O ile dwa, trzy lata temu ugrupowania skrajne, populistyczne i nacjonalistyczne zabiegały usilnie o to, by Donald Trump dał im błogosławieństwo na wybory, tak teraz staje się ono kłopotliwe. A w niektórych przypadkach, zwłaszcza w krajach o tradycyjnie wysokim poczuciu dumy narodowej, można byłoby uznać je wręcz za „pocałunek śmierci”.
Najbardziej widowiskową klapę Trump odnotował na Węgrzech. Nie mógł już bardziej poprzeć Viktora Orbana, ale ten przegrał z kretesem. Jednak politycznie jeszcze boleśniejsza jest niedzielna porażka Flavio Bolsonaro w wyborach w Brazylii. Faworyt Trumpa prowadził po pierwszej turze, ale w drugiej przegrał z dotychczasowym lewicowym prezydentem Lulą, który utożsamia wszystko, czego Donald Trump nienawidzi. I na dodatek jeszcze we wtorek Bolsonaro uciekł po kryjomu do USA w związku z podejrzeniami o machlojki przy zbieraniu funduszy wyborczych.
W Izraelu do tej pory trwa liczenie głosów, a sondaże wskazują, że popierany przez prezydenta USA premier Izraela nie uzyska większości. W tym przypadku jednak, ze względu na skomplikowaną układankę polityczną, Binjamin Netanjahu ma szansę na utrzymanie władzy. Ale gdyby nawet ją stracił, to praktycznie w relacjach Tel Awiwu i Waszyngtonu niewiele się zmieni.
Donald Trump wybory zamienia w klęskę? Prawica w Europie odwraca się od USA
Oczywiście, twierdzenie, że kogo popiera Donald Trump, ten przegra wybory byłoby dużym uproszczeniem. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Bez wątpienia, Trump – kolokwialnie mówiąc – nagrabił sobie maksymalnie. Bufonadą, śmiesznością, nieobliczalnością i antyeuropejskością. Dlatego zwłaszcza skrajna prawica we Francji i w Niemczech dystansuje się mniej lub bardziej jednoznacznie od jego poczynań.
Ale przede wszystkim ta prawica się uczy, a wzorem stała się dla niej Giorgia Meloni. Swego czasu pupilka Trumpa, dziś jego wróg. Doszła do władzy dzięki populistycznym hasłom, ale jako premierka Włoch jest obliczalną i odpowiedzialną polityczką, pozostając wierną swoim poglądom. Którą można ponownie wybrać bez strachu, że zniszczy kraj i demokrację.
Stąd wyraźna zmiana narracji w AfD i Froncie Narodowym. Ucichło o wyjściu ze strefy euro i Unii Europejskiej. Jest mniej o „dobrej Rosji”, a Marine Le Pen stała nawet się zwolenniczką „Zielonego ładu” i domaga się większych kar dla krajów, które zbyt wolno zacierają „ślad węglowy”. To dla polskiej prawicy może być szok.
Bo nasza prawica uważa, że nie trzeba się zmieniać, ale być jeszcze bardziej sobą. Co chyba zaczyna męczyć coraz więcej Polaków. Zresztą, nie tylko nas. Według politologów – nie tylko polskich – agresywny populizm wszędzie powoli się wypala. Bo zamiast recept przynosi nowe choroby. Czego koronnym przykładem są USA pod rządami Trumpa.
Czytaj także: Nowa Jałta grozi nie tylko Ukrainie. Koniec wojny nie musi być sprawiedliwy
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie




