Jeszcze łatwiejszego dostępu do broni domagają się działacze Konfederacji oraz jej wyborcy. Przeciwnikami poluzowania przepisów są ci, którzy na co dzień mają zawodowo do czynienia z pistoletami i karabinami.
– Przepisy o dostępie do broni są dobre, więc nie trzeba przy nich majstrować – podkreśla Maciej Sadłoń, prezes Opolskiego Klubu Strzeleckiego Husarz.
Andrzej Kornijczuk, prezes Opolskiego Centrum Strzelectwa Piast mówi, że poluzowania przepisów w dostępie do broni domagają się osoby mało świadome.
– Ale kiedy ktoś już wchodzi w posiadanie broni, to zaczyna mieć świadomość, do czego ona służy – zaznacza Kornijczuk. – Oczywiście, jej nie nosi się na co dzień, choć można, bo to nie jest wbrew przepisom.
Wzrost zainteresowania bronią i umiejętnością strzelania opolskie kluby odnotowały już kilka lat temu, jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie.
– Ale w chwili inwazji Rosji na Ukrainę nastąpił skok zainteresowania o ponad połowę – mówi prezes Husarza. – W niepewnych czasach wielu mężczyzn postanowiło wystąpić o pozwolenie na broń.
Natomiast w opinii prezesa klubu Piast, nie bez znaczenia było wcześniejsze poluzowanie prawa w dostępie do broni. A wojna po sąsiedzku tylko wzmogła potrzebę umiejętności strzelania.
Kto strzela?
– Na strzelnicy pojawiają się osoby o ustabilizowanej sytuacji życiowej i statusie materialnym, bo to nie jest tani sport – podkreśla prezes Sadłoń. – To nierzadko właściciele firm, przedstawiciele biznesu, inżynierowie, ludzie różnych wolnych zawodów. Dla nich z jednej strony strzelnica to odskocznia od codzienności, a z drugiej uważają, że umiejętność strzelania może się przydać tak, jak na przykład pływanie albo prowadzenie auta.
Na strzelnice przychodzą też kobiety, ale mężczyzn jest zdecydowana większość.
Zanim uzyska się pozwolenie na broń, trzeba przejść takie same badania psychiatryczne i psychologiczne, jakie musi zaliczyć policjant czy żołnierz.
– Uzyskanie pozwolenia trwa średnio sześć miesięcy, a badanie u specjalisty, uważam, przejdą tylko zdrowi – twierdzi z przekonaniem Maciej Sadłoń. – Początkowo strzelają z broni klubowej, później każdy kupuje taką broń, jaka mu odpowiada i w jakiej konkurencji będzie strzelał. To broń krótka, czyli pistolety i rewolwery, oraz broń długa – karabinki i strzelby. A samoczynna broń, czy automatyczna nie jest nam potrzebna, bo po naciśnięciu spustu wyrywa się z ręki, bo to taka siła, i w strzelectwie sportowym schodzimy z celu.
A jeśli się zdarza taka tragedia, jak ostatnio w Poznaniu, kiedy w kawiarni 29-letni mężczyzna zabił 30-letniego narzeczonego swojej byłej dziewczyny, a potem sam strzelił sobie w głowę? Miał pozwolenie na broń. Był też zwolennikiem Konfederacji, a w 2015 roku startował nawet z jej list do Sejmu.
– Gdyby ta druga osoba miała broń, to nie doszłoby do tej tragedii – uważa prezes Husarza. – To promil nieprzewidywalnych sytuacji. Tak, jak podczas prowadzenia samochodu może zdarzyć się wypadek.
Broń nie jest do szpanowania
Niewiele osób nosi przy sobie broń, bo to tylko kłopot. Wtedy nawet wypicie piwa do obiadu jest złamaniem przepisów Ustawy o Broni i Amunicji. I to skupienie na broni, żeby ktoś jej nie zabrał, też utrudnia życie. Ale jeśli już, to broni nie powinno się nosić na wierzchu, epatować nią.
