbietu. Politycznie nawet śmiertelnym.
Czytaj też: Radna Opola Małgorzata Wilkos z zarzutami za Fundację Ex Bono. Grozi jej do 10 lat więzienia
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania


