Jolanta Jasińska-Mrukot: Za progiem wojna, rozwój wydarzeń na świecie też nie sprzyja poczuciu bezpieczeństwa. Choćby ostatnie wydarzenia w Izraelu pokazują, jak ważna jest obrona cywilna. A nasza jakby przestała istnieć…
Generał Bogusław Pacek: Bezpieczeństwo to jest coś bardzo szerokiego. Człowiek chce żyć, chce się rozwijać. Dzieje się to niezależnie, czy grozi mu wojna, czy to, że może go przejechać pijany kierowca. Obrona cywilna jest bardzo ważna, bo najwięcej ofiar wojennych nie jest wśród żołnierzy, a właśnie wśród ludności cywilnej. Miliony ginące podczas wojen to przede wszystkim cywile. Obowiązkiem każdego państwa jest myślenie o przyszłości i odpowiednie przygotowania. W przypadku ewentualnego konfliktu to stworzenie warunków do walki dla żołnierzy – nowoczesnych czołgów, samolotów, rakiet, pocisków, itp. A także przygotowanie warunków do tego żeby przetrwała ludność cywilna.
W polskich miastach i miasteczkach schrony, które zostały z czas PRL, zlikwidowano. A w takiej np. Finlandii, zaraz po napaści Rosji na Ukrainę, obywatele mogli sprawdzić jak wyglądają ich schrony.
– Ja to nazywam grzechem zaniechania. To się zaczęło od połowy lat 90. Państwo, kolejne władze, głównie szczebla centralnego, nie myślały kategoriami przetrwania ludności na wypadek konfliktu zbrojnego. Oczywiście, obrona cywilna, obrona ludności wymaga nie tylko decydowania, ale i ogromnych nakładów finansowych. Polska ma zabezpieczone środki do przetrwania ludności na poziomie 3 procent. Mówię to na podstawie dostępnych danych ze sprawozdań Komendanta Państwowej Straży Pożarnej, jednocześnie szefa Obrony Cywilnej, który był nim do niedawna. Teraz wyszła nowa ustawa. I tak naprawdę nie wiadomo, kto jest szefem Obrony Cywilnej. Wcześniej, do lat 90., obroną cywilną zajmowało się wojsko. A to oznacza, że dziś w Polsce nie tylko nie ma schronów. Również nie ma też odzieży ochronnej, różnego typu odkażalników. Ale także wiedzy, jak cywile mają się zachowywać w wypadku zagrożenia.
Po sąsiedzku widzimy wojnę na Ukrainie i zagrożenia dla ludności cywilnej.
– Jak patrzę na Ukrainę, szczególnie na Kijów, który nieźle sobie radzi, to myślę, że Polska jest zdecydowanie gorzej przygotowana. I nie mówię tego jako krytyk działań politycznych tego czy tamtego rządu. Grzech poniechania dotyczy wszystkich partii, które rządziły po 1990 roku. Jest więc o czym mówić i jest co robić.
Jednak o Obronie Cywilnej nadal cicho w polskiej debacie publicznej.
– Żeby to wszystko przygotować, trzeba zmienić przede wszystkim mentalność. Ale też muszą być ustawy. A każdy nowo budowany dom powinien mieć chociażby odpowiedni strop, tak, żeby po uderzeniu bomby nie zawalił się, grzebiąc ludzi w piwnicach. Być może obywatele sami by o to zadbali, ale państwo powinno tym pokierować. Powinny powstać pomieszczenia chroniące przed zagrożeniem chemicznym, biologicznym. A nie tylko przed uderzeniem pocisku artyleryjskiego, czy czołgowego.
Jak obrona cywilna wygląda w stosunku do wszystkich innych obszarów w Polsce?
– Źle. Tutaj brakuje wszystkiego. Począwszy od ustawy, która leży w Sejmie latami i nie ma woli, żeby ją uchwalić. Konieczne jest przygotowanie ludności, tak, aby każdy napotkany na ulicy odpowiedział na podstawowe pytania, na przykład: „Co zrobisz, jeśli zobaczysz dym, albo obłok radioaktywny lub chemiczny. Czy, kiedy zaczną latać samoloty”. Często pytam o to moich studentów. Oni tego nie wiedzą. A to dlatego, że im tego nikt nie powiedział. W Polsce obrona cywilna wymaga szybkich decyzji. Stać nas na czołgi, samoloty, na nowoczesne śmigłowce za setki miliardów złotych. I to dobrze, że budujemy ten potencjał, po to, żeby żołnierze mieli czym walczyć. Ale musimy mieć także potencjał na to, żeby Polacy, którzy nie walczą, przetrwali wojnę. Bo o przetrwanie narodu chodzi.
