On – 44 lata, ona – 36. Mają pięcioletnie dziecko, a dziś rozwód już trwa. Oboje z wyższym wykształceniem. Kilka lat temu wprowadzili się do nowego domu w jednej z podmiejskich dzielnic Opola.
– Magdzie chodzi teraz o to, żeby pozbawić mnie kontaktu z dzieckiem, najlepiej tak, by mały o mnie zapomniał – mówi Szymon. – A syn pokazuje mi, jak mama go bije, płacze, że nie chce do niej wracać. Magda potrafi być przekonująca jak mało kto i gdzie tylko może, robi mi „koło pióra”.
Rozwód i wojna rodziców: dziecko narzędziem
Szymon przyznaje, że najbardziej bał się, iż po uprowadzeniu rodzicielskim sąd mimo wszystko przyzna opiekę matce.
– I niestety tak się stało – mówi. – To Magda sprawuje teraz opiekę nad naszym synem. Choć od początku nie miała do niego cierpliwości, a większość obowiązków spadała na mnie. Kiedy zniknęła z dzieckiem, przez ponad miesiąc nie wiedziałem, czy jest zdrowy, czy chory. A kiedy byłem w pracy, wywiozła wszystkie rzeczy dziecka. A także nasze wspólne. Gdy dzwoniłem, ani ona, ani teściowa nie odbierały telefonów. Zamilkły. Tak jakbym nie był ojcem. Dopiero po miesiącu po raz pierwszy przyprowadziła syna do przedszkola.
Twierdzi, że Magda potrafi nie przyprowadzić syna do przedszkola, by uniemożliwić mu kontakt z dzieckiem.
– W sumie dwanaście razy w piątki nie przyprowadziła go do przedszkola, żebym nie mógł spędzić z nim weekendu – mówi. – Nie przyjmuje do wiadomości tego, co postanowił sąd: że moje kontakty z synem mają być częste. A teraz, kiedy sąd przyznał jej opiekę, czuje się całkowicie bezkarna. Ja z kolei czuję się bezradny. Nie dość, że uprowadziła dziecko, to jeszcze eskaluje napięcia. Wie, że nie zrobię awantury przy synu, więc to wykorzystuje.
Ponieważ każdy medal ma dwie strony, skontaktowaliśmy się również z Magdaleną. Wyjaśniliśmy, że zajmujemy się tematami społecznymi, a tym razem – rozwodami, i chcemy wysłuchać obu stron. Rozmawiamy chwilę o badaniach, które pokazują, że rozwód bywa porównywany do śmierci bliskiej osoby ze względu na ogromne obciążenie emocjonalne. Proponujemy spotkanie lub rozmowę telefoniczną.
– A skąd ma pani informację, że rozwód to mój temat? – pyta Magdalena.
Odpowiadamy, że to przypadek. A inspiracją była rozmowa z jej mężem. – Mało prawdopodobne. Mój mąż by się tym nie chwalił – stwierdza z przekonaniem. – Ale czego chce się pani ode mnie dowiedzieć?
Wyjaśniamy, że rozmowa jest anonimowa, a interesuje nas zjawisko, nie personalia.
– Nie czuję potrzeby, żeby się tym dzielić – mówi. – Nie widzę powodu, by opowiadać o tym tylko po to, żeby miała pani materiał. Może pani porozmawiać z moim mężem.
Dziecko uprowadzone przez matkę. „Izolowanie od ojca”
– Sąd Okręgowy w Opolu na posiedzeniu niejawnym przyznał pieczę matce, uznając, że skoro dziecko od pięciu miesięcy przebywa wyłącznie z nią, „pozostawia ten stan bez zmiany” – mówi dr n. pr. Izabela Dziewulska, pełnomocniczka Szymona.
– Tymczasem ten stan jest wynikiem uprowadzenia dziecka i izolowania go od ojca. To bezprawne ograniczanie wykonywania władzy rodzicielskiej. Od wydania postanowienia matka wielokrotnie odmawiała ojcu spotkań. Arbitralnie decydowała, czy i kiedy może widywać syna. Złożyliśmy zażalenie na postanowienie o zabezpieczeniu pieczy matki. Czekamy na rozstrzygnięcie. Ponieważ dziecko poskarżyło się ojcu, że mama je bije, złożyliśmy wniosek o zmianę zabezpieczenia. Po to, aby ojciec przejął pieczę nad małoletnim. Wskazaliśmy, że sprawa jest pilna, bo dziecku dzieje się krzywda. Sąd miał siedem dni na decyzję. Nie podjął jej. Przekazał za to sprawę do Sądu Okręgowego.
Pełnomocniczka podkreśla, że w aktach znajdują się nagrania, na których dziecko mówi, że chce mieszkać z ojcem i że jest bite. – To sygnał alarmowy. Nagrania potwierdzają przywiązanie dziecka do ojca i odrzucenie matki – podkreśla Izabela Dziewulska. – Dostrzegam tu instrumentalne traktowanie dziecka, poprzez wykorzystywanie go jako narzędzia do karania ojca
Według pełnomocnik, powierzenie dziecka matce utwierdziło ją w przekonaniu, że racja jest wyłącznie po jej stronie.
Rozwód a dziecko. Tatuś z bronią czy bezbronny?
Według Szymona problemy zaczęły się, gdy w ich życiu pojawiło się dziecko. Wtedy też wprowadzili się do nowego domu.
– Magda wybuchała co jakiś czas. A gdy się rozkręcała, wpadała w furię – opowiada. – Trudno było się domyślić, o co jej właściwie chodzi. Kiedyś wzięła nożyczki w obecności leżącego w łóżeczku dziecka i groziła, że się potnie. Dlatego, że coś było nie po jej myśli. Wymyśliła „dni mamy” i „dni taty”. Chodziło o naprzemienną opiekę pod jednym dachem. Ale dziecko tego nie uznawało. A gdy nie chciało się z nią bawić, żona wszczynała awantury, że nie respektuję jej zasad.
– Rzucała się na mnie z nożem, podrapała i dusiła. A potem wzywała policję – dodaje. – Przy funkcjonariuszach potrafiła nagle być troskliwa: „Załóż czapkę, bo zimno”. Choć od dawna się do mnie nie odzywała. Innym razem, kiedy po raz kolejny bezpodstawnie wzywała policję, zaczynała od tego, że jestem żołnierzem. Pytali ją, czy mam broń. Wstąpiłem do WOT-u, ale żadnej broni nie posiadam. Dostajemy ją tylko na ćwiczenia. Potem wraca do magazynu. Afera była ogromna.
Dziecko ma uwierzyć, że tatuś jest „zły”
Szymon mówi, że Magda zabierała synka do swojej matki, a dziecko krzyczało, że nie chce do babci, tylko do tatusia. – Brało moją koszulkę i tuliło się do niej – dodaje.
Innym razem, gdy Magda była chora, chciał zaopiekować się synem. – Teściowa i żona miały jelitówkę, potem zaraził się też mały – opowiada. – Nie pozwoliła mi go zabrać do domu, gdzie zamówiłem wizytę lekarską.
Szymon opowiada o kolejnych sytuacjach: – Kiedy pojechałem z synem na wycieczkę, poinformowała policję, że uprowadziłem dziecko. Od dawna wmawia małemu, że po tatusia przyjadą i zamkną go w więzieniu. Dlatego, że jest „zły”. Na szczęście przyjechały doświadczone policjantki i sprytnie powiedziały, że chciały tylko pokazać radiowóz. Mały się uspokoił, bo po wcześniejszych bezpodstawnych interwencjach wpadał w histerię na widok policji. Innym razem, kiedy pojechałem z dzieckiem do Turawy, znów wezwała policję, twierdząc, że jestem pijany. Oczywiście, dmuchnąłem i wyszło „zero”.
Rozwód jak rywalizacja jak w meczu, ale o… względy dziecka
– Magda tak ma, że rywalizuje ze wszystkimi. Choć często nie wiadomo o co – mówi Szymon. – Rywalizuje także ze mną, o względy dziecka. Mały chciał, żebym to ja go usypiał, karmił i kąpał. Wtedy tak się wściekła, że zaczęła insynuować, iż robię z dzieckiem coś niewłaściwego za zamkniętymi drzwiami. Przy takiej kobiecie można zwariować…
Podkreśla, że kiedy jest z synem, nie wypytuje go o Magdę ani o ich wspólne życie. Twierdzi, że informacja o przemocy wyszła przypadkiem.
– Mały rzucał kamyki. A potem zaczął rzucać we mnie – opowiada. – Powiedziałem, że tak nie wolno, bo to boli, że tak robi ktoś zły. Wtedy powiedział, że jego też boli, gdy mama bije. I zaczął pokazywać, jak ona to robi.
Kiedyś, podczas warsztatów rodzicielskich w ośrodku pomocy społecznej, czekając tam w poczekalni przeglądał ulotki dotyczące przemocy domowej.
– I gdziekolwiek jest mowa o przemocy, sprawcą zawsze okazuje się mężczyzna – kontynuuje. – Rozumiem, że to taka „figura” przemocy: fizycznie silniejszy, większy, łatwiej go przedstawić jako agresora, choćby w filmie. Ale kobiety nie są bezbronne ani pozbawione siły.
Szymon twierdzi, że dla wzmocnienia jego złego wizerunku Magda miała uczyć synka rysowania „złego taty”. – Rodzeństwo Magdy uważa ją za domorosłego psychologa – mówi. – Bardziej interesują ją hipnozy i różne dziwne zjawiska, ale tym razem coś przeczytała o badaniach dzieci przez sądowych specjalistów. Wydaje mi się, że to wszystko zaczęło się przed badaniem w Opiniodawczym Zespole Sądowych Specjalistów. Mały zaczął rysować postacie z brzydkim sercem w środku i brzydkimi oczami. Powiedział, że mama tak pokazuje, jak trzeba rysować tatusia.
Rozwód i scenka zgodnej rodziny. „Byłem ślepy”
– Kiedy biegły sądowy przyszedł do naszego domu, Magda wróciła z zakupami i jakby nigdy nic zaczęła mówić, że kupiła ziemniaki i mięso na obiad – opowiada. – Zdębiałem. To było przedstawienie. Dlatego, że od miesięcy ze mną nie rozmawiała. Nie dbała o dom, nie sprzątała, nie gotowała. A cała opieka nad dzieckiem spadła na mnie. Nie powinno mnie to dziwić. Dlatego, że nie pierwszy raz odgrywała scenkę zgodnej rodziny. Tak jak wtedy, gdy rzuciła się na mnie z nożem i w złości przebiła mi oponę, a przy policjantach udawała troskliwą żonę i mówiła „załóż czapkę, bo zimno”.
– Od początku widziałem, że nie jest łatwą osobą. Mimo to wydawała się kimś ciekawym, z kim mogłem rozmawiać o wszystkim – przyznaje Szymon. – W wielu sytuacjach byłem ślepy.
Jak mówi, przejrzał na oczy dopiero podczas terapii małżeńskiej. – Terapia była pomysłem mojej żony – dodaje. – Mieliśmy zaledwie kilka wspólnych spotkań, bo szybko z niej zrezygnowała. Ja zostałem, za co mogę jej tylko podziękować. Uświadomiono mi wtedy, że całe życie próbowałem kogoś ratować. Od początku małżeństwa byłem przekonany, że to wszystko da się unieść, że Magda jest trudna, ale ja ją „naprawię”.
Kiedy wyprowadziła się z domu razem z dzieckiem, był przekonany, że to element jej strategii procesowej.
Rozwód – gdy dziecko mieszka z matką
– Wiedziała, że skoro dziecko mieszka z nią, sąd przyzna jej opiekę – twierdzi Szymon. – Wiedziałem, że będzie mnie nachodzić, zabierać mi dziecko i utrudniać spotkania. I że będzie przedstawiać fałszywy obraz mojej osoby w oczach syna. Ale martwi mnie, że tak mały chłopiec nie chce być z matką – dodaje, pokazując pisma procesowe.
W jednym z nich pełnomocnik Szymona pisze: „Agresję dotychczas kierowaną wobec pana Szymona matka skierowała na dziecko, wiedząc, że uprowadzając je, zada największy cios panu Szymonowi”.
Pełnomocnik wskazuje również, że według wcześniejszej opinii biegłego psychologa to Szymon miał większe kompetencje rodzicielskie.
– Wynik badania Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów (OZSS) był już jednak inny – mówi radca prawny Izabela Dziewulska.
– Pan Szymon chciał go zaskarżyć. Natomiast wyrok zapadł na posiedzeniu niejawnym, zanim otrzymaliśmy opinię OZSS. A zastrzeżeń było wiele. Do dziś nie wiemy, czy sąd w ogóle się do nich odniósł. Dodatkowo postanowienie wydano dopiero po pięciu miesiącach od powiadomienia Sądu Okręgowego o porwaniu rodzicielskim i złożeniu przez nas wniosku o zabezpieczenie pieczy na rzecz ojca. Sąd milczał pięć miesięcy. W czerwcu otrzymał wniosek pana Szymona z Sądu Rejonowego o przymusowe odebranie matce uprowadzonego dziecka – złożony również w lutym 2026 r. Ten wniosek nadal pozostaje nierozstrzygnięty.
Rozwód to wieczność dla dziecka. Kto wygra tę walkę?
Trudno powiedzieć. Już teraz jednak wiadomo, kto jest największym przegranym. Nawet przy burzliwych rozstaniach dorosłych dziecko powinno mieć misternie ułożone gniazdko – zabawki i tu, i tam – bo przecież mama i tata powinni być nadal jego. A każdy miesiąc przedłużającego się sporu sądowego dla tak małego dziecka jest jak wieczność.
Z uwagi na dobro dziecka niektóre imiona i szczegóły dotyczące bohaterów tekstu zostały zmienione.
Czytaj też: Starzy, samotni, bezradni i niewidzialni. Opieka nad opolskimi seniorami się załamuje
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




