Piotr Guzik: Dlaczego kandyduje pan do Sejmu właśnie z woj. opolskiego?
Tomasz Siemoniak: Poprosił mnie o to przewodniczący Donald Tusk. Wskazał, że takie było oczekiwane marszałka Andrzeja Buły, iż na opolskiej liście Koalicji Obywatelskiej potrzeba człowieka rozpoznawalnego w skali kraju. Okręg obejmujący to województwo jest zbyt ważny, aby nie było tu mocnej osoby, ponieważ ze strony konkurencji jest tutaj zestaw mocnych nazwisk. Stąd są minister sportu Kamil Bortniczuk, wiceminister rolnictwa Janusz Kowalski i wiceminister obrony narodowej Marcin Ociepa. Nie znam ich osobiście, ale jestem gotów na wyborczą rywalizację. W moim poprzednim, wałbrzyskim okręgu, konkurentem z list PiS był minister Michał Dworczyk. Zresztą, obóz rządzący ma u siebie tylu ministrów i wiceministrów, że skąd by się nie startowało, to trzeba by się z jakimiś skonfrontować.
Konkurencja już zdążyła skrytykować pana start z woj. opolskiego i zarzucić, że w czasie, gdy stał pan na czele resortu obrony polska armia była w złej kondycji. Marcin Ociepa wezwał pana na Twitterze do debaty w sprawie wojska.
– Jeśli chce się z kimś debatować, to nie obraża się człowieka w pierwszym zdaniu, tak jak zrobił to pan wiceminister. To było zwyczajnie niegrzeczne. Nie wiem zresztą co pan Marcin Ociepa robi w MON, oprócz chodzenia ze studia do studia i udzielania się w mediach. Zresztą jego wpis potraktowałem wzruszeniem ramion, ponieważ w istocie nie byłem jego adresatem. To element rozgrywek w obozie prawicy o jak najlepszą pozycję startową na liście, bo w PiS nadal je układają.

Ale przekaz, że był pan fatalnym ministrem obrony poszedł w świat.
– Nie sądzę, że świat czeka na przekazy wiceministra Ociepy, nie wiem nawet jakie ugrupowanie on właściwie reprezentuje. A ataki na mnie za czas bycia ministrem są ucieczką od 8 lat złego czasu armii za rządów PiS, czasu Macierewicza z Misiewiczem, kompromitacji ministra Błaszczaka z rosyjską rakietą. Gdy byłem ministrem obrony nigdy nie było wobec mnie wniosku o wotum nieufności, które PiS składał przecież regularnie wobec członków rządu PO-PSL. Byłem dobrze ocenianym ministrem, który potrafił współpracować także z ówczesną opozycją. To, co widzimy teraz, wynika z niewyszukanego stylu walki politycznej konkurencji. A już ataki polityków obozu władzy na opozycję na tle żołnierzy uważam za coś fatalnego. Wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego obrażają dowódców sprzed lat. Szkoda, że politycy PiS nie rozumieją kwestii zgody politycznej wokół spraw bezpieczeństwa narodowego.
Powiedział pan, że to marszałek Andrzej Buła chciał kogoś rozpoznawalnego na czele opolskiej listy KO. Trudno tego nie odbierać jako wyrazu słabości opolskiej Platformy.
– Nie interpretowałbym tego w taki sposób. Szanuję opolskich posłów KO. Z Ryszardem Wilczyńskim pracowaliśmy razem gdy był wojewodą, a ja byłem wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji. Długo znamy się też z Rajmundem Millerem. Doceniam pracę Tomasza Kostusia. Aktywnym posłem jest Witold Zembaczyński, pamiętam zresztą moją współpracę z jego ojcem. Dwójką na liście będzie obecna senator Danuta Jazłowiecka, przyjaźnimy się od lat. Z każdym z nich chcemy się wspierać i współpracować w kampanii. To przecież nie jest tak, że przewodniczący Donald Tusk narzucił mi start z Opola. Zapytał, czy byłbym gotów stąd startować, a ja się zgodziłem. To nie jest kara, tylko wyzwanie. Liderzy KO z opolskiego nie traktują mnie jak niechcianego spadochroniarza ale jak wielkie wzmocnienie listy. Wszyscy rozumiemy, że województwo opolskie to bardzo istotny region na wyborczej mapie kraju. Mamy tu szanse na zdobycie pięciu poselskich mandatów, a uzyskanie głosów, które otworzą do nich drogę, jest moim zdaniem.
Jak pan zamierza przekonać do siebie opolskich wyborców. Nie jest pan stąd.
– Z doświadczenia wiem, że wyborcy oczekują przede wszystkim skutecznej reprezentacji swoich interesów w Sejmie i w Warszawie, chcę to mieszkańcom Opolszczyzny zagwarantować. Co nie znaczy, że nie mam z tym regionem żadnych związków. Pochodzę z Wałbrzycha, po sąsiedzku, od dziecka tu przyjeżdżałem. Jako młody człowiek wypoczywałem nad Jeziorem Otmuchowskim, znam dobrze Nysę i jej okolice. Pamiętam wyjazdy po buty do Krapkowic. W połowie lat 90. jako dyrektor telewizyjnej „Jedynki” organizowałem opolski festiwal piosenki. Istotny był też rok 2008. Wtedy przez teren Opolszczyzny przeszło niszczycielskie tornado. I jako wiceminister MSWiA to ja osobiście odpowiadałem za wsparcie i pomoc poszkodowanym w odbudowie dobytku. Byłem wtedy na tych terenach wielokrotnie. Odpowiadałem też za kwestie przeciwpowodziowepowodziowe, gdy żywioł przeszedł przez ten region w maju 2010 roku. A jako wiceminister także odpowiedzialny za sprawy mniejszości narodowych i etnicznych nawiązałem relacje z działaczami Mniejszości Niemieckiej, angażowałem się w projektu porozumienia polsko-niemieckiego. Nie jestem tu więc tak całkiem obcy, jak konkurencja chciałaby to malować. Jako minister obrony bywałem oczywiście także na Opolszczyźnie. Znam tu bardzo dużo osób, samorządowców, emerytów mundurowych. Czuję się tutaj jak wśród przyjaciół, a problemy mieszkańców są takie same jak w całej Polsce: drożyzna, bezpieczeństwo, zdrowie. Wiemy w KO jak się tym zajmować.

I będzie pan nadal obecny w regionie jeśli uda się tu wywalczyć mandat poselski?
– Podchodzę do sprawy poważnie. Jeśli mieszkańcy województwa opolskiego wybiorą mnie na posła, będę starał się być tu tak często, jak tylko to możliwe. Przeniosę się też oczywiście do tutejszych struktur Platformy.
Opolskim politykom Platformy zdarza się wykorzystywać lokalną TVP jak konfesjonał. Chadzają tam często, skarżą się w wywiadach na konkurencyjnych polityków opozycji. Jeden z polityków PO z Opola nawet udzielił wywiadu dyrektorowi TVP w konwencji na „ty”. Powoduje to dezorientację elektoratu, ponieważ praktycznie nie ma dnia, by TVP nie atakowała Donalda Tuska, a on i inni znani krajowi politycy Platformy o telewizji mówią stanowczo i dosadnie. Jaki jest pański ogląd tej sytuacji?
– Trudno mi oceniać opolską TVP, ponieważ póki co jej nie oglądam. Nie ukrywam jednak, że o centralnej telewizji mam opinię bardzo krytyczną. Kłamliwe ataki na przewodniczącego Tuska są tam na porządku dziennym, ja też byłem bohaterem zmanipulowanych materiałów. Ja sam w TVP nie występuję od lat. Nie chcę jednak w tej konkretnej kwestii zbyt szybko ferować wyroków. Na pewno nie chcę też uczestniczyć w lokalnych konfliktach. Nie przyjeżdżam tu po to, by się kłócić. Priorytetem jest walka o jak najlepszy wynik opolskiej listy KO. Chcemy po prostu tu wygrać.
Czytaj także: Piotr Woźniak startujący do Senatu dzieli opozycję? „Szkoda słów”



