Pogrzeb króla Norwegii zgromadził takie tłumy, że potrzeba było do ich ochrony i pilnowania ponad trzy tysiące policjantów. Część „pożyczono” z krajów ościennych. Przebieg pogrzebu mówi dobrze o norweskim społeczeństwie.
Ogromna część uczestników posłuchała apelu, by nie korkować miasta i przyjechała na ceremonię publiczną komunikacją. Wszyscy bez parasoli, żeby policja mogła bez przeszkód obserwować tłum. Lekcje w szkołach odbywały się normalnie, ale rodzice, którzy chcieli zabrać pociechy na pogrzeb, mogli to zrobić bez przeszkód.
Krótko przed śmiercią król Norwegii Harald V cieszył się poparciem ponad 80 procent rodaków. Znacznie większym niż monarchia jako taka. Na ten szacunek zasłużył sobie nie tylko tym, że był pierwszym od 567 lat władcą, który przyszedł na świat w Norwegii. Bo też pełna niepodległość tego kraju zaczęła się dopiero w 1905 roku. Wcześniej pozostawał on w zależności od Danii i Szwecji.
Król Norwegii Harald V – za takim politykiem można tęsknić
Absolwent szkoły wojskowej w Oslo i politologii w Oxfordzie – z pewnością mógł imponować obywatelom nie tylko wykształceniem. Pasjonat żeglarstwa był trzykrotnym olimpijczykiem, mistrzem świata i mistrzem Europy. Umiał czekać. Pretendentem do tronu został w 1957, a królem – po śmierci ojca, Olafa V w 1991 roku.
Pokazał charakter, gdy – po 9 latach czekania na zgodę królewskiego taty – postawił na swoim i ożenił się w 1968 z bogatą i dobrze wykształconą córką kupca Sonją Haraldsen. Zagroził, że zrezygnuje z korony, jeśli mu nie pozwolą. I wygrał. Norwegia nie chciała sobie fundować dynastycznego kryzysu.
Król Norwegii Harald V umiał się ze swoimi rodakami cieszyć, gdy otwierał zakończone wielkim organizacyjnym i sportowym sukcesem Norwegów igrzyska w Lillehamer w 1994. Umiał też z nimi płakać – po śmierci 77 osób z rąk prawicowego ekstremisty Andersa Breivika – na nabożeństwie w katedrze w Oslo.
Do historii przeszło jego przemówienie na uroczystości z okazji 25-lecia panowania. Zadeklarował wtedy włączenie do norweskiego „my” imigrantów (wymienił także Polaków), bogatych i biednych, zdrowych i tych z niepełnosprawnościami, wyznawców różnych religii i niewierzących. Tak rozumiał realizację królewskiego motta: „Wszystko dla Norwegii”. Za takim władcą, za takim politykiem można tęsknić. Także, gdy się Norwegiem nie jest.
Czytaj także: „Operacja polska” – zapomniana zbrodnia NKWD. „Nie miał kto opowiedzieć”
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




