wtorek, 6 października, 2026
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Najważniejsze

84 lata w nogach, a ona zdobyła Rysy! Niesamowity wyczyn pani Krystyny z Opola

Rzęsisty deszcz, porywisty wiatr, śliskie łańcuchy, drabinki i mordercze, skalne stopnie. Gdy większość ludzi w tym wieku spędza poranki w ciepłym fotelu, 84-letnia Krystyna Podboraczyńska z Opola wstała o czwartej rano, założyła plecak i ruszyła na najwyższy szczyt Polski. – Kiedy dotarłam na górę, łzy same poleciały po policzkach – wyznaje.

Agnieszka Koziak Agnieszka Koziak
2026-10-04
w Najważniejsze, Opole, Tylko u nas
84-latka zdobyła Rysy

84-latka zdobyła Rysy! Pani Krystyna z Opola nie odkłada kijków w kąt i stawia kolejne cele. Fot. arch. prywatne

REKLAMA

 

Przed ostatecznym atakiem na Rysy cała ekipa zameldowała się w schronisku przy Popradzkim Stawie po stronie słowackiej. Pani Krystyna zostawiła Rysy jako „wisienkę na torcie złożonym z 28 szczytów”. Nocleg trzeba było rezerwować z półrocznym wyprzedzeniem. Pierwsze wejście w las otworzyło przestrzeń – pokazały się kamieniste szlaki, przepaście i surowy górski krajobraz.

Pani Krystyna od początku szła z głową uniesioną wysoko. Wieczorem przed wyprawą wprowadziła w konsternację całą rodzinę.

– Jak doszliśmy do pierwszego schroniska, jeszcze było jasno – wspomina ze śmiechem pani Krystyna. – Zamówiłam sobie na kolację pyzy i duże piwo z sokiem. Wszyscy się śmiali, bo ja nie piję na co dzień alkoholu.

Noc przed wyprawą nie należała do najspokojniejszych. Emocje sięgały sufitu.

– Wstaliśmy o 4 rano, a ja z nerwów prawie nie spałam – przyznaje. – Do każdego wyjścia na szczyt muszę się solidnie przygotować. Zjadłam małe śniadanie, wypiłam trochę wody i kawę. Rodzina zadbała o elektrolity, bym była dobrze nawodniona podczas podejścia.

Bój na krawędzi: deszcz, wiatr i śliskie łańcuchy

Pierwsze kilometry trasy przypominały walkę z żywiołem. Pogoda w Tatrach postanowiła wystawić 84-latkę na ciężką próbę.

– Pierwsze chwile to rzęsisty deszcz i ogromny wiatr – opowiada. – Szliśmy z latarkami, ubrani w pałatki. Pierwszy raz przez tak silny wiatr pałatki całkowicie nie zdały egzaminu. Zaczęły się łańcuchy i drabinki. A ja dałam radę. Po drabinie chodzić umiem, na łańcuchach trzeba było trochę się podciągnąć.

Po przejściu najtrudniejszego odcinka i dotarciu do schroniska pod Rysami przyszedł czas na zasłużony posiłek i chwilę oddechu. Chociaż pogoda się poprawiła, na horyzoncie pojawiły się nowe wyzwania.

– Kamienie były śliskie – wyjaśnia. – W schronisku pod Rysami zjedliśmy śniadanie. Zaczęły mnie już łapać nerwy. Pogoda tym razem zrobiła się piękna, widoki również – widziałam góry, jeziora, kwitnące kwiaty. Zaczęły się jednak podejścia po dużych kamieniach i trzeba było schować kijki. To była prawdziwa wspinaczka, ale miałam wspaniałych opiekunów. Nie myślałam o tym, ile mam lat. Bałam się tylko, że dostanę zawrotów głowy, bo na tej wysokości powietrze ma już inną gęstość.

Pytali o wiek… Udawała, że nie słyszy!

Idąc w dziewięcioosobowym zespole (złożonym głównie z najbliższej rodziny oraz dwójki znajomych), pani Krystyna wzbudzała ogromne zainteresowanie wśród mijanych turystów.

– Nawet nie odwracałam się, żeby oglądać widoki za plecami – mówi.
– Każde podejście na szczyt uczy pokory i wielkiego szacunku. Na trasie wszyscy się pozdrawiają. Ja miałam o tyle gorzej, że oprócz zwykłego „dzień dobry” ciągle padały pytania o mój wiek. Nikomu nie odpowiedziałam! – śmieje się pani Krystyna.

Wejście na Rysy było ukoronowaniem wieloletnich marzeń i zwieńczeniem zdobycia całej Korony Gór Polski.

