Kazimierz Sowa: Czy każdy może zostać fotografem?
Krystian Bielatowicz: Z jednej strony odpowiedź jest oczywista — każdy może chcieć zostać fotografem. Z drugiej strony to długi proces: poznawanie własnych możliwości, odkrywanie swoich predyspozycji i sprawdzanie, czy naprawdę jestem w stanie sprostać temu wyzwaniu. Proces uznawania siebie za spełnionego w tym zawodzie jest niezwykle długi i skomplikowany, dlatego nie każdy, kto nawet tego bardzo chce, zostanie fotografem — jak w każdym zawodzie zresztą. Każdy natomiast może chcieć spróbować zostać fotografem, posmakować tego zawodu. Czy osiągnie cel? Nie, bo sukces jest efektem kilku czynników, zaczynając od tego, czy to lubisz, czy kochasz (to inny, wyższy jeszcze poziom fascynacji) i wreszcie: czy to czujesz? To klucz do tego zawodu.
K.S.: To ciekawe, co mówisz, stawiając na pierwszym miejscu pewne ograniczenia wynikające z ludzkiej natury. Kiedyś główną barierą w tym zawodzie była bariera techniczna czy technologiczna wręcz, a za nią także finansowa. Pracownia fotograficzna to nie był jednorazowy wydatek jak dziś, dajmy na to, zakup nowego telefonu.
K.B.: Motywacja wynikająca z twojego osobistego zaangażowania była i zawsze jest najważniejsza. To są etapy tzw. prób, które znamy już z mitologii: przejść przez kolejne bariery, ograniczenia, testy, lekcje życia. Jak chcesz zostać dobrym fotografem, to te próby, trudności, paradoksalnie ci służą, bo weryfikują twoją chęć osiągnięcia celu.
Przykładem takiej próby jest gorzka recenzja. Kiedy słyszysz, że twoje zdjęcia zwyczajnie nie są dobre, że technika jest niewystarczająca, że to nie jest jeszcze to. Albo kiedy się okazuje, że już robisz zdjęcia, ale nie masz gdzie ich publikować, pokazać szerszemu gronu odbiorców. Nawet jeśli już tworzysz i twoja twórczość jest dostrzegana przez innych, to zdarza się, że na zdjęciach, na tym „robieniu zdjęć” nie zarabiasz.

Tym samym pojawia się kolejna bariera. To takie swoiste inicjacje zawodowe, które musisz przejść, żeby dojrzeć, zawodowo dorosnąć. Także (a może zwłaszcza) w takich zawodach jak fotograf te inicjacje pokazują ci stopień twojej dojrzałości i wtajemniczenia zawodowego. Trochę tak jak w kulturach pierwotnych, gdzie wejście w pełne życie następowało dopiero wtedy, gdy przejdziesz przez cykl inicjacji i okażesz się na tyle wytrwały, żeby skutecznie pokonać swoje ograniczenia.
Prawdziwym fotografem stajesz się dopiero wtedy, gdy przeżyjesz różne sytuacje, które cię zweryfikują. A weryfikacja polega na tym, że czasem musisz nawet znienawidzić to, co robisz, aby zaraz do tego wrócić. Ponieść porażkę, otrząsnąć się i powstać. Popełnianie zawodowych błędów też jest wliczone w to doświadczenie. Podobnie jak odrzucenie, które uczy podnoszenia się po porażkach i daje siłę w trudnych momentach, które w tym zawodzie są nieuniknione nawet dla mistrzów obiektywu. To jest ten wymiar zawodu, który wykracza poza talent i możliwości sprzętowe.
K.S.: Jesteś jurorem w konkursach fotograficznych, także w naszym konkursie „Opolskie inspiruje”. Oglądasz setki, tysiące zdjęć, które w oczach tego, kto je robił, są tymi najlepszymi. A czy patrząc na zdjęcie potrafisz odróżnić dzieło zawodowca od pracy amatora?
K.B.: Tego się nie da rozpoznać po pojedynczych zdjęciach. Dziś każdy może trafić na wyjątkowy moment i uchwycić go w kadrze. Takie zdjęcie, nawet zrobione telefonem, może stać się zapisem chwili, która przejdzie do historii. Dlatego zdjęcia z telefonów wygrywają konkursy, bo ktoś średnio zaawansowany albo nawet uzdolniony amator trafił na unikalny moment czy wydarzenie, skomponował to dobrze w kadrze i wyszło wartościowe zdjęcie.

W konkursach zasadniczo nie wiesz, czyje zdjęcia oglądasz, więc możliwość takiego „złotego strzału” czasem się zdarza. Natomiast w przypadku oceny fotoreportażu czy jakiejś serii zdjęć można już ocenić „profesjonalizm” autora. Kiedy masz sześć, osiem czy więcej zdjęć ułożonych w całość, opowiadających jakąś historię, to możesz odkryć sposób myślenia, patrzenia na świat tego, kto wykonał te zdjęcia, kto fotografował. Jesteś w stanie bardzo trafnie wskazać, czy ta osoba ma profesjonalny sposób patrzenia na świat i poziom komponowania ujęć. Zobaczyć, jak przekazuje historię, której „obrazem”, wycinkiem są te zdjęcia.
K.S.: Dziś zaczynają się pojawiać postulaty, że każda aktywność artystyczna, twórcza, wspomagana przez narzędzia AI, powinna być bardzo jasno zakomunikowana. A jak ty to widzisz? Jesteś zwolennikiem takiego „oznaczania”?
K.B.: Jestem! Dziś jesteśmy po prostu zalewani fotografiami i filmami wykonanymi przez AI, które nas — widzów, odbiorców — zwyczajnie okłamują. Dlatego osobiście wycofuję się np. z social mediów, bo czuję się oszukiwany. Jeżeli prześlesz zdjęcie dalej, którego autentyczności nie możesz zweryfikować, sam bierzesz udział w tym procederze oszukiwania i okłamywania świata. Właśnie przez to masowe pojawienie się treści wygenerowanych przez AI straciłem zaufanie do social mediów i zawęziłem swoją aktywność jedynie do tych twórców, których osobiście znam. Czekam na moment, w którym pojawią się media gwarantujące autentyczność publikowanych dzieł.
K.S.: Czy możesz jednym zdaniem udzielić dobrej rady, jakie zdjęcia zgłaszać w naszym konkursie?
K.B.: Prosta zasada: miej oczy otwarte, a aparat fotograficzny w pogotowiu i pokazuj to, co cię zafascynowało!

Krystian Bielatowicz jest jurorem konkursu fotograficznego „Opolskie Inspiruje”, który organizuje BCU Fotografia. To również jego ambasador i wykładowca.




