Pierwsze sygnały o tym, że w Górkach mają miejsce niepokojące incydenty, dotarły do Justyny Szmechty blisko rok temu. Jak relacjonuje pani sołtys, o pomoc poprosił ją wtedy jeden z mieszkających we wsi obywateli Ukrainy.
– Zwrócił się do mnie, bo ktoś rzucał petardy na jego podwórko – tłumaczy. – Ma małe dzieci i chciał, żebym porozmawiała z młodzieżą, która spotyka się na wiejskim boisku. Zrobiłam to i przez jakiś czas był spokój. Ostatnio jednak podobne sytuacje znów zaczęły się powtarzać.
„Krzyczeli, że spalą samochody i dom”
Niepokojący incydent miał wydarzyć się również pod koniec września podczas jednej z lokalnych imprez. Według relacji sołtyski grupa uczniów starszych klas szkoły podstawowej obrała sobie za cel dom zamieszkiwany przez pracowników z Ukrainy.
– Krzyczeli, że spalą samochody i dom, a także: „Won na Ukrainę!” – relacjonuje Justyna Szmechta.
Podkreśla, że osoby, wobec których była kierowana ta agresja, same zwróciły się do niej z prośbą o interwencję.
– Nie szukały konfrontacji – podkreśla sołtyska Górek. – Chciały jedynie, żeby ktoś zareagował i porozmawiał z młodzieżą. To spokojni ludzie, ciężko pracujący na budowach. Nigdy nie było z nimi żadnych problemów.
Sołtyska przyznaje, że rozmawiała z grupą liczącą około siedmiu chłopców. Ostrzegła ich przed konsekwencjami podobnych zachowań i możliwością wezwania policji. Jak tłumaczy, zależało jej na zażegnaniu konfliktu bez angażowania służb.
Incydenty w Górkach. Ofiarami nie tylko mieszkańcy z Ukrainy
Z relacji Justyny Szmechty wynika, że problem nie dotyczy wyłącznie osób pochodzących z Ukrainy. Wcześniej dochodziło również do niszczenia mienia należącego do lokalnej społeczności. Jednym z przykładów ma być uszkodzenie toalety przy kościele, wyremontowanej społecznie i oddanej do użytku niedługo wcześniej.
Ostatni incydent zarejestrował monitoring na terenie nowego osiedla. Na nagraniu widać petardę rzuconą w pobliżu zaparkowanego samochodu. Film trafił do mediów społecznościowych, opublikowała go sama sołtyska.
Jak wyjaśnia, zależało jej przede wszystkim na zwróceniu uwagi rodziców na problem. Nie wszyscy sprawcy tych agresywnych i chuligańskich czynów pozostali obojętni na krytykę. Według Szmechty dwóch chłopców przyszło do niej, by przeprosić za swoje zachowanie i zapewnić, że podobne sytuacje nie będą się powtarzać.
– Skoro dwoje dzieci potrafiło przyjść i szczerze przeprosić, to znaczy, że można do nich dotrzeć – podkreśla pani sołtys.
Na razie nie ma pewności, czy za wszystkimi incydentami stoją te same osoby. Zdaniem Justyny Szmechty, w sprawę agresywnych i chuligańskich zachowań może być zaangażowana młodzież z kilku okolicznych miejscowości, a skład grupy zmienia się w zależności od czasu i sytuacji.
– Dzieciom z Górek najbardziej się oberwało, ale w komentarzach pod moim wpisem pojawiały się informacje, że podobne zdarzenia miały miejsce także w Złotnikach – mówi pani sołtys.
Incydenty w Górkach. Sołtyska apeluje do rodziców
Publikacja nagrania nie była pierwszą próbą rozwiązania problemu. Jak przyznaje Justyna Szmechta, początkowo chciała porozmawiać z dyrekcją szkoły i wyjaśnić sprawę bez nagłaśniania jej w internecie. Na publiczny apel zdecydowała się dopiero wtedy, gdy podobne incydenty w Górkach zaczęły się powtarzać.
