Duma – bo też nigdy za mojego życia owo wojsko nie prezentowało się tak okazale jak dzisiaj. I tak kompletnie. Widzieliśmy m.in. drony polskiej produkcji, czołgi, samoloty, bojowe wozy piechoty, śmigłowce, okręty, wyrzutnie. Setki sztuk sprzętu i tysiące żołnierzy. Polskich i z armii sojuszniczych.
Duma…
Ten obraz daje nadzieję, że ogromne pieniądze wydawane przez Polskę na zbrojenia (tylko w tym roku 201 miliardów złotych) to nie jest grosz wydany źle i niepotrzebnie. Czy całe to uzbrojenie będzie nam w razie wojny równie potrzebne? Być może nie. Ale myślę, że nawet generałowie nie odważyliby się dziś wskazać, jakiego sprzętu powinniśmy mieć mniej. Przyszła wojna – oby przyszła jak najpóźniej, a najlepiej nigdy – pozostaje w znacznym stopniu niewiadomą.
Pozostaje zatem gromadzić możliwie różnorodny sprzęt i szkolić ludzi do jego obsługi zgodnie z zasadą opisaną przez rzymskiego historyka Wegecjusza w IV wieku w dziele „O sztuce wojennej”. Zasada ta brzmi: „Si vis pacem, para bellum”, „Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny”. Chciałoby się dodać: Żeby skutecznie odstraszyć potencjalnego agresora.
Podczas wspomnianej defilady z niepokojem odnotowałem także znaczące sygnały uprzedzeń w wykonaniu polityków. Zgrzytem zabrzmiały mi w uszach słowa prezydenta RP, który stwierdził, że na sztandarach Wojska Polskiego przez wieki były wypisane słowa „Bóg, honor i ojczyzna”, a nie SAFE. Skrótu SAFE, który minister obrony narodowej rozwinął jako S jak sojusze, A jak Armia, F jak fabryki, E jak Europa, z pewnością nikt na sztandarach umieszczał nie będzie. Ale też nie ma żadnego powodu, by go patriotycznym wartościom, których symbolem są słowa Bóg, honor i ojczyzna, przeciwstawiać. Należałoby raczej jedno do drugiego dodać.
…i uprzedzenie
Mam świadomość, że nawet wtedy, gdy wojna toczy się u naszych granic, spory polityczne na zawołanie nie wygasną. To trudna część polskiej historii i tradycji. To ona kazała zwolennikom Piłsudskiego i Sikorskiego toczyć spory, a i zwalczać się nawzajem podczas pierwszej wojny światowej, w międzywojennym dwudziestoleciu i wtedy, gdy polscy żołnierze przelewali krew na frontach drugiej wojny.
Nie było dobrym momentem do demonstrowania sporów święto, jakie obchodziliśmy 15 sierpnia. W dobrych domach nie prowadzi się kłótni, gdy ktoś w rodzinie ma urodziny czy imieniny. Tak by się chciało, żeby Polska była dobrym domem. Zaciekłość i brak wyobraźni polityków temu nie pomaga.
A świat – potencjalni agresorzy zwłaszcza – ślepy ani głuchy nie jest. Rosyjska agencja TASS z nutą szacunku odnotowała jakość sprzętu zaprezentowanego na warszawskiej defiladzie i obecność żołnierzy armii sojuszniczych. Ale najmocniej podkreśliła nieobecność przedstawicieli armii ukraińskiej, zauważając – miłe Rosjanom – pęknięcie na osi Kijów – Warszawa.
W tytule tego komentarza Czytelnicy zauważyli zapewne nawiązanie do słynnej, zekranizowanej powieści Jane Austen. Defilada 15 sierpnia okazała się manifestacją polskiej dumy i naszych wzajemnych uprzedzeń. Co jest o tyle niebezpieczne, że tekst angielskiej pisarki był romansem przechylonym nieco w stronę komedii. To, co dzieje się dzisiaj w Europie Środkowej, dzieje się śmiertelnie serio i jest podszyte tragedią milionów ludzi.
Czytaj także: Pieriekowka dusz trwa w najlepsze
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania



