środa, 18 lutego, 2026
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Region
Partner materiału: Rodzina jubilata

Najlepszy prawnik wśród geodetów, najlepszy geodeta wśród prawników

Zygmunt Bojar świętuje dziś, 9 marca, 90. urodziny. Uznany geodeta i rzeczoznawca majątkowy, opowiada o dzieciństwie w cieniu wojny w ukochanym Seroczynie na Podlasiu, edukacji w zrujnowanej Warszawie i Opolu lat 50. XX wieku, gdzie trafił do pracy. I to właśnie z Opolszczyzną związał swoje życie prywatne i zawodowe. – Miałem w życiu to wielkie szczęście, że praca była dla mnie zawsze pasją. Nie zmieniało się to na różnych etapach mojej kariery, m.in. w czasie, gdy musiałem podejmować trudne i niepopularne decyzje – mówi dostojny jubilat.

Redakcja Redakcja
2023-03-09
w Region
Najlepszy prawnik wśród geodetów, najlepszy geodeta wśród prawników
REKLAMA

Zygmunt Bojar uważany jest w regionie, jak i w kraju za jednego z czołowych specjalistów w dziedzinie geodezji i rzeczoznawstwa majątkowego. To również wieloletni współtwórca i konsultant aktów prawnych związanych z tematyką z obu tych zakresów. Zanim jednak doszedł do tego punktu, przeszedł niełatwą, choć bardzo inspirującą drogę.

– Moje życie nie było jednak zawsze usłane różami – mówi na wstępie. – Już jako 8-letni chłopiec niemal się utopiłem w Cetyni. Na szczęście znalazł się ktoś, kto podał mi rękę – wspomina dramatyczne wydarzenie z okresu II wojny światowej. Mimo, że w 1939 roku miał zaledwie sześć lat, po 84 latach od wojennej zawieruchy, doskonale pamięta tamtą rzeczywistość, czasy dzieciństwa w Seroczynie (woj. mazowieckie), około 100 km od Warszawy.

– Wojenne obrazy trudno zapomnieć. Bez przerwy trwały ostrzały, a my z rodzicami kryliśmy się po lasach. Traumą było dla mnie ukrywanie się w okopie i ostrzał artylerii – wspomina dziś mieszkaniec podopolskiego Prószkowa. – Pamiętam też, jak w lipcu 1944 roku nie chcąc stracić swojego konia, w otoczeniu wianuszka innych koni, w pełnym galopie, uciekałem do lasu przed Niemcami. Ucieczka się powiodła, ale ostatecznie nie ochroniłem mojej ukochanej klaczy, pięknej kasztanki.

Do matury odbudowując stolicę

Po wojnie uczył się w prywatnym gimnazjum w Sterdyni.

– To był wspaniały czas i wysoki poziom edukacji – opowiada. Gdy był w dziesiątej klasie, w wieku 17 lat, szkołę rozwiązano przez ujawnienie „wrogiego elementu”. Ten miał się przejawiać m.in. działalnością harcerską.

– Młodzież musiała się rozjechać. A połowa klasy poszła siedzieć. Mnie to ominęło, chyba głównie dlatego, że dojeżdżałem, nie mieszkałem w internacie – stwierdza.

Maturalną klasę zrobił już w Warszawie. Uczył się wieczorowo i pracował na budowie na Muranowie, tam gdzie było getto warszawskie – wtedy już rozgruzowane. Dalej był Wydział Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej.

– Choć nie był to mój pierwszy wybór – przyznaje. – W głębi serca byłem humanistą, marzyła mi się szkoła teatralna, muzyczna…

Opolszczyzna – nowy, nieznany świat

Po studiach pan Zygmunt dostał nakaz pracy. Nowy rozdział życia rozpoczął się 1 września 1955 roku, gdy wysiadł na dworcu w Opolu.

–  Na ten kierunek namówił mnie przyjaciel z Wodzisławia Śląskiego – opowiada. – I tak pojawiłem się w zupełnie nieznanym mi świecie. Zachwyciła mnie tutejsza zieleń, porządek i gospodarny Musioł. Mimo to, chciałem wracać do siebie i po trzech latach złożyłem podanie o zwolnienie z pracy. Zostało odrzucone i przez kolejne pięć lat pracowałem już na pełny etat geodety.

Jak wspomina, lata 50. na Opolszczyźnie cechował okres odnalezienia się w nowej rzeczywistości.

– W samym Opolu język polski był jednoznaczny, ale ja trafiłem na wsie podopolskie, m.in. do powiatu głubczyckiego i prudnickiego – mówi. – Tu przyjechała też ludność ze wschodu. Z drugiej strony byli autochtoni. Rozmów w gwarze śląskiej kompletnie nie rozumiałem! Początkowo nie wiedziałem, co tu się dzieje i gdzie ja jestem. Na szczęcie, mnie interesowały liczby i one zawsze były jasne – śmieje się.

W tym czasie pracował m.in. przy scaleniach, wymianach gruntów, pomiarach czy zakładaniu ewidencji gruntów i gleboznawczej klasyfikacji gruntów. W tej ostatniej sprawie pełnił funkcję wojewódzkiego pełnomocnika Ministra Rolnictwa, którym w tym czasie był późniejszy negocjator umów sierpniowych – Mieczysław Jagielski.

– Przez pracę na jakiś czas musiałem zamieszkać na wsiach, w tym również w Łączniku – wspomina. – W tym czasie lepiej poznałem kulturę i charakter regionu. W Łączniku zasada była taka, że wyżywienie geodety zapewniali mieszkańcy wsi. Byłem wciąż zapraszany do kogoś na świąteczny obiad z roladą, kluskami i modrą kapustą – śmieje się.

Kolejny okres, od 1 stycznia 1960 roku, przesądził o tym, że zawód stał się jego pasją.

– Jako 27-latek ze stanowiska geodety-wykonawcy trafiłem na fotel kierownika firmy zajmującej się nieruchomościami. A dwa lata później byłem już dyrektorem nowo utworzonego Wojewódzkiego Biura Geodezji i Urządzeń Terenów Rolnych – mówi z dumą. – Uczyłem się od podstaw, jak zarządzać kilkusetosobową firmą. A to była taka hybrydą: i typ przedsiębiorstwa, i typ administracji publicznej. Korzystałem z opinii moich wybitnych mentorów i radców prawnych, uczyłem się. A oni czasem przekazywali mi swoje opracowania z żartobliwą – i nieco na wyrost – dedykacją: „Dla najlepszego prawnika wśród geodetów, najlepszego geodety wśród prawników” – zdradza. – I potem tak już o mnie mówili w branży.

Dwa razy dwa to cztery – po polsku i niemiecku

W latach 60. trzeba było ustalić stan posiadania działek, a województwo opolskie było unikatowe na tle Polski.

– W mniej więcej w połowie powiatów została ludność miejscowa, a w drugiej – ta przesiedlona ze wschodu – tłumaczy. – Przy zakładaniu ewidencji gruntów spotkaliśmy się z aktualną dokumentacją katastralną. W stolicy tej specyfiki nie rozumieli. Byłem namawiany do tego, by tę oryginalną niemiecką dokumentację zostawić w archiwum i stworzyć nową. A to byłaby katastrofa! – przekonuje.

– W jednej wsi zrobiono ten eksperyment. Wszystko na nowo pomierzono, ale ludzie ustawiali się w kolejki, bo nic się nie zgadzało z księgami. Stanąłem więc przed ogromnym dylematem zawodowym. Ostatecznie podjąłem – wtedy kontrowersyjną – decyzję spolszczenia oryginalnej dokumentacji. Dziś nikt sobie nie wyobraża nawet, że można było zrobić inaczej. Warszawa jednak nie rozumiała specyfiki tej ziemi. Wypierano niemieckość. A ja tłumaczyłem, że tu nie chodzi o politykę. Że dwa razy dwa to cztery, i po polsku, i po niemiecku. Nowa dokumentacja powstawałaby długo, nie miałaby takiej wartości prawnej. Moja decyzja została doceniona po latach. Dziś jestem z niej niezwykle dumny, choć wiele mnie kosztowała – zaznacza.

Znany dziś geodeta jeszcze kilkukrotnie mierzył się w swojej karierze z trudnymi decyzjami związanymi z wielokulturowością ziemi opolskiej. Takim czasem były lata 70. i 80. i masowe wyjazdy do Niemiec.

– Władze wojewódzkie, z moim udziałem, zdecydowały, że gdy wyjeżdża ostatni członek rodziny, to właściciel musi uregulować stan prawny majątku – opowiada Zygmunt Bojar. – Inaczej nie dostałby pozwolenia na wyjazd. Kontrowersja polegała na tym, że wymuszano pozbycie się własności. Te historie, gdy dawni właściciele domagają się praw do majątku, znamy z Warmii i Mazur. Opolszczyzna, dzięki regulacjom, mimo nieporównywalnie wielkiej skali problemu, uniknęła takich masowych konfliktów. U nas, w czym osobiście brałem udział, pozostawione nieruchomości zagospodarowano transparentnie. Właściciel w pierwszej kolejności mógł nieruchomość zbyć na rzecz dalszych krewnych lub  innych osób prywatnych. Dopiero w braku takich możliwości – mienie przechodziło na skarb państwa z propozycją przejęcia przez określone gospodarstwo uspołecznione (PGR, RSP, Kółko Rolnicze).

Nowy ustrój – nowy zawód

Po 30 latach w zawodzie geodety stał się autorytetem z zakresu spraw administracyjno-prawnych. Po zmianie ustroju skończyły się czasy, gdy wartość nieruchomości publicznych ustalano w drodze administracyjnej.

– Od 5 grudnia 1990 roku ceny można było ustalać tylko na podstawie wartości rynkowej – opowiada. – Było to zadanie dla rzeczoznawcy majątkowego, którym sam się stałem. Regulacje prawne do tego zawodu wciąż dostosowywano. Brałem więc udział w wielu uzgodnieniach międzyresortowych i komisjach sejmowych.
Jako rzeczoznawca wyspecjalizował się w wycenie mienia zabużańskiego.

– To była trudna praca, oparciem były jedynie dokumenty – przyznaje. – Zrobiłem około 400 takich operatów szacunkowych. Przez lata angażowałem się w sprawy związane z przekształceniami w spółdzielniach mieszkaniowych. Mimo faktu, że spółdzielnie uzyskiwały grunty w użytkowanie wieczyste na warunkach preferencyjnych, okazało się, że miały one wybudowane budynki na cudzych gruntach. Sprawy własności wymagały wielu skomplikowanych regulacji, przeprowadziłem w tym celu setki szkoleń.

Dziś, mimo sędziwego wieku, pan Zygmunt co jakiś czas odwiedza seroczyńskie strony, gdzie wciąż żyje jego siostra.

– Dzieciństwo człowiek ma zakodowane w sercu, a ja jestem lokalnym patriotą – podkreśla. – Choć życie zdecydowało trochę za mnie, to rzeczywistość opolska znacznie bardziej mi się podobała. To tu poznałem żonę i urodziły się moje dzieci.

Najważniejsze funkcje:

  • Członek-założyciel opolskiego oddziału PSRWN
  • Rzeczoznawca majątkowy nr upr. 4 od 1992 r.
  • Pierwszy prezes zarządu oddziału (1992-2001)
  • Wiceprezydent Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych (1997-2000)
  • Honorowy prezes oddziału (od 2001)
  • Honorowy członek Śląskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców Majątkowych (2001)
  • Honorowy członek PSRWN (od 2004)
  • Przewodniczący Państwowej Komisji Kwalifikacyjnej do spraw Szacowania Nieruchomości (1998-2001)
  • Członek Komisji Standardów Zawodowych (1995-2009)
  • Przewodniczący Komisji Legislacji PFSRM (1997-2009)
  • Członek ekspertów zawodowych
  • Laureat medalu „Amicus De Rebus Peritorum Polonorum” (2001).
Tags: Prószków
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Pizzeria Giuseppe w Opolu

    Koniec epoki na osiedlu w Opolu. Znana pizzeria zamyka lokal po 18 latach

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Przedsiębiorcy pod lupą „skarbówki”. Nawet krzesła nikt już z firmy nie wyniesie

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Chiński biznes rusza z polimerami w Opolu. To pierwsza fabryka koncernu w Polsce

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Kłopot z nową obwodnicą. Wszystkie oferty firm budowlanych za drogie

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Skandal w szkole. Nauczyciel z zarzutem seksualnego wykorzystania uczennicy

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025