– Kiedy dotarłam na szczyt, po prostu popłakałam się ze wzruszenia – wspomina. – Sam szczyt jest mały, tworzą się tam kolejki. Na górze przy tablicy znajduje się zalaminowana kartka z nazwą szczytu i jego wysokością. Z nią trzeba zrobić pamiątkowe zdjęcie, by później w schronisku wbić pieczątkę do książeczki.

Trudny powrót i owacja w schronisku

Droga powrotna wymagała ostrożności ze względu na luźne kamienie. Dzięki asekuracji bliskich i własnym umiejętnościom pani Krystyna bezpiecznie dotarła na dół.

– Jak zeszłam to czułam, że to są moje stopy, nogi. Nie miałam zakwasów, skurczów mięśni i bólu. Wchodząc do schroniska usłyszałam brawa. Tym razem zupa czosnkowa i duże piwo z sokiem w nagrodę. Przespałam całą noc – wspomina z uśmiechem.

Koszmar na Śnieżce przy minus 35 stopniach

Górska pasja pani Krystyny nie pojawiła się z dnia na dzień. Pierwsze szczyty zdobywała już w latach 60. XX wieku, kiedy na szlakach panowały zupełnie inne warunki, a o profesjonalnym sprzęcie nikt nawet nie marzył.

– To było bardzo dawno temu – opowiada. – Ja mam na swoim koncie ponad 40 podejść na same szczyty Polski. W szkole w Zabrzu pojechaliśmy na wycieczkę w góry – wtedy zaliczyłam Klimczok. To był wówczas całkowicie zielony, surowy szczyt. Dziś stoją tam domy i zabudowania. Zdobyliśmy też Szyndzielnię i nocowaliśmy w Szczyrku. Wybieraliśmy się na Skrzyczne, ale piesze podejście pokrzyżowała nam pogoda, więc wjechaliśmy wyciągiem.

Najbardziej mrożąca krew w żyłach historia wiąże się jednak ze Śnieżką i styczniem 1965 roku.

– Byliśmy na szkoleniu w Bierutowicach – opowiada. – Sędzia z Opola załatwił wykłady w jeden dzień, a drugiego dnia poszliśmy zdobywać Śnieżkę. Od Bierutowic brnęliśmy po kolana w śniegu, bez żadnego przygotowania, w zwykłych kozaczkach! Byliśmy młodzi i silni. Doszliśmy na Śnieżkę, a tam wszystko było pozamykane na cztery spusty, nawet kaplica. Na dworze panował mróz –35 stopni, a w miejscach bez słońca było jeszcze zimniej. Do dziś pamiętam te obrośnięte grubym mrozem, lodowe drzewa. Zejście było po prostu koszmarne.

Dotknęła krzyża na Giewoncie, ale go nie widziała

W lipcu 1981 roku, podczas wczasów w Zakopanem, rodzina pani Krystyny postanowiła zmierzyć się z Giewontem. Wówczas turystyka wymagała niezwykłego hartu ducha.

– Nie byliśmy przygotowani, nie mieliśmy specjalistycznego sprzętu – zaznacza. – Dopiero w sklepie harcerskim udało się kupić prawdziwe buty górskie. Giewont zdobywaliśmy, podchodząc od strony Piekiełka. I to było prawdziwe piekiełko! Pamiętam przerwę na posiłek – mężczyźni oddalili się wyżej. Nagle zrobiło się zupełnie ciemno, ale grupa studentów namówiła nas na dalsze wejście i zaopiekowała się moim młodszym synem. Na sam szczyt podchodziłam ze starszym. Kiedy dotarłam na górę, dotknęłam krzyża, ale w ogóle go nie widziałam – tak było ciemno! W czasie zejścia, pogoda nagle się zmieniła, świeciło piękne słońce. Wtedy moją uwagę przykuły tablice upamiętniające osoby, które zginęły w tym miejscu od uderzeń pioruna podczas burzy.

Jak mówi pani Krystyna, w późniejszych latach wzięła rozbrat ze wspinaczkami, bo przyszedł czas na rodzinne obowiązki, opiekę nad dziećmi i teściami. Długa przerwa nie zgasiła jednak ognia. W 2019 roku pani Krystyna wraz z bliskimi podjęła oficjalne wyzwanie zdobycia Korony Gór Polski.

Babia Góra na rakach: Trzy razy chciała rezygnować

Droga do finału na Rysach wiodła przez dziesiątki polskich pasm górskich. Niekiedy zdobywanie szczytów trzeba było powtarzać, by uzyskać oficjalne pieczątki w książeczkach turystycznych. Szykując się do trudnych warunków, pani Krystyna musiała nauczyć się chodzić w rakach. Wybór padł na kapryśną Babią Górę.

– To była prawdziwa baba – uśmiecha się seniorka. – Trzy razy chciałam wtedy rezygnować z podejścia! Kiedy przyjechaliśmy do Zawoi, przerażała mnie ilość śniegu. Szlak był co prawda ubity, ale tak wąski, że nie dało się minąć z drugą osobą. Z góry wracali akurat 9-letni chłopcy z mamą. Spojrzeli na mnie i powiedzieli: „Da pani radę!”. Na szczycie podbiliśmy książeczki i zrobiliśmy zdjęcia. Najgorsze okazało się jednak zejście. Piękna pogoda sprawiła, że śnieg zamienił się w gęste błoto. Poślizgnęłam się wtedy kilka razy.

Pani Krystyna nie kryje, że na szlaku liczy się pokora i dostosowanie tempa do własnych możliwości.

– Na tabliczce jak jest napisane, że wchodzi się dwie godziny, to ja wchodzę trzy – stwierdza. – Na początku szukałam w lesie zwykłego kija. Później zrobili mi ładny kij drewniany, aż w końcu dostałam profesjonalne kijki trekkingowe. Idę zawsze swoim tempem.

Recepta na żelazną kondycję

Jak uzyskać formę pozwalającą na zdobycie Rysów w wieku 84 lat? Recepta pani Krystyny to konsekwencja, rygorystyczny trening domowy i zdrowy tryb życia.

– Przygotowywałam się do wejścia bardzo długo – podkreśla. – Od dzieci co chwilę słyszałam: „Mamo, nogi do góry!”. Chodziłam po schodach w domu – 17 schodków pokonywałam po 10 razy dziennie. W każdą sobotę robiłam spacery po 5 kilometrów. Wszystko po to, aby przygotować nogi i łydki do górskiego wysiłku.

Słowa seniorki potwierdza jej wnuczka Wiktoria: – Babcia chodzi wszędzie wyłącznie piechotą. Nie korzysta z komunikacji miejskiej, nie jeździ na rowerze, a w bloku omija windę. Wchodzi z ciężkimi zakupami na trzecie piętro. Bo tak chce i tak postanowiła!

Pani Krystyna dodaje z dumą: – Nie palę, nie warto było nawet zaczynać. W młodości przeżyłam dwa internaty, utrzymując się ze stypendium. Tam trzeba było mieć dobre oceny i nienaganne zachowanie. Po maturze przyjechałam do Opola i przepracowałam całe życie jako odzieżowiec.

Niezwykły wyczyn 84-latki odbił się głośnym echem. Kilka tygodni później doszło do niezwykłego spotkania w stolicy.

– Minęło 60 lat, odkąd ostatni raz byłam w warszawskich Łazienkach – opowiada. – Syn zabrał mnie również do Muzeum Powstania Warszawskiego. Tam przeżyłam prawdziwy szok. Minęły nas dwie kobiety, zrównały krok i nagle zapytały, czy to ja. Okazało się, że pamiętają mnie z Rysów, bo wchodziły na szczyt w tym samym dniu! Uściskałyśmy się serdecznie, łzy same poleciały. W górach poznaje się naprawdę wspaniałych ludzi.

To jeszcze nie koniec! Pani Krystyna planuje kolejne wyprawy

Choć Korona Gór Polski została oficjalnie zdobyta, pani Krystyna Podboraczyńska, która w przyszłym roku skończy 85 lat, absolutnie nie zamierza odkładać kijków trekkingowych do szafy.

– Teraz będę towarzyszyć bliskiemu znajomemu, któremu zostało jeszcze trochę do zamknięcia własnej Korony Gór Polski – tłumaczy. – Chcę też wrócić na Giewont, żeby wreszcie zobaczyć ten słynny krzyż przy pięknej pogodzie! Marzę również o wyjeździe w Bieszczady na Połoninę Wetlińską i Połoninę Caryńską.

Swoją postawą pani Krystyna udowadnia, że marzenia nie mają daty ważności, a siła ducha pomaga zdobyć nawet najwyższe górskie łańcuchy.

Czytaj też: Bolesław Polnar upamiętniony w WBP. Tłum na otwarciu wystaw

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Tags: kulturaopolski seniorsport
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Damian Kozubek

    Nie żyje Damian Kozubek z Opola. Rodzina miała wyjątkową prośbę ws. pogrzebu

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Morderstwo w noc poślubną. Nowe fakty w sprawie zbrodni w Skorogoszczy

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Nie żyje Małgorzata Gowin. Przed śmiercią napisała poruszający list do swojej „armii”

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Obwodnica Opola przejdzie remont. Jeszcze w tym roku

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Zmiany na opolskiej kolei. Będą nowe i dodatkowe połączenia

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025