– Przepisy mówią jasno, że broń należy nosić skrycie, ma być jak najmniej widoczna – mówi Andrzej Kornijczuk.
Co nie udało się ministrowi sprawiedliwości. Kiedy Zbigniew Ziobro pochylał się podczas składania wieńców, odsłonił pod marynarkę kaburę na pasku. Potem się tłumaczył, że pozwolenie na noszenie broni ma.
Komendy wojewódzkie policji wydają zezwolenia na broń do celów sportowych, kolekcjonerskich, szkoleniowych, łowieckich, ochrony osobistej i ochrony mienia. To do ochrony osobistej, jak mówią instruktorzy, właściwe jest nie do uzyskania.
– Żeby uzyskać pozwolenie na broń do ochrony osobistej, trzeba mieć stałe zagrożenie życia – wyjaśnia Kornijczuk. – Szybciej powinno się wprowadzić pozwolenie do ochrony tak zwanego miru domowego. I to wyłącznie na pewien rodzaj broni, strzelba by do tego wystarczała.
Statystyka potwierdza słowa prezesa Piasta. Komendant Wojewódzki Policji w Opolu w latach 2020-2022 wydał tylko jedno pozwolenie na broń do ochrony osobistej. Ale ogólnie liczba wszystkich wydanych zezwoleń na posiadanie broni wzrosła na Opolszczyźnie z 406 w 2020 roku do 1107 w roku 2022. To skok o 175 procent!

Konfederaci lubią broń
– W naszym programie na wybory parlamentarne w 2023 roku nic nie mówimy o uproszczonym dostępie do broni, być może w następnych wyborach ta sprawa się pojawi – stwierdza Longin Bartnik z opolskiej Nowej Nadziei, partii skupionej wokół Janusza Korwin-Mikke i wchodzącej w skład Konfederacji. – Moje zdanie jest takie, że dostęp nie powinien być skomplikowany, za tym przemawia wolność i bezpieczeństwo. W tej chwili dostęp jest za bardzo rygorystyczny. Teraz z broni robi się „diabła”, a patrząc na to, że są naciski, aby broń w Polsce mieli wyłącznie bandyci, to w Polsce nie ma ani wolności, ani Polacy nie czują się bezpiecznie.
Longin Bartnik, kandydat do Sejmu z listy opolskiej Konfederacji uważa, że jeśli coś złego z udziałem broni się dzieje, to wyłącznie ludzie ponoszą za to winę.
– Samochody też powodują wypadki, to co, wprowadzić pozwolenia na samochód? – pyta. – Gdyby było więcej broni, to w Polsce byłoby bezpieczniej. Gdyby sto procent ludzi posiadało broń, to przeciwdziałałoby to przestępczości. Wtedy przestępcy bardziej baliby się atakować. A prawo mamy teraz takie, że za użycie broni w obronie koniecznej można trafić na lata do więzienia. Czyli lepiej dać się zabić.
Czy to jednak nie przesada, że Janusz Korwin-Mikke pojawia się na zdjęciach z pistoletem?
– Nikt nie powiedział, że to autentyczna broń. A może to jest atrapa? – odpowiada pytaniem na pytanie Bartnik.
Więcej broni to nie więcej bezpieczeństwa!
Były opolski policjant, który ma za sobą m.in. służbę w wydziale kryminalnym, kiedy słyszy o argumentach Longina Bartnika, odpowiada krótko: – Bzdura!
A potem tłumaczy: – Więcej broni nie oznacza więcej bezpieczeństwa, ale więcej śmierci niewinnych ludzi. Teraz bandyta rzadko strzela do napadniętego, bo wie, że on jest nieuzbrojony. Jeśli każdy będzie mógł mieć broń, to bandyci zaczną strzelać bez ostrzeżenia do ofiary, bo nie będą chcieli ryzykować, że ta pociągnie za spust pierwsza.
