Rodzice pana Edwarda wyjechali z Polski do Francji w poszukiwaniu lepszej pracy i losu w latach 20. XX wieku. Ojciec, Władysław, pracował jako górnik. Edward Królicki urodził się 10 czerwca 1926 roku w Carvin-Libercourt we francuskim departamencie Pas-de Calais. Kiedy miał trzy lata, ojca za działalność polityczną wydalono z Francji. Rodzina przenosi się do Belgii.
W 1944 roku 18-letni Edward zgłasza się na ochotnika do Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii. Dostaje przydział do 2. kompanii 1. Pułku Piechoty.
Edward Królicki na wojnę poszedł na ochotnika
– Zgłosiliśmy się razem z ojcem – wspomina. – On z powodu wieku nie został przyjęty. Ja poszedłem na wojnę na ochotnika, bo nasza rodzina była bardzo patriotyczna. Brat ojca, Stanisław, zginął w 1939 roku w bitwie nad Bzurą. W 1943 roku wstąpiliśmy razem do ruchu oporu. Zostałem zaprzysiężony w Polskiej Organizacji Walki i przydzielony do drużyny zwiadu. Brałem czynny udział w wysadzaniu pociągu ze sprzętem wojskowym jadącym z belgijskiego Maastricht do niemieckiego Essen.

Jako żołnierz został przeszkolony w Szkocji. W lutym 1945 jego kompanię przeniesiono do Niemiec. Wojnę zachowuje nie tylko w pamięci, ale i w snach. O rówieśniku z sąsiedniego górniczego osiedla, który postrzelony w brzuch zmarł na jego rękach. I o zaskakującym zdarzeniu przeżytym w jednym z niemieckich miast.
Wojenne wspomnienie
– Nasz pluton idzie przez to niemieckie miasteczko – wspomina Edward Królicki. – Pierwsza drużyna po lewej stronie, druga po prawej, trzecia ubezpiecza z tyłu. Nagle ze strychu jednego z budynków pada strzał. Kula rani jednego z naszych kolegów. Z jeszcze jednym żołnierzem wbiegam na ten strych. Przed drzwiami chwila wahania, bo nie wiemy, ilu nieprzyjaciół jest w środku. Ostatecznie wchodzimy do pomieszczenia. Pod oknem, z którego do nas strzelano, leży jeden żołnierz.
– Znałem trochę niemiecki, więc kazałem mu wstać, podnieść ręce i rzucić broń – kontynuuje opowieść pan Edward. – W końcu każę mu się odwrócić. I wtedy okazuje się, że ów niemiecki żołnierz w rzeczywistości jest młodziutką dziewczyną w mundurze Hitlerjugend. Wzięliśmy ją do niewoli i przekazaliśmy do dowództwa. Nigdy więcej już jej nie widziałem.
Koniec wojny zastał pana Edwarda w miejscowości Niesau. W 1946 roku jego kompania została przetransportowana do Szkocji. Rok później mógł wrócić do rodziców w Belgii. Stamtąd przyjeżdża do kraju. Kontakty z młodszym bratem, który został w Belgii, utrzymuje do dziś. Kiedyś odwiedzali się regularnie. Teraz, gdy już nie mogą sobie pozwolić na podróż, regularnie telefonują.
Edward Królicki: Trzeba akceptować życie
Reporterowi „O!Polskiej” odwiedzającemu weterana i jubilata w Domu Seniora Pogodna Jesień dwa dni przed setnymi urodzinami towarzyszy Irena Chamielec. Łączy ich nie tylko przynależność do Związku Kombatantów, ale i wspólnota losów.
Pani Irena też urodziła się – choć sporo później – we Francji. Ojciec bił się pod dowództwem generała Sikorskiego. Niestety, po powrocie do kraju został zastrzelony przez żołnierza Armii Czerwonej.
Pytamy pana Edwarda o jego tajemnicę dobrego zdrowia i pogodnego optymistycznego nastawienia do życia.
– Trzeba życie przyjmować takim, jakie ono jest, akceptować to, co nas spotyka – mówi z uśmiechem.
Czytaj także: Nie dla wszystkich wojna skończyła się w 1945 roku. Projekcja filmu i spotkanie ze świadkami
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




