ZAKSA pokonała Resovię…
ZAKSA jednak mecz zaczęła kiepsko. Goście wygrali trzy pierwsze akcje, a i potem odskoczyli na 5:1. I na tym nie poprzestawali, bo gdy w kontrze świetnie zaatakował Torey Defalco to było już 9:4 dla nich. Później już tak nie forsowali tempa i zdawało się, że kontrolują wydarzenia, wszak prowadzili 15:11. Od tego momentu obie ekipy zdobywały punkty falami. Miejscowi bowiem nie zamierzali odpuszczać, a dzięki dobrym atakom Bartosza Bednorza i Aleksandra Śliwki zminimalizowali straty. Rywale jeszcze raz poderwali się do walki i wydawało się, że złapali „drugi oddech”. I znowu byli o krok, dwa przed Zaksą. Aż do stanu 22:20 dla nich. Od tego momentu na parkiecie rządzili już jednak obrońcy tytułu, którzy na swoją szalę przechylili pięć z kolejnych sześciu akcji!
Po zmianie stron miejscowi nie zamierzali odpuszczać i uciekli na 4:1. To z kolei pozwoliło ich przedstawicielom trzymać „rękę na pulsie”. Nie na długo jednak, albowiem zaczęła się swoistego rodzaju zabawa w „kotka i myszkę”. A to ekipa z Opolszczyzny nieco uciekała rywalom (7:3, 12:10, 15:12), a to ci albo wyrównywali przebieg zawodów (po 8), albo mocno minimalizowali straty (15:14). Taki przebieg wydarzeń miał miejsce do stanu 20:19 dla naszych siatkarzy. Wtedy udanie zaatakował Bednorz, po czym dwukrotnie jego wyczyn skopiował Łukasz Kaczmarek. Rywalizację zakończył nieudany serw Fabiana Drzyzgi.
Resovia postawiła się tylko czasem
Goście przebudzili się w trzecim secie i to dość radykalnie. W dużej mierze dzięki trudnej zagrywce Jana Kozamernika odskoczyli na 7:1! Potem również nie zamierzali zwalniać tempa i po błędzie serwisu Marcina Janusza była 12:4 dla nich. W końcu jednak podopieczni Tuomasa Sammelvuo zaczęli odrabiać straty. Nie jakoś szczególnie, ale powoli i do przodu. Wszak w pewnym momencie, po świetnym ataku Norberta Hubera, było już „tylko” 18:15 dla rywali. Co jeszcze pozwalało wierzyć w mocniejsze złapanie kontaktu. Niestety, koniec końców i rzeszowianie się odblokowali. Na finiszu znowu dyktowali warunki, triumfując ostatecznie do 20.
To sprawiło, że w kolejną odsłonę weszli mocno rozkojarzeni. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że prowadzenie 8:2 Zaksy wynikało w głównej mierze z ich czterech błędów. Wtedy jednak sygnał do ataku dał Jakub Bucki. Najpierw właśnie atakiem, a następnie dwoma asami i przyjezdni mieli już tylko trzy „oczka” straty. Parę chwil później już niewiele zostało z przewagi kędzierzynian (10:9) i wydawało się, że zabawa zacznie się od początku. Miejscowi jednak przypomnieli sobie jak się gra blokiem i szybko znowu zyskali przewagę (15:11). Tym bardziej, że rzeszowianie znowu ryzykowali na zagrywce, ale tym razem nie przynosiło im to spodziewanych efektów. W związku z czym nasi siatkarze nie pozwalali im się już zbliżyć i finalnie zwyciężyli przewagą sześciu „oczek”.
A już w środę przed nimi kolejne wyzwanie. Tym razem w ramach Pucharu Polski.
Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Asseco Resovia Rzeszów 3:1 (25:23, 25:22, 20:25, 25:19)
ZAKSA: Janusz (1), Bednorz (19), Smith (8), Kaczmarek (16), Śliwka (8), Paszyckij (5), Shoji (libero) oraz Staszewski (1) i Huber (3)