Pan to mówi z perspektywy żołnierza, który widział wojnę na własny oczy. W jakich konfliktach pan uczestniczył?
– W działaniach wojennych w Iraku i Afganistanie. Ale we współczesnym świecie nie trzeba mieć wyobraźni uczestnictwa, to media przekazują, jak jest naprawdę. Nie musimy się odwoływać do wyobraźni decydentów, tylko ich odpowiedzialności za losy państwa. Ale państwo to przede wszystkim ludzie, którzy powinni wpływać na wybieraną przez siebie władzę, żeby miała na uwadze bezpieczeństwo każdego obywatela. Przykład Ukrainy pokazuje te dramatyczne sytuacje, kiedy to bezpieczeństwo nie jest zabezpieczone. Podałem wcześniej pozytywny przykład Kijowa. Jednak tam jest też wiele miejscowości, gdzie giną ludzie. To dramaty, kiedy po akcjach wojennych na ulicach leżą cywile, obok ktoś umiera, a ludzie nie wiedzą, co mają robić!
Który kraj jest dobrze przygotowany na wypadek wojny i można powiedzieć, że jest ideałem obrony cywilnej?
– Ideałów nie ma nigdzie. Szwajcaria może być przykładem dobrej obrony terytorialnej. Następnie Szwecja i Finlandia. To są te kraje, które postawiły na lokalność. Faktem jest, że obrona cywilna szwankuje w krajach świata, gdzie byłem. Kiedy rozmawiam z decydentami na świecie, oni nie mają mniejszej wiedzy na ten temat, niż ja mam. Doskonale wiedzą, jak być powinno, że miliardy powinno się przeznaczać na obronę cywilną. Ale trudno im podejmować takie decyzje. Dlatego, że zawsze są jakieś doraźnie ważniejsze inne priorytety.
Z dziennikarskiego doświadczenia wiem, że w Polsce wiedza na temat obrony cywilnej jest słaba.
– Trzeba społeczeństwu wyjaśniać, edukować. Szczególnie, kiedy patrzymy teraz na wojnę w Ukrainie. Młodzi chcą iść na wojnę, walczyć, ale ja w pierwszej kolejności nauczyłbym każdego młodego człowieka przetrwania.
W szkołach powinno się uczyć wszystkich sztuki przetrwania?
– Trzeba nauczyć, jak się zachować chociażby w szkole w sytuacji zagrożenia. Nie tylko np. nalotu, ale i ataku terrorystycznego. Jak przeprowadzić najprostszą ewakuację. I jak pomóc starszym ludziom podczas ewakuacji. Uratować ich, kiedy będą mieli więcej siły. Trzeba zacząć od tego, czego w Polsce bardzo brakuje.
W czasach PRL telewizja w porannych programach pokazywała, jak się zachować np. w czasie skażenia atomowego. Albo jaki sygnał syreny ostrzega o ataku lotniczym, chemicznym czy biologicznym. Może ta metoda docierała do ludzi?
– Potrzebna jest edukacja, ale ludzie muszą chcieć się edukować. Do społeczeństwa trzeba dotrzeć, dotrzeć do mentalności ludzi, ich świadomości. To jest tak, że jeśli mam przekonanie, że nie ulegnę żadnemu wypadkowi na drodze, to nie zapinam pasów. Ale jak w mediach pokazywane są tragiczne wypadki, to ludzie zapinają pasy. I nie robią tego w strachu przed policjantem, ale dla własnego bezpieczeństwa. Czyli przemówiono im do świadomości. Ludzie muszą sobie zdawać sprawę, co się może wydarzyć w konsekwencji działań wojennych, czy innych zagrożeń. I to nie jest straszeniem. Ponieważ trzeba sobie zdawać sprawę z zagrożeń. Wtedy, nieprzymuszeni przez państwo, ludzie sami sięgną po różne źródła, bo będą chcieli być przygotowani na wypadek dużego zagrożenia.
Gen. Bogusław Pacek brał udział w konferencji „Regionalny wymiar bezpieczeństwa”, która odbyła się
5 października w Opolu.
Czytaj też: Były komandos: W Iraku zrozumieliśmy, że wojna to nie gra. Nikt nie ma po dziesięć żyć
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.



