sobota, 1 sierpnia, 2026
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Tylko u nas

Afera w Prudniku. Sygnalizowała patologię w szpitalu, wyrzucili ją z rady

Konflikty, donosy, intrygi, analizy grafologiczne – tak wyglądało zarządzanie Prudnickim Centrum Medycznym. Zatrzymanie przez policję znanej lekarki, pracującej w tym szpitalu, pokazało szczyt góry lodowej, o którą może się rozbić koalicja rządząca powiatem.

Piotr Guzik Piotr Guzik
2026-08-01
w Najważniejsze
afera w szpitalu w Prudniku

Katarzyna Benroth-Kurpiel została odwołana z rady nadzorczej pod koniec maja. Kilka tygodni później doszło do zatrzymania p.o. ordynatora oddziału wewnętrznego - fot. policja / Starostwo Powiatowe w Prudniku

REKLAMA

 

Afera w szpitalu w Prudniku wybuchła dwa tygodnie temu, kiedy na polecenie Prokuratury Okręgowej w Opolu policjanci weszli do szpitala i zatrzymali Renatę F., kierującą oddziałem wewnętrznym, oraz Patrycję L., jedną z pielęgniarek.

Według śledczych lekarka miała manipulować pacjentami, wywołując u nich poczucie zagrożenia życia i nakłaniając do zakupu aparatów na bezdech senny. Urządzenia – jak twierdzi prokuratura – były polecane u konkretnych dystrybutorów, a pacjenci byli przekonani, że kupują sprzęt od szpitala. Renata F. miała pobierać z tego tytułu prowizję sięgającą 30 tys. zł miesięcznie, co dało łącznie co najmniej 450 tys. zł.

Zarzuty obejmują również przyjęcie 5 tys. zł za nieuzasadnione wystawienie recept na lek psychotropowy (600 opakowań), nieuzasadnione refundacje na kwotę 150 tys. zł oraz uporczywe naruszanie praw dwóch podległych jej pracownic, m.in. poprzez wydawanie poleceń niezwiązanych z obowiązkami oraz zlecanie czynności zastrzeżonych dla lekarza.

Pielęgniarka miała pomagać w nakłanianiu pacjentów do zakupu urządzeń w wybranych sklepach i również czerpać z tego korzyści majątkowe.

Obie nie przyznały się do winy. Grozi im od roku do 10 lat więzienia.

Afera w szpitalu w Prudniku. Długi lont do wybuchu

Choć zatrzymania wstrząsnęły opinią publiczną, trudno mówić o nagłej eksplozji. Od ponad roku w PCM tlił się konflikt, którego pierwszym sygnałem były anonimowe skargi dotyczące oddziału wewnętrznego kierowanego przez Renatę F.

Pierwsza skarga trafiła do starostwa pod koniec maja 2025 roku, druga – trzy i pół miesiąca później. W obu pismach opisano działania noszące znamiona mobbingu: zastraszanie pracowników możliwością zwolnienia, wywoływanie atmosfery lęku, presję skutkującą odejściami personelu oraz zmuszanie pielęgniarek do „działań niezgodnych z prawem”. Autorzy zarzucali również prezesowi PCM Pawłowi Rubińskiemu brak reakcji na sygnalizowane nieprawidłowości.

Druga skarga koncentrowała się na lekarskich praktykach Renaty F. – według autora anonimu miała ona zatrudniać personel niemedyczny i zlecać mu obowiązki medyczne, a jednocześnie wykazywać się brakiem szacunku wobec pracowników i pacjentów.

Afera w szpitalu w Prudniku. „Granat w szambie”

Podczas sesji rady powiatu 27 lipca prezes PCM Paweł Rubiński przyznał, że ówczesna przewodnicząca rady nadzorczej, Katarzyna Benroth-Kurpiel (jednocześnie radca prawny starostwa) sygnalizowała pierwsze niepokojące informacje już na początku 2025 roku. Rubiński przekonywał, że spółka przez wiele miesięcy próbowała łagodzić konflikty wynikające ze zmian wprowadzanych przez Renatę F., a problem – jego zdaniem – leżał po stronie personelu, który „nie chciał się szkolić”.

Podkreślał również, że w ciągu trzech lat poprawiono sytuację finansową szpitala i zrealizowano inwestycje warte kilkadziesiąt milionów złotych, nie przerywając działalności placówki.

– Szpital miał potężne długi, to udało się odrobić, ale zespół został zniszczony – komentowała radna Adrianna Benroth, była pracownica PCM i siostra Katarzyny Benroth-Kurpiel. – Jest mniej lekarzy i pielęgniarek. Proszę nie mówić, że to były złe pielęgniarki. One nie były leniwe ani przepracowane. Odmawiały wykonywania czynności, do których – jak uważały – nie były odpowiednio przygotowane.

Podczas sesji wystąpił też lek. med. Zdzisław Imiołek, dyrektor ds. medycznych w PCM, związany ze szpitalem od 46 lat. Tłumaczył obecność pudeł ze sprzętem medycznym, które były widoczne na zdjęciach i filmach z terenu placówki, zaznaczając, że to nie dowodzi, iż w szpitalu odbywał się handel takimi urządzeniami. Opisywał różnice pomiędzy zasadami działania różnych aparatów. Podkreślał, że na nagraniach widać koncentratory tlenu i że szpital je tylko dzierżawił, by je nieodpłatnie udostępniać pacjentom. Ich duża liczba na terenie placówki miała wynikać z tego, że właściciel nie zabrał nadmiaru dostarczonych urządzeń.

– Ktoś wrzucił granat do szamba i to, co z tego szamba wyleciało, musimy teraz spłukiwać – stwierdził. – To, co robiła pani doktor w ramach swojej pracy sprawiło, że to całemu szpitalowi przypięto łatkę. W ten sposób wyrządzono nam krzywdę.

Tropienie podpisu

Jeszcze długo wracać będą echa lipcowej sesji rady powiatu, której tematem była afera w szpitalu w Prudniku, ale tym razem cofamy się do jesieni 2025 roku – do dwóch skarg dotyczących sytuacji w szpitalu w Prudniku. Rada nadzorcza PCM postanowiła wówczas zweryfikować informacje zawarte w anonimowych pismach.

W tym kontekście szczególnie interesujący jest protokół z posiedzenia zarządu powiatu z 3 listopada 2025 roku. Wynika z niego, że Paweł Rubiński poprosił uczestników spotkania o zachowanie poufności, po czym stwierdził, iż „wszystko wskazuje na to”, że autorką skarg rozesłanych do szeregu instytucji mogła być przewodnicząca rady nadzorczej, Katarzyna Benroth-Kurpiel. Jak argumentował, choć same skargi były komputerowymi wydrukami, to „najprawdopodobniej adresy na kopertach zostały napisane przez tę samą osobę, która podpisywała dokumenty w Spółce”.

Prezes PCM zapowiedział zlecenie ekspertyzy grafologicznej. Jeśli jego podejrzenia miałyby się potwierdzić, deklarował zwrócenie się do władz powiatu o uzgodnienie dalszych działań.

Jeszcze ciekawszy przebieg miało posiedzenie zarządu dwa tygodnie później. Uczestniczyły w nim dwie przedstawicielki rady nadzorczej PCM: przewodnicząca oraz Wiesława Mazur. Ich rozmowa z zarządem zajęła ponad dziesięć z trzydziestu sześciu stron protokołu.

Katarzyna Benroth-Kurpiel określiła jako pomówienia sugestie, że anonimowe skargi wysyłała sama do siebie. Podkreślała, że rada nadzorcza ma prawo prowadzić kontrole w spółce niezależnie od skarg, a jej zdaniem prezes PCM koncentruje się na ustalaniu nadawcy anonimów, zamiast na treści zarzutów.

