Naprawdę nazywał się Izaak Schnitzer, ale cały świat zna go jako Emina Paszę. Urodził się w domu przy ówczesnej Stockgasse, dziś ul. Minorytów w niemieckim Opolu 28 marca 1840 roku, a wychował się w mieszanej rodzinie żydowsko-niemieckiej (ojciec prawdopodobnie był bankierem). Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, że będzie podróżował po całym świecie, dwukrotnie zmieniał wyznanie, że zyska światową sławę.
Miał rok, gdy jego rodzina przeprowadziła się do Nysy. Po kilku latach ojciec Izaaka nagle zmarł, matka ponownie wyszła za mąż, za ewangelika. Toteż w 1846 r. Izaaka ochrzczono w Kościele ewangelickim i odtąd nazywał się Eduard Karol Oskar Teodor Schnitzer.
Po skończeniu z wyróżnieniem nyskiego Collegium Carolinum (już w szkole wykazywał nieprzeciętny talent do języków) Eduard studiował w Berlinie, Wrocławiu i Królewcu. Żył w biedzie, podobno z konieczności rozpoczął praktykę lekarską jeszcze przed formalnym zdobyciem dyplomu. Gdy w 1864 r. skończył studia medyczne, urzeczywistnił marzenia o dalekich podróżach i badaniach, a ponieważ jego przedwczesna praktyka wyszła na jaw, być może chciał zwyczajnie zejść ludziom z oczu.
Emin Pasza wyznanie zmieniał kilka razy
W 1865 roku został lekarzem wojskowym w armii tureckiej w okolicy dzisiejszego Baru w Czarnogórze. Jako lekarz żołnierzy pozostawał w osmańskiej służbie przez około dziesięć lat. Nominację wystawiono mu na nowe tureckie nazwisko: Tabib Effendi.
Już jako lekarz i współpracownik tureckiego gubernatora Schnitzer odbył wiele podróży po Bałkanach i Azji Mniejszej, odwiedził m.in. Palestynę i Syrię. Pięć lat po rozpoczęciu wojskowej kariery przybiera nowe imię i nazwisko: Mehmed Emin i zmienia wyznanie na islam, zostając tureckim gubernatorem, czyli paszą Albanii będącej wówczas częścią Imperium Osmańskiego.
Biografowie o jego stosunku do wiary i religii piszą różnie. Jedni chętnie cytują zdanie, które miał wypowiedzieć w odpowiedzi na zarzut siostry, iż wyznania zmienia niczym rękawiczki. Bóg jest przecież tylko jeden – miał ją przekonywać. Łatwo z tego wyciągnąć wniosek, iż sprawy wiary i religii traktował bez przesadnej powagi.
Inni zwracają uwagę, że wprawdzie skrupulatnie chodził do meczetu, a nawet stosował się do muzułmańskich zasad ubierania się, ale tak naprawdę w głębi serca pozostał sobą. W liście do rzeczonej siostry miał napisać, iż owszem zmienił nazwisko, ale Turkiem faktycznie nie został.
Miał nieprzeciętne zdolności lingwistyczne, dzięki nim szybko opanował m.in. języki perski i arabski. W 1876 roku wyjeżdża do Sudanu i podejmuje się pracy lekarza wojskowego w siłach zbrojnych gubernatora Charlesa Gordona. Dwa lata później zostaje mianowany gubernatorem egipskiej prowincji Ekwatoria obejmującej część obecnego Sudanu Południowego oraz północną Ugandę. Mehmed Emin jest wysokiej rangi urzędnikiem i przysługuje mu tytuł effendi. Od tamtej pory posługuje się też imieniem i tytułem, z których dziś głównie go znamy – Emin Pasza.
Przysłał spreparowane ptaki i szkielety Pigmejów
Jako gubernator nie zapomniał o swoich pasjach. Uczestniczył w wielu wyprawach badawczych – botanicznych i ornitologicznych (od czasu do czasu przesyłając próbki badań do Europy), m.in. między rzekami Nil i Kongo. Dotarł nad Jezioro Wiktorii i Jezioro Alberta. Sprawy urzędowe i zainteresowania badawcze skłoniły go także do częstych podróży wodą przy pomocy dwóch parowców, zbudowanych specjalnie dla niego. To Eduard Schnitzer odkrył rzekę Semliki, łączącą Jezioro Alberta z Jeziorem Edwarda, co z kolei rzuciło nowe światło na położenie źródeł Nilu. Emin odkrył wiele gatunków zwierząt – wśród nich są Passer Eminibej (jeden z wróbli afrykańskich) czy Tauraco Emini (ptak z rodziny turaków).
