„Wystawa powstała z okazji 100. rocznicy powrotu do kraju blisko 900-osobowej grupy polskich dziewcząt i chłopców, repatriowanych w latach 1919–1923 z Syberii i Mandżurii. Byli oni potomkami zesłańców politycznych, uchodźców i i jeńców wojennych, a także emigrantów szukających pracy na odległych krańcach carskiego imperium. Tragedia I wojny światowej, a potem koszmar rewolucji i wojny domowej w Rosji sprawiły, że cały kraj doświadczał terroru, nędzy i chaosu, co miało dramatyczny wpływ na losy dzieci. Szczęśliwie jednak, udało się je uratować i przewieźć do Polski. Stało się to dzięki zaangażowaniu liderów życia polskiego na Syberii, Polonii w Stanach Zjednoczonych, a przede wszystkim władz Japonii, które zaoferowały im gościnę” – czytamy w zaproszeniu na wystawę.
Portrety dzieci i ich japońskich opiekunów
Ekspozycję tworzy kilkadziesiąt portretów dzieci syberyjskich i ich japońskich opiekunów, stworzonych przez młodych polskich artystów, zainspirowanych historią odkrywaną podczas spotkań z ekspertami, historykami i pisarzami. W Opolu będzie można ją oglądać do 28 lutego 2025 codziennie od poniedziałku do piątku w siedzibie CMJW przy ul. Minorytów 3 w godzinach 9.00-17.00.
– Ta historia ma szczęśliwe zakończenie – mówiła podczas wernisażu wystawy dr Violetta Rezler-Wasielewska, dyrektor CMJW. – Mamy przyjemność takie historie rzadziej opowiadać, bo nasze muzeum dotyczy przede wszystkim żołnierzy, którzy dostali się do niewoli i przebywali w niej w czasie II wojny światowej.
Przypomniała też, że przez obóz jeniecki w Łambinowicach/Lamsdorf przeszło 300 tysięcy żołnierzy koalicji antyhitlerowskiej z całego świata. Także dzieci – powstańców warszawskich. A obozy jenieckie w tym miejscu działały także w czasie I wojny światowej oraz wojny francusko-pruskiej 1870-1871.
– Syberyjskie dzieci cesarzowej Japonii to bohaterowie wystawy i tej opowieści – mówiła Katarzyna Nowak, dyrektor Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. – Uratowano je przez Japoński Czerwony Krzyż. Dzieci, które opuściły Syberię, wróciły przez Stany Zjednoczone do odrodzonej ojczyzny.
– Dzieci polskie na Syberii bardzo często w czasie wojennej i rewolucyjnej zawieruchy traciły rodziców – dodała Katarzyna Nowak. – Stawały się półsierotami lub sierotami. Były niesamodzielne. Szacuje się, że było ich około pięciu tysięcy. Ich ratowania podjął się Polski Komitet Ratunkowy Dzieci Dalekiego Wschodu, na czele którego stanęła Anna Bielkiewicz, wcześniej zaangażowana w antycarski ruch konspiracyjny. Na Syberię przybyła wiosną 1919 roku. Razem z wiceprezesem Komitetu Józefem Jakóbkiewiczem zaczęła jeździć po Syberii i zbierać dzieci. Często wygłodzone i osamotnione. Znajdowane na stacjach czy w przytułkach. Czasem trzyletnie, a czasem nastoletnie.
Pomocy finansowej Anna Bielkiewicz szukała najpierw w Amerykańskim Czerwonym Krzyżu, a ostatecznie zwróciła się do Japońskiego Czerwonego Krzyża. Japonia po okresie izolacji nawiązywała kontakty ze światem, szukając partnerów i koalicjantów.
Japończycy nie odmówili
– Japoński Czerwony Krzyż wyczarterował trzy statki, którymi dzieci popłynęły do Japonii – opowiadała Katarzyna Nowak. – Dzieci zbierano z okolic Irkucka, Czyty, Aleksiejewska, Chabarowska do Władywostoku. Stąd płynęły do Tsurugi. To było ich pierwsze spotkanie z Japonią. Przebywały także w Tokio i w Osace. Po bardzo trudnych warunkach życia na Syberii Japonia, gdzie przyjęto je z radością, była absolutnym rajem. Zostały ubrane, wyleczone, zaopiekowane. O ich obecności informowały szeroko media, zachęcając do pomagania im. Spotkała się z nimi także, wzruszona ich historią, cesarzowa Japonii. Ważne było nie tylko to, że przywiozła prezenty (każde dziecko otrzymało m. in. kimono i świerszcza w klatce). W tamtych czasach cesarz odbierał w Japonii cześć boską, a para cesarska była praktycznie niedostępna. Tym ważniejsza była jej obecność blisko polskich dzieci.
Do Polski dzieci wracały drogą morską przez Stany Zjednoczone. W USA często trafiały do ośrodków polskich. Chodziły tu do szkół. Niektóre uczyły się przedmiotów zawodowych. Często znajdowały miejsce w sierocińcach przykościelnych prowadzonych przez siostry. Część została w Stanach Zjednoczonych. Znaczna część wróciła do Polski. Jedne do rodzin, które się odnalazły, inne do sierocińców. Józef Jakóbkiewicz zdecydował, że nie powinny być rozproszone w przypadkowych miejscach, ale mieć swoje stałe miejsce na ziemi. Stał się nim ośrodek w Wejherowie. Dzieci znalazły tam nie tylko znakomite warunki. Wychowywano je w duchu Janusza Korczaka.
Historia polskich dzieci uratowanych w Japonii jest pamiętana. W Tsurudze funkcjonuje – pod nazwą Park Humanitaryzmu – muzeum upamiętniające pobyt w tym miejscu małych syberyjskich uchodźców. W 2019 roku Sejm RP przyjął uchwałę w sprawie upamiętnienia stulecia powołania Polskiego Komitetu Ratunkowego Dzieci Dalekiego Wschodu.
Czytaj też: Wystawa zdjęć Stanisława Bobera. Ponad 400 fotografii, w tym dawnego Opola i Kresów
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w tygodniku „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.




