środa, 10 grudnia, 2025
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Tylko u nas

Wanda Traczyk-Stawska: Zawsze po stronie wolności. Taka się urodziłam. I taka umrę

- Mając 12 lat, w 1939 roku, byłam świadkiem jak Niemcy strzelali do niemowlaka, który był na rękach kobiety. Ona wydostała się ze zbombardowanego domu. Widziałam, jak to dziecko rozpadało się. I wtedy, sama będąc dzieckiem, postanowiłam, że będę z Niemcami walczyć aż do skutku. Że już nie ustąpię - mówi Wanda Traczyk-Stawska, żołnierz Armii Krajowej, uczestniczka powstania warszawskiego, w 80. rocznicę jego wybuchu.

Krzysztof Ogiolda Krzysztof Ogiolda
2024-08-01
w Najważniejsze, Opole, Region, Tylko u nas
Wanda Traczyk-Stawska

- Potrzebowałam mieć zawsze świadomość wolności - mówi Wanda Traczyk-Stawska. - I że mój kraj jest bezpieczny.

REKLAMA

Krzysztof Ogiolda: Kiedy 80 lat temu – 1 sierpnia 1944 roku – wybucha powstanie warszawskie, pani ma raptem 17 lat. I mimo tak młodego wieku wstępuje pani w szeregi powstańców, jednoznacznie ryzykując przecież życiem. Trudno nie spytać, dlaczego?

Wanda Traczyk-Stawska: Trafiłam zupełnym przypadkiem do oddziału osłonowego Wojskowych Zakładów Wydawniczych. Wcześniej byłam do dyspozycji kogoś innego. Przydzielono mnie do Broniewskiego (Stanisław Broniewski, ps. „Orsza” – przyp. red.) i byłam u niego. Ale tak się zdarzyło, że mnie wysłał do dowództwa. Biegłam przez miasto, zanieść ważny meldunek. Wykonałam to bezbłędnie, więc przyjęto mnie do tego oddziału osłonowego.

– Wracam z uporem do pytania, dlaczego? I zastanawiam się, czy się pani nie bała pójść dobrowolnie walczyć w prawdziwej wojnie.

– Mając 12 lat, byłam świadkiem, w 1939 roku, jak Niemcy strzelali do niemowlaka, który był na rękach kobiety. Ona wydostała się ze zbombardowanego domu. Widziałam, jak to dziecko rozpadało się. I wtedy, sama będąc dzieckiem, postanowiłam, że będę z Niemcami walczyć aż do skutku. Że już nie ustąpię.

– Była pani wtedy harcerką…

– Należałam do harcerstwa i miałam dobry zastęp. Od pierwszych dni po kapitulacji, miałyśmy zajęcie. Nosiłyśmy do Szpitala Ujazdowskiego, gdzie byli nasi żołnierze – i jeńcy równocześnie – ranni, jedzenie. Zbierałyśmy je po domach. Z czasem byłam coraz głębiej w konspiracji.

– I czym się pani wtedy zajmowała?

– Brałam udział w takiej bardzo trudnej akcji, o której się dzisiaj nie wspomina. A powinno być o niej mówione bardzo dużo. Polegała ona na tym, że nosiliśmy do Polaków, którzy wydawali Żydów, warunkowe wyroki śmierci. To były ostrzeżenia, że jeśli tego procederu nie zaprzestaną, wykona się na nich wyrok.

– Trudno raz jeszcze nie spytać, czy się pani – dziecko jeszcze – nie bała ich agresji? Jak reagowali?

– (Śmiech) Byli zawsze zaskoczeni. Przychodziła taka nieduża dziewczyna i takie pismo – podpisane i postemplowane – przynosiła. Przy czym nam nie wolno było tego położyć przy drzwiach czy na wycieraczkę. Trzeba to było dać do ręki. Żeby taki osobnik wiedział na pewno, co go spotka, jeśli wydawania Żydów nie zaprzestanie. Powtórzę, o tym prawie się nie mówi. Żydzi też o tym, że Polska Podziemna także w ten sposób się nimi opiekowała, im pomagała, milczą. A takie wyroki się wykonywało, ale do tego my, już nic nie miałyśmy. Byłyśmy z Szarych Szeregów.

