Przygotowując zapowiedź festiwalu Opole 2026 pisałem, że w przypadku koncertu Lady Pank nie ma się co obawiać o formę muzyków grupy. Główną obawą było to, jak śpiewać będzie Janusz Panasewicz. I choć na początku występu mogło się jeszcze wydawać, że dramatu nie będzie, to z czasem coraz częściej zdarzało mu się fałszować i skrzeczeć. Niewykluczone, że także dlatego co jakiś czas za mikrofonem zastępował go Jan Borysewicz – by dać koledze chwilę wytchnienia.
Widowni to jednak wyraźnie nie przeszkadzało. Więcej, audytorium z ochotą wspierało, a miejscami wręcz zastępowało wokalistę Lady Pank, skandując ikoniczne refreny. I niejednokrotnie ratowało w ten sposób Janusza Panasewicza z wokalnych tarapatów.

Okazji ku temu nie brakowało. Na jubileuszowy koncert muzycy wybrali bowiem zestaw swoich największych hitów. A że tych na przestrzeni lat wylansowali wiele, to widownia nie miała problemów ze śpiewaniem. Śmiem twierdzić, że byłaby w stanie samodzielnie zaśpiewać wszystkie utwory do akompaniamentu muzyków.
Tak rozbawionego audytorium w amfiteatrze, jak podczas koncertu Lady Pank, podczas festiwalu Opole 2026 jeszcze nie było. Muzycy tryskali energią, a Jan Borysewicz czarował na gitarze.
Koncerty, w których pierwsze skrzypce gra muzyka i zabawa, bez konferansjerki i zachęcania do wysyłania wiadomości SMS, to coś, co naprawdę trudno popsuć. I choć w tym przypadku wokalista nieco sabotował całą imprezę, to trudno uznać ten koncert za nieudany.
Czytaj także: Koncert piosenek Bogdana Olewicza nostalgiczny. I nierówny
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




































