Napisaliśmy, że tak wysoka pozycja profesora Królczyka w światowym rankingu może być efektem udziału w „spółdzielni” uczonych, którzy wzajemnie się cytują, recenzują i dopisują do tekstów. O zjawisku, jako o chorobie toczącej świat nauki, alarmowały wcześniej m.in. renomowany międzynarodowy magazyn „Science” i krajowa „Rzeczpospolita”. Nieprawidłowości na naszej politechnice tropi od miesięcy międzynarodowa grupa naukowców skupionych wokół bloga „For Better Science”, koordynowana przez dr Leonida Schneidera. Wyniki ich dochodzenia zacytowaliśmy w „O!Polskiej” tydzień temu. Co wywołało bezprecedensowy atak rektora na nas i naszych rozmówców.
W świecie zachodnich demokracji przedstawiciele instytucji publicznych rozmawiają z dziennikarzami, a nie napadają na nich. Kiedy dziennikarze się mylą, instytucja wskazuje wady tekstu i wzywa do sprostowania. Rektor Lorenc o tym wszystkim wie, ale świadomie wybrał inną drogę. Ataku na media, które nie jedzą mu z ręki.
„(…) Są też tacy dziennikarze – napisał o nas rektor Marcin Lorenc – którzy zepchnięci na głęboki margines, bojąc się konfrontacji z rynkiem pracy i koniecznością nabycia nowych kompetencji, w sposób bardzo agresywny próbują dalej istnieć, nie podchodząc do pisania z poczuciem misji, w poszukiwaniu prawdy i z pasją, ale próbują sprzedawać tanią, zmanipulowaną sensację, która nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. Przykładem takiego działania jest „Opolska” zarządzana przez Krzysztofa Zyzika, byłego naczelnego NTO” (…).
Rektora trzeba czytać odwrotnie
To niebywałe, że rektor publicznej uczelni pozwala sobie na tak niedorzeczne tyrady wymierzone w niezależną prasę. Postępuje tak, jakby w Warszawie nadal rządził PiS, a łańcuch z godłem zakładał na dres, a nie togę i gronostaje. Ale muszę Wam przyznać, że rozszyfrowałem jego magnificencję Lorenca. Jego „oświadczenie” po prostu trzeba czytać odwrotnie.
Kiedy rektor Marcin Lorenc pisze o „zepchnięciu na głęboki margines” niewygodnej mu redakcji, to znaczy, że odnosimy właśnie historyczne sukcesy. Dają nam tytuł „GAZETY ROKU” Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, nasz portal dostaje główne laury w konkursie E-journalism Awards Stowarzyszenia Mediów Lokalnych i Google Polska, a kierujący tym „marginesem” Zyzik odbiera Nagrodę Specjalną Press Club Polska za „odwagę do działania i wiarę w niezależne dziennikarstwo, stworzenie w niełatwych warunkach silnych mediów regionalnych, a następnie ich utrzymanie i rozwój”.
Analogicznie, jeśli rektor Marcin Lorenc pisze o strachu naszych dziennikarzy przed „konfrontacją z wolnym rynkiem”, to znaczy, że docenia odwagę ekipy „O!Polskiej”, która porzuciła wygodne etaty w kontrolowanej przez PiS wielkiej korporacji, by na wolnym rynku, bez gwarancji sukcesu i bez złotówki od spółek skarbu państwa stworzyć od zera nowe media regionalne, które cieszą się zaufaniem coraz szerszej rzeszy odbiorców.
Oczywiście, sam rektor Marcin Lorenc wie, co to znaczy sprawdzić się na wolnym rynku. Wszak dorabiał do sowitej pensji rektora w przywięziennej fabryce obuwia roboczego w Strzelcach Opolskich, zarządzanej przez nominata ziobrystów…
Czego się boi rektor Marcin Lorenc
Rektor Marcin Lorenc szarżuje w swoim (?) oświadczeniu tak bardzo, że próbuje wplątać dziennikarzy i naukowców, jakich cytujemy, w… hybrydowe działania służb ze Wschodu (!). Ale nawet taką niedorzeczność potraktowaliśmy poważnie. Podczas prac nad tekstem, prof. Grzegorz Królczyk odmówił nam rozmowy, tłumacząc to właśnie rzekomym śledztwem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w sprawie ataków hybrydowych na niego i innych polskich naukowców. Bylibyśmy skłonni wstrzymać publikację, gdyby ta informacja okazała się prawdziwa. Sprawdziliśmy jednak u źródła: ABW stanowczo zaprzeczyła, by prowadziła jakiekolwiek śledztwo związane z prof. Królczykiem, jego kolegami czy jakimikolwiek atakami na innych polskich naukowców.
To niebywałe, że rektor publicznej uczelni pozwala sobie na tak niedorzeczne tyrady wymierzone w niezależną prasę. Postępuje tak, jakby w Warszawie nadal rządził PiS, a łańcuch z godłem zakładał na dres, a nie togę i gronostaje
Pojawia się pytanie, czego tak bardzo boi się rektor Marcin Lorenc, że zamiast zachować standardy i klasę, podpala się w oficjalnym oświadczeniu, ciska gromy i fejk newsy. Przypuszczam, że to próba odwrócenia uwagi od niewygodnej prawdy, naruszającej narrację o wybitnych sukcesach naukowych niektórych jego pracowników. A to już może rzutować na statystyki Politechniki Opolskiej w ogóle. Stąd strzelanie oskarżeniami ad personam nie tylko w dziennikarzy, ale praktycznie we wszystkich, którzy wystąpili w naszym tekście. Na czele z dr Leonidem Schneiderem, który w reakcji na atak rektora przesłał nam dosadny list.
Rektor Marcin Lorenc powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czy takie eskalowanie emocji jest w interesie opolskiej uczelni. I przyjąć do wiadomości, że na dłuższą metę tematu, który chce przykryć swoją szarżą, nie dałoby się utrzymać pod dywanem. Nawet gdyby moja ekipa nie robiła mediów, tylko np. kopała rowy lub szyła robocze obuwie. Prędzej czy później ktoś inny zapytałby, co to za grupa Einsteinów z Opola, która bije w rankingach noblistów z najlepszych światowych uczelni? Bo Politechnika Opolska, nawet jeśli wszyscy życzymy jej wspaniałego rozwoju, nie jest i nie będzie Oxfordem, Cambridge, czy Massachusetts Institute of Technology…
Nie jesteśmy wrogami politechniki, wręcz przeciwnie
Rektor Marcin Lorenc próbuje nas ustawić przeciwko opolskiej uczelni i przeciwko jej kadrze naukowej, co jest może i sprytnym, ale przede wszystkim niskim i nieuczciwym zabiegiem. Nawet pracownicy tej ściemy nie kupują. Marcin Lorenc zachowuje się w tym względzie jak bliscy mu politycy PiS, którzy każdą krytykę mediów pod adresem ich rządu odbierali jako „atak na Polskę”. Otóż jest dokładnie odwrotnie. Bardzo nam leży na sercu los Politechniki Opolskiej i rozwój rzetelnych badań naukowych w Polsce. Bo tak się składa, że największe ścisłe mózgi z Polski wyjeżdżają. I właśnie dlatego zdecydowaliśmy o publikacji tekstu, którego gratulują nam naukowcy z Opola i wielu innych ośrodków w kraju.
Ekipa naszego tygodnika pokazała w ostatnich latach, co znaczy mieć odwagę, godność i charakter. Czyli dokładnie to, co tak wielu polskich i opolskich naukowców utraciło w pogoni za pieniędzmi. O tym napisał w otwartym liście do nas prof. Uniwersytetu Opolskiego Hubert Wojtasek, który oświadczenie rektora Marcina Lorenca trafnie nazwał „propagandowym bełkotem”.
– Naprawdę mam już dość upodlenia polskich naukowców, spowodowanego pogonią za pozycją i pieniędzmi – pisze prof. Wojtasek.
Pojawia się pytanie, czego tak bardzo boi się rektor Marcin Lorenc, że zamiast zachować standardy i klasę, podpala się w oficjalnym oświadczeniu, ciska gromy i fejk newsy
Dr inż. Jakub Jasiczak, prezes zarządu Spółki Celowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, który wraz z prof. Królczykiem zasiada w Radzie ds. Innowacji w Szkolnictwie Wyższym i Nauce, pisze na portalu LinkedIn, że styl odpowiedzi władz Politechniki Opolskiej na stawiane publicznie wątpliwości „szokuje”. Że oświadczenie rektora Lorenca jest nieprofesjonalne i nie odnosi się do meritum.
„Moim zdaniem każda uczelnia powinna zaprezentować przejrzystą procedurę wewnętrznego dochodzenia w sprawie tego rodzaju zarzutów, z udziałem niezależnych ekspertów” – napisał Jakub Jasiczak.
I trudno się z tym nie zgodzić. Nam w gruncie rzeczy też tylko o to chodzi. Żeby kompetentne i nie uwikłane towarzysko osoby rzetelnie wyjaśniły stawiane publicznie zarzuty wobec trzech naukowców naszej politechniki, w tym wobec jej protektora. I by nasza publiczna uczelnia nie napadała na media, które jej kierownictwo uznaje za niewygodne.
Rektor Marcin Lorenc musi czuć, że coś tu nie gra
Rektor Marcin Lorenc ma chyba jakiś głębszy problem z budowaniem relacji z ludźmi, którzy nie należą do grona jego klakierów. I bynajmniej nie chodzi tylko o media. Wiele osób pamięta, że zaczął pierwszą kadencję od uprzykrzania życia tym naukowcom Politechniki Opolskiej, którzy ośmielili się mieć inne zdanie od niego. Ba, publicznie z nich kpił na Radzie Uczelni, nawet w obecności studentów (!). Spotkało się to ze stanowczą reakcją szefa Rady, reprezentującego świat biznesu finansisty Pawła Zielińskiego.
„Moja wiedza i doświadczenie zawodowe nie są w żadnym stopniu wykorzystywane. W zamian za to jestem atakowany za każdą kropkę, przecinek, podpis na piśmie i inne małostkowe sprawy, nie mające zbyt wielkiego znaczenia dla przyszłości uczelni” – napisał Paweł Zieliński w liście do senatorów uczelni. „Podobne zachowania nie spotkały mnie w życiu zawodowym. (…) Zwykle dla ludzi w biznesie najważniejsze są pytania: Jaki jest cel? Jak go osiągnąć? W relacjach z Radą Uczelni brak jest zainteresowania podobnymi pytaniami” – dodał.
Po prostu stawiamy trudne i niezbędne w obecnej sytuacji pytanie, jak to możliwe, że młody naukowiec z Opola, Pański zastępca, jest notowany w Indeksie Hirscha powyżej 92-letniego laureata Nagrody Nobla, wybitnego fizyka i matematyka, badacza czarnych dziur, nazywanego najtęższym umysłem świata
Tak, tak, tych oskarżeń nie sformułował żaden nieobiektywny, nieprofesjonalny, zapędzony na głęboki margines opolski dziennikarz, lecz top menedżer z międzynarodowej korporacji, który popatrzył z bliska na styl działania Marcina Lorenca i uznał, że lepiej się z Rady Uczelni ewakuować.
Ale może dziś rektor Marcin Lorenc funkcjonuje już inaczej, a jego „oświadczenie” to chwila słabości i wypadek przy pracy. Dlatego raz jeszcze, Panie Rektorze, prosimy już nie eskalować emocji i nie brnąć w kolejne oskarżenia pod adresem mediów i ich rozmówców, tylko spokojnie wrócić do tekstu Piotra Guzika i zauważyć, że nie jest on wymierzony przeciwko Politechnice Opolskiej.
Po prostu stawiamy trudne i niezbędne w obecnej sytuacji pytanie, jak to możliwe, że młody naukowiec z Opola, Pański zastępca, jest notowany w Indeksie Hirscha powyżej 92-letniego laureata Nagrody Nobla, wybitnego fizyka i matematyka, badacza czarnych dziur, nazywanego najtęższym umysłem świata. Przecież i Pan musi czuć, że coś tu, delikatnie mówiąc, nie gra.
Należy w związku z tym zadać kolejne pytanie, czy na szkodę uczelni nie działają aby ci, którzy zamiast rzeczowo wyjaśnić poważne wątpliwości, próbują zamieść temat pod dywan i chcą ścinać posłańców.

Oświadczam jednak publicznie, że jeśli profesor Grzegorz Królczyk lub jego dwaj równie wysoko notowani w Indeksie Hirscha koledzy z Azji, których ściągnął na Politechnikę Opolską, dostaną Nagrody Nobla, to jako pierwszy pobiegnę do nich z gratulacjami i z dobrymi butelkami. A czwartą butelkę dostanie ode mnie magnificencja rektor Marcin Lorenc. Jako patron tej kuźni noblistów.
Czytaj też: Związkowcy zarzucają rektorowi Lorencowi upolitycznienie Politechniki Opolskiej
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.



