W grupie 1 mistrzem LZS Starościn
– Przed startem rozgrywek obstawialiśmy, że będziemy w okolicach piątego miejsca, tak że możemy być tylko zadowoleni z takiego obrotu spraw. Co tym bardziej zaskakuje, że gdzieś tam w trakcie rundy mieliśmy problemy kadrowe i na dłużej, z różnych powodów, wypadło nam dwóch ważnych graczy, ale z tym też jakoś sobie poradziliśmy – mówi „O!Polskiej” Sylwester Kula, prezes klubu spod Namysłowa.
Z drugiej strony wystarczy rzut oka na kadrę tego zespołu, by przekonać się, że o jego sile stanowią piłkarze ograni przynajmniej szczebel, jak nie dwa wyżej. To choćby Łukasz Bonar, Tomasz Jaworski, Radosław Mikulski, Dawid Sładek, Piotr Warzyc czy Damian Sobczak (jeden z tych, którzy wypadli z gry).
Trochę mniej więc dziwi, iż to jedyna ekipa w stawce 32 całej „okręgówki”, która nie poniosła żadnej porażki. Remisy zanotowała trzy, wszystkie na wyjazdach: w Łubnianach, Skorogoszczy i Ligocie Dolnej. To wszystko pozwoliło uzbierać 39 punktów na 45 możliwych.
Niemniej po piętach depcze jej (pełna tabela TUTAJ) tracący ledwie dwa „oczka” Śląsk Łubniany (37 pkt) oraz Stegu Start Jełowa (34). Tuż za podium jest jeszcze Start Namysłów (31), a później następuje już sześć zespołów tworzących solidny środek tabeli. Począwszy od Stali Zawadzkie i TOR-u Dobrzeń Wielki (oba 27 pkt), przez KS Krasiejów i LZS Mechnice (po 22), skończywszy na LZS-ie Skorogoszcz i OKS-ie Olesno (po 21).
Beniaminek myśli o awansie
– Widziałem w akcji wszystkich rywali poza wiceliderem z Łubnian i śmiało mogę powiedzieć, że to nie jest lekko. Na pewno lepiej się gra nam z drużynami, które chcą grać w piłkę. Większość bowiem przeciwko nam ustawia się defensywnie – zauważa Sylwester Kula. – Często zarzucają nam, że i tak nie gramy tak dobrze jakby wskazywał na to skład. Ale to też sztuka wygrywać wtedy gdy nie idzie. Z drugiej strony to może i dobrze, że nie jesteśmy tak wszystkiego pewni. Bo w zeszłym sezonie jak zapewniliśmy sobie awans, to potem te zwycięstwa już tak nie smakowały – dodaje z przymrużeniem oka.
Co do tej kwestii to nasz rozmówca nie kryje, że z jednej strony chciałby tego go, ale też zdaje sobie sprawę, iż klub mocno ogranicza infrastruktura. Szczególnie odpowiednio przygotowane boisko.
– Z tego co wiem to chyba przez rok możemy grać warunkowo. Na pewno jednak będziemy starali się to wszystko poprawiać. Niemniej troszeczkę za wcześnie żeby już teraz mówić o walce o awans na wiosnę, choć na pewno patrząc czysto sportowo to byśmy chcieli – podkreśla.
Dużym sprawdzianem tego w jakim są miejscu i na co się porywają będzie 1/8 finału Pucharu Polski. W ten weekend zmierzą się z KS iPrime Bogacica czyli zespołem, który poprzednio awansował z tej grupy w cuglach do 4 ligi, a teraz jest w niej rewelacją.
– Chłopaki chcą sprawić niespodziankę, zresztą bardzo podoba mi się ich postawa całościowo, podejście do treningów. Jestem już trochę lat przy piłce i pamiętam, że im dłużej trwała jesień tym było mniej chętnych na zajęcia. A teraz to minimum 15 osób – cieszy się prezes Sylwester Kula. – Aczkolwiek będziemy też chcieli nieco wzmocnić kadrę na wiosnę, ale podchodzimy do tego na spokojnie. Chociaż już kilka telefonów wykonaliśmy, a i do nas już się gracze zgłaszają.
W grupie 2 najlepsza była Polonia Głubczyce
Tutaj już stawce zdecydowanie przewodziły dwa zespoły: wspomniana Polonia Głubczyce i GKS Głuchołazy (na półmetku odpowiednio 42 i 40 punktów).
Postawa pierwszej z tych drużyn, mimo tego, że jest spadkowiczem, na pewno zaskakuje na plus. Choćby dlatego, że przed startem rozgrywek nie było do końca wiadomo czy zespół w ogóle weźmie w nich udział. Wszak odwołano dwa pierwsze sparingi, bo nie zebrano wystarczającej liczby graczy.
Dopiero po pewnym czasie udało się przekonać kilku zawodników żeby zostali w klubie. Do tego z Po-Ra-Wia Większyce wrócili Maciej Łapunka i Paweł Wachniewski. Ponadto dołączyło także trzech Brazylijczyków. Pech się jednak nie skończył, bo w ostatnim test-meczu kontuzji doznali Oskar Mielnik i Szymon Curyło.
