Pojedynek Gwardia Opole – Azoty Puławy zaczął się rewelacyjnie dla naszej ekipy. Nie minęło 300 sekund, a ta prowadziła już 6:1! Co prawda przyjezdni z czasem zniwelowali część strat, ale i tak najbliżej gwardzistów byli wtedy, gdy mieli dwie bramki mniej. Podopieczni Rafała Kuptela też jednak znowu potrafili się rozpędzić. To z kolei sprawiło, że na przerwą schodzili przy przewadze pięciu trafień.
Po zmianie stron jednak coś się zacięło w ich poczynaniach. Zarówno ofensywnych, jak i defensywnych. W tym pierwszym przypadku już nie byli tak skuteczni, a i nie sprzyjało im szczęście, gdyż parę razy obili konstrukcję „świątyni” strzeżonej przez Wojciecha Boruckiego. W obronie również coś się zaczęło psuć. Co miało przełożenie także na sporą ilość rzutów karnych dla rywali. Tak czy inaczej puławianie w końcu wyrównali. Działo się to na blisko 10 minut przed końcem gdy tablica wyników pokazywała 22:22.
Bój na całego
Wtedy jednak zaczął się bój na całego. Żadna z drużyn nie zamierzała odpuszczać, choć też opolanie z reguły byli o krok przed rywalami. Finalnie mogli też ten mecz wygrać w regulaminowym czasie. Jeszcze na 13 sekund przed końcem prowadzili 27:26 i mieli piłkę… po czym pogubili się i przejęli ją rywale. Co prawda Adam Malcher zatrzymał Rafała Przybylskiego i „skończył się czas”, ale sędziowie dopatrzyli się faulu. Wówczas to na siódmym metrze stanął Marcin Marciniak, który poradził sobie z „Yogim”, a zatem zarządzono serię rzutów karnych. W nich to po razie wykazali się nasi bramkarze i opolanie zwyciężyli 4:3.
– Cieszy fakt, że jesteśmy w stanie taką nerwówkę znowu rozstrzygnąć na swoją korzyść. Niemniej jednak wolałbym wygrać w regulaminowym czasie gry, bo to na pewno lepiej by smakowało – zauważał kapitan opolan Mateusz Jankowski.
– Z drugiej strony w związku z tym, że to wszystko tak się potoczyło, dłużej byliśmy z kibicami. Tym bardziej więc z całego serca dziękuje im za tak liczne wsparcie, bo nie da się ukryć, że ten sezon nie idzie po naszej myśli, ale cieszy to, że oni cały czas są z nami. Oby taka atmosfera panowała tutaj zawsze. Swoją drogą to myślę, że i dla nich był to jeden z najlepszych i emocjonujących meczów, jakie mogli oglądać w tym sezonie w naszym wykonaniu.
Dzięki tej wygranej nasi szczypiorniści mają na koncie 19 „oczek”. To sprawia, iż w tabeli PGNiG Superligi przesunęli się na ten moment na dziewiątą lokatę.
Gwardia Opole – Azoty Puławy 27:27 (17:12), karne 4:3
Gwardia: Malcher, Ałaj – Widomski 6, Czyczykało 4, Jankowski 4, Milewski 3, Zubac 3, Monczka 2, Scisłowicz 2, Hryniewicz 1, Morawski 1, Stempin 1, Koc, Kucharzyk, Wojdan.






















