Tragedia Górnośląska – rocznica wejścia Armii Czerwonej
Krzysztof Ogiolda: Kiedy w czasach PRL chodziłem do szkoły, każdy styczeń przynosił obchody wyzwolenia Polski przez Armię Czerwoną. Relacje bliskich w domu pokazywały te same wydarzenia z innej perspektywy. Przypominały, że żołnierze sowieccy powszechnie wyzwalali mężczyzn na Śląsku z życia, a kobiety z czci…
dr Dariusz Węgrzyn: Zachowanie żołnierzy sowieckich na tej części Śląska, która należała przed wybuchem wojny do II RP, też było dalekie od poprawności. Zdarzały się i gwałty, i rabunki. Ale sprawcy, zwłaszcza sprawcy gwałtów, musieli się liczyć z tym, że za swoje czyny zostaną ukarani. A frontowa sprawiedliwość sowiecka była bardzo prosta. Oficer mógł takiego sprawcę po prostu zastrzelić na miejscu. Ale ten rygor znika, gdy żołnierze przekraczają granicę z 1939 roku i znajdują się w „Giermanii”.
W „wot etoj priaklatoj Giermanii”, jak ich uczono. Hamulce puszczały?
– Każdy mieszkaniec, niezależnie czy był naprawdę Niemcem, przedstawicielem mniejszości polskiej w Niemczech, robotnikiem przymusowym, dla żołnierzy sowieckich był „Giermańcem”. I czekała go straszna zemsta za wojnę wywołaną wcześniej przez Niemców. Żołnierze Armii Czerwonej stają się całkowicie bezkarni. Nikt ich nie rozlicza z gwałtów, mordów, ani z rabunków. Ta złość eksplodowała najmocniej zaraz po przekroczeniu granicy. Im bardziej Rosjanie wchodzili w głąb Rzeszy, okrucieństwo zemsty trochę się zmniejszało.
Była w tym psychologia czy polityka?
– Jedno i drugie. Zaraz po przekroczeniu granicy żądza zemsty była najsilniejsza. Ale równocześnie była to polityka Stalina, by okrucieństwa dokonywane w Prusach Wschodnich i w ogóle na obszarach wschodnich Rzeszy zmuszały ludność do ucieczki. Tak się w dużej mierze stało. I to służyło idealnie jego powojennym planom: im mniej Niemców na terenach, które miały przypaść Polsce, tym lepiej.
Wiemy, jaka była skala gwałtów, jakich dopuścili się żołnierze Armii Czerwonej?
– To zjawisko okazało się niepoliczalne. Nigdy już ofiar tego strasznego przestępstwa nie policzymy. Mamy pewne szacunki, które podają źródła niemieckie, ale oparte na nikłych przesłankach – interpelacji danych z kilku berlińskich szpitali, gdzie kobiety się zgłaszały, także w celu usunięcia ciąż wynikających z gwałtu. Gwałty były przemilczane, bo to była straszna trauma. Nie tylko dla kobiety, także dla całej rodziny. Istnieje pamięć zbiorowa danej miejscowości. Przy czym nie mówi się, że zgwałcona została ta czy owa kobieta, zachowała się jedynie pamięć o tym, że kobiety były powszechnie gwałcone.
Skala zjawiska była ogromna?
– Mamy relacje, które mówią wprost o gwałceniu wszystkich kobiet, które w danej miejscowości dostały się w ręce żołnierzy Armii Czerwonej. Młode dziewczyny powszechnie ukrywano – za szafami, w sąsiekach, w stodołach, w piwnicach. Ubierano je w stroje starych kobiet i smarowano sadzą. Robiły wszystko, by nie wychodzić na zewnątrz lub przybierały kamuflaż, żeby możliwie nie rzucać się w oczy. Gwałt zwykle nie pojawia się we wspomnieniach w tej rodzinie, która opowiada, tylko u sąsiada, albo gdzieś dalej.
- Jakie były losy dzieci poczętych z gwałtów?
- Tragedia Górnośląska to też wywózki – jak duża była ich skala?
- Ilu wywiezionych nigdy nie wróciło?
- Jak wyglądała grabież instytucjonalna?
Odpowiedzi na te i inne pytania w pełnej wersji rozmowy „Gwałty, morderstwa, wywózki i grabieże, czyli Armia Czerwona na Śląsku” w najnowszym numerze tygodnika „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.