Starosta Radosław Roszkowski zapytał wprost, czy członkowie rady mogli być autorami pism. Obie członkinie stanowczo temu zaprzeczyły, wskazując, że kluczowe jest to, iż w PCM istnieje realny problem wymagający wyjaśnienia.

Mimo to dyskusja nadal krążyła wokół kwestii autorstwa skarg. Paweł Rubiński miał bowiem wykorzystać podpis przewodniczącej z jej oświadczenia majątkowego opublikowanego w Biuletynie Informacji Publicznej gminy Lubrza, gdzie pełni funkcję sekretarza, aby przeprowadzić analizę grafologiczną – mimo jej sprzeciwu. Benroth-Kurpiel oceniła, że prezes przekroczył w ten sposób swoje kompetencje.

W dalszej części protokołu opisano kontrolę przeprowadzoną przez radę nadzorczą na oddziale wewnętrznym PCM. Obie członkinie relacjonowały, że rozmowy z pielęgniarkami potwierdziły część zarzutów ze skarg. Na sugestię, że rozmówczynie mogły być skonfliktowane z ordynator oddziału, odpowiedziały, iż osoby pozostające z nią w sporze już w szpitalu nie pracują.

Rada przewietrzona

Kolejny rozdział „sagi podpisowej” rozegrał się 16 grudnia. Na posiedzeniu zarządu odczytano pismo prezesa PCM, który poinformował, że zlecił badania grafologiczne dwóm niezależnym podmiotom. Obie opinie „wykazały liczne cechy wspólne pisma na kopertach i materiałach porównawczych, wskazując na możliwość autorstwa jednej osoby”. Jednocześnie zaznaczono, że brak dodatkowych próbek uniemożliwia jednoznaczne rozstrzygnięcie.

Wicestarosta Janusz Siano ocenił, że między radą nadzorczą a prezesem spółki nie ma woli współpracy. Uznał, że rada nie działa na rzecz rozwoju PCM i zaproponował jej odwołanie w całości. Wniosek nie uzyskał jednak poparcia – tylko Siano głosował „za”, dwie osoby były przeciw, a dwie wstrzymały się.

Zmiany w radzie nastąpiły jednak w kolejnych miesiącach. Na przełomie 2025 i 2026 roku z członkostwa zrezygnowała Karina Bedrunka-Gudaniec. W kwietniu odwołano Wiesławę Mazur, a w maju – Katarzynę Benroth-Kurpiel. Decyzję podjęto przy dwóch głosach „za” (w tym Janusza Siano), dwóch wstrzymujących się i sprzeciwie starosty Roszkowskiego.

W efekcie obecna rada nadzorcza ma zupełnie inny skład niż jeszcze pół roku wcześniej.

– Podziękowanie tej radzie to było mniejsze zło – przekonuje Janusz Siano w rozmowie z „O!Polską”.
– PCM prowadzi trzy inwestycje warte kilkadziesiąt milionów złotych. Konflikt prezesa z radą był dla nich realnym zagrożeniem. Nie można było do tego dopuścić. Dlatego konieczne były zmiany. I z perspektywy czasu żałuję, że nie udało się odwołać rady już pod koniec minionego roku.

Afera w szpitalu w Prudniku. Trzecia opinia grafologa

Janusz Siano dodaje, Renata F. była cenionym lekarzem, „niezależnie od jej sposobu bycia”, a oddział wewnętrzny miał dodatnie wyniki finansowe i wpływał pozytywnie na wynik całej spółki. Dlatego trudno było oczekiwać od prezesa, że zwolni lekarkę. W protokole z połowy listopada minionego roku stwierdził nawet, że bez oddziału wewnętrznego „nie będzie również szpitala” – właśnie ze względu na jego zysk, rekompensujący działalność innych oddziałów.