– Co z udziału w powstaniu zostało pani pod powiekami najmocniej?

– Śmierć moich kolegów. Tych, którzy w czasie tych walk polegli. Byłam z nimi bardzo zaprzyjaźniona. Będę pamiętać o nich aż do śmierci. Do ostatniego tchu. Dlatego też jestem cały czas – od 1947 roku – w służbie dla Cmentarza Powstańców Warszawy. (Spoczywa na nim ponad 104 tys. osób, w tym ok. 10 tys. żołnierzy powstania – przyp. red.). Tam leżą moi koledzy, mój brat.

– To tam jest jedno ze źródeł pani pacyfizmu? Pamiętam do dziś pani wypowiedź na uroczystościach rocznicy wyzwolenia Stalagu 344 Lamsdorf w Łambinowicach w roku bodaj 2018. Mówiła pani wtedy do harcerzy licznie na tej uroczystości obecnych: „Przyszedł czas, kiedy wszyscy ludzie na świecie powinni zrozumieć, że nie wolno dopuścić do wojny. Nie może być tak, byśmy się stali jeńcami wojennymi, żebyśmy musieli walczyć i zabijać. Braci harcerska, macie tak starać się uczyć i tak prowadzić rządy, żeby nie było nigdy więcej wojny”.

– A teraz bym powiedziała: Bądźcie gotowi do obrony. Bo sytuacja jest taka, jaka jest. Rosja jest agresorem. Próbuje pożreć Ukrainę. A to wolny kraj i ludzie mają tam prawo żyć w wolności. Nie można patrzeć bezmyślnie, jak Rosja próbuje ją zagarnąć. Trzeba Ukraińcom pomóc. Ze wszystkich sił. Europa powinna zorganizować się lepiej niż teraz, żeby ten proces rosyjskiej agresji zatrzymać. Ukraińcy mieli broń atomową. Kraje Europy radziły im tę broń oddać. I obiecały, że będą ich bronić. Dlatego pomoc dla Ukrainy to nie jest łaska. To jest zobowiązanie. Jestem pełna oburzenia na tę niesprawiedliwość. Wiem, że nie można wywołać III wojny światowej, ale trzeba Ukrainie w jej walce z rosyjską agresją pomóc lepiej i więcej.

– Wróćmy do powstania. Pani nie tylko się biła. Była też ranna. Proszę to przypomnieć…

– Mój oddział miał placówkę na rogu Nowego Światu i Chmielnej. Tego dnia strzelaliśmy z karabinu maszynowego w ul. Ordynacką, przez którą przebiegali Niemcy. Wbiegali w Warecką i dalej – na pl. Napoleona. Musieliśmy ich zatrzymywać, ale też musieliśmy oszczędzać amunicję. Całą serię dawaliśmy tylko wtedy, jak biegło ich dużo. Jak mniej, oddawaliśmy pojedyncze strzały. Byłam bardzo skupiona na tym, co robiliśmy. I wtedy uderzył granatnik. Wszyscy byliśmy mniej lub bardziej ranni odłamkami.

– Krew się leje…

– To jest bardzo piękna historia o ludności cywilnej. Sterczące odłamki, jakimi dostałam w głowę, nie dały się palcami wyjąć. Potrzebne były narzędzia. Nie można mi było zrobić prawdziwego opatrunku. Szłam przez Chmielną, ale traciłam przytomność. Tak bardzo chciało mi się pić i byłam zmęczona bólem, że chciałam tylko na chwileczkę usiąść. Ale potem nie mogłam wstać. A wydawało mi się, że przed przebiegnięciem przez placyk Braci Jabłkowskich – punkt opatrunkowy był po drugiej stronie – nabiorę sił. Miałam broń. Dużo broni, bo nie tylko swoją, ale i rannych kolegów. Miałam ją po drodze z punktu opatrunkowego oddać do rusznikarni. Obserwowały tę scenę kobiety po przeciwległej stronie Chmielnej. Widziały, że próbowałam się podnieść, ale siadałam z powrotem na tyłku. Jedna z tych kobiet, trzymała w ręce kubek wody. Druga niczego nie niosła. Przeskoczyły do mnie przez bardzo ostrzeliwaną ulicę Chmielną. Niejedna łączniczka pięć razy by się zastanowiła, jak to zrobić. A one skoczyły. Podniosły mnie, wzięły ode mnie broń i zaprowadziły mnie do szpitala. Tam mi te odłamki wyjęli. Jestem zawsze pełna wdzięczności dla ludności cywilnej Warszawy. Według mnie to ona była głównym bohaterem powstania warszawskiego. Dzięki jej postawie powstanie w ogóle mogło zaistnieć.

– Nie tylko przy rocznicy 1 sierpnia wracają pytania o sens powstania. Bohaterstwa i heroizmu jego żołnierzy na ogół nikt nie podważa. Ale decyzje dowódców, którzy tylu młodych ludzi posłali nie tylko do walki, ale i na śmierć, wielu Polaków dzisiaj kwestionuje…

– Człowiek myślący powinien wiedzieć, że nie można było zabronić walki młodym ludziom, ani w ogóle mieszkańcom Warszawy, którzy chcieli sami o sobie stanowić. Powstanie warszawskie to było powstanie ludności miasta. My byliśmy tylko wojskiem tej ludności. Ale to ona zdecydowała o tym, że stanęła do walki. Bo takie były jej idee, jej myśl, że jak przyjdą Rosjanie, Warszawa będzie wolna i przywita ich jako gości. Nie jako zwycięzców ani jako tych, którzy weszli, by nas znowu okupować. Był taki wiersz: „Witamy ciebie, czerwona zarazo,/ która nas uwalniasz od brunatnej śmierci”. Mówiliśmy go pod koniec powstania. Wiedzieliśmy, że idzie rosyjska okupacja. Dowódca mógł wydać rozkaz o wybuchu powstania dopiero wtedy, gdy miał świadomość, że Warszawa staje do walki. Że to nie jest tylko wizja wojska, ale warszawiacy są gotowi do obrony swego miasta. Bo tak było. Bez tej woli zwykłych ludzi powstanie nie trwałoby 63 dni. Ich postawa – może nie przez cały czas i nie we wszystkich dzielnicach tak samo – ale tu, gdzie byłam, w Śródmieściu Północ była niezwykle patriotyczna. Ludzie rozumieli o co walczymy i nie odmawiali nam pomocy. Czasem mężczyzna nie chciał nieść rannego. I wtedy jego żona mówiła mu: Idź. To jest do zapamiętania na zawsze.

– Kiedy powstanie wybucha, jest pani młodą kobietą…

– Nie byłam jeszcze całkiem kobietą. Byłam dziewczynką, która zaczynała widzieć świat z innej pozycji. Ale z tego, co było dla dorosłych jasne, rozumiałam niewiele.

– I z tej perspektywy proszę powiedzieć o codziennym życiu w powstaniu. Trzeba się było nie tylko bić. Ale także jeść, znaleźć coś do ubrania w wojennych warunkach, myć się przy braku wody itd.

– Byliśmy wojskiem. Mieliśmy wszystko przygotowane przez odpowiednie służby.

– Ale w pewnym momencie musiało wielu rzeczy brakować. O zupie-plujce gotowanej z ziaren zboża wraz z łupinami czyta się w wielu powstańczych wspomnieniach.

– Byliśmy głodni, ale nie kradliśmy. W moim oddziale była zasada, że tego, co nie zostało dla wojska przydzielone, nie wolno nam ruszyć. Czekaliśmy na rozkaz. U Kielmana (warszawska firma obuwnicza z XIX-wieczną tradycją – przyp. red.) powiedziano nam, że nie ma właściciela i pozwolono nam wymienić nasze spalone albo podarte buty. Nie kradliśmy. A ktoś napisał, że kradliśmy. Jestem tym oburzona. Jak chłopak brał czystą koszulę, to zostawiał swoja brudną i pisał na ścianie, że po powstaniu tamtą zwróci. Choć nie wiedział ani, czy przeżyje, ani jak się powstanie skończy. Tego nasi dowódcy wymagali.

Wanda Traczyk-Stawska
Wanda Traczyk-Stawska w Łambinowicach na obchodach rocznicy wyzwolenia Stalagu 344 Lamsdorf. Po powstaniu była jego jeńcem

– Jak pani pamięta kapitulację powstania i drogę do obozu Lamsdorf?

– Kapitulacja to było coś strasznego i nie do przyjęcia. Po takiej ciężkiej walce, po śmierci tylu przyjaciół kapitulowaliśmy, żeby iść do niewoli. To była nasza tragedia. Straszny czas, o którym tak niewiele się mówi i pisze. Walka i umieranie się skończyło, a my mieliśmy poczucie całkowitej klęski. Zostawiamy miasto w takim stanie i cywilów, którzy z nami trwali w takiej trudnej sytuacji i musimy iść na niewiadome. Do niewoli. My jako jeńcy mieliśmy jakieś zapisy, które nam dawały prawo do dachu nad głową tam, gdzie się znajdziemy. A oni, cywile, zostawali na niewiadome bezbronni. Choć miasto nie było jeszcze całkowicie zniszczone. Kiedy odchodziliśmy do niewoli, domy na Marszałkowskiej stały. Jak wróciliśmy, domów tych już nie było. Ulica była poszerzona. Ale jednocześnie to najpiękniejsze, co mi z powstania zostało w sercu, to jak nas żegnała ludność. Baliśmy się, że będą na nas krzyczeć, jak szliśmy kolumną. A oni stali i płakali.

– Jak było z tym obiecanym dachem nad głową w Lamsdorf?

– To był ogromny obóz. My kobiety szliśmy do tego obozu jako jeńcy wojenni. Po raz pierwszy w dziejach wojen. Amerykanie witali nas na stojąco i bili brawo. Serbowie płakali. Pamiętam. Tym bardziej, że wchodziłyśmy do obozu bardzo zmęczone. W mojej grupie była wspaniała dziewczyna z naszego oddziału, Irena Grabowska, ps. „Hania”. Zachorowała na Heine-Medina. W czasie podróży towarowym pociągiem ścisnęłyśmy się, żeby się mogła położyć. Ale kiedy wysiadłyśmy, nie mogła już iść. Niosłyśmy ją do Lasmsdorf.

– Jak was w obozie traktowali Niemcy?

– Mieli dla nas szacunek. Pamiętam rewizję. Zabierali nam części mundurów niemieckich, jeśli ktoś miał je na sobie. Niemiec chciał mi zabrać płaszcz. On był uszyty z niemieckiego materiału wojskowego. U Braci Jabłkowskich leżały tego materiału całe sterty. Nasz oddział – jak już mówiłam – był wspaniale zorganizowany. Wśród ludzi, którzy nas obsługiwali, była także grupa krawiecka. I na czas odejścia do obozu uszyli z tego materiału płaszcze I ja taki właśnie płaszcz miałam. Kiedy w Lamsdorf chcieli mi go zabrać, to nawet nie próbowałam się bronić. Koleżanka, która dobrze znała niemiecki, powiedziała do tego Niemca: Przecież to jest uszyte na tę dziewczynkę. I nie ma pan prawa jej tego okrycia zabierać. Tak nie wolno. Ten płaszcz nie jest częścią munduru. Został uszyty przez polskiego krawca. Odczepił się. Płaszcz mi zostawił, dzięki czemu przeżyłam moje cztery jenieckie obozy: Stalag 344 Lamsdorf, następnie Stalag IV B Zeithain, Stalag IV E Altenburg, wreszcie Stalag VI C Oberlangen.

– Szacunek wielu osób w Polsce zyskała pani nie tylko dzięki udziałowi w powstaniu warszawskim, ale także z powodu wyrazistej postawy prezentowanej w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Nie zrezygnowała pani z aktywnej społecznej postawy, z upominania się o bliską sobie wizję Polski, choć mogłaby ze względu na zasługi i na wiek poprzestać na przyjmowaniu wyrazów szacunku i uznania. Skąd bierze się taki hart ducha?

– To nie jest hart ducha. To jest charakter. Taka się urodziłam. I taka umrę. Potrzebowałam zawsze mieć świadomość wolności. I świadomość, że mój kraj jest bezpieczny. Mój tata był legionistą. Więc wychowałam się w takiej tradycji. A oprócz tego harcerstwo dało mi bardzo dużo tego, co jeszcze teraz we mnie tkwi i co będzie. Dlatego bardzo polecam, by ta organizacja miała w Polsce więcej chętnych. Młodych ludzi, dzieciaków. Bo to pomaga do tego, żeby być samodzielnym. Kiedy jest dobra drużyna.

Wanda Traczyk-Stawska – sylwetka na bazie teczek personalnych z Muzeum Powstania Warszawskiego

Wanda Traczyk-Stawska urodziła się 7 kwietna 1927 roku w Warszawie (rodzice: Szczepan i Bronisława, z domu Donica). Przed powstaniem mieszkała przy ul. Przemysłowej 8. W Armii Krajowej miała stopień plutonowego.

Konspiracyjne pseudonimy: „Pączek”, „Atma”. Udział w konspiracji 1939-1944 – Szare Szeregi.

Oddział: Komenda Główna Armii Krajowej – Oddział VI BiP (Biuro Informacji i Propagandy) – Oddział Osłony WZW (Wojskowych Zakładów Wydawniczych).

Szlak bojowy: Śródmieście Północ – Powiśle – Śródmieście Południe.

Ranna we wrześniu 1944 r. odłamkami granatnika; opatrzona w Szpitalu Polowym nr 2 w Hotelu „Terminus” ul. Chmielna 28.

Rozkazem nr 26 z 7 września 1944 roku odznaczona Krzyżem Walecznych.

Po powstaniu jeniec Stalagu 344 Lamsdorf, następnie w Stalagu IV B Zeithain, od grudnia 1944 r. w Stalagu IV E Altenburg (obóz kobiecy), potem w Stalagu VI C Oberlangen. (Obóz wyzwolony 12 kwietnia 1945 r. przez kombinowany patrol 3. szwadronu 10. Pułku Strzelców Konnych 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka).

Za pomoc przy pracy nad tym materiałem dziękuję Pani Dr Wioletcie Rezler-Wasielewskiej, Dyrektor Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych

Czytaj także: Alianci zrzucili na to miasto 4500 ton bomb. 80 lat od nalotów

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.

Tags: Centralne Muzeum Jeńców WojennychHistoriaNiemcyRosjaUkraina
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Rybex w Opolu

    Tu czas i ceny stanęły w miejscu. Opolski bar hitem internetu

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Największa inwestycja w Opolu! Amerykanie wybudują fabrykę za prawie 7 mld zł

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Opolska lista płac. Gdzie można zarobić najlepiej?

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Nowoczesna instalacja powstaje w Opolu. „Trzecia taka na świecie”

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Most w centrum miasta „pod przykrywką”. Ma być jednokierunkowy

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025