Dwumecz barażowy ASG Stanley Brzeg – Jagiellonia Białystok właściwie został rozstrzygnięty już w pierwszym pojedynku, w hali naszego zespołu. Gospodarze zostali bowiem rozbici 0:8. Na rewanż do stolicy Podlasia jechali jednak z pewnymi nadziejami, chociaż na dobry wynik w tej części rywalizacji. Nie udało się to. Przegrali jeszcze wyżej. Az 1:11!
Niemniej wiadomo było od razy, że przeprawa z futsalową „Jaga” nie będzie należeć do łatwych. Wszak ekipa ta w grupie północnej drugiego szczebla spisywała się bardzo dobrze… ale ktoś był jeszcze lepszy. Jakby nie było nie wygrała tylko trzech meczów na 22 rozegrane. Dwukrotnie uległa jednak późniejszym mistrzom z Wiary Lecha Poznań, którzy zdobyli 64 punkty na 66 możliwych (remis jedynie z LSSS Lębork), a raz zremisowała w derbach miasta z Futbalo Białystok.
Warto przypomnieć, iż brzeżanom i tak należy się chwała za to, że wywalczyli prawo gry w barażach. A rywalizacja o to była zażarta do ostatnich sekund zmagań w ramach grupy południowej. Szansę i chrapkę na to miały przed ostatnią serią jeszcze dwie drużyny. Poza naszą, która finalnie uzbierała 39 punktów, były to Górnik Polkowice i GKS Tychy – „oczek” na koncie odpowiednio 36 i 35 (pełna tabela TUTAJ).
Szacunek należy się tym większy, że w rundzie rewanżowej rozegrali tylko dwa mecze u siebie. Uzbierali jednak więcej punktów (w proporcjach 21 do 18) aniżeli w pierwszej części zmagań, gdy takowych gier mieli osiem.
Zmiana trenera, strata lidera
Dość napisać, że w klubie na tyle byli wtedy niezadowoleni z postawy zespołu, wszak celem był awans lub przynajmniej baraże, iż posadą zapłacił trener Bartłomiej Szczecina. Jego ówcześni podopieczni w Brzegu wygrali tylko cztery mecze i trzy zremisowali. Do tego ponieśli dość wstydliwą porażkę z beniaminkiem z Obic.
Jakby tego było mało w tym roku musieli zaliczyć sporo dalekich podróży. W dodatku bez lidera ofensywy Przemysława Dewuckiego. A wszystko przy dość mocnym nacisku ekip „zza pleców”. Niemniej prezentowali się bardzo dobrze i z tych ośmiu meczów przywieźli aż 18 punktów, a polegli jedynie w Kazimierzy Wielkiej i Tychach. Mogą za to żałować domowej wpadki z dużo słabiej spisującym się w tym roku mistrzem jesieni z Polkowic. Gdyby to spotkanie wygrali to kto wie, może byłaby szansa na bezpośredni awans.
Czytaj także: Kolejarz wreszcie wrócił do Opola. Publiczność nie zawiodła, żużlowcy owszem
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




