sobota, 7 listopada, 2026
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Tylko u nas

Niezwykle historie w lalkach schowane. Pan Ryszard kontynuuje unikatową kolekcję

Są ich setki, ułożone rzędem. Dawno ostygły z dziecięcych emocji, bo niektóre mają więcej niż sto lat. Trudno je ustawić, bo ciągle się ruszają i zmieniają swoją pozycję. Zniszczone, pokryte patyną czasu zabawki, o kolekcjonerskiej, często niemałej wartości. Lalki mniejsze, większe, a za każdą kryje się ludzka historia, czasem tragiczna. Jak w przypadku tej w niepozornym kapelusiku, pod włosami której znaleziono list siedmioletniej dziewczynki, ofiary Holokaustu. Ryszard Wittke z Tułowic ma niezwykłą pasję.

Jolanta Jasińska-Mrukot Jolanta Jasińska-Mrukot
2024-01-14
w Najważniejsze, Region, Tylko u nas
Ryszard Wittke

Ryszard Wittke kontynuuje kolekcję lalek w trzecim pokoleniu. / Fot. prywatne

REKLAMA

Początki kolekcji też nie należą do łatwych. Połowa lat pięćdziesiątych, jeszcze przed śmiercią Bolesława Bieruta. To wtedy babcia Ryszarda Wittke z Tułowic pozostawia swój majątek i wyjeżdża do Niemieckiej Republiki Federalnej. Ze świadomością, że to wyjazd w jedną stronę. Bo wyjazd z reżimowej Polski oznaczał rozstanie z bliskimi czasem na zawsze.

– Ołma Maryja zamieszkała w Karlsruhe, w Badenii-Wirtembergii – opowiada pan Ryszard. – Jednych wtedy puszczali, innych nie. A moja mama była już w związku z tatą, więc zostali w Polsce. Ciocia Krysia, siostra mamy, też została. Ołma z poczucia samotności i opuszczenia zaczęła kolekcjonować te lalki. Szyła ubranka, ubierała i stylizowała je.

Wiele lalek kupowała na flohmarktach, niemieckich „pchlich targach”. Tam wpadła jej w ręce ta lalka żydowskiej dziewczynki.

– Zanim poznałem historię tej lalki, zawsze wydawała mi się jakoś wyjątkowo smutna. Chociaż była piękna i majestatyczna, z naturalnymi zwierzęcymi włosami – mówi Ryszard Wittke.

Ryszard Wittke
Ryszard Wittke trzyma jedną z lalek z niezwykłej kolekcji. – fot. prywatne

Kiedyś ołma zdjęła lalce przyklejoną perukę… Pod niepozornym kapelusikiem, pod przyklejonymi włosami, w głowie lalki był wciśnięty list po hebrajsku. Napisany był dziecięcą rączką.

– Na lalce była sygnatura z gwiazdą Dawida – opisuje. – W tym liście dziewczynka napisała, że ma siedem lat, a za chwilę może zginąć.

W liście był jeszcze adres, pod który znalazca mógłby odnieść lalkę. Niestety, adres dawno nieaktualny…

– Lalka została u ołmy. A list trafił do Instytutu Pamięci Holokaustu – dodaje pan Ryszard.

Kolekcja wędruje do Polski

– Po śmierci ołpy mama zabrała ołmę do Tułowic – kontynuuje. – A z nią kolekcja setek lalek przyjechała do Polski. Potem już mama zaczęła powiększać tę kolekcję.

W tej już trzypokoleniowej kolekcji, którą przejął pan Ryszard, najwięcej jest lalek pochodzenia niemieckiego. Są też lalki holenderskie. I są z USA. Są też polskiej produkcji, sprzed wojny i po.

W naszych second-handach można trafić na lalki produkowane w przedwojennych fabrykach zabawek.

– Mama płaciła za nie dwadzieścia złotych. A te lalki miały czasem więcej niż dziewięćdziesiąt lat – opowiada Ryszard.

W second-handach leżą w skrzyniach z podniszczonymi zabawkami. Mimo to kolekcjoner ma oko. Dlatego od razu wyłowi „perełkę” wartą stukrotnie więcej, niż za nią zapłaci.

W kolekcji Ryszarda Wittke te najstarsze lalki są porcelanowe. Nieco młodsze mają tułów wypchany włosiem zwierzęcym albo trawą morską. Te z lat 50. ubiegłego wieku wypychane są już często watą.

Ryszard Wittke
Ryszard Wittke posiada kolekcję lalek gromadzonych od trzech pokoleń. – fot. prywatne

 

– W naszej kolekcji nie ma dwóch lalek o takich samych wyrazach twarzy – podkreśla pan Ryszard. – Nikt nie dobierał ich specjalnie. Chyba, że to dotyczy serii, chłopczyka i dziewczynki. Bo wtedy miały podobne buzie.

W latach 60. poprzedniego stulecia na półkach polskich zabawkarskich sklepów pojawiły się plastikowe lale z mrugającymi oczami. I pierwsze „płaczące” lalki. Taką zabawkę wystarczyło przechylić, żeby zapłakała i zatrzepotała długimi rzęsami. Taka lalka była wymarzoną zabawką w dzieciństwie dla pań obecnie dobiegających sześćdziesiątki.

Te z Opola pamiętają kultowy sklep Jacek i Agatka (jego nazwa pochodziła od Dobranocki w TVP „Jacek i Agatka” – aut.). Tam lalki siedziały lub stały ustawione rzędem, w przebraniu kowbojskim, krakowskim, marynarskim i wielu innych. Były też plastikowe Murzynki, to były najtańsze zabawki celuloidowe.

Niechętnie wożone w wózkach dla lalek. Dlatego, że nie naśladowały rzeczywistości. A tego domagają się dzieci. Kto wtedy widział „czekoladowego” bobasa? Co prawda, o przyjaźni internacjonalistycznej z krajami Czarnego Lądu można było przeczytać na propagandowych plakatach. Mali mieszkańcy Afryki pojawiali się w szkolnych czytankach i w wierszu Juliana Tuwima o niesfornym murzynku Bambo, który na drzewo mamie uciekał. Ale na polskich ulicach ich nie było.

Za sygnaturę się płaci

Przed wojną w Polsce lalki produkowano w kaliskiej manufakturze Adama Sztajera. Dzisiaj za taką „sztajerkę” z rosyjską sygnaturą „Sz” i „Fi” (Kalisz znajdował się w zaborze rosyjskim) sprzed pierwszej wojny kolekcjonerzy płacą nawet kilka tysięcy złotych. Ponieważ to dzisiaj zabytki.

Jeszcze wyższą cenę wśród kolekcjonerów osiągają lalki z XIX-wiecznej niemieckiej wytwórni Kammera i Reinharda. Mają wypchany tułów, ruchomą główkę i kończyny, które zostały wyrzeźbione z drewna. One osiągają wartość do 350 tys. dolarów!

Pierwsze lalki w kaliskiej fabryce wyprodukowano w 1884 roku. Po I wojnie światowej najbardziej popularne były tzw. shirlejki. Były one stylizowane na ówczesną popularną amerykańską dziecięcą aktorkę Shirley Temple z charakterystycznym lokiem. Lalki stały się towarem eksportowym II RP.

Ryszard Wittke
Ryszard Wittke jest dumny ze swojej starej kolekcji lalek – for. prywatne

Przed I wojną lalki to były luksusowe przedmioty. Pozwolić mogli na nie wyłącznie zamożni. W miejskich suterenach lub na wsiach dziewczynki bawiły się gałgankowymi lalkami.

Po pierwszej wojnie lalki zaczęto produkować z taniego celuloidu. Kaliska fabryka wytwarzała ich 5 tysięcy dziennie. Lalki miały sygnaturę ASK, w odwróconym trójkącie.

Te z początków ubiegłego stulecia mają wiele detali.

– Szczegółowe twarze, rączki, paznokcie i ubrania, dokładano wszelkich starań, żeby imitowały człowieka – wyjaśnia Ryszard Wittke.

– Próbuję znaleźć dwie takie same. Ale to mi się nie udaje. Lalki z późniejszego okresu to już masowa produkcja.

W PRL zaprzestano produkcji pozbawionych już sygnatury lalek z celuloidu. Uznano bowiem, że to niebezpieczny i łatwopalny materiał.

Kanfietki i „porcelanowa” lala

– W naszej kolekcji z okresu kryzysu w Polsce i stanu wojennego w ogóle nie mamy lalek – mówi pan Ryszard Wittke. – Najprawdopodobniej zaprzestano wtedy ich produkcji w Polsce. Dlatego z tego okresu w naszej kolekcji są lalki niemieckie.

Z lalek, które się w tym okresie pojawiały, były jeszcze duże, chodzące, o porcelanowym wyglądzie. Handlowali nimi radzieccy wojskowi stacjonujący u nas, w tak zwanych sojuszniczych jednostkach Układu Warszawskiego.

To był handel łączony: samowar, lalki i krem poziomkowy do twarzy. Czasem dorzucano kanfietki (radzieckie cukierki). Przyjeżdżały też te lalki „pociągami przyjaźni”, którymi z „braterskimi wizytami” jeździli w nagrodę do ZSRR partyjni aktywiści i przodownicy pracy.

– W naszej kolekcji takiej lalki nie ma – ucina pan Ryszard. – Za to jest inna lalka, z wcześniejszego okresu, kiedy przez Śląsk przechodziły sowieckie wojska. Ołma szła z targowiska z moją prababcią Edeltraut, a Ruski czołgiem ją przejechał…

W tej tragedii nie było przypadku, bo sołdat celował specjalnie.

– Ale kilka dni później przyszedł Iwan z najprawdopodobniej wyszabrowaną lalką i położył ją do wózka, w którym była moja mama – opowiada Ryszard.

To jedna z wielu historii opowiadanych przez Ślązaków, w których bestialstwo ruskich żołdaków mieszało się z ludzkimi odruchami.

Ryszard Wittke
Ryszard Wittke gromadzi wyjątkowe stare lalki. – fot. prywatne

– To pozwalało zachować przekonanie, że dobrym człowiekiem można być zawsze – mówi pan Ryszard. – A ta lalka do dzisiaj jest u nas. Mimo, że już bardzo zniszczona z brzydkimi włosami. Ale dla nas ma olbrzymią wartość.

Natomiast lalki pochodzące z carskiej Rosji pan Ryszard widział w USA, koło Waszyngtonu. Było to w posiadłości Rockefellerów, którzy secesyjny budynek udostępnili na muzeum.

– W tej kolekcji, obok jajek Faberge, były lalki wielkości dziecka – ciągnie. – Takie majestatyczne. Może bawiły się nimi córeczki Romanowów?

I być może te carskie stały się wzorem do produkcji tych późniejszych, radzieckich, już po rewolucji w 1917 roku.

Kolekcja lalek Ryszarda Wittke rośnie

– U nas w Tułowicach te lalki zajęły cały pokój – opowiada. – Te najstarsze pakowałem w karton, ich miejsce zajmowały nowe. Ołma, a potem mama tworzyły całe scenerie. Na przykład lalki siedzące w małych fotelikach nad porcelanowym serwisem kawowym, imitującym prawdziwy. W tych sceneriach nie było bałaganu. Ani niczego chaotycznego. Ołma była szczęśliwa w tym pokoju, ale nikt nie chciał w nim spać…

Tłumaczy to lękiem, bo lalki tworzyły klimat, który niewiele miał wspólnego z dziecięcym, szczęśliwym pokojem. Dziecięce emocje dawno z tych zabawek wyparowały. Zostały puste przedmioty, niemi świadkowie radości i smutków ich dawnych, małych właścicielek.

– Czasem wyglądają jak lalki z upiornego filmu Annabelle – dodaje. – Nawet taką jedną upiorną mamy. Z przodu jest zwykła heksa (w gwarze śląskiej czarownica – aut.). I nie jest to lalka przypominająca zakończenie karnawału w Niemczech. Bo takiej lalki ołma nigdy nie chciała.

Lalki wykonano z różnych naturalnych materiałów, odpowiednio do tego, jaki dominował w danym okresie historycznym.

– One pod wpływem powietrza i wilgoci zaczynają się ruszać, na wystawie je układaliśmy, a one swoje… – opowiada. – Zmieniają swoje ułożenie, same się zsuwają, siadają, padają. To wtedy przychodzi mi na myśl ta lalka z filmu Annabelle – śmieje się pan Ryszard.

Ryszard Wittke o kolekcji: Niech ludzie znów na nie patrzą

Kolekcję lalek, gromadzoną przez trzy pokolenia, dotąd osobistą, pan Ryszard Wittke postanowił pokazać innym – w grudniu na wystawie w Białej Prudnickiej.

– Niech to znowu żyje, niech znów ludzie patrzą na lalki – tłumaczy. – Ale to było dzieło przypadku, bo robiłem porządek na strychu. Wpadły mi w ręce te lalki i tak zrodził się pomysł przygotowania wystawy.

W GOK-u Białej Prudnickiej ustawiono je w różnych klimatach.

– Znów były w różnych kontekstach, także w klimacie bożonarodzeniowym z choinką – mówi Ryszard Wittke. – Jest wiele zwykłych lalek, klaunów, krasnali porcelanowych, różnej wielkości.

Podczas przygotowywania tej wystawy rozbiła się porcelanowa lalka z Wenecji.

– Uznałem, że takie jest ryzyko przygotowania wystawy – tłumaczy kolekcjoner. – Po wystawie lalki trzeba było rozebrać, wykąpać, zrobić włosy i wyprać te ubrania. Te z materiału poddać czyszczeniu proszkowemu. To pracochłonne procedury. Ale to jest naprawdę zabawa – przekonuje. – Obserwowałem, jak to ołma i mama robiły. Jako chłopiec musiałem przy tym pomagać.

Co sprawiło, że przejął kolekcję po mamie?

– Człowiek musi mieć w życiu pasje. Poza tym kolekcja ma już swoją wartość – podsumowuje. – Na niektórych lalkach widoczna jest patyna czasu i tak ma być. Jak na przykład w przypadku tej od Iwana…

W przypadku zdecydowanej większości lalek nie da się już ustalić, do kogo należały oraz jakie było życie i los ich właścicielek. To tajemnicza, często mroczna twarz tej kolekcji.

 

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.

Tags: kultura
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Atak na dom w Prószkowie

    Atak na dom w Prószkowie. Ciężkim narzędziem wybili szybę w pokoju 10-latki

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Ludzie kultury, sportu, biznesu i wiary – tych Opolan pożegnaliśmy

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Nowy punkt IKEA w Opolu. Studio w Karolince otwarte

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Będzie remont obwodnicy Opola. Potrwa kilka tygodni

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Doula żałobna: „Nie uczę umierania. Uczę nie bać się śmierci”

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025