Przykłady, jak to się kończy, kiedy przestępca wie, że osoba, którą chce obrabować, ma broń, mieliśmy już w Polsce. Chodzi o o napady na właścicieli kantorów, z których wielu zginęło lub zostało ciężko rannych. Nie zdążyli nawet sięgnąć po swoją broń.
Nasz rozmówca dodaje, że w USA, tak często wskazywanych przez konfederatów za przykład, broni jest mnóstwo, ale nikt nie czuje się bezpieczny, przestępczość nie zniknęła, a od kul co roku giną tysiące ludzi.
Broń na kryzys młodych mężczyzn
36-letni Sławomir Mentzen, który zastąpił Janusza Korwina-Mikke w roli przewodniczącego Konfederacji, prowadził sklep z bronią i amunicją w Toruniu. Ten młody polityk utrzymuje, że wolny człowiek powinien mieć prawo do obrony swojego życia, zdrowia i wolności. Powinien mieć prawo nie tylko do prostego dostępu do broni, ale też innych militariów, np. do kupienia czołgu, karabinu maszynowego czy granatnika.
Młodzi politycy Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak prezentują się oczarowanym nimi zwolennikom, że można być silnym i polegać na sobie. Mentzen, właściciel trzech firm doradztwa podatkowego, browaru, pubu i firmy eventowej, a w przeszłości szóstkowy uczeń, który potem skończył ekonomię i fizykę, teraz domaga się, by każdy mógł leczyć ludzi, bez konieczności kończenia medycyny.
W przeszłości wyborcy skrajnej prawicy to były osoby bez pracy, pozbawione perspektyw. Obecnie jest wprost przeciwnie, bo wyborca Konfederacji to nieźle zarabiający, poziomem i stylem życia klasyfikujący się do klasy średniej. Różne sondaże pokazują, że na konfederatów zamierza głosować od 30 do 39 proc. mężczyzn w wieku 18-39 lat.
Broń a paternalizm
To nie przypadek, że w kraju, gdzie spada przestępczość, wzrost żądań łatwego dostępu do broni i chęci jej posiadania pokrywa się ze wzrostem popularności Konfederacji. Broń jest tu jednak tylko jednym z elementów, chociaż efektownym.
– Mam wielu kolegów w branży IT, nastawionych mocno na rozwój wolnego rynku, oni głosowali i będą głosować na Konfederację – mówi „Opolskiej” 38-letni Dawid z Opola. – Niskie podatki czy posiadanie broni to jedno, wpisuje się w to, co może wolny człowiek. Zapanował chaos, a Konfederacja pokazuje, jak można w normalny sposób we współczesnym świecie korzystać z tego, co już było. Feminizm zabrnął tak daleko, widzę jak wiele kobiet pogubiło się w tej wolności. Poza tym mężczyzna, żeby mieć stałą partnerkę, musi teraz wygrać w „konkursie piękności” z obowiązkowym sześciocyfrowym rocznym dochodem.
Dawid zauważa, że wielu jego kolegów po krótkim stażu małżeńskim się rozwodzi, bo nie dotrzymali kroku ambicjom, oczekiwaniom i ekspansywności swoich żon. A Konfederacja mówi o czymś naturalnym, o poukładanym świecie, w którym istniał paternalizm.
Ile w tym polityki
– Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia, że ktoś o poglądach liberalnych będzie miał poglądy liberalne w kwestiach gospodarczych i społecznych – mówi prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny. – A to wygląda inaczej. W Polsce bardzo często poglądy liberalne w obszarze gospodarczym wiążą się z bardzo konserwatywnymi poglądami w kwestiach życia społecznego. Co wyraźnie widać w Konfederacji.
Dlaczego tak wielu młodych mężczyźni chce na nich głosować?
