poniedziałek, 16 marca, 2026
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Sport

Robert Skibniewski, trener Weegree AZS PO: Lubię iść pod prąd

Rozmowa z Robertem Skibniewskim, trenerem koszykarzy Weegree AZS Politechnika Opolska

Łukasz Baliński Łukasz Baliński
2023-03-11
w Najważniejsze, Sport
robert skibniewski

Robert Skibniewski, trener Weegree AZS Politechnika Opolska - fot. mat. klubu

REKLAMA

Robert Skibniewski mimo niepozornego – jak na przedstawiciela tego sportu – wzrostu (183 cm), przez blisko 12 lat był reprezentantem naszego kraju. Grał w Wielkim Śląsku Wrocław, który na przełomie XX i XXI wieku rządził w polskiej koszykówce. Ma na swoim koncie także medale lig czeskiej i słowackiej. Teraz coraz bardziej rozkręca się na ławce trenerskiej. Jego podopieczni z kolei coraz bardziej rozkręcają się na zapleczu elity. Świetnie spisują się szczególnie u siebie.

Łukasz Baliński: Pytanie na rozgrzewkę, ale tyczy się tego, co się dzieje po waszych meczach: o co chodzi z tymi konferencjami i wplataniem w wypowiedzi w ich trakcie różnych słów?

Robert Skibniewski: Mamy taki zwyczaj, że po każdym wygranym spotkaniu ten zawodnik, który był wcześniej na konferencji prasowej, „zadaje” trzy słowa koledze, który pójdzie na następną konferencję prasową i ten musi je jakoś umieścić w ramach komentarza. Jeżeli tego nie zrobi, to będą konsekwencje (śmiech).

– Czyli to nie jest tak, że u pana, to tylko praca i praca?

– Nie, ale też trzeba umieć to wszystko rozróżnić i zawodnicy zdają sobie z tego sprawę. Ja sam grałem przez wiele lat i wiem, jak to jest. Nie jesteśmy maszynami. Przychodzimy do pracy, wykonujemy ją najlepiej, jak potrafimy. Według pewnych założeń i standardów, ale też wiemy, że jeżeli można w jakiś sposób się zrelaksować, oczyścić głowę, to należy sobie na to pozwolić.

– Robert Skibniewski to trener zamordysta, kolega, czy coś pośrodku?

– Wymagam dyscypliny, ale też wiem, że jest dużo trenerów, którzy pewnie rzeczy kreują sztucznie. Ja staram się być sobą, nie kopiuję nikogo. Mam swoją wizję prowadzenia zespołu i w nią wierzę. Miałem od kogo czerpać wzorce. I staram się te najlepsze rzeczy od nich tak ze sobą połączyć, żeby zgodnie z moimi odczuciami tworzyły całość.

Robert Skibniewski
Robert Skibniewski, trener Weegree AZS Politechnika Opolska – fot. mat. klubu

– Czyli spełnia pan swoje pierwsze marzenie życiowe jeśli chodzi o sport: praca szkoleniowca.

– To prawda. Kiedy byłem jeszcze w szkole podstawowej i oglądałem w tv publicznej finały NBA Chicago Bulls – Phoenix Suns, to powiedziałem do starszego brata, że chce być właśnie trenerem. Zacząłem się interesować ich pracą, ich życiem. Choćby Philem Jacksonem, tym, w jaki sposób prowadził drużynę „Byków”. I to mnie kręciło. Jakbym nie został trenerem, to byłbym nauczycielem. Mam coś w sobie takiego, że chcę uczyć, pokazywać, wyznaczać nowe trendy. Bo naprawdę sprawia mi to frajdę.

– Wciąż uważa pan, że trudniejsze jest bycie trenerem niż zawodnikiem.

– Zdecydowanie (śmiech). Może gdzieś tu ten mój masochizm wychodzi, ale zawodnik nie musi zbyt wiele myśleć poza boiskiem. Dostaje gotowca od trenerów: co, kiedy, gdzie i jak ma robić. I od niego tylko zależy, czy to wykona. Trener myśli o wszystkim 24 godziny na dobę. Musi ogarnąć nie tylko mecz, trening, ale i czasem prywatne sprawy gracza. A ci przychodzą z różnymi problemami. Do tego jak ktoś jeszcze ma rodzinę, to musi znaleźć dla niej czas. Ja mam to szczęście, że ta wyrozumiałość moich bliskich jest na wysokim poziomie i mogę robić to, co kocham.

– Ciężko było się przestawić z bycia częścią sztabu szkoleniowego mistrza Polski z Wrocławia na trenera drużyny z 1 ligi w Opolu?

– W moim przypadku nie, bo od początku mojej przygody z koszykówką chciałem przecież być głównym szkoleniowcem. Mam taki charakter, że lubię, gdy coś jest „po mojemu”. Byłem rozgrywającym, lubiłem dyrygować, wychwytywać różne smaczki w trakcie gry i zawsze marzyłem, żeby być tym, od którego najwięcej zależy w zespole. To też jest po części takie spełnienie marzeń. Kocham swoją pracę. Z uśmiechem na twarzy przychodzę w to miejsce i chciałbym, żeby tą „wisienką na torcie” w Opolu był jakiś sukces z drużyną AZS Weegree.

Robert Skibniewski
Robert Skibniewski, trener Weegree AZS Politechnika Opolska – fot. mat. klubu

– Z drugiej strony nasz team tuż przed pana przyjściem wywalczył najlepsze miejsce w historii klubu. To też do czegoś zobowiązuje…

– Tak, tutaj graliśmy w otwarte karty od pierwszego dnia. Niemniej, ja też jestem na tyle ambitny, że lubię jak poprzeczka jest wysoko zawieszona. Postawiłem przed sobą bardzo poważne zadanie: przynajmniej powtórzyć wynik z poprzedniego sezonu opolskiego zespołu.

– Jak to jest, że u siebie wygrywacie prawie wszystko, a na wyjazdach jest już znacznie gorzej?

– Ostatnio próbowaliśmy nawet rozwikłać tę zagadkę, ale nie wymyśliliśmy nic mądrego (śmiech). To jest właśnie duży znak zapytania, bo przygotowania do meczów, czy gramy u siebie, czy na wyjeździe, wyglądają dokładnie tak samo. Ale przecież przeciwnicy też nie śpią. Myślę, że to może być kwestia mentalna. Przecież tydzień po tym, jak wygraliśmy u siebie z liderem, przegraliśmy w Bytomiu z przedostatnią Polonią.

– Mówi się, że w żadnym innym sporcie własny obiekt tak nie pomaga tak, jak w koszykówce.

– Coś w tym jest. Mamy specyficzne boisko, specyficzną halę, w której zawodnicy czują się bardzo komfortowo. Kosze są podwieszane, nie takie standardowe, jakich wymaga się w ekstraklasie. Tablice z kolei bardzo „miękkie”. Do tego kibice siedzą blisko parkietu, fajnie dopingują. Niemniej, jesteśmy profesjonalistami, dostajemy za to pieniądze i powinniśmy grać dobrze w każdych warunkach. Cały czas pracujemy nad rozwiązaniem tego problemu.

– Czuje się pan spełnionym koszykarzem?

– Do NBA się nie dostałem, za to była reprezentacja, medale mistrzostw Polski. Mogło być tego więcej, ale jestem też osobą, która próbuje nie patrzeć w przeszłość. Staram się żyć pełnią życia, korzystać z tego, co mam i uczyć się na porażkach.

Robert Skibniewski
Robert Skibniewski, trener Weegree AZS Politechnika Opolska – fot. mat. klubu

– Miał pan to szczęście, że był częścią Wielkiego Śląska, który na przełomie wieków rządził w polskim baskecie. W drużynie pełnej tuzów nie tylko rodzimej koszykówki.

– Trochę zostałem wtedy rzucony na głęboką wodę. Przyjechałem z Bielawy, małej miejscowości na Dolnym Śląsku, i gdzieś tam grałem w koszykówkę, ale szybko się okazało, że nie mam o niej większego pojęcia. Wszystkiego musiałem uczyć się niemalże od zera. I nagle zostałem zaproszony na treningi mistrza Polski, występującego w Eurolidze, z graczami takimi, jak Maciej Zieliński, Adam Wójcik, czy Dominik Tomczyk [były trener AZS Weegree PO – przyp. red]. Fakt, że miałem możliwość z nimi trenować, a potem grać, to jest coś, czego nigdy nie zapomnę do końca życia. I jestem za to bardzo wdzięczny, że los dał mi taką szansę. Byłem chłopakiem, który mieszkał w internacie, jadł tamże obiady niewiadomego pochodzenia, a spędzał czas z ludźmi, którzy zarabiali niesamowite pieniądze. I to niekoniecznie w złotówkach (śmiech). To dla mnie było coś magicznego.

– Nie sposób nie zapytać, kto z nich był najlepszym koszykarzem?

– To, w jaki sposób Raimonds Miglinieks i Dainius Adomaitis czytali grę, jak ją przewidywali, to było coś niesamowitego. Gra z nimi, czy choćby z wyżej wymienioną trójką Polaków to była niesamowita przygoda. Wystarczyło im powiedzieć raz jedną rzecz i oni to łapali momentalnie. Są gracze, którym trzeba powtórzyć coś sto razy, a i tak mają problem z zapamiętaniem. Ci z kolei to była klasa sama w sobie.

– Grał pan też w Anwilu Włocławek. Kiedyś trudno było w polskiej koszykówce o większą nienawiść, niż pomiędzy tymi dwoma klubami.

– To już były jednak inne czasy niż na początku XXI wieku. Inaczej się na to patrzyło. Niemniej, znowu wyszły te moje ambicje, że lubię „pod prąd”. Lubię komuś coś udowodnić, a najlepiej samemu sobie, że dam radę.

– To, że nie brakowało w pana karierze nieoczywistych wyborów, świadczy też kierunek czesko-słowacki. Dwa lata w lidze czeskiej, parę miesięcy w słowackiej.

– Do Czech trafiłem, kiedy Śląsk Wrocław zbankrutował i się rozpadł. Miałem szczęście pojechać tam na dwa lata, co było fantastycznym doświadczeniem, abstrahując od srebra i brązu ligi. Do Bratysławy trafiłem po zwolnieniu z AZS-u Koszalin. W trzy miesiące zbudowano tam praktycznie nowy zespół, łącznie z trenerem i graczami o uznanych nazwiskach. Też ciekawa przygoda i dowód na to, że można w tak krótkim czasie odnieść sukces. W obu przypadkach bardzo fajne rozdziały w moim życiu.

Robert Skibniewski, trener Weegree AZS Politechnika Opolska, z drużyną - fot. Łukasz Baliński
Robert Skibniewski, trener Weegree AZS Politechnika Opolska, z drużyną – fot. Łukasz Baliński

– Teraz trzeba też dopisać kolejny klub w CV. Występujący w 3 lidze team z Jełowej.

– Szukałem wysiłku fizycznego, żeby się poruszać. Próbowałem sam ćwiczyć, ale to nie było to. Całe życie siedziałam w sporcie zespołowym i brakowało mi trochę kontaktu z kolegami, atmosfery szatni, jakiegoś czynnika rywalizacji. Z chłopakami z tej drużyny znałem się wcześniej, zapytali, czy bym z nimi nie pograł i zgodziłem się. I łączę przyjemne z pożytecznym. Czy coś z tego wyjdzie na dłużej, to nie wiem. Jeśli tylko nie będzie to kolidowało z moimi obowiązkami służbowymi, to jestem do dyspozycji i chętnie pomogę w awansie do 2 ligi (śmiech).

– Co by pan poradził właśnie takim chłopakom jak pan z przeszłości. Z małej miejscowości, niekoniecznie koszykarskiego wzrostu?

– Trzeba wpychać się, gdzie tylko można. Na treningi, mecze, turnieje. Nie wolno się załamywać, bo pewnie będzie się słyszało obmowy z różnych stron, że np. jest się za małym, za niskim, za wolnym. Trzeba cały czas iść przed siebie i uparcie walczyć o swoje.

Tags: KoszykówkaWeegree AZS Politechnika Opolska
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • obwodnica lędzin decyzja środowiskowa

    Nowa obwodnica pod Opolem. Jest zgoda na drogę przez las

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Nowa droga ekspresowa zacznie się w woj. opolskim? Ma łączyć południe z północą kraju

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Nowy kebab w centrum Opola. Ustawiają się kolejki

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Święto Uniwersytetu Opolskiego. Nowi profesorowie na UO

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Ważna przebudowa na rynku w Niemodlinie. „Zniknie duży problem”

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025