Ponieważ wyniki badań i okazy przyrodnicze wysyłał do europejskich muzeów i towarzystw naukowych w Berlinie, Londynie i we Wiedniu (trafiały tam spreparowane przez niego motyle, chrząszcze ptaki, a prawdopodobnie także szkielety dwóch Pigmejów), stał się bardzo znany w Niemczech i w Europie. Już w 1893 roku doczekał się biogramu w renomowanej Encyklopedii Brockhausa.

Zasłynął także jako założyciel pierwszego szpitala dla rdzennych mieszkańców Afryki, w którym nie tylko pracowali lekarze z Europy, ale i docierały do niego zapasy chininy, pierwszego skutecznego leku przeciwko malarii. Nic dziwnego, że pacjenci uważali go za cudotwórcę.
Zwalczał handlarzy niewolników
Otwarty na innych umiał nawiązywać przyjazne kontakty z wieloma plemionami w Afryce. Nie był brutalny wobec tubylców, zwalczał handlarzy niewolników, co w przyszłości miało się zresztą obrócić przeciwko niemu. Był stanowczym przeciwnikiem niewolnictwa. Jego wojska walczyły z tureckimi handlarzami ludźmi. Bez wątpienia w patrzeniu na ten problem Emin Pasza wyprzedzał swoją epokę.
Niewiele wiadomo o jego rodzinie. Pracując w Ekwatorii, ożenił się z Abisynką z plemienia Gala, z którą miał syna i córkę. Żona i syn zmarli szybko, zaś córka Farida miała – jak piszą znawcy jego życia – nie tylko bywać w Berlinie, ale także odwiedzać Nysę i czasowo mieszkać u siostry Emina Paszy. Jeśli to prawda, można sobie tylko wyobrazić, jaką sensację musiała w tamtych czasach wzbudzać w mieście dziewczyna o śniadej cerze.
W 1881 r. w Sudanie wybucha powstanie Mahdiego skierowane przeciwko egipsko-sudańskiej władzy. Emin Pasza na czele 10 tysięcy osób (żołnierzy, ale także kobiet i dzieci) wycofał się nad Jezioro Alberta. Po zagładzie armii Gordona (wydarzenia te opisał w powieści „W Pustyni i w puszczy” Henryk Sienkiewicz, wspominając zresztą słynnego opolanina) Emin Pasza dysponował jedyną armią zdolną odeprzeć mahdystów, co jeszcze powiększyło jego sławę. Nic dziwnego, był jedynym gubernatorem, który autentycznie pełnił swoją funkcję, a kierując dziesięciotysięczną armią, a podobno także parowcami – mógł odpierać ataki powstańców.
Wielu Europejczykom jawił się wówczas jako obrońca cywilizacji w sercu Czarnego Lądu. Stał się gwiazdą światowych mediów. Tak wielką, że jego imię otrzymał statek jednej z linii żeglugowych, odmiana róży, pojawiły się nawet cygara marki Emin Pasza. Tyle tylko, że sam bohater o wszystkich tych zaszczytach – odcięty przez kilka lat od wieści z Europy – prawdopodobnie nie wiedział.
Powrót do Europy? Nie, dziękuję
Dopiero w 1887 r. na pomoc Eminowi Paszy wyruszyła wyprawa Henry’ego Mortona Stanleya, który wsławił się tym, iż kilkanaście lat wcześniej odnalazł w Afryce doktora Davida Livingstone’a. Jego ekspedycja dotarła do okrążonej przez rebeliantów Ekwatorii. Celem wyprawy było nie tylko ratowanie słynnego Emina, ale także cennych zapasów kości słoniowej, które spodziewano się znaleźć. Tymczasem okazało się, że wyczerpani i zdziesiątkowani ludzie Stanleya sami potrzebowali pomocy. Co więcej, Emin Pasza nie bardzo chciał z zaoferowanej pomocy korzystać ani wracać do Europy. „Pozostanę z moimi ludźmi, dopóty nie przekonam się z całą pewnością, że zarówno ich przyszłości, jak i przyszłości tego kraju nic nie grozi […] Opuścić nasze terytorium? Nie ma mowy” – zapisał w dzienniku.
