Plaga myszy pojawia się Polsce co roku, ale nie jednocześnie w całym kraju, a naprzemiennie w różnych regionach. Straty spowodowane przez te gryzonie mogą być olbrzymie.
– Gdzie występuje plaga myszy, plony mogą się obniżyć nawet o połowę, a czasem i więcej – mówi Marek Froelich, przewodniczący Rady Powiatu Izby Rolniczej w Kędzierzynie-Koźlu, a także sołtys Grudyni.
– Nawet są takie pola, które do żniw mogą zniknąć z mapy upraw, bo myszy potrafią wyżreć wszystko do cna. Wtedy przechodzą na sąsiednią uprawę… – dodaje.
Myszy od zawsze towarzyszyły rolnikom. Nieprzypadkowo pojawiały się w wielu porzekadłach ludowych: „Bogaty ten dom, gdzie myszy są”, „Od myszy po cesarza, wszyscy żyją z gospodarza” lub „Siedzi cicho jak mysz pod miotłą”. Jednak w ostatnich latach nie siedzą pod tą przysłowiową miotłą, bo w niektórych przypadkach zawładnęły plantacjami.
Skąd się bierze plaga myszy?
– Jedna z opinii mówi, że to ocieplenie klimatu. Kiedyś zima resetowała populację gryzoni, jak mysz się za płytko schowała, za płytko gniazdo zrobiła, to nie przetrwała. Zresztą, drapieżne ptactwo też skutecznie całą zimę polowało. Wszystko to razem powodowało, że była równowaga w przyrodzie – tłumaczy Marek Froelich.
Ponadto uprawy tzw. bezorkowe bez wątpienia też przyczyniły się do wzrostu populacji gryzoni.
– Nie powodują przewrócenia gleby, więc mysie gniazda pozostają w ziemi. Tradycyjna orka powodowała, że gniazda mysie się wyorywało, wtedy ptactwo, które krążyło nad rolnikiem z pługiem, natychmiast polowało na te myszy. Także przyorywanie, a nie zbieranie słomy, może sprawiać, że myszy zyskują warunki rozwoju – wyjaśnia.
Plaga myszy. Walka z gryzoniami jest trudna
Stosowanie zatrutego ziarna jest możliwe wyłącznie w okresie wczesnowiosennym, bo potem, kiedy pojawiają się zielone rośliny, myszy wybierają świeże pędy i wyżerają je do gołej ziemi.
– W ten sposób w kilka tygodni w niektórych rejonach znikają całe uprawy – mówi Froelich. – Najwcześniej na polach myszy pokazują się w jęczmieniu ozimym, a potem przenoszą do rzepaku.
W krajach starej Unii Europejskiej pojawił się środek chemiczny, który hamuje rozrodczość gryzoni i mocno ograniczył tę plagę myszy.
– To biologiczna walka, która nie jest aż tak inwazyjna dla środowiska, jak poprzedni preparat chemiczny, wycofany ponad dziesięć lat temu. On rzeczywiście wyniszczał myszy, ale przy okazji tego trucia ginęły zające, sarny, kuropatwy i wiele innych ptaków. Więc na całe szczęście użycie tego środka zostało zakazane, bo to było nieetyczne – podkreśla Marek Froelich.
– . Zresztą, światli rolnicy sami rezygnowali z jego stosowania, kiedy widzieli, co po takim truciu się dzieje, że to więcej szkody niż pożytku. Ale tego nowego środka ograniczającego rozrodczość u myszy nie można w Polsce kupić… – przyznaje.
Nie wszyscy jednak cenią tak środowisko, mając je i plony do wyboru, decydują się na te drugie. Stosują zakazane, trujące preparaty, sprowadzane nielegalnie z zagranicy. Efekty często widzimy na polach i łąkach – martwe ptaki, m.in. bieliki, które zjadły otrute myszy lub inne zwierzęta.
Polisa od myszy
Problem z gryzoniami jest duży. Dlatego opolscy rolnicy wystąpili z propozycją, żeby szkody spowodowane przez myszy na polach uznawać za zdarzenie losowe. Taka kwalifikacja pozwoliłaby ubezpieczać uprawy od plagi myszy.
– Ale ta propozycja ugrzęzła gdzieś w Warszawie, nie ma odpowiedzi, jest cisza. Choć po ostatnich protestach bardzo liczymy na to, że głos poszkodowanych rolników wreszcie będzie poważnie potraktowany w stolicy – mówi Marek Froelich..
Czytaj też: Rolnik z Opolszczyzny: Protestujemy, co nie znaczy, że chcemy z Unii wychodzić
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.




