Pożar w hodowli psów w Jaśkowicach (gmina Byczyna) miał miejsce w sobotę 16 maja około godz. 4.00. Z pierwszych doniesień o zdarzeniu wynikało, że strażacy byli wezwani do pożaru przyczepy. Tymczasem płomieniami objęty był domek holenderski, przystosowany do trzymania w nim zwierząt i prowadzenia legalnej hodowli.
Niestety, psiaków przebywających wewnątrz konstrukcji nie udało się uratować. W płomieniach zginęło 11 szczeniąt: 10 rasy cane corso oraz jeden terier walijski. Szacunkowa wysokość strat to około 80 tys. zł.
Pożar w hodowli psów w Jaśkowicach. Właściciel: To było podpalenie
Robert Musiałek, właściciel hodowli psów w Jaśkowicach, jest przekonany, że pożar był skutkiem podpalenia.
– Domek holenderski, w którym przebywały szczenięta, nie był podłączony do prądu. Z elektryczności korzystamy tam tylko w okresie jesienno-zimowym, by go ogrzewać oraz by po zmroku było w nim oświetlenie, bo pieski ostatni posiłek otrzymywały około godz. 19.00 – opisuje.
– Ale teraz słońce zachodzi o wiele później i jest cieplej. Wewnątrz nie było piecyka, bo go zabraliśmy, a nasz domek holenderski był odłączony od sieci elektrycznej. Nie ma więc mowy o zwarciu. Tak jak praktycznie niemożliwy jest samozapłon konstrukcji. Przecież w weekend mieliśmy intensywne opady deszczu i było mokro – argumentuje Robert Musiałek.
Właściciel hodowli psów w Jaśkowicach dodaje, że z posiadanego przez niego nagrania wynika, że pożar zaczął się od strony ogrodzenia posesji, przy której stał domek holenderski ze szczeniętami w środku.
– Jestem pewien, że to było podpalenie. Nie minęło 15 minut, a z konstrukcji zostały zgliszcza – opisuje.
Blokada konta i pogróżki
Pożar i śmierć 11 szczeniąt to nie był jedyny cios dla właścicieli hodowli psów w Jaśkowicach. Kolejnym okazały się… reakcje internautów.
– W sieci wylała się na nas fala hejtu. Były nawet pogróżki i życzenia śmierci. Nasz kanał w mediach społecznościowych został zablokowany, najpewniej z powodu masowych zgłoszeń – opisuje Robert Musiałek.
Skąd taka ostra reakcja? – W pierwotnych przekazach pojawiły się doniesienia o pożarze przyczepy. Na tej podstawie ludzie sobie dośpiewali, że my trzymaliśmy zwierzęta w fatalnych warunkach, że to była jakaś patohodowla. A to nie jest prawda! – zaznacza.
– Niestety, bez kanału w mediach społecznościowych nie mieliśmy się jak bronić. Próbowali to jeszcze robić ci, co nas znają i wiedzą, jak dbaliśmy o nasze pieski. Ich głosy tonęły jednak w zalewie hejtu i bezpodstawnych oskarżeń – mówi Robert Musiałek.
Policja na tym etapie nie wskazuje jednoznacznie jakie przyczyny miał pożar w hodowli psów w Jaśkowicach. Krystyna Chmielewska, oficer prasowy komendy w Kluczborku, poinformowała, że sprawą zajmuje się biegły z zakresu pożarnictwa. A na jego opinię trzeba jeszcze poczekać.
Czytaj także: Psy zagrażały rannemu bocianowi. Mieszkańcy i policjanci ruszyli z pomocą
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