Wicestarosta nie kryje, że w sporze z radą nadzorczą stanął po stronie prezesa. – Ponieważ to świetny specjalista, który postawił tę placówkę na nogi – stwierdza. – Nie tylko finansowo, ale także wizerunkowo, co jest bolesne o tyle, że niweczy starania w tym drugim względzie.

Pytany o drążenie przez Pawła Rubińskiego tego, kto podpisał koperty ze skargami, Janusz Siano zauważa, że szef szpitala przedstawił dwie ekspertyzy wskazujące, że mogła to zrobić była już przewodnicząca rady nadzorczej.

– Wiem, że obie były niejednoznaczne, ponieważ pani Katarzyna Benroth-Kurpiel nie chciała współpracować. Ale w skali od 1 do 10 pierwsza ekspertyza wskazała prawdopodobieństwo tej sytuacji na 7, a druga na 8 punktów – przekonuje.

Tyle, że powstała jeszcze trzecia ekspertyza grafologiczna, z wiosny tego roku. Nie na zlecenie PCM, a samego powiatu.

– Nie widziałem jej i nie wiem, na jakiej podstawie powstała – odpowiada Janusz Siano.

Wiedzę na temat trzeciej ekspertyzy ma natomiast Radosław Roszkowski. Przekazał nam, że analiza wykluczyła, aby koperty podpisała była przewodnicząca rady.

„Chodził pan na skargi”

Do tematu wrócono podczas ostatniej sesji rady powiatu, podczas której omawiana była afera w szpitalu w Prudniku. Katarzyna Benroth-Kurpiel zarzuciła Pawłowi Rubińskiemu „uknucie intrygi”, mającej przypisać jej autorstwo anonimów. Podkreśliła, że prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania po zawiadomieniu prezesa PCM, a sama skierowała przeciw Rubińskiemu pozew o ochronę dóbr osobistych.

Przekonywała, że rada nadzorcza była krytykowana za dociekliwość.

– Wielokrotnie chodził pan na skargi do akcjonariusza, że rada zbyt interesuje się oddziałem wewnętrznym – mówiła, dodając, że sygnały o nieprawidłowościach docierały do wielu osób. – Cały Prudnik wiedział o „interesie”, który tam kwitł. Nie może pan mówić, że był zaskoczony – stwierdziła.

Jej zdaniem, jedynym obrońcą prezesa był wicestarosta.

– Rozciągnął pan nad nim parasol ochronny – oceniła, podkreślając, że rada nadzorcza od miesięcy współpracowała z organami ścigania i działała „w dobrym interesie szpitala”.

Afera w szpitalu w Prudniku. Karteczki w dyżurce

Radna Adrianna Benroth stwierdziła, że sama przekazywała wicestaroście sygnały o nieprawidłowościach w czerwcu i grudniu 2025 roku. Odniosła się też do deklaracji prezesa PCM, że „żadne informacje o sprzedaży aparatów na terenie szpitala nie zaistniały”.

– We wrześniu 2024 roku zrobiłam zdjęcie karteczki, którą widział każdy, kto wchodził do dyżurki pielęgniarek – mówiła. – To była karteczka informująca o sprzedaży aparatów. Miała logo PCM. Uwagę zwrócił błąd, bo treść była następująca: „W sprawie zakupu aparatu CPAP oraz akcesorii – a powinno być „akcesoriów” – dotyczących aparatów leczenia bezdechu sennego kontakt telefoniczny, było podane imię i nazwisko”. Nie widziałam, o co tak naprawdę chodzi. Ale te karteczki były wręczane pacjentom.

– Czemu panie z siostrą nie zakomunikowały tego odpowiednim organom? Czemu to teraz wypływa? – pytał Paweł Rubiński.

– Ja byłam zatrudniona w szpitalu na pół etatu, miałam się bawić w detektywa? Ludzie zaczęli wiązać pewne fakty dopiero w 2025 roku – odpowiedziała Adrianna Benroth.

Wicestarosta Janusz Siano przekonywał, że żadnego parasola ochronnego nad prezesem PCM nie rozciągał. Zarzucił byłej radzie, że jej posiedzenia wyglądały jak przesłuchania Pawła Rubińskiego.

– Nigdy nie otrzymałem też postawionej wprost informacji o tym, że jest jakaś przesłanka czy podejrzenie działań korupcyjnych w PCM – mówił Janusz Siano. – Nie rozumiem, czemu jak był problem, to rada nie postawiła sprawy jasno. A teraz dowiadujemy się, że to ona zawiadomiła organy ścigania. Nikt wcześniej nie miał takiej wiedzy. A przecież rada reprezentuje w spółce zarząd powiatu. Ma narzędzia, by zadziałać. Mogła nawet odwołać prezesa, jeśli uważała, że w spółce dochodzi do nieprawidłowości, a tego nie zrobiła. Ale prawda jest taka, że nie zadziałała, jak powinna.

Inną optykę prezentował starosta.

– W tym sporze to rada w mojej ocenie miała rację. Cieszę się, że do końca stałem po właściwej stronie – powiedział Radosław Roszkowski. – Z dużym żalem stwierdzam, że prezes mijał się z prawdą na posiedzeniach rady nadzorczej, rady powiatu czy zarządu powiatu. Mam nadzieję, że to nie zaowocuje wysoką karą nałożoną przez NFZ na PCM za nadmiar procedur pulmunologicznych wykonywanych na oddziale wewnętrznym, o czym usłyszeliśmy w październiku minionego roku w funduszu w obecności mojej i wicestarosty. Pan prezes puścił tę wiedzę mimo uszu i możemy ponosić spore konsekwencje.

Afera w szpitalu w Prudniku. „Małżeństwo” i PCM w kryzysie

Różnice zdań między starostą a wicestarostą są widoczne. Obaj reprezentują koalicję rządzącą powiatem – Roszkowski przewodzi Koalicji Obywatelskiej w tej części województwa, Siano to przedstawiciel Śląskich Samorządowców.

– Nawet małżeństwo miewa swoje problemy. To pierwsza tak duża różnica zdań – przyznał Siano.

Roszkowski uważa jednak, że koalicja przetrwa, choć krytykuje skupienie prezesa na ustalaniu autorstwa skarg zamiast na „unormowaniu sytuacji”.

Starosta zapewnił, że o karteczkach z logo PCM dowiedział się dopiero w dniu zatrzymania lekarki i pielęgniarki.

Przyszłość PCM zależy od audytu, który prowadzi obecna rada nadzorcza.

– Ta sprawa raczej nie rozejdzie się po kościach – ocenia starosta.

Prezes Rubiński podczas sesji deklarował, że chce skupić się na ratowaniu szpitala i dokończeniu inwestycji.

– Później rozpatrzymy kwestię dalszej współpracy – mówił.

NFZ, pytany o działania po anonimowych skargach, odmówił komentarza ze względu na postępowanie prokuratury. Nieoficjalnie wiadomo, że fundusz może być poszkodowany w sprawie. Śledczy mają przesłuchiwać pacjentów.

Czytaj także: Zatrzymanie znanej lekarki to pokazówka? „Chodziło o dowody”

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Tags: NFZ OpolepolicjaprokuraturaProkuratura OpolePrudnikStarostwo Powiatowe Prudnik
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Peweks w Opolu

    Raj dla miłośników staroci. Niewiele osób o nim wie, a jest w centrum miasta

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Powstaje magazyn Allegro pod Opolem. Są już oferty pracy

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Koncert Padre Guilherme przeniesiony? Trwają rozmowy

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Czterolatka z Gogolina nie żyje. Matka usłyszała zarzuty

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Potańcówki latino na mieście. Wieczorne zabawy robią wrażenie

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025