Coraz częściej słyszymy o uzależnieniu od hazardu, od seksu, od jedzenia, od gier czy od zakupów. Może nazywanie tego wszystkiego uzależnieniem to przesada?
– Mamy taki nowy konstrukt, który nazywa się uzależnieniem behawioralnym. To uzależnienie od czynności. To tak, jakbyśmy zamieniali alkohol, czy narkotyki na jakieś zachowanie. Uzależnieniem nie będzie to, jeśli dwa razy do roku ktoś odda się szaleństwu zakupowemu. Albo kiedy moje dziecko lub mój mąż będzie grał przez całą sobotę i niedzielę. Bo akurat wyszła nowa gra, na którą czekano dwa lata. A nawet poświęci na to w ciągu całego tygodnia wszystkie popołudnia, zawalając zobowiązania, to nadal nie będzie uzależnieniem. O uzależnieniu mówimy wówczas, kiedy tracimy nad daną czynnością kontrolę. I jeśli to trwa rok albo po upływie bardzo intensywnego pół roku. Każda osoba uzależniona czy od substancji, czy zachowania będzie racjonalizowała. Tłumaczyła sobie: „Przecież ja tylko chodzę na zakupy”. Mężczyzna uzależniony od hazardu powie, że inny pije i bije żonę. A on tylko gra w kasynie w ruletkę. Oczywiście, nie możemy patologizować normalnych zachowań. Dlatego, że to może zakończyć się tym, że osoby naprawdę uzależnione, np. od hazardu czy od seksu, będą miały poczucie, że to nie jest niczym ważnym. Uznając, że ich „kręgosłup” moralny jest słabszy, a nie jest to poważna choroba.
Wsłuchując się w to, co pani mówi, myślę, że te uzależnienia były zawsze. Ile dworków, majątków na kresach tracili utracjusze w ciągu jednej nocy karcianej. Albo obsesyjne zachowania Elżbiety Bawarskiej, nazywanej cesarzową Sissi, która na punkcie wyglądu i zachowania młodości popadała w obsesję. Przykłady uzależnień od seksu to choćby Messalina czy caryca Katarzyna.
– To prawda. Zwłaszcza hazard był takim zachowaniem obecnym od wielu, wielu lat. Wtedy nie mówiono o takiej formule patologicznej. Wtedy po prostu ktoś „przegrał majątek”. Ale teraz coraz więcej wiemy na temat tych zachowań i jesteśmy w stanie je nazwać. Już wiemy, że jedną z przyczyn, przez które wchodzimy w uzależnienie, jest brak umiejętności radzenia sobie ze stresem i emocjami. Taka osoba poszukuje jakiegoś zachowania, do którego może uciec. Bo to zachowanie może być na tyle absorbujące, że przestajemy myśleć o gnębiącym nas problemie. Takim zachowaniem będzie picie alkoholu. Hazard może być też wciągający, pozwala zapomnieć, że wcześniej była kłótnia z żoną, albo z szefem, czy inne trudne wydarzenia. Pójście na wyścigi konne czy do kasyna wyzwalają wysoki poziom adrenaliny. Ale są osoby, które wybierają mniej ekscytujące „zdrapki”, albo totolotek.
Totolotek, „zdrapka” to gry hazardowe?
– One też mają potencjał, od którego można się uzależnić. I jeśli ktoś kupuje kilkanaście kuponów tygodniowo, ma to negatywne konsekwencje finansowe. Do tego ustawicznie myśli, jakie tu liczby skreślać i jakie czynniki mogą wpływać na prawidłowe skreślenia, np. „wieje wiatr, to wpływa na liczby parzyste”, „świeci słońce, to wpływa na nieparzyste”. To są zniekształcenia poznawcze, takie osoby chcą mieć poczucie wpływu, przekonanie, że ich kompetencje w wyborze liczb przełożą się na wygraną. Dużo częściej mówimy o hazardzie w kasynie, gdzie w krótkim czasie da się przegrać dużo więcej niż kupując kupony do totolotka.
Czy uzależnienie od substancji np. od alkoholu, jest takie samo, jak uzależnienie od czynności?
– Są pewne niewielkie różnice. W przypadku uzależnienia od alkoholu uzależniony zapija emocje, kiedy pojawia się problem. W przypadku uzależnień behawioralnych ucieka się do czynności, a nie mierzy się z problemem. To wygląda tak, że ktoś wypracował jeden sposób radzenia sobie z emocjami, np. pokłóci się z szefem, to idzie do kasyna. Albo idzie poćwiczyć, bo od ćwiczeń też można się uzależnić. Taka czynność sprawia, że człowiek na jakiś czas zapomina, co się wokół niego złego dzieje. Psychoterapia uczy, żeby zaprzestać tego, co się robiło przez ostatnie lata, pokazując różne sposoby radzenia sobie z trudnymi emocjami. Bo uzależnienie behawioralne przynosiło wyłącznie różne szkody. Od takiej osoby odwrócili się wszyscy znajomi, bo ciągle pożyczała pieniądze na hazard, albo zakupy, wymyślając przy tym szereg powodów, przez które tych pieniędzy nie oddawała. Każde z uzależnień behawioralnych ma swoją specyfikę, wpływającą tragicznie na życie uzależnionej osoby.
Dorosła osoba nie radzi sobie z emocjami?
– Tak dokładnie jest. W szkole prowadzi się wyłącznie nauczanie przedmiotowe, a nie prowadzi się zajęć radzenia sobie z emocjami, albo rozwijania szeroko pojętych kompetencji psychospołecznych. One odpowiadają za to, że od problemu uciekam, np. jak się z kimś pokłócę to ucieknę do jakiejś aktywności, żeby o tym nie myśleć. Ale nie próbuję zmierzyć się z problemem, tak, żeby pójść i porozmawiać z osobą, z którą się pokłóciłam.
Które z tych uzależnień są najtrudniejsze: hazard, seksoholizm, zakupoholizm?
– Myślę, że uzależnienie od seksu jest w dalszym ciągu bardzo trudne. A to dlatego, że jest bardzo dużo stygmatyzacji i jest bardzo dużo przekonań co do ról społecznych. Jeżeli mężczyzna przyzna, że ma problem z tym, że korzysta z pornografii, masturbuje się, uprawia przygodny seks, to zostanie on inaczej przyjęty niż wtedy, kiedy przyzna się do tego kobieta. W przypadku mężczyzny przybiją mu „piątkę”, powiedzą, że niezły z niego Casanova. Dla kobiety to będzie negatywne, usłyszy o sobie wulgarne określenie. Osoba, która się mierzy z tym uzależnieniem czy zaburzeniem, może się dodatkowo bać, że ma taki problem i szukać pomocy. Bo jak się przyznać do uzależnienia od seksu rodzinie, koleżance? To jest bardzo trudne i powoduje problem w poszukiwaniu pomocy. Nie ma pewności, że każdy psycholog w Polsce zachowa się prawidłowo w stosunku do takiej osoby. Mam nadzieję, że sto procent terapeutów zajmujących uzależnieniami zachowa się prawidłowo i powie, że to nie jest kwestia moralna. A forma uzależnienia, czy zaburzenia. I trzeba nad tym pracować. Bardzo długo borykaliśmy się z tym, że osoby cierpiące na różnego rodzaju uzależnienia behawioralne nie wiedziały, że mogą szukać pomocy. Dziesięć lat temu jeszcze mało kto słyszał o uzależnieniach od zakupów.
Zapewne zakupoholizm był traktowany jako dziwactwo albo brak odpowiedzialności.
– To problem, który zdecydowanie częściej dotyka kobiety. Dawniej mogła od męża usłyszeć „Weź się ogarnij” albo „Naucz się dysponować pieniędzmi, oddaj to, ci kupiłaś”. Nie uznawano, że to problem kwalifikujący się do psychologa albo psychoterapeuty. W takiej sytuacji problem osób uzależnionych od zachowań się pogłębiał. Z każdej strony taka kobieta słyszała, żeby się opanować. A ona nie potrafiła. Dlatego czuła się coraz gorsza. I zamiast zrobić comiesięczne opłaty, wydawała pieniądze. Zapożyczała się. Czasem ten problem był długo niezauważony. Bo zasobność finansowa pozwalała na bezsensowne zakupy. I były to najczęściej zakupy hedonistyczne, czyli ubrania, buty, biżuteria i torebki. I to wcale nie wygląda tak, że taka osoba kupuje całą masę ubrań i się przebiera.
Tak właśnie to sobie wyobrażam – „tony” ubrań. Na każdą porę dnia inne.
– Kwestia uzależnienia polega też na tym, że taka osoba ma szybko wyrzuty sumienia. Ona odczuwa przymus kupienia, ale po zakupie wyrzuca sobie, że znów temu uległa. Typowa osoba uzależniona od zakupów nie chwali się nowo nabytymi przedmiotami. Bo ten przedmiot dowodzi, że znów straciła kontrolę nad sobą, „Chciałam się ograniczyć, ale znów nie dałam rady”. Raczej w szafie takiej osoby znajdziemy stertę paczek, ubrań z metkami i paragonami. Natomiast osoby, które się tak przebierają, w coraz to inne ubrania, to może być przykład jeszcze innego zaburzenia. Zaburzenia związanego z niską samooceną. A drogie ubrania powodują, że są postrzegane jako osoby z dobrym gustem. Albo że są zamożne.