Ostatecznie po kolejnym ataku powstańców Emin Pasza jednak zarządził opuszczenie prowincji. W kwietniu 1888 r. razem z resztką żołnierzy, ich rodzinami, a także z ludźmi Stanleya wyruszył na wschodnie wybrzeże Afryki, kontrolowane przez Niemcy. Dotarł tam ostatecznie w grudniu. Pojawienie się podróżnika, uważanego za zaginionego, spowodowało kolejną falę zainteresowania jego osobą, którą podsycił jeszcze bardziej jego powrót do Europy.
W jednej z ówczesnych gazet nazwany został nawet następcą Krzysztofa Kolumba.
Według legendy miał zostać zjedzony
W 1890 r. wraca do Afryki i melduje się w służbie kolonialnej Niemiec. Niebawem wyrusza z misją podporządkowania terenów dzisiejszej Ugandy i Tanzanii. Jego działalność cieszy się uznaniem. Otrzymuje niemieckie odznaczenia i depeszę gratulacyjną od cesarza.
Tyle tylko, że jego wysiłki przerywa podpisanie przez Niemcy i Wielką Brytanię porozumienia, dotyczącego podziału afrykańskiego terytorium. I wówczas – karny przez całe swoje życie – Emin Pasza robi nieoczekiwany zwrot. Mimo rozkazów o zaprzestaniu działań w rejonie Jeziora Wiktorii buduje nad nim fort. Potem kieruje się w stronę „swojej” Ekwatorii. Marzy mu się, aby znów być effendim. Szybko okazuje się, że są to tylko mrzonki. Schorowany, niemal niewidomy, 52-letni Schnitzer, przy którym zostaje tylko garstka najwierniejszych ludzi, zostaje zaatakowany przez handlarzy niewolników, którzy szukają na nim zemsty za jego wysiłki na rzecz powstrzymania handlu żywym towarem.
W październiku 1892 roku w Kinena, miejscowości odległej o około 150 kilometrów od wodospadów Stanleya w dzisiejszym Kongo zostaje zamordowany przez Saida ben Abedi, arabskiego handlarza niewolnikami. Jego ciało nigdy nie zostało odnalezione. Według lokalnej legendy Pasza miał zostać po śmierci zjedzony przez miejscową ludność. Po słynnym podróżniku został tylko dziennik, który przypadkowo znalazł pewien belgijski oficer nazwiskiem Ponthier. Jego treść została doprowadzona do połowy października 1892 roku.
Emin Pasza doczekał się tablicy w Opolu
W Muzeum Śląska Opolskiego ten wielki opolanin został uhonorowany wystawą w 1995 roku. Zresztą już w niemieckim Opolu były plany jego upamiętnienia. Ostatecznie jego imieniem nazwana została uliczka w obecnej dzielnicy generalskiej. Przetrwała jednak bardzo krótko, bo po dojściu hitlerowców do władzy Żyd nie mógł być patronem żadnej ulicy w mieście. Dziś tej uliczce patronuje generał Józef Zajączek. Nie ma już knajpy „Pod Białym Paszą” mieszczącej się kiedyś przy obecnej ulicy Koraszewskiego. Dom, w którym podróżnik przyszedł na świat, zburzono jeszcze pod koniec XIX stulecia.
W 2011 roku do nyskiego magistratu trafił list Omukamy Solomona Iguru I, króla Bunyoro-Kitata, jednego z siedmiu królestw Ugandy. Lokalny władca prosił władze Nysy o informacje o Eminie, bliskim przyjacielu jednego ze swoich przodków i narodowym bohaterze Ugandy. Zebrane informacje przesłano.
W Afryce upamiętnia go także jedna z zatok Jeziora Wiktorii nosząca jego imię. Całkowicie zasłużenie, skoro w Afryce spędził blisko dwadzieścia lat i przeszedł do historii jako jeden z jej najwybitniejszych badaczy.
23 września 2017 roku w Opolu, w miejscu gdzie stał rodzinny dom podróżnika, odsłonięto upamiętniającą go tablicę.

***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania




