A kiedy Sebastian Kaleta z Suwerennej Polski twierdzi, że nas na to stać, bo mamy taki sam potencjał demograficzny jak PRL, a wtedy była półmilionowa armia, to zadaję sobie pytanie: on jest taki niemądry, czy tylko takiego udaje? Przecież pół wieku temu ponad 80 procent Polaków miało poniżej 60 lat, a dziś 40 procent jest powyżej tego wieku. Kto miałby służyć w tej trzystutysięcznej armii, abstrahując już od tego, czy nam jest taka w realiach NATO potrzebna i mamy na nią pieniądze?
To szukanie militarnej analogii w PRL mnie bawi. Przypominam sobie wtedy, jak w połowie lat 70. spotkałem kolegę, który był na przepustce. Zapytałem go, gdzie służy. Odrzekł, że w wojskach rakietowych. Na moją uniesioną brew, doprecyzował: łopata, ziemia, powietrze.
I taka była rzeczywistość tej wielkiej armii. Tylko jedna trzecia to były w pełni wartościowe, wyposażone w nowoczesny jak na tamte czasy sprzęt jednostki. W pozostałych się „służyło”. Pomagając przy żniwach w PGR oraz pracując na budowach dróg, linii kolejowych oraz różnych, mniej prestiżowych lub bardziej, inwestycjach Polski Ludowej. W skali mikro szeregowych wykorzystywano do robienia zakupów pani kapitanowej, skopania ogródka pana, tfu, towarzysza majora oraz malowania i kafelkowania w mieszkaniach dowództwa batalionu i pułku.
Gdyby wtedy armia była o połowę mniejsza, złożona z tej lepszej części, nie zmniejszyłoby to ani trochę jej zdolności bojowej. Ale wówczas dominował ruski model, że nie jakość, ale ilość się liczy. W której świetnie się miały pijaństwo, złodziejstwo, niekompetencja i prowizorka. Pamiętam z opowieści kolegów, że jak w ich jednostkach ogłaszano ćwiczebny alarm, to za płot wyjeżdżał z garaży co drugi transporter i czołg. Reszta okazywała się niesprawna.
I taką wielką armię na ruską modłę chciał nam zafundować PiS. Tworząc naprędce kolejne bataliony WOT i ochotniczej służby zasadniczej, ogołacano zawodowe jednostki z kadry, wyposażenia i uzbrojenia. A tuż przed wyborami, jak w szwejkowych opowieściach, MON na siłę chciał zrobić „zawodowców z pracowników cywilnych wojska, w tym tych 50+. Tylko po to, by czarować wyborców, jak bardzo dla PiS są ważne bezpieczeństwo i silna armia. Ale gdyby tak było, nigdy nie powierzałby jej Macierewiczowi i Błaszczakowi.
Czytaj także: Tak się trudno rozstać z władzą. PiS postawił wszystko na jedną kartę
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.



