Wicemarszałkini przypominała, że dopiero podpisanie listu intencyjnego z 17 lipca pomiędzy Urzędem Marszałkowskim i Uniwersytetem Opolskim otworzyło drogę do analiz i rozmów.
Początkowo w proces łączenia z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym przy ul. Witosa włączone miały być:
- Opolskie Centrum Onkologii (przy ul. Katowickiej),
- Kliniczne Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii (przy ul. Reymonta),
- Szpital Specjalistyczny im. Świętej Jadwigi (przy ul. Wodociągowej).
Konsolidacja w Opolu zmienia kierunek: tylko USK i porodówka
Zuzanna Donat-Kasiura wskazała, że od prawie miesiąca pod uwagę brana jest wyłącznie opcja połączenia opolskiej porodówki z USK.
– Z pozostałymi dwoma szpitalami zawieszamy teraz rozmowy – podkreśliła. – Dlatego, że na poziomie Ministerstwa Zdrowia toczą się rozmowy dla innej roli dla samorządu województwa w kontekście całego systemu szpitalnictwa na poziomie regionów.
Zapowiedziała, że 9 września planowane jest spotkanie z minister dla marszałków z całej Polski. – Po tej rozmowie będę mogła powiedzieć więcej – zapowiedziała.
70 mln zł w grze. „Potrzebujemy Centrum Pediatrii”
Argumentem za połączeniem porodówki i USK ma być możliwość zdobycia 70 mln zł na budowę Centrum Pediatrii z funduszy zewnętrznych.
– To miejsce i najmłodszym, i ich rodzicom jest naprawdę potrzebne. Proces wymaga jednak pracy i zmian. A my nie chcemy by te pieniądze przeszły nam koło nosa. Jestem jednak przekonana, że z doświadczeń Klinicznego Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii skorzysta też szpital przy Witosa – dodała Donath-Kasiura.
Sprawę inaczej widzą przedstawiciele opolskiej porodówki. W kuluarach mówi się wprost o „wrogim przejęciu” i decyzjach politycznych.
Dr n. med. Marek Chowaniec, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Klinicznym Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii, na wstępie mówi, że perspektywa połączenia nie jest ciekawa i od początku zaskakująca dla całego zespołu. – O wszystkim dowiadujemy się z mediów – stwierdził.
Wicedyrektor porodówki o konsolidacji: „Staniemy się dwoma oddziałami USK”
Dr Chowaniec podkreślił, że dla pacjentek ginekologii nic będzie zmian na plus. – Nasze pacjentki nie potrzebują krótszej ścieżki leczenia. Nie kontynuują leczenia w USK, rok temu było zaledwie 10 takich pań – podał.
Dodał, że decyzja nie jest merytoryczna, a polityczna. – Nie ma ona związku z dobrem dzieci, pacjentów. W ministerstwie jest trend łączenia, jednak to musi być dobrze skalkulowane. A nie przygotowane w ciągu miesiąca. W rzeczywistości jesteśmy potrzebni do połączenia z USK tylko z jednego powodu: u nas jest patologia noworodka, która jest potrzebna dla utworzenia Centrum Pediatrii – stwierdził.
W jego opinii konsolidacje są dobre w przypadku łączenia nierentowanych oddziałów szpitali powiatowych, np. w sąsiednich miastach. – A u nas jest wręcz przeciwnie. Dlatego zaskakuje nas, że ktoś nas ma przejąć, wchłonąć. To się równa likwidacji jako podmiotu, staniemy się dwoma oddziałami w ramach USK – stwierdził dr Chowaniec.
Przedstawiciel porodówki w kontekście argumentu władz regionu, że „duży może więcej” odpowiadał, że to tylko teoria. Konsolidację porodówki i USK porównuje do planów podziału Opolskiego. – To również był szok dla Opolan, ale udało się to powstrzymać. Dlatego, że duży nie zawsze znaczy więcej – podkreślał wicedyrektor.
– My tylko stracimy. Od lat mamy zaplanowaną termomodernizację, wymianę okien, instalacji itp. Ale po te pieniądze sięgniemy tylko jako szpital samorządowy. Po zmianie właściciela to odpada. Z kolei 70 mln zł jest na budowę Centrum Pediatrii w USK, więc my nic z tego nie otrzymamy. Więcej: wszystko co zarobimy, to oddamy tam – punktował.
Na liście zagrożeń wskazał także niekompatybilny, starszy system informatyczny nie do pogodzenia z USK i szereg gwarancji związanych z warunkami pracy, m.in. ciągłość zatrudnienia i redukcję etatów czy wynagrodzeń.
