W sklepie za kilogram patroszonego karpia bez głowy trzeba obecnie zapłacić około 50 złotych, za kilogram dzwonków ponad 70 zł, a filet to wydatek nawet 80 złotych. Czy przed wigilią cena może ulec zmianie? Prawdopodobnie pójdzie w górę, ale nieznacznie.
– Jest gdzieś granica wzrostu cen, po której ludzie nie kupią karpia, a zadowolą się samymi pierogami z grzybami – mówi ekspedientka w jednym ze sklepów w centrum Opola. – Albo kupią mniej, żeby choć symbolicznie był na wigilijnym stole.
Opolszczyzna to karpiowe zagłębie. W gospodarstwach rybackich są już po odłowach, trwających od października do listopada.
– Ale tegoroczne odłowy nie są zadowalające – przyznają Bożena i Piotr Sochor z Osowca, gospodarujący na 6-hektarowych stawach hodowlanych. – A to dlatego, że w kwietniu i maju była niska temperatura, więc karp nie żerował. A jak nie jadł, to nie rósł.
Sprzedaż w tym gospodarstwie rozpocznie się u nas 4 grudnia.
– Po odłowach ryba została przeniesiona do małego zbiornika, gdzie się oczyszcza, odszlamowuje – wyjaśnia Bożena Sochor.
Wiosną było chłodno, a letnie upały mogły dodatkowo ograniczać ich wzrost. Hodowcy mówią, że nie wszystkie sztuki osiągnęły wielkość nadającą się do sprzedaży. Jak wyjaśniają, oczekiwania konsumenckie są takie, żeby karp miał co najmniej 1,5 kg. A ważą około 800 gramów, mają mniej mięsa.
– A niektórzy to lubią nawet takie 4-kilogramowe okazy, bo każdy klient ma swoje oczekiwania – dodaje pani Bożena.
W 2021 roku tuż przed świętami za kilogram karpia płaciliśmy około 20 złotych, a rok później 26-30 złotych. Jak nieoficjalnie słyszymy, w tym roku będzie to około 35 zł.
Czytaj także: Święto Karpia w Zamku Niemodlin. Na miejscu moc smakołyków i atrakcji



