czwartek, 17 września, 2026
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
  • Najważniejsze
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Dobra Energia
  • Razem dla Środowiska
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Opolska360
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
REKLAMA
Home Tylko u nas

Janusz Korczak radził: Nie bij, nie poniżaj i dawaj kieszonkowe

„Jak kochać dziecko”. Pod takim tytułem Janusz Korczak, pedagog i lekarz napisał 104 lata temu głośny esej o wychowaniu. Jego zasady wychowawcze wyprzedzające epokę o dziesięciolecia nie są powszechnie znane.

Krzysztof Ogiolda Krzysztof Ogiolda
2023-07-08
w Najważniejsze, Tylko u nas
Janusz Korczak

Janusz Korczak i wychowawca Misza Wróblewski z wychowankami przed budynkiem Domu Sierot (1934 lub 1935r.). FOT. Wikipedia

REKLAMA

Janusz Korczak to wychowawca pokoleń polskich i żydowskich dzieci, autor wielu tekstów o relacjach dorosłych z dziećmi. Dzisiaj jest pamiętany przede wszystkim ze względu na śmierć, jaka doktora i jego wychowanków spotkała w Treblince.

– Jego myśl, jego sposób patrzenia na dziecko nawet z dzisiejszej perspektywy są skrajnie nowoczesne – przyznaje prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny w Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu i ojciec trojga pociech. – To paradoks, ale w sięganiu po tę myśl czasem przeszkadza jego legenda. Zresztą legenda to nie jest dobre słowo. Bo w jego pójściu na śmierć razem z dziećmi, w wierności ideom, które prezentował, nie ma żadnego zmyślenia ani fikcji. Korczak mógł wyjść żywy z getta. Mógł dzieci z Domu Sierot zostawić. Ale był nie tylko pedagogiem i myślicielem, ale także praktykiem. I może właśnie dlatego myśl o ich zostawieniu własnemu losowi prawdopodobnie nie przyszła mu do głowy. Ten heroiczny czyn trochę przyćmiewa to, co doktor o wychowaniu powiedział i napisał. Co promował. Zapominamy, że to jest jedna konsekwentna całość.

Z ogromu myśli Korczaka wybieramy do świątecznej refleksji zaledwie kilka. Na początek „Dziecko nie będzie, dziecko jest”. Myśl była ważna sto lat temu i jest taka dzisiaj. Chociaż rodzice sprzed czterech pokoleń raczej grzeszyli nieprzejmowaniem się zbytnio dziecięcymi pragnieniami, lękami, oczekiwaniami. Bardziej koncentrując się na tym, kim ich pociecha będzie, kiedy dorośnie – sklepowym subiektem, kolejarzem, lekarzem czy adwokatem.

Współcześni też troszczą się o przyszłość dzieci, co oznacza, że nakładają na nie kolejne obowiązki: jeszcze jeden język, kolejny trening, nauka gry na jeszcze jednym instrumencie, balet itd. Janusz Korczak do mam i ojców wszystkich epok woła, by dzieci mogły być – teraz – tym, czym są.

Dziecko jest

– My rzeczywiście bardzo się dziś skupiamy na przyszłości naszych dzieci – przyznaje prof. Grzyb. – To, że chcemy, by one w przyszłości miały coraz lepiej, jest wyrazem rodzicielskiej troski. Nie zawsze zadajemy sobie pytanie: Czy to są troski naszego dziecka czy nasze? Oczywiście, my w wielu momentach życia dziecka wiemy lepiej, co jest dla niego dobre. Ja, pytany w wieku 8 lat, kim chciałbym być, odpowiadałem, że kowbojem albo strażakiem. Warto dziecku pewne możliwości wskazywać, ale pamiętając, że to, czego ono chce, jest ważne. Musimy to uszanować, bo rodzice pokazują możliwości, ale ostatecznie dziecko dokona wyboru. To jest jego życie. Trochę niebezpieczne jest realizowanie w dzieciach naszych własnych marzeń: Ja nie miałem możliwości robić tego czy owego, to ty będziesz to robił.

Profesor podkreśla, że w Korczakowskie myślenie „dziecko jest” oznacza, że pamiętamy, iż ono teraz przeżywa lęki, emocje, to wszystko, co jest dla dziecka ważne. Nie mamy prawa tego lekceważyć i mówić: „Co ty masz za zmartwienia, przecież masz wszystko, czego ci potrzeba”. Nie możemy mierzyć zmartwień naszego dziecka naszym doświadczeniem życiowym. Jeśli ono bardzo się przejmuje jutrzejszą klasówką, dobrze jest byśmy przy nim przy tym kłopocie byli. Jego lęku nie powinniśmy deprecjonować ani obśmiewać.

– I jeszcze jedna ważna myśl – dodaje Tomasz Grzyb. – To, co się teraz dzieje między mną i moim dzieckiem, obojętnie czy w samochodzie czy na plaży, już się nie powtórzy. Nie powinniśmy tego gubić, myśląc o przyszłości dziecka.

Nie bij i nie poniżaj

Nowoczesność Korczakowskiego wychowania wyrażała się m.in. tym, że w czasach, gdy bicie dzieci było powszechne w szkole i w domu, on przestrzegał, iż jeśli będziemy chcieli za pomocą przemocy uzyskać trwały efekt w postaci posłuszeństwa dziecka, to, niestety będziemy zmuszeni bić je coraz mocniej i coraz częściej. Tu dająca do myślenia ciekawostka. Podobne obserwacje miał żyjący sto lat z okładem wcześniej markiz de Sade. Korczak mówił o wychowaniu i był przeciwnikiem fizycznej przemocy. De Sade ją akceptował i odnosił do przeżyć erotycznych.

Korczak pisał, że uderzenie mniej dziecko boli niż złe słowo. I ten problem na pewno nie jest tylko historyczny. Wystarczy czasem posłuchać, co zdenerwowane mamy lub wytrąceni z równowagi ojcowie mówią w markecie, na ulicy, na boisku córkom i synom. Złe słowo to nie tylko to, którym nazywamy dziecko idiotą czy debilem. Albo informujemy je, że jest do niczego. Złe słowo to także słowo głupie, ono w czasach Korczaka też padało. Na przykład w pytaniach typu: „Kogo kochasz bardziej, tatusia czy mamusię?” Dziecko nie ma dobrej odpowiedzi. Kocha oboje. Ale jego uczucia są labilne. Bywa, że jednego dnia kocha mamę najmocniej w świecie. Ale dwa dni później ojciec mu czymś zaimponował…

– Zgadzam się, że złe słowo, szczególnie zlekceważenie i pogarda to są rzeczy niebywale bolesne i raniące trwale – podkreśla prof. Grzyb. – Niedawno rozmawiałem z moją studentką, która opowiadała, w jaki sposób została potraktowana w czasie egzaminów do szkoły aktorskiej. Zapamiętała nie to, że oblała egzamin, ale to, jak ją potraktował egzaminator. Nasze dziecko, które czegoś podobnego doświadcza od nas, na przykład lekceważenia jego uczuć, nabijania się, pokpiwania, kiedy nastolatek zwierza się nam ze swojej pierwszej miłości, też będzie to w sobie nosić.

– Nie chciałbym jednak, żeby jakiś rodzic wysnuł z tego wniosek, że skoro złe słowo rani, to lepiej uderzyć, bo to jest nieprawda – dodaje profesor. – Ale jednocześnie przestrzegam przed długim przeżywaniem złego, dokuczliwego słowa czy nawet uderzenia. Nie chodzi o zdejmowanie z rodzica odpowiedzialności, bo co powiedziałeś swojemu dziecku, to powiedziałeś. Ono długo zapamięta i ty też. Ale czasem dużo lepiej jest powiedzieć dziecku przepraszam, nawet, jeśli to jest trudne. Lepiej powiedzieć mu: „Zrobiłem źle, nie powinienem się tak zachować”. To uczy odpowiedzialności, także tego, że każdy popełnia błędy, szczególnie w emocjach, braku czasu itd. Wreszcie uczy mówienia przepraszam.

Kto kogo wychowuje

Korczakowi rodzice od wielu dziesięcioleci zawdzięczają obserwację wychowania jako procesu obustronnego. Wychowujemy, ale też jesteśmy wychowywani, bo dzieci, choć potrafią się rozbawione zaśmiewać do łez, jednocześnie traktują życie niezwykle serio. Stary Doktor obserwował starannie mnóstwo dzieci. Niekoniecznie z tzw. dobrych domów. Jego wychowankami były często dzieciaki ze środowiska polskiego i żydowskiego proletariatu. Podkreślał, że dziecko nie jest anarchistą. Kiedy zawrze umowę z dorosłym, to jej dotrzyma. No chyba, że dorośli własnym złym przykładem nauczą je kłamać i oszukiwać.

– Jeśli chodzi o obustronne uczenie się, to dzieci mają często niebywale przenikliwe obserwacje – komentuje prof. Grzyb. – Kiedyś kupiłem sobie nowe okulary. Pani optyk zaproponowała mi takie z powłoką antyrefleksyjną. Uboczny efekt tej powłoki jest taki, że te okulary świecą się na różowo. Ten poblask i perspektywa chodzenia w różowych okularach bardzo mnie denerwowały. Opowiedziałem o tym mojej wtedy 12-13-letniej córce. A ona popatrzyła na mnie i powiedziała: „Przecież ty tego nawet nie widzisz”. Mnie zamurowało, bo ona potrafiła wyjść poza moją perspektywę. Generalnie nasze dzieci widzą dużo więcej niż nam się wydaje.

Na dowód profesor Grzyb przytacza rozmowę ze swoim 11-letnim synem. Przekomarzali się. Chłopiec nawiązał do pytania, które czasem słyszy, na przykład od dziadków: „Taki jesteś przystojny kawaler. Masz już jakąś sympatię?”. Zapytał o sympatię ojca. Ten odpowiedział: „Mam jedną sympatię od dwudziestu paru lat i bardzo mi z tym dobrze”. Na co syn odparł: „Wiesz, to wcale nie jest takie znowu częste. W mojej klasie bardzo wiele dzieci wychowuje się w rodzinach, które nie są pełne”.

– To była smutna konstatacja – podsumowuje profesor Grzyb. – Ale ona pokazuje i przypomina, że nasze dzieci widzą bardzo dużo, nawet jeśli nam o tym nie mówią. Dzieci uczą nas, że są rzeczy niezwykle ważne i my musimy ich pilnować.

Psycholog zwraca uwagę, że uczciwość dzieci, ich gotowość do dotrzymywania umów trochę zależy od ich wieku. Jest taka faza rozwoju moralnego, w której dziecko zachowuje się skrajnie utylitarnie i mówi to, co mu się wydaje przydatne. Może wtedy przekonywać rodzica, że wazon stłukł się sam.

Prawo do szacunku i do budżetu

Ale jeśli dziecko otrzyma od nas pewną dozę szacunku i traktujemy je jako kogoś, kto potrafi sam podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje, to możemy doświadczyć przedziwnych rzeczy. Tej odpowiedzialności można uczyć już od najmłodszych lat.

Korczak „odkrył” dla swoich czasów, że dziecko ma prawo do szacunku. Mówił, że trzeba się zniżyć do dziecka, co czasem oznacza, dosłownie, że warto przykucnąć, żeby móc mu spojrzeć w oczy. A czasem to zniżyć oznacza, że chcemy je zrozumieć takim, jakie jest. Okazać dziecku szacunek, to oznacza uchronić je od porównywania typu: „Patrz, ta Kasia od sąsiadów to ma świadectwo z paskiem, a ty masz tyle trój”. I – co może zaskakiwać – wybitny pedagog wśród dziecięcych praw cenił wysoko prawo do budżetu.

– Przypuszczam, że przed wojną w wielu robotniczych rodzinach dzieciaki – z powodu ubóstwa – nawet symbolicznego kieszonkowego nie miały. Ale w Domu Sierot i w Naszym Domu jego mieszkańcy otrzymywali jakieś nieduże sumy na własny użytek. Dziś ten problem w niektórych domach wygląda inaczej – dzieci mają w stosunku do wieku nawet zbyt wiele pieniędzy do dyspozycji. Ale kwestia szacunku okazywanego przez prawo do swojego budżetu jest wciąż aktualna.

– Współczesne badania pokazują, że osoby z tzw. Pokolenia Z (urodzeni po 1995 roku, dorastający w świecie nowoczesnych technologii – red.), na które często narzekamy, mają nierzadko kłopoty z budżetem, z planowaniem wydatków, z zarządzaniem pieniędzmi – zauważa prof. Tomasz Grzyb. – Głównie dlatego, że jest to pokolenie, które nie miało kieszonkowego. A nie miało go dlatego, że rodzice kupowali wszystko, czego dzieci sobie zażyczyły. Jak nie mam własnych pieniędzy do rozporządzenia, to trudno się nauczyć, że nie mogę szaleć z zakupami, kiedy zostało jeszcze trochę dni do kieszonkowego, a ja mam tylko parę złotych. Kieszonkowe jest istotne. I rodzice nie muszą się oczywiście godzić na wszystko. Ale zasadniczo, jeśli dziecko mówi, że chce za te „swoje” pieniądze kupić cukierki, to pozwólmy mu i zobaczmy, co będzie dalej. Pozwólmy się dziecku przekonać, że jeśli za całe kieszonkowe nakupi cukierków, nie będzie miało pieniędzy na nic innego.

Ważny autorytet

Profesor zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt szacunku okazywanego dzieciom. Opowieść ilustruje przykładem. Kilka dni temu wrócił z czterodniowej konferencji. Brało w niej udział małżeństwo z dziećmi, a jedno z nich, córka, choruje na zespół Downa.

– Jest cudownym dzieckiem, natychmiast zacząłem się z dziewczynką bawić – wspomina. – Za oknem biegały konie. Zapytałem, czy chce je zobaczyć. Oczywiście, chciała. Machinalnie chciałem ją podnieść i postawić na parapecie. I zaraz potem pomyślałem: „Nie powinieneś tego robić. Zapytaj, czy możesz dziecko podnieść, czy ono chce być w taki sposób dotykane”. My łatwo przyznajemy sobie prawo do tego, że nawet obce dzieci możemy brać na kolana, przytulać, dawać całusa. Dziecko ma prawo do bezpiecznego dystansu. Jeśli nie chce ci na coś pozwolić, to nie powinniśmy mówić: „Jaki ty jesteś nieuprzejmy, bo się nie chcesz przytulić”. Po prostu zróbmy coś innego. Ale jeśli dziecko chce się przytulić i my wiemy, że to jest relacja bezpieczna, bo obok jest np. rodzic dziecka, wtedy odpędzanie dziecka też nie jest najlepszym rozwiązaniem.

I jeszcze refleksja na temat autorytetu. W czasach Korczaka dzieci miały – tak o tym pisał – nawet nadmiar autorytetów. Autorytetem byli nie tylko ojciec i matka, ale także nauczyciel, lekarz, policjant, ksiądz itd. A w sferze przedmiotów np. Tora i Pismo Święte. Dziś można czasem odnieść wrażenie, że już w podstawówce przynajmniej część uczniów cierpi na brak autorytetów lub ma ich niewiele.

– Jeszcze jeden przykład i rada z własnego doświadczenia – dodaje Tomasz Grzyb. – Trzeba być z dzieckiem blisko, zdawać sobie sprawę z tego, co się u niego dzieje, z kim przebywa itd. Sprzedaję pewien patent: Kiedy moja córka weszła w wiek, w którym na pytanie o coś mogłem usłyszeć „Daj spokój”, wpadłem na pomysł, by część ściany w jej pokoju pomalować farbą tablicową. Zaczęły się na niej pojawiać różne hasła pokazujące jej stosunek do świata, symbole, pokazujące, co jej było bliskie. Nie zmazywałem tego, co się na ścianie pojawiało, ale miałem możliwość o to zapytać. Narzekamy czasem, że dzieci nie chcą z nami rozmawiać, ale próbować trzeba. Ale też nie przegapiać momentów, w których rozmowa jest dobra i stosowna. Lubimy się skarżyć, że dzieci w wieku szkolno-przedszkolnym wciąż zadają pytania, ciągle chcą wiedzieć coś nowego. Czasem zadajemy sobie pytanie: kiedy to się skończy? Myślę, że jeśli będziemy mieli szczęście, to nigdy.

Czytaj także: Dzięki wsparciu uczniów posłali pomoc dla dzieci i młodzieży z Zambii i Peru

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.

Tags: Historiawychowanie
REKLAMA

NAJPOPULARNIEJSZE

  • Mała Sicilia w Opolu

    Nowa włoska knajpa w mieście. Jedną rzeczą chcą się wyróżnić

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Festiwal Smaku i Słodkości 2026. Święto łasuchów przez trzy dni w Opolu

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Przepis na korki w centrum? Remont przy Opolu Głównym rozpocznie się prędzej!

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Śmierć za zdjęcia? Nowe, szokujące fakty ws. zbrodni w Wołczynie

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
  • Futsalowy Dreman Opole wycofuje się z rozgrywek

    0 udostępnienia
    Usdostepnij 0 Tweet 0
REKLAMA

 

 

REKLAMA

 

REKLAMA
  • Redakcja
  • Newsletter
  • Kontakt
  • Gazetki promocyjne
  • Regulamin
  • Ochrona danych

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Strona główna
  • Najważniejsze
  • Newsletter
  • Opole
  • Region
  • Sport
  • Tylko u nas
  • Biznes
  • Nauka
  • Razem dla środowiska
  • Dobra Energia
  • Gazetki promocyjne
  • Redakcja
  • Kontakt

© Wydawnictwo SIlesiana 2022-2025