– Jedni wskazywaliby kwestie ekonomiczne, byliby tacy, którzy wskazaliby kwestie społeczne, a jeszcze inni wskazaliby możliwość wolnego dostępu do broni – mówi prof. Grzyb. – Ale też nie zgodziłbym się z tym, że każdy wyborca Konfederacji popiera wolny dostęp do broni. Trzeba się bardzo wystrzegać tego, że wszyscy są tacy sami, to jeden z problemów, z którym my w Polsce mamy problem.
Efekt reaktancji
Prof. Grzyb zauważa, że być może w przypadku broni działa efekt, który w psychologii nazywa się reaktancją.
– Jeżeli jakaś opcja jest nam w jakiś sposób ograniczana, albo mamy poczucie, że jest ograniczana, to wydaje nam się bardzo atrakcyjna – tłumaczy. – Na podobnej zasadzie niektórzy wyborcy Konfederacji stwierdzają, że nie mogę tak łatwo jak w niektórych stanach USA kupić pistoletu. Podkreślam niektórych, bo to jest złudzenie, że w całych Stanach można wejść do supermarketu i kupić sobie pistolet. Tak nie jest, na całe szczęście. Więc dla wielu tak zwanych wolnościowców jest to coś, co im odbiera prawo do kupowania czegoś, co sobie zamarzą.
Zawsze też będą ludzie, którzy są nieźle sytuowani, a będą mieli poczucie, że państwo im zabiera pieniądze, żeby rozdawać ludziom, którzy sobie nie radzą.
– Sytuacja, którą widziałem w USA, nigdy nie mogłaby się zdarzyć w Polsce, gdzie potrącony przez samochód człowiek krzyczał i prosił, żeby nie wzywać karetki, bo się do końca życia nie wypłaci, bo nie miał ubezpieczenia – opowiada prof. Grzyb. – Taka sytuacja u nas nie może się zdarzyć, bo jako społeczeństwo zgadzamy się, żeby poprzez podatki łożyć pieniądze na różnego rodzaju instytucje.
Nie wszyscy mają szerokie spojrzenie na ekonomię, widząc wyłącznie korzyści z obniżenia podatków.
– To wkład, który się wnosi do ogólnego dobra – podkreśla prof. Grzyb. – A ci, którzy tak tęsknią za rozwiązaniami znanymi im z amerykańskich filmów, najczęściej nigdy w USA nie byli. Nie zdają sobie sprawy, czym się kończy ta wolna gospodarka.
Skąd ten chaos?
Małgorzata, 59-letnia nauczyciela z Opola, przez całe swoje życie zawodowe obserwowała, jakie zmiany zachodzą w kolejnych rocznikach dzieci w szkołach podstawowych.
– Teraz dzieci wychowywane są po partnersku. Niektóre chcą zwracać się do mnie po imieniu i ze zdziwieniem przyjmują, że sobie tego nie życzę – mówi Małgorzata. – To przecież ze szkodą dla dziecka, bo kiedy dorośnie, nagle jest w chaosie. Do tego rozkład dnia jest naprawdę patologiczny, bo szkoła, świetlica, a potem podjeżdża rodzic i wiezie na zajęcia popołudniowe w każdy dzień tygodnia. Kiedyś dzieci bawiły się ze sobą, myślę, że to uczyło je relacji.
Wspomina, że dawniej zajęcia popołudniowe dziewczynek i chłopców się różniły, chociażby tym, że dziewczynki grały w klasy, a chłopcy w piłkę. Na drużyny piłkarek trzeba było czekać długie lata. Teraz mamy drużyny piłkarek, a chłopcy już się nie biją i nie chodzą po drzewach. Odebrano im też plastikowe pistolety. Kiedy dorośleją, widzą, że coś w tym ich świecie nie gra. Więc ci panowie z ciepłych gniazd próbują go porządkować, ustalać twarde zasady libertariańskiego świata, który już dawno przeminął. Domagają się wolności. I strzelania.
Czytaj także: Władza rżnie opolskie lasy i ukrywa to przed ludźmi
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.




