Wirus RSV atakuje na Opolszczyźnie. Po listopadzie, to właśnie na przełom stycznia i lutego przypada najwięcej przypadków. Zainfekowana osoba ma objawy głównie w obrębie górnych i dolnych dróg oddechowych.
Wirus RSV atakuje na Opolszczyźnie
O ile infekcja RSV choć groźna, to jest typowa dla okresu zimowego, to palącym problemem jest dostępność pediatrów i lekarzy rodzinnych w rejonie. Nie każdy przypadek da się „wyleżeć” w domu. Szczególnie w przypadku malutkich dzieci.
– W przychodniach przyjmują często tylko ciężkie przypadki z gorączką. Wczoraj z tego powodu odmówiono przyjęcia pacjentowi z chorobą zakaźną. Pozostali chorzy nie są widocznie dla naszej służy medycznej dość chorzy. Dlatego, że są odsyłani na terminy wizyt za 10 lub jeszcze więcej dni – denerwuje się pan Jerzy, tata 4-latka, z którym próbował dostać się w minionym tygodniu na konsultację do lekarza rodzinnego.
Te problemy potwierdza kierownik klinicznego oddziału pediatrii w Strzelcach Opolskich.
– Już od jakiegoś czasu mamy po kilka przypadków kilkumiesięcznych dzieci z RSV dziennie. Tak małe dzieci wymagają leczenia w szpitalu, ponieważ kontrole co 2-3 dni w rejonie lub na wizytach domowych, w ledwo co wydolnym systemie, wydają się niemożliwe – zastrzega dr Jarosław Mijas z pediatrii w Strzelcach Opolskich.
I jak dodaje, w poniedziałek było cztery przypadki RSV, dwa dni temu pięć.
– Bywa, że są dni, że mamy po dwa, trzy przypadki. Problem staje się poważny, ponieważ nie mamy tylu miejsc. Rodzice oczekują cudu nie rozumiejąc, że choroby wirusowe rządzą się swoimi prawami. I czasem dziecko należy odesłać do oddziału intensywnej terapii. Albo dopiero po kilku dniach mamy jasne wskazania do antybiotykoterapii i pobyt się wydłuża – dodaje.
Chorych tak wielu, że muszą być w salach mieszanych
Jarosław Mijas mówi, że już teraz chorych z RSV jego zespół jest zmuszony kłaść na salach „biegunkowych”.
– Czyli do sal mieszanych – wyjaśnia doktor. – A wcześniej wykonując testy separowaliśmy przypadki z Covid-19, grypą i RSV na osobnych salach. A nieżyty jelitowe na osobnych. Po to, by te osoby się wzajemnie nie zarażały – wskazuje.
Przypomina, że na wirusa RSV chorują wszystkie grupy wiekowe. Ale zabójczy może się okazać dla seniorów z chorobami współistniejącymi i malutkich dzieci.
– Niemowlęta nie mają wykształconych dróg krążenia obocznego. Dlatego w przypadku ostrej infekcji może dojść do zatkania oskrzeli. Regularnie mamy więc przypadki dzieci, które trafiają z tego powodu na oiom. Najcięższa sytuacja dotyczy niemowlaków od miesiąca do czterech – podkreśla dr Jarosław Mijas.
Kierownik strzeleckiej pediatrii: Idzie fala zakażeń, chrońmy siebie i bliskich
Ze względu na bardzo niską dostępność lekarzy w rejonie dr Mijas apeluje o zachowanie podwyższonych zasad higieny i dbałości o zdrowie.
– Oznacza to, że nie wychodzimy z domu w tłoczne miejsca, kiedy nie jest to konieczne. Róbmy zakupy wtedy, kiedy faktycznie ich potrzebujemy. Po przyjściu do domu, należy bezwzględnie myć dokładnie ręce, a odzież wierzchnią najlepiej chować do szafy czy w ustronne miejsce – podpowiada lekarz.
– Przed nami naprawdę ciężki okres, bo idzie odwilż, temperatura wzrośnie. To czynniki sprzyjające namnażaniu wirusów i wzrostowi zachorowalności – wyjaśnia.
Potwierdza również, że przeciążenie strzeleckiej pediatrii jest w ostatnim okresie szczególnie dotkliwe.
– W weekend mamy prawdziwą kulminację. Na jednego lekarza przypada średnio 40 pacjentów na dobę. Dlatego, że zjeżdżają do nas ludzie z całego rejonu. Nie mogą oni dostać się na czas do lekarza w swojej przychodni. Ta sytuacja dla lekarzy jest naprawdę dramatyczna. System jest przeciążony.
– Chciałbym zaapelować do władz wojewódzkich, osób odpowiedzialnych za służbę zdrowia, że problem z dostępnością do lekarzy pierwszego kontaktu, zwłaszcza pediatrów w województwie jest teraz sprawą priorytetową. Konieczna jest jakaś interwencja.
Dr Jarosław Mijas wskazuje również, że choć w tym roku pojawiło się po raz pierwszy szczepienie RSV, to niestety nie weszło jeszcze do kalendarza szczepień.
– Na razie szczepionka jest bezpieczna dla ludzi po 60-tce. Nie ma jeszcze pełnych badań dla młodszej grupy wiekowej. Mamy jednak nadzieję, że ta szczepionka, również dla małych dzieci jest coraz bliżej – dodaje.
Największe szpitale w regionie walczą z wirusami
O sytuację epidemiologiczną na pediatrii zapytaliśmy również w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu.
– Sytuacja jest zmienna każdego dnia, ale faktycznie codziennie przyjmujemy kilkoro dzieci z RSV. To najczęściej niemowlaki, dzieci do drugiego roku życia – mówi prof. Agata Chobot, kierowniczka oddziału pediatrii USK w Opolu i Kliniki Pediatrii Uniwersytetu Opolskiego.
Podkreśla, że test na wirusa RSV warto zrobić już w domu, na etapie objawów infekcji dróg wirusowych.
– Jeśli dziecko ma coraz większe duszności, na pewno trzeba zwrócić się do lekarza. Generalnie infekcja wirusa przechodzi samoczynnie. Jednak u najmłodszych dzieci ta infekcja może być bardzo niebezpieczna, gdy dochodzi do zmniejszenia drożności dróg oddechowych – wyjaśnia Agata Chobot.
Hospitalizacja trwa różnie, w zależności od przypadku. Może trwać od dwóch do nawet dziesięciu dni. Jak tłumaczy pani kierownik, pobyt w szpitalu polega najczęściej na leczeniu objawowym. Antybiotyki są podawane tylko w przypadku zakażenia bakteryjnego.
Natomiast w Szpitalu Wojewódzkim w Opolu chorych z RSV, we wtorek 23 stycznia na szczęście nie było.
– Natomiast mamy ośmiu pacjentów z Covid-19 oraz dwa przypadki grypy – informuje dr Wiesława Błudzin, ordynator Oddziału Chorób Zakaźnych szpitala przy ul. Katowickiej w Opolu.
Czytaj też: COVID-19 atakuje w województwie opolskim. Wirusolog: „Totalny chaos”
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.




