Gotować Pan Babcia lubił od zawsze. Skarbnicami przepisów na śląskie potrawy i receptur na dobre życie są jego babcie Halina i Truda. Za namową rodziców poszedł po szkole uczyć się na tapicera, żeby kontynuować pasję ojca odkrytą, gdy ten przeszedł na górniczą emeryturę. Ale okazało się, że to nie jest Michała powołanie.
– Zrobił jedno krzesło, a i to krzywe – mówi ze śmiechem Jadwiga Spyra, menedżerka Michała. – Potem pracował w kuchni jednej z restauracji. Bardzo ciężko. Po 300 godzin na miesiąc. Dzisiaj też gotuje i też ma czas szczelnie wypełniony. Ale to, co robi, jest na pewno o wiele przyjemniejsze niż tamta robota.
Do trzech razy sztuka
Nowe życie Michała zaczęło się tyleż prosto, co niespodziewanie. Kuzyn Maciek, na wieść, że Michał będzie piekł babkę w prodiżu (babka to po śląsku zista), zaproponował, że go przy tym nagra, a filmik o robieniu zisty wrzuci do sieci.
Na początku szału nie było. Ale nie było też żadnych głosów negatywnych, hejtu. Podobał się fartuch jak u babci i byfyj w kuchni. Zaczęło się od 10 polubień, a potem rosło do dwudziestu i kilkudziesięciu. Wystarczająco, żeby podjąć jeszcze jedną próbę.
Na drugim filmiku można było zobaczyć, jak Michał kisi na zimę ogórki w boncloku i po ślonsku o tym opowiada. Te ogórki oglądały już i klikały setki internautów.
Zgodnie z zasadą do trzech razy sztuka, kuzyn zaproponował jeszcze jedną próbę. Tym razem panowie nakręcili gastronomiczny teledysk do piosenki „Wodzionka”. Michał chodził do szkoły muzycznej, więc umie śpiewać i gra, m.in. na cyji, czyli na akordeonie. Filmik o gotowaniu prostej zupy z czerstwego chleba z dodatkiem czosnku, kiedyś popularnego na Śląsku dania – raczej dla domowników niż dla gości – poszedł w świat.
– Wrzucili ten filmik może o 16.00 – mówi menedżerka Pana Babci. – Na drugi dzień rano dzwoni do Michała kuzyn i pyta, czy widział już ten filmik. Nie, przecież my ta wodzionka dopiero warzyli – odparł. Kuzyn kazał mu zgadnąć, ile film ma wyświetleń. Nie zgadł. Spodziewał się, że sto, może tysiąc. A okazało się, że ich liczba sięgnęła miliona. I co najważniejsze, wszystkie komentarze były pozytywne.
Pan Babcia i fartuch z targu
– Popularności Pana Babci pomogło także to, że Telewizja Katowice po 32 latach postanowiła powtórzyć latem 2025 roku program „Sobota w Bytkowie”. To były widowiska słowno-muzyczne. Maria Pańczyk napisała scenariusz, Waldemar Patlewicz był reżyserem, mój mąż napisał muzykę – wspomina Jadwiga Spyra.
– Braliśmy w tym udział jako kabaret. Tamten śląski świat okazał się bliski sercu Michała. To była dla niego inspiracja, kiedy kupował sprzęty i urządzał swoją kuchnię, swoje mieszkanie. Puszczał na kaseciaku, nie ma odtwarzacza CD, piosenki z tego programu. Znalazł je na kasetach na strychu swojej babci – opowiada.

Pseudonim Pan Babcia wymyślił jeden z internautów. I tak już zostało. Skojarzeniu z babcią pomógł z pewnością stylonowy ciemnoniebieski fartuch. Podobny do tych, które wielu z nas pamięta z rodzinnych domów. Bo nosiły go przy pracy w kuchni nasze mamy lub ołmy.
– Ludkowie kochani, jak chcecie mieć taki fortuch, musicie przyjechać do Rybnika na torg – radził Pan Babcia w wywiadzie dla radiowej Czwórki, pytany przez dziennikarza, gdzie się taki przyodziewek kupuje. – Niy jest drogi, kosztuje 20-30 złotków. Myśla, że każdego bydzie stać.
Pani Jadwiga przyznaje, że choć Pan Babcia ma fartuchy pamiętające dawne czasy, to dwa nowe trzeba było dokupić, w miejsce tych, które w pośpiechu zostawił na jednej z imprez na krześle.
To ubranie przylgnęło do niego do tego stopnia, iż kiedy próbował zastąpić je innym, bardziej wyszukanym fartuchem, internauci zaprotestowali. I Michał – mówi o tym w innym wywiadzie – poddał się ich woli. I już zawsze gotuje w babcinej zopasce.
– Ale na droga bych w ni nie wyloz – zastrzega.
Mieszkanie nie pod Tik-Toka
Co wiąże 23-letniego Michała z babcią, a właściwie z babciami? Bardzo wiele. Kto widział zdjęcia lub filmy z jego mieszkania, zwłaszcza z kuchni, gdzie powstają jego potrawy, będzie pod jej urokiem. Centrum pomieszczenia stanowi prawdziwy śląski byfyj, czyli kredens.
Ale dawne, ołmowe czasy pamięta nie tylko sam mebel. Także emaliowane garnki (Michał przyznaje, że kiedy gotuje gdzieś na spotkaniu – a jest na nie zapraszany bardzo często – zastanawia się, czy tradycyjne śląskie potrawy ugotowane w eleganckich, błyszczących chromowanych garnkach będą równie smaczne), miski w kwiatki, szatkownica, na której od lat tnie się kapustę do kiszenia i cerata na kuchennym stole.

We wspomnianym radiowym wywiadzie Michał Froehlich podkreśla, że te pomieszczenia, w których gotuje i które mogą zobaczyć internauci, to jest jego mieszkanie. Takie pamiętał z dzieciństwa i takie chciał mieć. Z wzorem na ścianie pomalowanym z pomocą roli i z szafą pełną naczyń.
Ani te ściany, ani te sprzęty nie powstały z myślą o Tik-Toku, tylko o życiu na co dzień. W sieci znalazły się później i trochę przypadkiem.
Pan Babcia myje ołmom okna
Prawdziwa i nieudawana jest także śląsko godka Pana Babci. Który godo nie tylko na spotkaniach w śląskich miejscowościach, ale i w mediach. Żartuje, że nie może mówić, bo i tak miesza wtedy literacką polszczyznę z godką i wychodzą dziwolągi w stylu: Idę po schodach, muszę się trzymać gylyndra (słowo poręcz na chwilę uleciało). Ale okazuje się, że jest rozumiany.
– W Rybniku wszyscy godajom – przyznaje pani Jadwiga. – Ta śląsko godka w rodzinach jest, powiedziałabym, ortodoksyjna. Oni naprawdę poradzom godać i to mu na pewno pomogło. On wyniósł z domu gwarę, dawne zwyczaje i ogromne poszanowanie dla starszych ludzi. Przeżyłam to już przed Bożym Narodzeniem i teraz przed Wielkanocą nie jest inaczej. Michał idzie do jednej i do drugiej ołmy, żeby im wypucować okna. To są okna drewniane, podwójne. Kawał ciężkiej roboty. On ściąga firany i wiesza czyste, prasuje zasłony itd. Pytam go, czy tam nie ma jakichś dziołchów, bo przecież on nie jest jedynym wnukiem. „Żodno z nich nie biere się do roboty, a ołma chce, żeby jo prziszoł” – odpowiada i idzie pomóc.
Pan Babcia: Porzykom, zaśpiywom i warza
W kontaktach z ludźmi – w realu i w internecie – bardzo mu pomaga jego autentyczność. Pytany jak wygląda jego przeciętny dzień, opowiadał internautom, że wstaje rano, robi znak krzyża, dziękuje Świętej Panience za przeżytą noc i prosi o opiekę w ciągu dnia. Rozpalając ogień pod blachą pieca, śpiewa „Kiedy ranne wstają zorze”. Tak jak to widział i słyszał w domu.
– I ludziom się pokazuja takim, jak żech jest na co dzień, a nie według jakiegoś scenariusza – mówił w jednym z wywiadów. – Porzykom, zaśpiywom i warza. (Pomodlę, zaśpiewam i gotuję – red.). Na Tik-Toku i w życiu musisz być taki som.
Gdy jego kanał przekroczył 100 tys. obserwujących, podziękował im w sposób, który był dla wielu zaskoczeniem.
— Tak żech myśloł, jak się wom odwdziynczyć – mówił. – Genau 100 tysięcy wybiło w październiku i tak myśla, że porzykom za was dziesiątka różańca. Bo październik jest miesiącem, kiedy odmawiomy różaniec. To najlepszy pomysł, żebym się wom odwdziynczył.
Michał nie ukrywa więzi z wiarą, Kościołem i parafią. Był m.in. kościelnym i organistą.
Pytany w programie „Dej pozór. Szoł tok Izoldy Cmok” w TVP Katowice, czy się nie gańbi (nie wstydzi – przyp. red.) wiary, jak tylu młodych ludzi dzisiaj, odpowiada z prostotą dziecka, że czułby się tak, jakby się wstydził mamy i taty.
200 metrów w trzy kwadranse
Za popularnością internetową poszły też zaproszenia. I Pan Babcia na nie spontanicznie odpowiadał. W wywiadzie dla TVP Katowice mówił o planowanym na godzinę spotkanie w jednym z kół gospodyń wiejskich. Średnia wieku pań przekraczała osiemdziesiątkę. Ale to nie przeszkadzało, by został z nimi nie godzinę, ale pięć i na koniec jeszcze pomóc im po całym wydarzeniu posprzątać.
– Kiedy się zaprzyjaźniliśmy i zaczęliśmy współpracować, trzeba było uporządkować także sytuację prawną jego działalności – opowiada Jadwiga Spyra. – Zaczęto go zapraszać od września, może od października 2025, a pierwsze pieniądze zarobił tak naprawdę, jak zaczęliśmy robić to razem, czyli pod koniec listopada. Na początku robił to bez grosza albo ktoś mu wkładał stówę do kieszeni. Tak przecież nie może być. Tłumaczyłam mu, że może iść na spotkanie za darmo do swojej parafii, do swojej biblioteki, ale nie wszędzie.
Czy tego chce, czy nie, Pan Babcia jest gwiazdą. Na dowód pani Jadwiga przytacza dwa przykłady.
– Szliśmy kiedyś razem z parkingu koło Centrum Handlowego w Katowicach do teatru na Rynku – opowiada. – W linii prostej jakieś 150-200 metrów. Zajęło nam to trzy kwadranse. Tyle trwało robienie zdjęć z przechodniami i rozdawania autografów. Zwyczajnie nie umieliśmy dojść do celu. Michał – był wtedy – 16 grudnia 2025 – na Rynku w Katowicach pierwszy raz w życiu.
Mecenasi chcą mieć selfie z Panem Babcią
– Uczestniczymy też w różnych wydarzeniach w szkołach, z uczniami – dodaje Jadwiga Spyra. – A skoro tak, to potrzebowaliśmy zaświadczenia o niekaralności. Więc poszliśmy do sądu. Jak już udało się nam przebrnąć przez bramki, to ku naszemu zdziwieniu dwóch panów prawników – nie zdążyłam dostrzec, czy byli adwokatami, czy prokuratorami – zdjęło togi i przybiegło do Michała po selfie.
– Pracuję z nim, jak wspomniałam, od listopada 2025 i tak do końca wciąż fenomenu jego popularności nie rozumiem. Mogę tylko powiedzieć, że w marcu wyjeżdżaliśmy na różne spotkania blisko 20 razy. W internecie pokazuje się mnóstwo kucharzy. Ale w tyle miejsc zapraszany jest Pan Babcia – zauważa pani Jadwiga.
– Kalendarz spotkań mamy wypełniony prawie w całości do końca czerwca. Czasem myślę, że ludzie tęsknią za normalnością. Za takim kucharzem, który używa takich samych naczyń jak prości ludzie i tych samych zwykłych przypraw, które każdy ma w domu. On sam robi proste rzeczy i ma wiele autentycznej prostoty w zachowaniu. Okazuje się, że właśnie to ludzi pociąga. To, że jest prawdziwy, szczery, a to, co robi, jest absolutnie nieudawane. Bo nawet gdyby chciał, nie umie udawać – stwierdza menedżerka.
Z pomocą syna i synowej pani Jadwigi Pan Babcia pisze książkę o swoich potrawach. Gotowane i fotografowane – praca jest wykonana mniej więcej w połowie – złożą się na tom, który ukaże się w Wydawnictwie Znak.
Pan Babcia i życie wywrócone do góry nogami
Popularność przyszła tyleż nagle i niespodziewanie, że wywróciła życie Pana Babci na drugą stronę.
– Na początku naszej współpracy odbierałam po 5-8 telefonów dziennie. Teraz to zainteresowanie jest naprawdę szokujące. Rekord to było 78 telefonów. Tę otwartość na innych trzeba było jakoś ograniczyć, bo dochodziło do tego, że Michał był z babcią na poczcie po emeryturę. A tu sąsiad dzwoni i opowiada, że od domu do domu jeździ auto z telewizji i pytają, gdzie mieszka Pan Babcia – wspomina pani Jadwiga.
– W pewnym momencie doszliśmy do przekonania, że nie możemy się zgodzić na to, żeby każdy, kto tylko chce, przychodził do jego domu. Trzeba było postawić granicę, żeby go ludzie nie zagłaskali. A ja też wiem, że to, co miało początek, będzie też miało swój koniec. I trzeba się będzie za jakąś „normalną” pracą rozejrzeć – stwierdza.
Z myślą o przyszłości pani Jadwiga zajmuje się Panem Babcią kompleksowo.
– Michał był w teatrze jako dziecko – opowiada. – Ja zaprowadziłam go na „Mianujom mie Hanka” i na „Cholonka”, żeby zobaczył sztukę śląską. On ma w sobie śląskość wyniesioną z domu, ale to jest trochę za mało. Napuszczam go na poważniejsze śląskie rzeczy. I chcę podkreślić, że publiczność w teatrze umie uszanować jego prywatność. Jeśli ktoś prosi o zdjęcie, to 2-3 osoby. Dla porównania, na targu staroci nic nie udało się kupić. Ludzie nie dali mu przejść stu metrów. W popłochu wracaliśmy do auta, bo tłum prywatności nie szanuje.
Z dala od polityki
Pierwsze negatywne komentarze w sieci zaczął Pan Babcia otrzymywać po tym, jak zaczął kręcić komercyjne reklamy. Jedni internauci krytykowali go za tę komercję. Inni bronili, dowodząc że to jest jego szansa, dostępna właśnie teraz, by mógł na swojej popularności zarobić. Obojętnie, czy była to reklama pączków, sera czy majonezu, liczba wyświetleń szła w miliony.
Nie wiadomo, ile ta popularność będzie trwała, ale na razie się rozwija i czasem sięga daleko poza Śląsk. Do menedżerki Pana Babci dzwonił niedawno mieszkaniec Chicago. Zapraszał do Ameryki. Zapowiedział, że przyleci w kwietniu, żeby dogadać szczegóły. Czy i co z tego będzie, jeszcze nie wiadomo.
– Ale kiedy mnie poprosił, żebym mu pomogła załatwić spotkanie z prezydentem Nawrockim, musiałam odmówić – przyznaje Jadwiga Spyra. – Z polityką nie mamy nic wspólnego.
Czytaj także: Przeszła pionierską operację. Po walce z rakiem przyszła walka z hejtem
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




