Diecezja opolska prowadzi dwa Domy Nadziei z myślą o ubogich i bezdomnych. W Opolu mogą oni liczyć na jedzenie, leki, pomoc prawną, psychologiczną, duchową i wsparcie przy załatwianiu spraw urzędowych. Do Dylak trafiają ci, którzy podjęli decyzję, że chcą zacząć nowe życie. Skorzystali z terapii i starają się wyjść z bezdomności. W ciągu czterech lat – tak długo dom działa – przebywało tu kilkadziesiąt osób. Część z nich przeszła już „na swoje”. Nierzadko zdarzały się też powroty do alkoholu i do bezdomności. Obecnie mieszkają tu i tworzą wspólnotę cztery siostry zakonne i pięciu mieszkańców. Te liczby często się zmieniają.
Ten dom zmienił moje życie
Jednym z nich jest pan Bartosz. – W Domu Nadziei w Dylakach jestem od roku – opowiada. – Trafiłem tutaj z terapii w Branicach. I to była moja trzecia terapia. Jestem uzależniony od alkoholu. Alkoholikiem trzeźwiejącym. Byłem czynnie uzależniony od prawie 20 lat. Nie piję już od półtora roku. Dostałem tutaj prawdziwy dom i drugie życie. Pierwszy dom – z żoną, synem i mamą – ze względu na swoją chorobę straciłem. Tu dostałem szansę na nową rodzinę, którą jest dla mnie wspólnota mieszkająca w tym domu. Jest tu ze mną mój 13-letni syn. Ważną zmianą był też dla mnie powrót do pracy. Nie tylko z powodów materialnych. Praca dla alkoholika to także powrót do odpowiedzialności. I do codziennych spotkań z ludźmi. Pracuję w hucie „Jedlice”. Nie mam wątpliwości, że Pan Bóg mnie tu przyprowadził. Jestem żywym świadectwem, że każdy może zacząć od nowa.
Na statystyki nie patrzymy
– W tym domu rzeczywistość jest bardzo dynamiczna – przyznaje siostra Aldona Skrzypiec, jałmużnik biskupa opolskiego, która kieruje domami w Opolu i w Dylakach. – Część naszych mieszkańców tutaj mimo starań i chęci wraca do picia. Czasem szukają pomocy gdzie indziej, na przykład w Barce. Wracają na detoks i terapię. Jeden z panów był niedawno na terapii po raz dziesiąty. Jest mu bardzo trudno, bo on nie ma doświadczenia domu. Tylko meliny, poprawczaka, więzienia i ulicy. Chcemy, by ten dom był jak Bóg. Dawał każdemu szansę powrotu. Ale człowiek jest wolny. Nikomu nie możemy tej wolności odebrać. Mamy świadomość, że mechanizm uzależnienia jest taki, że wystarczy impuls, czasem zapach alkoholu i człowiek, który włożył mnóstwo wysiłku, wpada na nowo w ciąg. Nie jest nam to obojętne. Tworzymy przecież z tymi ludźmi relacje. Dlatego w tym domu żyje się tutaj bardzo trudno i ogromnie pięknie. Na statystyki nie patrzymy. Bo one są bezlitosne.
Każdy tydzień trzeźwienia się liczy
Jednym z gości spotkania był Janusz Gawlik, psychoterapeuta uzależnień i kierownik Ośrodka Terapii Uzależnień przy Szpitalu Specjalistycznym w Branicach.
– Uważam, że ta praca – przy wszystkich trudnościach, bo ona jest bardzo frustrująca – ma sens. Tym bardziej, że dotyczy ludzi, którym właściwie nikt nie chce pomóc. Tu nie ma dużych i szybkich efektów. Ale przecież właśnie tu przywraca się ludziom godność. Mają okresy abstynencji, które dla nich są bardzo ważne. A część z nich wychodzi z bezdomności i uzależnienia i wraca do życia. Trzeba próbować. Nikomu nie można odebrać nadziei. Każdy tydzień i miesiąc trzeźwienia są ważne.
W trakcie spotkania występował zespół „Dzióbki” z Biestrzynnika, a plenerowy spektakl zaprezentowało koło teatralne działające przy Domu Nadziei pod kierownictwem pani Aleksandry Ślepeckiej.
Okazją do wspólnej modlitwy (mszy św. przewodniczył bp Andrzeja Czaja) i spotkania mieszkańców, wolontariuszy i gości była uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dom Nadziei mieści się w dawnym klasztorze sióstr sercanek i przy poświęceniu w czerwcu 2022 otrzymał patronat właśnie NSPJ.
Czytaj też: Dwa napady w Opolu. 42-latek okradał i bił ofiary bez powodu
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

























