– Za nami rozczarowujący okres i na pewno nie tego się spodziewałyśmy – przyznaje trenerka krapkowiczanek Agnieszka Jochymek. – Niemniej, mierzyłyśmy się z różnymi przeciwnościami. Nie miałyśmy choćby stabilnej „wyjściowej siódemki”. Cały czas ktoś nam wypadał. Jak nie przez kontuzję czy choroby, to zdarzyły się i rezygnacje, co też obniżyło trochę morale drużyny. Do tego bardzo dziwny terminarz, który nie do końca pozwalał na ustabilizowanie formy.
„Dziwny” terminarz
I na pewno w tym ostatnim przypadku trudno się z nią nie zgodzić. Choć jej podopieczne rywalizowały w tradycyjnym systemie „mecz i rewanż”, to tak naprawdę pozornie, albowiem te zmagania można było podzielić na trzy rundy. Na samym początku rozegrały cztery spotkania, po czym od 4 listopada do 21 stycznia miały przerwę! Następnie, w niespełna dwa miesiące, wybiegły na parkiet siedem razy, po czym znowu odpoczywały. Tym razem między 17 marca a 13 kwietnia. Wróciły, by rozegrać dwa pojedynki, a potem na ostatni czekały jeszcze trzy tygodnie.
Trzeba jednak przyznać, że zaczęły nieźle, bo w trzech kolejkach na starcie zwyciężały dwukrotnie: ogrywając na wyjeździe Start Pietrowice Wielkie i rezerwy KPR-u Kobierzyce u siebie. Potem jednak przyszła kiepska seria porażek, której już przerwać się nie udało (pełna tabela TUTAJ).
– Trudno w takiej sytuacji doszukać się plusów, chociaż parę by się znalazło – ocenia Agnieszka Jochymek, dla której był to debiut w roli samodzielnej trenerki. – Choćby to, że dziewczyny, które wcześniej, przez większość swojej przygody z tym sportem, nie miały jakiś większych okazji do grania, teraz dostawały minuty i myślę, że to była dla nich szansa rozwoju i pewnego rodzaju nauka. W związku z czym mam nadzieję, iż to zaprocentuje w przyszłości. Zarówno indywidualnie jak i zespołowo.
Były i plusy
Warto zwrócić także uwagę na eksperymenty z pozycjami. Jak choćby fakt odnalezienia się na skrzydle dotychczasowej kołowej Aleksandry Stopy.
– Zagrała tam trochę z przymusu, ale wyglądało to coraz lepiej, a przy tym korzystałam z jej doświadczenia jako obrotowej, bo fajnie się potrafiła ustawiać. I myślę, że sama też czuje profity z tej zmiany. Będę drążyć ten temat w jej przypadku. Monika Kurek też się fajnie rozwinęła, nabiera doświadczenia na środku – zauważa opiekunka Otmętu.
Tymczasem nie wiadomo, czy szczypiornistki z Krapkowic, choć zajęły ostatnie miejsce w tabeli, spadną na czwarty poziom. Być może Związek Piłki Ręcznej w Polsce znowu zaskoczy jakimś pomysłem i reorganizacją ligi. Co jest prawdopodobne.
– Na razie jeszcze za wcześnie, żeby powiedzieć, czy z tego w razie czego skorzystamy, czy nie. Musimy się spotkać w klubie, ochłonąć po sezonie i pomyśleć, co dalej. Trzeba to wszystko przeanalizować – zaznacza Agnieszka Jochymek.
Czytaj także: Agnieszka Jochymek w końcu wpisała Otmęt Krapkowice do CV



