Jolanta Jasińska-Mrukot: Kiedy mówi się o 1 Maja jako Święcie Ludzi Pracy, często umyka fakt, że pierwsze obchody odbyły się w Chicago w 1890 roku, dla upamiętnienia robotników walczących o ośmiogodzinny dzień pracy. To święto niewiele ma wspólnego z PZPR, choć bywa tak postrzegane.
Prof. Włodzimierz Suleja: To święto ma ponad sto lat, więc w zależności od epoki było różnie interpretowane i wykorzystywane. W Polsce po raz pierwszy na większą skalę obchodzono 1 Maja w Łodzi w 1892 roku – dwa lata po wydarzeniach w Chicago. Łódzka majówka zakończyła się starciami z wojskiem carskim, z wieloma ofiarami i rannymi. Było to niedługo po proklamowaniu święta przez II Międzynarodówkę. W Polsce miało ono dodatkowy kontekst: łączyło element walki klasowej z dążeniem do niepodległości. Potrzeba niepodległości była w ruchu socjalistycznym silnie obecna. Widać to wyraźnie choćby w opisach majowych obchodów pozostawionych przez Piłsudskiego.
– Czy w pozostałych dwóch zaborach również obchodzono 1 Maja?
– W zaborze pruskim odbywało się to raczej śladowo. Silna niemiecka partia socjalistyczna traktowała 1 Maja jako święto ogólnoniemieckie. Natomiast w zaborze austriackim, gdzie PPS była mocna zwłaszcza w dużych miastach, organizowano robotnicze demonstracje, choć spotykały się one z niezadowoleniem władz i były tłumione.
– Jak obchodzono 1 Maja po odzyskaniu niepodległości?
– W II Rzeczypospolitej święto było obchodzone przede wszystkim przez partię socjalistyczną, która traktowała je jako święto propaństwowe. Uczestniczyła w nim także partia komunistyczna, ale pochody były konkurencyjne. Demonstracje komunistyczne bywały rozbijane przez policję, a między socjalistami a komunistami dochodziło nawet do bratobójczych starć. Największe i najliczniejsze pochody organizowali socjaliści – i te były dopuszczane.
– Czy fakt, że komuniści obchodzili 1 Maja w latach 1918–1939, sprawił, że tak łatwo przeniesiono je do PRL-u?
– Nie. W PRL-u zadziałał inny mechanizm: próba zastąpienia święta narodowego, jakim było 3 Maja, świętem 1 Maja. Po 1947 roku próbowano zmienić cały kanon świąt państwowych. Podobnie 22 lipca miało przykryć 15 sierpnia, a 7 listopada (rocznica rewolucji październikowej – red.) – 11 listopada. Po 1945 roku skutecznie sprzedano to w przestrzeni symbolicznej. 1 Maja stał się narzędziem budowania zbiorowego poparcia dla władz.
– Ale nie było w tym spontaniczności. Udział w pochodach był obowiązkowy: szkół, zakładów pracy, służb mundurowych, organizacji sportowych i kulturalnych.
– Po 1948 roku pochody stały się obowiązkowe. 1 Maja czy 7 listopada miały pokazywać skalę poparcia dla władzy, choć było to poparcie wyimaginowane. Z czasem próbowano przyciągać ludzi kiermaszami, na których „rzucano” towary uchodzące za luksusowe. To działało.
– Kościół 1 Maja obchodzi św. Józefa Robotnika. Czy państwowe pochody próbowały naśladować procesje religijne?
– Kościół próbował tworzyć alternatywę wobec państwowych obchodów. Demonstracje 1 Maja miały swój rytm i oprawę jeszcze z XIX wieku – czerwone sztandary, które były symbolem PPS. Po 1948 roku pojawiły się trybuny honorowe: w Warszawie z udziałem władz centralnych, w miastach wojewódzkich – władz PZPR, a nawet w gminach organizowano lokalne pochody, często o charakterze majówek.
– Wielu ludzi wspomina dziś 1 Maja nie jako święto propagandowe, lecz jako wiosenną zabawę.
– Warto podkreślić, że władza wykorzystywała to, by pokazywać swoje rzekome poparcie. Ludzie odpowiadali na to wyzwanie, uczestnicząc w pochodach, a dodatkowe atrakcje – kiermasze, występy artystyczne – szczególnie w małych miejscowościach przyciągały uczestników. Nie wszyscy brali w tym udział z sympatii do PZPR, wielu traktowało to jak lokalny piknik.
– Osoby z niepełnosprawnościami wspominają, że nie dopuszczano ich do oglądania pochodów. Gdy ktoś na wózku pojawiał się w tłumie, SB natychmiast go wypraszała. W tamtym systemie nie było miejsca na odmienność.
– To bardzo możliwe. Chodziło o prezentowanie „narodowej krzepy”, o sztuczne ujednolicanie społeczeństwa.
– Niezależne obchody zaczęły się chyba dopiero w latach 80., gdy było już jasne, że PRL się sypie.
– Pierwszy niezależny pochód miał miejsce dużo wcześniej. Z perspektywy Wrocławia pamiętam pochód 1 Maja po wydarzeniach marcowych 1968 roku. Grupa studentów – głównie z politechniki – przeszła dwukrotnie przed trybuną honorową, wznosząc okrzyki o uwolnienie studentów.
W pamięci utkwiły mi zdezorientowane miny dygnitarzy i reakcja sowieckiego generała, który – widząc machających studentów – sam zaczął machać, nie rozumiejąc sytuacji. Nie rozgoniono tej grupy, ale zrobiono im zdjęcia. Później rektor Uniwersytetu Wrocławskiego zachował się bardzo przyzwoicie, gdy próbowano usuwać studentów z uczelni. To był jeden z pierwszych niezależnych epizodów.
– A kolejne?
– W okresie „Solidarności” grupy związkowe wchodziły do oficjalnych pochodów, co władze próbowały pacyfikować. W 1983 roku we Wrocławiu użyto sikawek tak intensywnie, że obrywali nawet ci na trybunach honorowych, uciekając na czworakach. Dziś brzmi to zabawnie, ale wtedy sytuacja była poważna. Była to próba odzyskania święta i pokazania, że 1 Maja nie jest świętem komunistycznym, lecz ma długą tradycję – i nie może zastąpić 3 Maja.
– Bo 3 Maja uchodziło za święto opozycji i Kościoła.
– Tak, ale to już po 1989 roku. Wtedy wróciły święta ważne w II RP. 1 Maja pozostał, ale stał się świętem marginalnym – pochody odbywały się, lecz z coraz mniejszą frekwencją, przekształcając się w pikniki czy wiece.
– W niektórych krajach Europy Zachodniej, np. we Francji, pochody pierwszomajowe nadal są żywe.
– Rzeczywiście, tam wciąż się odbywają. Biorą w nich udział różne grupy – od komunistów po rozmaitych kontestatorów. Nawiązują do XIX-wiecznej tradycji demonstrowania jako święta klasy robotniczej.
– Czy dziś demonstrowanie ma sens? Kiedyś walczono o ośmiogodzinny dzień pracy, dziś mówi się o czterodniowym tygodniu pracy.
– To kwestia potrzeby i świadomego odwoływania się do tradycji protestu. Element identyfikacji pozostanie, natomiast protest może przyjmować nowe formy. Pytanie tylko – przeciwko czemu protestować. Są ruchy ekologiczne, są demonstracje pracownicze, ale ich programy są bardzo zróżnicowane.
– Ponad sto lat temu chodziło o klasę robotniczą, dziś mamy pracowników: kurierów, dostawców, prekariuszy, clickworkerów. Czy oni będą celebrować 1 Maja?
– To mało prawdopodobne. Klasyczna klasa robotnicza przestała istnieć pod koniec XX wieku. Zmieniła się też rola związków zawodowych – „Solidarność” stała się związkiem, a nie ruchem społecznym, i jej znaczenie naturalnie malało. Dziś brakuje świadomości historycznej, wiedza o tradycji 1 Maja jest powierzchowna. Nie sądzę, by współczesne środowiska pracownicze chciały się do niej odwoływać.
Czytaj także: Janusz Kowalski opuścił PiS. W tle afera Zondacrypto
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania





