piątek, 5 grudnia, 2025
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Tylko u nas
Artykuł może zawierać treści naruszające godność i dobre imię prof. dr hab. Grzegorza Królczyka, co jest przedmiotem postępowania sądowego prowadzonego w sprawie o ochronę dóbr osobistych

Prof. UO Hubert Wojtasek: Polską naukę toczy zgnilizna

- Nieuczciwe praktyki, jak pokazuje chociażby przykład prof. Królczyka, są po prostu bardzo opłacalne. I nie wszyscy potrafią się oprzeć takim pokusom - mówi dr hab. Hubert Wojtasek, prof. Uniwersytetu Opolskiego, pracownik naukowy Wydziału Chemii i Farmacji UO, były dziekan Wydziału Chemii.

Krzysztof Ogiolda Krzysztof Ogiolda
2024-07-22
w Najważniejsze, Opole, Tylko u nas
Prof. Hubert Wojtasek

Profesor Hubert Wojtasek pokazuje, jak gwałtownie zmieniają się parametry niektórych czasopism naukowych. Fot. KOG

REKLAMA

Krzysztof Ogiolda: Piotr Guzik w „O!Polskiej” napisał, że prorektor Politechniki Opolskiej, prof. Grzegorz Królczyk ma wyższy Indeks Hirscha niż noblista i profesor Oxfordu. Częściowo odsłonił mechanizm, dzięki któremu jest to możliwe. Po tej publikacji napisał pan do redakcji jednoznacznie, że ma dosyć upodlenia świata nauki w Polsce. Proszę powiedzieć, czym się to upodlenie przejawia i czym skutkuje?

Dr hab. Hubert Wojtasek, prof. UO: Upodlenie to jest skrajny przypadek naruszeń etyki i dobrych obyczajów, które są na porządku dziennym. U nas i w innych krajach też. Ale jest kwestia proporcji. Są państwa, w których jest to zjawisko marginesowe. U nas to jest problem dużej części środowiska naukowego.

Czym są spowodowane te nadużycia?

Przyczyny zostały częściowo pokazane w artykule redaktora Guzika. Chodzi o sposób oceny dorobku naukowego – jednostek naukowych i poszczególnych pracowników nauki. Reguły te są skonstruowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ludzie się do tych reguł dopasowują. Bo kto się nie dopasuje, ten jest na przegranej pozycji. A reguły te zawierają wiele furtek do nieuczciwego zwiększenia swojego dorobku.

Pytam wprost, bo nasi Czytelnicy spoza środowiska naukowego nie muszą tego wiedzieć, na czym polegają nadużycia?

Skupmy się – na początek – na nadużyciach, których dopuścił się profesor Królczyk. Postanowił on zwiększyć prestiż swój i swojej uczelni, pompując sztucznie liczbę swoich cytowań i publikacji. Na podstawie tych parametrów instytucje międzynarodowe sporządzają rankingi uczelni. Od kilku lat Politechnika Opolska chwali się znaczącym wzrostem pozycji w tych rankingach. Szczególnie chodzi o ranking amerykańskiego czasopisma „U.S. News & World Report”. Do oceny instytucji naukowych używa on wąskiego zakresu parametrów. Kryteria związane bezpośrednio z cytowaniami stanowią w tym rankingu dokładnie połowę. Ważna jest liczba cytowań i liczba publikacji wysoko cytowanych, mieszczących się w 10% najczęściej cytowanych i w 1%. Wystarczy podnieść liczbę cytowań, by pozycja uczelni gwałtownie wzrosła. I profesor Królczyk ten parametr znacznie poprawił. Należy jednak pokreślić, że takie działania nie są sprzeczne z prawem. Są tylko nieetyczne i naruszają dobre obyczaje w nauce.

Przypomnijmy, na czym polega nieuczciwość tego procederu.

To wynika częściowo z artykułu w „O!Polskiej” i z tekstu opublikowanego na stronie pana doktora Schneidera. Chodzi o tworzenie spółdzielni albo karteli cytowań. Wielu badaczy wzajemnie cytuje swoje prace w sposób nieuczciwy. Dopisują sztucznie do bibliografii swojego manuskryptu artykuły nie mające żadnego związku z opisywaną w nim tematyką. A nawet jeśli jakoś są związane, to nie zawsze ich zacytowanie jest uzasadnione.

Jak jeszcze można zwiększać dorobek naukowy osób i instytucji?

Dwa lata temu mieliśmy ewaluację dyscyplin naukowych w uczelniach i innych instytucjach badawczych. W różnych czasopismach, m.in. w „Forum Akademickim” ukazywały się artykuły pokazujące patologie z tą ewaluacją związane. Należały do nich przede wszystkim publikacje polskich autorów w tzw. drapieżnych czasopismach. Okazało się, że mniej więcej jedna trzecia tych publikacji właśnie w takich periodykach się ukazała.

Jakie czasopisma są drapieżne?

Takie, które mają bardzo mało rygorystyczny proces recenzji lub nie mają go wcale. W praktyce przyjmują wszystko, co się do nich złoży. We wspomnianym „Forum Akademickim” profesor Radosiński z Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej opisał następujący przypadek: złożył do takiego czasopisma artykuł, który stworzył przez połączenie regulaminu studiów z fragmentami swoich wybranych publikacji. Po miesiącu dostał odpowiedź. Redakcja bardzo mu podziękowała za znakomity tekst, który zostanie opublikowany natychmiast po wniesieniu odpowiedniej opłaty.

Jakie inne nieetyczne praktyki mogą się zdarzyć w czasopismach naukowych?

Podobnie jak naukowcy i instytucje badawcze, czasopisma zabiegają o wzrost cytowań publikowanych artykułów, niektóre w sposób niezbyt uczciwy, wykorzystując do tego celu nieuczciwych autorów. Bo średnia liczba rocznych cytowań, tzw. współczynnik wpływu (po angielsku impact factor, w skrócie IF), jest liczbową miarą ich rangi. Większy prestiż czasopisma oznacza większą liczbę składanych do niego manuskryptów i większe przychody.

Jak to działa?

Zjawisko to można zaobserwować w niektórych czasopismach, w których publikował profesor Królczyk. „Tribology International” w 2000 roku opublikował 98 artykułów, a w 2023 roku 1001, czyli ponad 10 razy więcej. Jego Impact Factor wzrósł z 0,657 do 7,045. „Alexandria Engineering Journal” miał w 2000 roku 33 publikacje, w 2020 – 441, w 2023 roku – 1151. W ciągu niespełna ćwierć wieku wzrost ponad 30 razy. IF tego czasopisma w 2000 roku wynosił zero, w 2020 – 4,342, a trzy lata później już 7,727. „Journal of Energy Storage” powstał w roku 2015 i już po dwóch latach znalazł się w pierwszej ćwiartce czasopism w swojej dyscyplinie. Jego IF wyniósł odpowiednio: 7,059 w 2020 i 9,644 w 2023 roku, a liczba artykułów w 2020 – 657, a w 2023 – 3161. Taki gwałtowny wzrost tych parametrów trudno racjonalnie wytłumaczyć wzrostem jakości. Renomę czasopisma buduje się zazwyczaj żmudnie i powoli.

Dla porównania popatrzmy na prestiżowe „Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America”, flagowe czasopismo Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych. Liczba artykułów między 2000 a 2023 rokiem wzrosła z 2641 do 3661, tylko o około 20 procent, a jego Impact Factor niezmiennie oscyluje około 10. Tego typu czasopisma dbają o jakość artykułów. Nie dają się skusić sztucznym pompowaniem współczynnika. To nie leży w ich interesie. Nadwyrężoną renomę bardzo trudno odbudować. Dotyczy to także pracowników naukowych i uczelni.

Jak wytłumaczyć to, że naukowcy, badacze, bardzo inteligentni ludzie dość masowo uczestniczą w zbiorowym oszustwie i samooszustwie?

Nieuczciwe praktyki, jak pokazuje chociażby przykład prof. Królczyka, są po prostu bardzo opłacalne. I nie wszyscy potrafią się oprzeć takim pokusom. Te osoby naginają się do patologicznych reguł. Weźmy chociażby te wspomniane już drapieżne czasopisma. Po znacznym podwyższeniu ich punktacji na liście ministerialnej wprowadzonej w roku 2019 liczba artykułów publikowanych w nich przez polskich autorów zaczęła gwałtownie rosnąć. W niektórych z nich udział autorów z Polski stanowi już ponad 95%. A liczba tych czasopism w ostatnich kilkunastu latach gwałtownie wzrosła. Samo wydawnictwo MDPI, które w roku 1997 zaczynało z jednym czasopismem i 80 artykułami, teraz wydaje ponad 400 czasopism i publikuje ponad 300 tysięcy artykułów rocznie.

W internecie wszystko się zmieści…

Są to artykuły publikowane wyłącznie w sieci. I wyłącznie za opłatą, w tzw. systemie otwartego dostępu, tzn. że koszty publikacji ponoszą autorzy. W większości renomowanych czasopism artykuł można złożyć bez opłaty. Wtedy czytający płaci za dostęp. Choć opcja otwartego dostępu też zazwyczaj jest możliwa.

Tam, gdzie artykuły powstają masowo, poziom nauki musi się obniżać?

Profesor Królczyk publikuje średnio ponad 50 artykułów naukowych rocznie, czyli statystycznie co tydzień jeden. Autorów tego typu nazywa się w świecie nauki ponadproduktywnymi (po angielsku hyperprolific authors). Ja nie jestem w stanie opublikować więcej niż pięć artykułów rocznie. Bo do napisania jednego artykułu trzeba przeczytać kilkadziesiąt, a czasem kilkaset tekstów. Żeby swoje wyniki badań umieścić w kontekście tego, co do tej pory odkryto. Bez tej lektury nie potrafię stwierdzić, czy moje badania mają jakiekolwiek znaczenie. A to wymaga wysiłku i czasu – tygodni, czasem miesięcy. Wygrywają ci, którzy stosują nieetyczne działania, bo tak jest łatwiej i daje to ogromne korzyści.

Czy te wszystkie nieetyczne praktyki to jest tak naprawdę koniec świata nauki?

To może nie jest koniec świata. Bo świat nauki nie kończy się na Indiach, Chinach, Pakistanie, Bangladeszu, Egipcie, czy Iranie, w krajach, do których wydaje się aspirować nauka polska w wydaniu prof. Królczyka.

Chce pan powiedzieć, że nie cały świat tak robi? Pan ma doświadczenie o wiele szersze niż polskie…

Doktorat uzyskałem na Uniwersytecie Stanowym w Nowym Jorku. Przez pięć lat pracowałem w różnych instytucjach badawczych w Japonii. W krajach, w których nauka stoi naprawdę na wysokim poziomie, takie praktyki są sporadyczne. A przede wszystkim są piętnowane i eliminowane. Dotyczy to przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, ale także Wielkiej Brytanii, Niemiec, Szwajcarii, Japonii, Francji, Holandii czy krajów skandynawskich. U nas jest ciche przyzwolenie większości środowiska na takie nieetyczne praktyki. Inaczej ten system nie mógłby funkcjonować.

Może to naiwne pytanie, ale skoro o takich wątpliwych praktykach świat nauki wie, to studenci też pewnie wiedzą. Profesor, który je stosuje, wciąż będzie dla nich autorytetem?

Studentów nie bardzo to interesuje, bo sfera kształcenia i sfera badań nakładają się w zasadzie tylko w czasie realizacji prac magisterskich. Studenci często nie mają pojęcia o procedurach publikacji wyników badań, a przede wszystkim o skomplikowanych regułach ewaluacji. Dużo większy udział w badaniach i publikowaniu ich wyników mają doktoranci. I tu w przypadku naruszania norm etycznych szkody są największe. Tych młodych ludzi uczy się, że tego typu praktykami mogą coś osiągnąć. W ten sposób te nieetyczne postawy przekazywane są z pokolenia na pokolenie.

Trochę to przerażające. Narzekania na punktozę, która zabija polską naukę słychać od lat. I od lat nic się nie zmienia.

Punkty są polskim miernikiem osiągnięć naukowych badaczy i instytucji. Nasza lista czasopism punktowanych jest oparta w głównym stopniu na współczynniku wpływu. Ale są i ręczne manipulacje. Pan minister Czarnek wprowadził na listę kilkadziesiąt czasopism z bardzo wysoką punktacją. Same zespoły powoływane przez ministra do oceny tych czasopism też dopuszczają się nieetycznych działań. Wprowadzają na listę czasopisma z punktacją zupełnie nieadekwatną do ich pozycji. Bo albo sami w nich publikują, albo czynią to ich współpracownicy i członkowie ich instytucji. Albo są redaktorami polskich czasopism, a więc są żywotnie zainteresowani wzrostem ich pozycji, bo za tym idzie wzrost liczby publikowanych artykułów i wzrost dochodów. W zasadzie wszystko w polskiej nauce obraca się wokół pieniędzy, których jest mało, a często są wydawane w sposób zupełnie bezsensowny, np. na publikacje w drapieżnych czasopismach.

Wygląda na to, że Polska – ze śpiewem, bo formalnie publikacje są, punkty są – zmierza dziarskim krokiem do naukowej trzeciej ligi, żeby nie powiedzieć do okręgówki?

Nazywam to budowaniem potiomkinowskiej wioski. Z wierzchu wygląda ładnie, a w środku mamy zgniliznę. Bo większość dostosowuje się do patologicznych reguł gry. Oczywiście, jest w naszym kraju wielu światłych ludzi, którzy znają problem i wiedzą jak mu zaradzić, tylko, że nikt z decydentów ich nie chce słuchać, a przynajmniej do tej pory nie chciał. Budowanie spółdzielni autorów i karteli cytowań bardzo łatwo można ukrócić. Wystarczyłoby w algorytmach oceny podzielić dorobek, czy to będą cytowania, czy punkty za artykuły, przez liczbę autorów. A każdemu autorowi i jednostce przypisać tylko te punkty, które oni sami wypracowali. A nasz system ewaluacji punktów nie dzieli. Jeśli artykuł ma piętnastu autorów, a każdy z nich jest z innej jednostki badawczej, to obecnie każdy otrzymuje wszystkie punkty za tę publikację. Gdyby otrzymał jedną piętnastą, nie byłby zainteresowany tworzeniem takiej spółdzielni, bo to by się nie opłacało.

Postuluję to także na swoim podwórku – w moim instytucie i w mojej uczelni. Tylko tego nie da się wprowadzić, bo ministerialne kryteria oceny są inne. Podając inne propozycje naprawy systemu, profesor Radosiński na łamach „Forum Akademickiego” doszedł do smutnej konkluzji: „U nas to nie przejdzie. Zbyt wielu utytułowanych lobbystów usadowionych na kluczowych stanowiskach we wszelkiego rodzaju decyzyjnych komisjach utraciłoby wpływy i związane z tym pieniądze. Dlatego spodziewam się, że mój pomysł nie będzie nawet poddany pod dyskusję”. Dlatego ten system dalej istnieje – bo dla zbyt wielu osób w gremiach decyzyjnych jest on po prostu korzystny. A teraz jednym z tych gremiów, Radą ds. innowacji w szkolnictwie wyższym i nauce, kieruje prof. Królczyk.

O sposobach naprawy tego systemu pisali także profesorowie tak renomowanej uczelni jak SGH…

Tak, profesorowie Michał Brzoza-Brzezina, Marcin Kolasa i Krzysztof Makarski w artykule „PPP: Punktacja, Parametryzacja, Patologia”. Zacytuję ich słowa: „Biorąc pod uwagę pozycję SGH wśród polskich uczelni ekonomicznych uważamy, że powinna ona odegrać aktywną i wiodącą rolę w minimalizowaniu skutków patologii, stając się przykładem dla innych jednostek. W krótkim czasie działania te mogą się okazać kosztowne dla naszej Alma Mater. Dopóki lista ministerialna dopuszcza patologie, niekorzystanie z nich będzie stawiać SGH w gorszej pozycji wobec uczelni tolerujących takie praktyki i przez to zbierających hurtowo punkty do ewaluacji za wątpliwej jakości publikacje”.

Twardo spytam: Niezgoda na nieetyczne reguły staje się frajerstwem?

Niestety tak. Czasem myślę o sobie, że też jestem frajerem. Ale ja się nie zmienię. Moja tożsamość naukowa została ukształtowana w systemach, które takie patologie uznają za niedopuszczalne.

Jak długo ten zły proceder u nas trwa?

Lista czasopism punktowanych ma już prawie 20 lat. Ulegała różnym modyfikacjom, ale one nie zmieniały istotnie reguł gry.

W ciągu 20 lat rządy się zmieniały, ministrowie nauki także. I nic?

To nie ma znaczenia. Wprawdzie ostatecznie o wszystkim decyduje minister nauki i szkolnictwa wyższego. Ale on powołuje odpowiednie agencje. W przypadku oceny aktywności naukowej jest to obecnie Komisja Ewaluacji Nauki. Wszystko zależy od tego, kto tam zasiada. Ewentualnie w zespołach powołanych przez tę komisję do ustalania listy czasopism. To oni tworzą reguły. Minister tylko składa podpis na rozporządzeniu. Z ostatnich poczynań ministra Wieczorka, czy wiceministra Gduli wnioskuję, że oni chcą coś zmienić. Czy im się to uda, czy będą mieli wystarczającą siłę przebicia, trudno przewidzieć.

Ile potrzeba czasu, by coś się zmieniło?

– Trzeba zmienić mentalność ludzi. Jeśli mamy profesorów, którzy kształcą doktorantów w poczuciu, że punkty można zyskać w łatwy sposób, tworząc spółdzielnie publikacyjne, to ci doktoranci po kilku, kilkunastu latach będą się wykazywali taką samą postawą. Obawiam się, że sytuacja jest taka, jak w Biblii. Trzeba przejść przez Synaj i iść na tyle długo, żeby dwa pokolenia wymarły. I dopiero wtedy można będzie wejść do Ziemi Obiecanej.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.

Tags: Grzegorz KrólczykMarcin Lorencoświata OpolePolitechnika OpolskaUniwersytet Opolski
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Sylwester 2025 w Opolu

    Sylwester 2025 w Opolu. Jest gwiazda, jest lokalizacja

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Setki miejsc bez zasięgu. Sieci komórkowe dziurawe jak szwajcarski ser

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Most w centrum miasta „pod przykrywką”. Ma być jednokierunkowy

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Opolska lista płac. Gdzie można zarobić najlepiej?

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Piekło w domu. Pan dyrektor przykuwał żonę do kaloryfera

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025