– Faktycznie, wyglądało to wszystko dość dramatycznie. Przyznam szczerze, że dość długo zakładałem, że możemy po prostu nie wystartować – przyznaje Jan Śnieżek, trener ekipy z Głubczyc.
Inauguracja również nie zapowiadała tak udanego obrotu spraw, gdyż jego podopieczni przegrali z Chemikiem Kędzierzyn-Koźle 3-4. Później już jednak wygrywali wszystko do końca. Aczkolwiek długo też nie mogli wskoczyć na szczyt. Niemalże bezbłędni byli przecież piłkarze GKS-u Głuchołazy (do 14. kolejki jedynie remis ze wspomnianymi kędzierzynianami). I wymienili ich na pozycji lidera dopiero po przedostatniej kolejce pokonując tego rywala u siebie. Ponadto grali bardzo widowiskowo i ofensywie. Wszak zdobyli 65 goli w 15. meczach co daje średnio 4,3 na spotkanie.
Spadkowicz chce powrotu do 4. ligi
– Nasz cel jaki sobie postawiliśmy jest jasny, mianowicie powrót w szeregi czwartoligowców. Powiem więcej: mierzymy w pierwszą pozycję, żeby uniknąć baraży, bo ta 4. liga jest silniejsza niż ostatnio – nie kryje Jan Śnieżek, aczkolwiek zauważa, że wiosna będzie trudniejsza, bo wszyscy będą chcieli ograć lidera i faworyta. – Na pewno musimy jeszcze dwóch, trzech zawodników zakontraktować, bo mamy bardzo wąską kadrę. Co z tych naszych planów wyjdzie, czas pokaże.
Przestrzega też przed nadmiernym hurraoptymizmem, bo za plecami czai się nie tylko wspomniany team z Głuchołaz (pełna tabela TUTAJ). Trzeba także uważać na trójkę Orzeł Źlinice (34 pkt), Czarni Otmuchów (31) i Chemik Kędzierzyn-Koźle (29 plus mecz zaległy).
Co ciekawe pierwsza z tych ekip zaczęła bardzo źle, bo po pięciu kolejkach miała tylko cztery „oczka” na koncie. Potem już wygrał 10 meczów z rzędu. Jest jeszcze beniaminek z Prószkowa. Ten z kolei świetnie wystartował, zwyciężył sześć meczów na początku, ale potem mocno spuścił z tonu.
– Nie lekceważyłbym żadnego z tych rywali, a tak czysto po piłkarsku to najbardziej podobali mi się Czarni. Niemniej na wiosnę sporo będzie zależało od pierwszych pięciu kolejek. Zespół, który dobrze wystartuje i zainkasuje wówczas dużo punktów, będzie miał otwartą drogę do awansu – zauważa szkoleniowiec lidera.
Po wspomnianej szóstce z góry tabeli wyraźnie odznacza się także środek zestawienia. Siódmego w stawce Orła Branice (21 pkt) od 12. lokaty, która na ten moment oznacza grę w barażach o utrzymanie, dzielą zaledwie cztery „oczka”. W tym gronie są także Union Ujazd (20), LKS Goświnowice (19), Skalnik Gracze (18), 1. FC Chronstau-Chrząstowice (17) i LZS Racławiczki (17, mecz zaległy).
„Na dole” niewesoło
W grupie 1 na drugim biegunie tabeli są Budowlani Strojec z zaledwie czterema punktami na koncie. Nieco lepsza sytuacja (8) w przypadku Unii Kolonowskie. „Pod kreską” są także Rudatom Kępa (10) i LZS Kuniów (12). A tuż nad nią, choć z mocną perspektywą baraży Silesius Kotórz Mały (15) i Stobrawa Ligota Dolna (16).
Jeśli chodzi o „dwójkę” to tam zdecydowanym outsiderem jest LZS Jędrzychów, który nie ugrał choćby punktu. Mocno w strefie spadkowej usadowiły się także Unia Krapkowice (9), LZS Raszowa (11) i KS Twardawa (13).
– Szczególnie mocno in minus zaskakuje mnie przedostatnia pozycja krapkowiczan. Szkoda by klub z takimi tradycjami spadł aż do klasy A. Bo przecież jeszcze dwa lata temu drużyna była w czołówce 4. ligi. Niestety, postawiono tam na armię zaciężną, doszły perturbacje organizacyjne, odszedł sponsor i to się tak zazwyczaj kończy. Mam nadzieję, że się odbudują w najbliższym czasie – przyznaje Jan Śnieżek.
Doświadczony szkoleniowiec, który prowadził niejeden klub w regionie nie kryje przy tym, iż mimo wszystko klasa okręgowa została zbyt mocno rozbudowana.
– O ile w 4 lidze podniósł się poziom, o tyle tutaj spadł. Wydaje mi się, że dysproporcje między ekipami z góry i dołu tabeli są zbyt duże. Szanuje te słabsze ekipy, ale jednak różnica jest zbyt duża. Czasami jest to wręcz przepaść. Przydałby się taki pomost między 4 ligą a okręgówką dla tych silniejszych – obrazuje.
Czytaj także: Jesień w 4. lidze: „na górze” Małapanew pogodziła wszystkich, a „na dole” odstaje duet