Liczy, że informacja dotrze do rodziców, którzy nie zawsze wiedzą, jak ich dzieci zachowują się poza domem. Jak zaznacza, reakcje dorosłych bywają różne. W przeszłości usłyszała nawet, że nie powinna ingerować w wychowanie cudzego dziecka.
Jej zdaniem warto interesować się tym, gdzie młodzi ludzie spędzają czas, zwłaszcza podczas lokalnych imprez. Podkreśla jednak, że nie chce nikogo z góry przekreślać.
– Wierzę, że rozmowa, uświadomienie konsekwencji i przyznanie się do błędu mogą wiele zmienić – zaznacza.
Policja: Nie było zgłoszeń
O incydenty w Górkach zapytaliśmy również Komendę Miejską Policji w Opolu. Jej rzecznik zweryfikował informacje i powiedział „O!Polskiej”, że funkcjonariusze nie otrzymali dotąd formalnych zawiadomień dotyczących opisywanych zdarzeń.
– Musimy mieć zgłoszenie i podstawę prawną do działania – podkreśla Przemysław Kędzior, rzecznik prasowy KMP w Opolu. – Policja nie odnotowała też innych interwencji o podobnym charakterze, które można byłoby bezpośrednio powiązać z opisywanymi sytuacjami.
Sama sołtyska przyznaje, że nie wszystkie incydenty w Górkach były zgłaszane służbom. W przypadku sytuacji związanej z mieszkańcami z Ukrainy najpierw próbowała rozwiązać problem polubownie. Obawiała się, że formalne postępowanie dodatkowo obciąży osoby już i tak zestresowane całą sytuacją.
Jak dodaje, mieszkańcy osiedla, na którym monitoring zarejestrował rzucanie petardami, rozważali zawiadomienie policji. Nie ma jednak informacji, czy ostatecznie zdecydowali się na taki krok.
Incydenty w Górkach. Co na to szkoły i władze gminy?
O problemie miały zostać poinformowane szkoły, do których uczęszczają chłopcy. Jak ustaliliśmy, przynajmniej do wtorkowego południa żadna z placówek nie miała wiedzy o opisywanych zdarzeniach. Nie doszło również do rozmów z władzami gminy, które nie kontaktowały się w tej sprawie z sołtyską.
– Przede wszystkim byłbym daleki od twierdzenia, że są to zachowania wymierzone wyłącznie w obcokrajowców, bo dotyczyły one różnych mieszkańców Górek – przekonuje Krzysztof Cebula, burmistrz gminy Prószków, w skład której wchodzi sołectwo Górki. – Niemniej są absolutnie naganne i nie mają żadnego poparcia społecznego. Mieszkańcy zareagowali oburzeniem, na tę grupę młodzieży spadła fala krytyki, a część nastolatków przeprosiła. Sytuacja została uspokojona.
Niewykluczone, że na postawę dwóch chłopców, którzy później przeprosili za swoje zachowanie, wpłynęła wizyta żołnierzy w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Złotnikach. Obaj uczęszczają do tej placówki.
Żołnierze rozmawiali z uczniami o bezpieczeństwie oraz konsekwencjach niewłaściwych zachowań.
– W szkole odbyło się też spotkanie z wychowawcami na ten temat. Nie jesteśmy obojętni na jakiekolwiek zgłaszane problemy dotyczące naszych uczniów – mówi Maria Chudala, dyrektorka placówki.
Do tej samej szkoły uczęszcza również piętnastolatek, który w minioną sobotę miał opublikować w zamkniętej grupie zdjęcie przedstawiające go w kominiarce i z maczetą.
– Odwiedzili go policjanci i porozmawiali zarówno z nim, jak i jego ojcem. Powiedział, że był to głupi żart, którego bardzo żałuje, i że nie planował eskalować sytuacji – mówi Przemysław Kędzior.
Czytaj także: Szokujące ustalenia śledczych ws. zbrodni w Kadłubie. „Szukał rozgłosu”
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




