Rafał Bartek – rozmowa
Krzysztof Ogiolda: Zgodnie z wieloletnią tradycją w mniejszości odbywają się jesienią zebrania powiatowe, Jaki był ich klimat po wyborach parlamentarnych, które nie zakończyły się sukcesem KWW Mniejszość Niemiecka?
Rafał Bartek: To był główny temat naszych spotkań, bo zawsze mówimy na nich o tym, co się aktualnie w naszych strukturach dzieje. A terminy zebrań świadomie ustaliliśmy na po wyborach. Nasi członkowie wyrażali niezadowolenie z tego powodu, że naszego kandydata nie wybrano. Wskazywano na różne przyczyny: część elektoratu wyrażała wdzięczność obecnie rządzącym za transfery socjalne. Ale dominowało przekonanie, że wielu wyborców ze względu na ostrą polaryzację poglądów w Polsce głosowało na duże partie opozycyjne. Pojawiały się też głosy, by w tej sytuacji starannie przemyśleć, jak podchodzić w przyszłości do udziału w życiu politycznym. Czy nie jest czas by angażować się w nie po stronie którejś z partii i już nie myśleć o starcie do parlamentu z własnego komitetu.
Już niedługo wybory samorządowe. Parlamentarna porażka zmobilizuje elektorat MN czy będzie pokusą, żeby opuścić ręce?
– Były jedne i drugie przypuszczenia. Część uczestników zebrań była rozczarowana, że 25 tysięcy głosów oddanych na listę MN pozostało gdzieś w zawieszeniu. Dlatego też obawiała się, że podobny mechanizm może towarzyszyć także wyborom samorządowym. Wskazywano też, że scena polityczna w Polsce się przeformowała. Mamy nadal dominację dwóch największych ugrupowań, ale pojawili się też nowi gracze, choćby w postaci Polski 2050 i projektu, jakim jest Trzecia Droga. To ugrupowanie wskazywało na elementy mniejszościowe jako coś pozytywnego. Ma też w programie elementy konserwatywne, bliskie członkom MN. Jest więc potrzeba, żeby dać – jako mniejszość – nowe impulsy wyborcze i mocniej wskazać na naszą regionalność. Pojawiały się poglądy, że szyld, który dużo mówi o etniczności, a mało o regionalności, nie jest najlepszy na te czasy. W tej wewnętrznej dyskusji mocno zwracano uwagę, że należy wskazywać mocno na swoją regionalność, solidność.
Dotrzecie z takim przesłaniem do wyborców?
– Problem w tym, że do wielu wyborców trudno dotrzeć. Mamy na wioskach coraz więcej mieszkańców, którzy nie bardzo wychodzą z domu. Nawet na najlepiej zorganizowane festyny w miejscowości czy w gminie. Oni w tych wioskach głównie mieszkają i śpią. Życie prowadzą w mieście, w internecie albo w zawodowych branżach. W związku z tym szyld wskazujący na etniczność niekoniecznie ich przekona. Przed nami strategiczne decyzję, a czasu zbyt wiele nie ma. W poprzednich wyborach samorządowych tylko do rad gmin startowało z naszego komitetu ponad 400 osób. Jeszcze w tym roku chcemy wdrożyć w życie procedury przygotowawcze do tych wyborów.
Co jeszcze będzie priorytetem MN w 2024 roku?
– Kontynuacja pracy tożsamościowo-językowo-kulturalnej. To jest stały element naszej działalności. Ale są też niewiadome. Jeden z naszych największych projektów Deutsch AG być może – jeśli wrócą zabrane godziny niemieckiego do szkól – będzie mógł być ograniczany. Jest duża niepewność co do pieniędzy na działalność oświatowo-kulturalną ze względu na debatę o niemieckim budżecie. Ale większość projektów kulturalnych i językowych chcemy kontynuować. Także szukając partnerów w samorządach.
Czytaj też: Adam Gomoła: Ślązacy powinni być uznani za mniejszość etniczną
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.