Kiedy boli mnie żołądek, to szukam gastrologa. Kiedy ucho, to idę do laryngologa. A kiedy człowiek cierpi z powodu uzależnienia, to nie szuka psychologa, psychoterapeuty albo psychiatry. Dlaczego trudno przyznać się do problemu?
– Niewiedza o tym, co taki psychiatra, psychoterapeuta czy psycholog może zrobić, przeraża. Niewiedza powoduje, że obawiamy się czegoś, co jest irracjonalne. Nadal w społeczeństwie występuje brak wiedzy na ten temat. Ale też proszę pamiętać, że w przypadku psychoterapeutów są różne szkoły psychoterapii. I nie jest obojętne, do jakiego psychoterapeuty pójdziemy. W społeczeństwie nadal nie ma wiedzy na ten temat. Pomocna może być osoba z ośrodka interwencji kryzysowej. Ona już może się w tym temacie orientować. I kiedy usłyszy, że np. ktoś się samookalecza, to zasugeruje odpowiednie nazwisko psychologa.
Na uzależnienia nie ma pastylki, tak jak na przeziębienie. Tutaj nie ma takiej sytuacji, że dostanę antybiotyk i nastąpi wyleczenie. W uzależnieniach przyczyną są zniekształcenia poznawcze i sposób radzenia sobie ze stresem. No, można dostać lek na depresję, po której będziemy bardziej szczęśliwi. Mimo to problemu z uzależnieniem ta pastylka nie rozwiąże. Tutaj mówimy o nabyciu pewnych umiejętności w radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami.
Czyli nauczeniu się życia od nowa.
– Tak właśnie jest. Ale kiedy ktoś przejdzie taką terapię, to nawet jeśli straci pracę albo zdarzy się jeszcze coś gorszego, np. partner zginie w wypadku samochodowym, to nawet przy tak tragicznych wydarzeniach, jeśli człowiek już ma wyuczone strategie radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, nie wróci do uzależnienia. To inwestycja w samego siebie.
Co sprawia, że ludzie uzależniają się od czynności?
– To może wynikać z wielu różnych powodów. Jest wiele sytuacji, które stają się traumami. Między innymi to może być uwikłanie dziecka w rozwód rodziców. Albo trauma związana z wykorzystaniem seksualnym dziecka. W związku z tym to wiele trudnych sytuacji. Choćby wyniesionych z dzieciństwa, które są zbyt trudne do udźwignięcia przez dziecko. Tym bardziej, że komunikacja z dziećmi nie jest najlepsza. Obserwuję to jako psycholog. „Jak nie zjesz brukselki, to tatuś przestanie cię kochać”. Niektórzy rodzice mogą mieć większą impulsywność i mniejszą zdolność do kontrolowania swojego zachowania. Kłania się brak edukacji dla rodziców. Dlatego, że my nie mamy takich standardów. Nie ma ich w szkole rodzenia, nie ma obligatoryjnych, kiedy się przyprowadza dziecko do przedszkola. I nie potrafimy zapewnić dziecku bezwarunkowej miłości. W rozwoju małego dziecka ważne są reguły i stabilność. Tylko jak je zapewnić, skoro nie mamy takich warsztatów? Widzimy, że rodzice potrzebują takiej wiedzy.
A teraz świat został zaskoczony nowymi technologiami.
– To ciągle nowy temat. Zamknięcie dzieciaków w domach podczas pandemii spowodowało, że wycofały się z relacji. To jest jeden z mechanizmów uzależnienia. A to, na co powinniśmy zwrócić uwagę, to kompetencje psychospołeczne dzieci i młodzieży. Nowe technologie są akceptowane społecznie, bo to nie jest hazard, to nie są narkotyki. Często to jest coś przez wiele lat wspieranego przez rodziców, aż nagle okazuje się, że nie ma promocji do następnej klasy. A komputer wyparł wszelkie inne aktywności i inne zainteresowania. Przede wszystkim wyparł relacje społeczne. I okazuje się, że przed 18. rokiem życia młody człowiek doświadczył uzależnienia oraz wielu negatywnych doświadczeń. Bo najpewniej wykluczenia w grupie. Nie miał szansy rozwinięcia różnych pasji. Później jedną z konsekwencji uzależnienia jest skupienie na swoim zachowaniu. Wszystko inne przestaje być ważne, byleby nie wpaść ponownie w uzależnienie.
Co zrobić, żeby ustrzec dziecko przed uzależnieniem behawioralnym?
– To jest proste. Powiem tak: rodzicu, bądź z dzieckiem. Wystarczy poświęcić dziecku czas, na przykład godzinę dziennie wieczorem. To ma dużo głębszy sens, niż sama czytana dziecku książka.
Czytaj też: Nie mamy czasu na problemy naszych dzieci