Z kolei Edyta Hanszke-Lodzińska, rzeczniczka USK zapewniła, że w przypadku konsolidacji USK z KCGPiN, integracja różnych systemów informatycznych będzie prowadzona w sposób zapewniający ciągłość działania placówek, bezpieczeństwo danych i nieprzerwaną realizację świadczeń medycznych.
– Systemy sfinansowane np. z Krajowego Planu Odbudowy będą eksploatowane zgodnie z zawartymi umowami oraz wymaganiami dotyczącymi trwałości projektów – podkreśliła rzecznik USK.
Wicemarszałkini: „Pozwólcie zespołom roboczym pracować”
We wtorek Zuzanna Donath-Kasiura po raz kolejny odniosła się również do zarzutów związków o braku dialogu.
– Po podpisaniu listu intencyjnego spotkałam się z pracownikami wszystkich czterech szpitali – stwierdziła. – Następnie ruszyły prace zespołów roboczych, marszałek również spotkał się z przedstawicielami związków zawodowych. A ja również spotykałam się z radami społecznymi, zarówno szpitala przy Wodociągowej, jak i Reymonta – porządkowała wicemarszałkini.
Dodała, że obecnie trwają prace w zespołach roboczych. – Pracują w nich przedstawiciele szpitali i USK. Nie mogę przedstawić związkom wyników tych prac, dlatego, że sama ich jeszcze nie otrzymałam – argumentowała. – Pozwólcie tym zespołom jeszcze pracować – apelowała.
Wicemarszałkini akcentowała, że w połowie września to Rada Senatu UO musi podjąć uchwałę kierunkową. Następnie będzie przedstawiona zarządowi województwa. – Dopiero wtedy będzie czas na konsultacje społeczne. Jeśli do tego wszystkiego dojdzie, uchwała konsolidacyjna trafi pod obrady sejmiku w październiku – poinformowała.
Związkowcy wierzą w zwycięstwo. Chcą debaty, zamiast manifestacji
Marcin Laskowski, przewodniczący Regionalnej Sekcji Ochrony Zdrowia – Solidarność Opole, podkreślił, że na obecnym etapie nic nie jest przesądzone.
– Pomiędzy związkowcami, a urzędem marszałkowskim nie było dotąd żadnej konfrontacji na argumenty. Dlatego sądzimy, że sytuacja wciąż jest do uratowania – mówił. – Przykładem nasza duża frekwencja na posiedzeniu Sejmiku Wojewódzkiego. Monitorujemy sprawę na bieżąco. Uważamy, że presja ma sens.
Przedstawiciele związków domagają się konsultacji społecznych. – Zaprzeczam, że były spotkania z pracownikami – wbrew twierdzeniom pani marszałek – mówił. – Spotkania były tylko i wyłącznie na szczeblu dyrekcyjnym. A jeśli chodzi o związki, czyli reprezentantów załóg tych szpitali, takie konsultacje się nie odbyły. Raz zaprosił nas jedynie pan marszałek. Deklarował, że spotkania będą cykliczne. Minęło 1,5 miesiąca i nic.
Marcin Laskowski wyraził nadzieję, że władze regionu wyznaczą termin nadzwyczajnej Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego o którą wnioskowali na początku września.
– To spotkanie konieczne, by rzetelnie rozmawiać na argumenty. Po to, by poznać m.in. zagrożenia wynikające z konsolidacji czy dowiedzieć się, jak władze zamierzają utrzymać udzielanie świadczeń medycznych – wyjaśniał. – Oczekujemy analiz, których wciąż nie dostaliśmy. Nie mamy dostępu do żadnych materiałów.
Laskowski mówił, że wynik posiedzenia WRDS przesądzi o kolejnych krokach związkowców. Jego uczestnikami mają być cztery strony:
- pracodawcy,
- związki zawodowe,
- strona samorządowa,
- przedstawiciel administracji rządowej – wojewoda.
Natomiast gdy do WRDS nie dojdzie, związkowcy zapowiadają dużą manifestację w Opolu – 28 września.
W międzyczasie, w czwartek 10 września w Instytucie Śląskim odbędzie się spotkanie z udziałem:
- wicemarszałkini Zuzanny Donath-Kasiury,
- przedstawicieli związkowców,
- czterech dyrektorów szpitali przymierzanych do konsolidacji.
Początek o godz. 11.00
Czytaj też: Związkowcy krytycznie o konsolidacji szpitali. Plany połączeń okrojone?
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania



