Jolanta Jasińska-Mrukot: W Polsce jest prawie 2600 osób seropozytywnych, czyli tych, u których organizm wytwarza przeciwciała wirusa HIV. W ostatnich latach liczba zakażonych rośnie, a pan jest jedną z tych osób. W jakich okolicznościach się pan zaraził?
Andrzej: – O tym, że jestem chory, dowiedziałem się sześć lat temu. Najpewniej podczas leczenia mogło się to stać. Ale z jakąś szczególną dokładnością tego nie potrafię określić.
Joanna: – A wyszło to w trakcie leczenia choroby nowotworowej męża.
A dokładniej, w jakich okolicznościach okazało się, że jest pan seropozytywny?
Andrzej: – Mój stan zdrowia bardzo się pogorszył, więc szukano, co może być tego przyczyną. Były robione dodatkowe badania i wyszło… Byłem zszokowany, bo skąd to się u mnie wzięło? To był szok. Kiedy to dokładnie mogło się stać? Ciągle zadawałem sobie to pytanie.
A jak pani to przyjęła i czy nie kołatały się po głowie jakieś dodatkowe pytania do męża?
Joanna: – Jesteśmy cztery lata po ślubie, a ze sobą od ośmiu lat. Kiedy się dowiedziałam, że mąż jest seropozytywny, nie byliśmy jeszcze małżeństwem. Ślub wzięliśmy, kiedy mąż był już chory. Przyjęłam to tak, że mąż zachorował i potrzebuje mojego wsparcia. Proszę mi wierzyć, nie miałam żadnych teorii, domniemań na ten temat. Nie dociekałam, bo po co? Tylko mąż zastanawiał się, jak to mogło się stać.
A czy wasze otoczenie wie, że jest pan nosicielem wirusa HIV?
Joanna: – Pomimo tego, że ta choroba jest wśród nas już tak długo i tyle jest zakażonych, to ludzie niewiele wiedzą na jej temat. I nie są przygotowani na przyjęcie informacji, że ktoś jest zakażony wirusem HIV, albo choruje na AIDS. Więc bezsensem byłoby im mówić. Nawet w środowisku medycznym reagują czasem dziwnie, często na wyrost są przestraszeni, kiedy przyjmują takiego pacjenta.
Andrzej: – Ale ludzie młodzi o wiele łatwiej przyjmują informację, że ktoś jest seropozytywny. W takiej sytuacji potrafią normalnie zareagować, bo młodzi są tolerancyjni. Gorzej z takimi w moim wieku, są zamknięci i nietolerancyjni.
Pewnie nadal nie wiedzą, że wirus HIV nie jest wyrokiem, jak było, zanim pojawiły się leki.
Andrzej: – Właśnie jestem pod stałą opieką poradni zakaźnej. Przyjmuję leki antyretrowirusowe, które będę przyjmował do końca życia. I czuję się nieźle. Wcześniej robiłem co trzy miesiące badania, teraz co sześć miesięcy. Leki, które biorę, hamują upośledzanie nabytego braku odporności. To są bardzo drogie leki, miesięczna kuracja kosztuje około 10 tysięcy złotych. Widzę, jak bardzo podwyższa mi ten lek odporność, nawet w zwykłych katarach.
Więc to już nie jest śmiertelna choroba.
Joanna: – Jak się przestrzega zasad, systematycznie przyjmuje leki, to można żyć długo i normalnie. Początkowo Andrzej źle się czuł, gorączkował pomimo brania leków. Ale to trzeba przetrwać, a potem wprowadzić wiele ograniczeń. Dopiero po pięciu latach Andrzej mógł wychodzić na słońce. A te pierwsze chwile świadomej choroby mąż spędził w szpitalu, był w stanie ciężkim z powodu choroby nowotworowej. Był w tak ciężkim stanie, że trudno było myśleć o tej drugiej chorobie.
Andrzej: – Wtedy było mi naprawdę obojętne, czy będzie druga, czy trzecia choroba… A później rozmawiałem o chorobie nowotworowej ze znajomymi, bo o tym, że jestem seropozytywny, wolałem nie mówić. Choroby nowotworowej każdy będzie współczuł, a w przypadku tej drugiej zaczną się domysły, poszeptywania. Nie bierze się pod uwagę, że można zarazić się także w inny sposób niż poprzez seks.
Choroba AIDS, nosicielstwo wirusa HIV przypisywane są wyłącznie środowiskom gejów i narkomanów?
Andrzej: – Niestety, tak jest, ale to nic bardziej błędnego! To może stać się wszędzie i doświadczyć każdego tak jak mnie. Można zarazić się w szpitalu, w przychodni. Nie tylko podczas kontaktów seksualnych, zarówno heteroseksualnych, jak i homoseksualnych.
Joanna: – Może do tego dojść na przykład podczas zabiegów u kosmetyczki… Ale przekonanie, że choroba dotyczy wyłącznie narkomanów i gejów, to myślenie ludzi starszych. Młodsi mają większą wiedzę na ten temat i większą tolerancję. A starsi zaraz myślą podejrzliwie, że na pewno zdradzał żonę, miał przygodny seks albo korzystał z usług prostytutek.
A pani protestuje i się z tym nie zgadza?
Joanna: – Tak, bo to brak edukacji, szczególnie u tych wcześniejszych roczników. Ale gdyby wprowadzono obowiązkowe badania, to mogłoby się okazać, że nosicieli wirusa HIV jest zdecydowanie więcej, niż podają statystyki. A najbardziej boli, kiedy ktoś ze środowiska medycznego czegoś nie wie na temat choroby i rezygnuje z leczenia pacjenta seropozytywnego. Obawia się, że ktoś taki kichnie i zaraz go zarazi.
Pamiętam Warszawę z przełomu lat 80. i 90., kiedy na ulicy z tabliczkami „Jestem seropozytywny, nie mam co jeść” żebrali młodzi narkomani. Wtedy niewiele wiedziano na temat wirusa HIV i tej choroby, zresztą nie było też na to lekarstwa. Teoretycznie było wiadomo tyle, że nosiciel HIV to nie trędowaty, nawet Jacek Kuroń, ówczesny minister pracy i spraw społecznych demonstracyjnie wchodził z seropozytywnymi do basenu, żeby pokazać, jak należy traktować chorych ludzi. Ale tak podchodzili nieliczni…
Andrzej: – Tak, starsi zatrzymali się chyba w tamtych czasach.
Joanna: – Ci starsi dopiero by się przekonali, kiedy wirusem zakaziliby się na przykład w warunkach medycznych oni sami. Dopiero po takim doświadczeniu mogliby uwierzyć, że to nie dotyczy wyłącznie narkomanów, gejów, że ktoś nie miał przygodnych kontaktów seksualnych, nie korzystał z usług prostytutek. A jednak gdzieś złapał wirusa HIV, bo to też może dotyczyć przeciętnych ludzi.
Pani mąż jest seropozytywny, a pani nie, więc czy intymność między wami w ogóle może istnieć?
Joanna: – Konieczne jest przestrzeganie pewnych zasad. Przecież nie chodzę w rękawiczkach w mieszkaniu, używamy tego samego ręcznika. A jeśli chodzi o intymność, to prezerwatywa wystarcza. Tutaj ważne jest, żeby sperma się nie przedostawała do pochwy. I często się badam.
Czy wasze rodziny wiedzą, że pan jest seropozytywny?
Andrzej: – Nie. Wiedzą o jednej chorobie, nowotworowej, a o tej drugiej nie mówię.
Joanna: – Nasi rodzice są grubo po siedemdziesiątce, to pokolenie, które tego nie zrozumie. Dla ich komfortu psychicznego lepiej, żeby tego nie wiedzieli. Po co mają snuć domysły, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością?
A jak jest pan w jakiejś sytuacji, która mogłaby zagrażać zakażeniem innej osobie, np. skaleczy się pan w palec, albo jest u stomatologa?
Joanna: – Już mówiłam, że w domu nie noszę rękawiczek. Bywały sytuacje, że mąż się gdzieś przeciął, więc zaraz to zmyłam. To wcale nie jest takie proste, żeby się zarazić. Prowadzimy normalne życie. Tak, jak mówiłam, normalne życie intymne.
Andrzej: – Każdy stomatolog jest zabezpieczony, w rękawiczkach, masce, więc nie ma potrzeby, żebym informował. Gdyby nie był zabezpieczony, to zwróciłbym uwagę.
Co trzeba zrobić, żeby was wszędzie traktowano normalnie, bez wywoływania sensacji?
Joanna: – Jak się ludzi nie wyedukuje, nie wytłumaczy, że seropozytywny to nie trędowaty, a od podania ręki albo siadania w miejscu publicznym obok ludzi z HIV nie można się zarazić, to zawsze będzie nienormalnie. A w środowisku medycznym dopiero teraz jest takie uwrażliwienie, bo wcześniej bywało różnie…
Andrzej: – Trzeba pokazywać takich ludzi jak my, że żyjemy razem, ja seropozytywny, a Joanna zdrowa. Powinna być też jakaś kampania, żeby młodzi raz na jakiś czas się badali pod kątem obecności wirusa HIV. Szczególnie to ważne teraz, kiedy przygodny seks stał się czymś powszechnym. W takim wypadku oprócz fajnych wspomnień z imprezy czy jakiegoś wyjazdu można przywieźć wirusa HIV.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.



